Profesorek Fizzwizzle

Wczoraj natrafiłem na tę gierkę na The Linux Game Tome. Już na
screenshotach Professor
Fizzwizzle
bardzo mi się spodobał, więc ściągnąłem demo. Niestety gra
zawisła po uruchomieniu i było już za późno, żeby w tym grzebać.

Dzisiaj sobie o grze przypomniałem, zajrzałem do README, dowiedziałem się,
że na zwisy pomaga podanie magicznego parametru 4 w linii komend.
Poprawiłem więc dołączony skrypt run.sh i uruchomiłem go.
Tym razem nic się nie powiesiło i mogłem pograć. Bardzo sympatyczna gra,
z bardzo sympatyczną grafiką. Prawdopodobnie wciągająca, ale ja nie mam czasu,
by się dawać wciągnąć ;-), w szczególności, jeśli miałbym za to
zapłacić (mógłbym kupić taką grę, gdybym miał czas w nią grać). Zobaczyć
w każdym razie warto.

Zmagań z kartą TV ciąg dalszy…

Niby sytuacja beznadziejna, ale jeszcze się nie poddałem. Najpierw
spróbowałem odpalić system w 32-bitach. 32-bitowy chroot już miałem, więc
dorzuciłem tam kernela i parę innych pakiecików, skonfigurowałem gruba
i zabootowałem. Próba zgrania czegoś… i znowu, nie minęła minuta i kernel
płacze, że mu się filesystem popsuł… wrrr…

Kolejne podejście. Skompilowałem sobie własnego kernela (64-bity, skoro
nie widać różnicy), ale z wyłączonymi niektórymi podejrzanymi
ficzerami, jak np. CONFIG_PREEMPT. Reboot, próba zgrania czegoś… i znowu
oops.

Kolejne próby to wyłączanie wszelkich sterowników. Najgorzej było z USB,
ciągle coś mi ładowało moduły, nawet jak miały alias na „off” w modprobe.conf.
Przeniosłem gdzieś odpowiedni katalog z /lib/modules i się tego USB pozbyłem.
Dalej nic to nie dało.

Wszystko wskazywało na to, że programowe możliwości mi się wyczerpały,
więc zabrałem się za sprzęt. Wyciągnąłem nieużywaną kartę sieciową
i przestawiłem w slotach karty TV i SCSI. Start systemu, próba nagrywania…
i to samo.

Już właściwie postanowiłem, że wezmę tę kartę do pracy, sprawdzić ją na
płycie Intela, bo coś ten mój Asus A8N-E podejrzany jest… ale jeszcze
chciałem parę rzeczy sprawdzić…

I w końcu ruszyło. Nie wiem dokładnie co pomogło (dość mam rebootów, nie
będę sprawdzał), ale mogła to być jedna z dwóch rzeczy: albo options
bttv latency=248 gbuffers=32
w modprobe conf (wcześniej miałem
tylko latency=200, albo nic), albo przestawienie w BIOSie
synchronizacji zegara PCI (czy jakoś tak) z To CPU na 33.333.
W każdym razie teraz od ponad 1000 sekund idzie nagrywanie i nic się jeszcze
nie sypie. :-)

Update: chwilę po wysłaniu wpisu się jednak sypło :-(

Nowa zabawka

Kupiłem sobie nową zabawkę – kartę TV. Prawde mówiąc nie jest mi to
specjalnie potrzebne, ale chciałem się czymś nowym pobawić, a za kilkadziesiąt
złotych mogę zaszaleć. Karta to AverTV Studio Model 103, na bt878a.

Karta po włożeniu do kompa została automatycznie wykryta (został załadowany
odpowiedni sterownik), bez najmniejszego problemu. Nie mając innego sprzętu, ani kabla
do podłączenia sygnału TV, pierwsze co podłączyłem to aparat cyfrowy,
wykorzystując jego wyjście Video. Odpaliłem tvtime, ale bez oczekiwanego efektu
(karta została rozpoznana, ale obrazu nie było). Okazało się, że 32-bitowa aplikacja nie
może się dogadać z 64-bitowym sterownikiem w kernelu. Zainstalowałem 64-bitowe tvtime
i pojawił się obraz.

Pierwszego wieczora wypróbowałem jeszcze radio. To działało nawet poprzez
32-bitową aplikację (gnomeradio), ale niestety odbierało (na dołączonej do
karty antanie) tylko Radio Maryja. Po przestawieniu anteny udało się jeszcze
złapać Antyradio, ale słabo.

Następnego dnia zaopatrzyłem się w kabelki, żeby potestować kolejne funkcje karty.
Telewizja ruszyła, tylko większość kanałów zaśnieżone. Ale to można było
przewidzieć, bo sygnał w naszej kablówce jest nienajlepszy, a w komputerze
sporo szumów. W każdym razie Wiadomości obejrzeliśmy sobie na monitorze LCD.

Próbowałem też coś nagrać na dysk, ale wszelkie próby, jeśli już się
program dogadał z kartę, kończyły się tajemniczymi Oopsami, więc dałem sobie
z tym spokój.

W sobotę wpadł do nas mój ojciec i okazało się, że może nam odstąpić swoją
kamerę VHS (prawdę mówiąc nie miałem pojęcia, że miał coś takiego), bo kupił sobie
cyfrową. Teraz mogło zacząć się prawdziwe szaleństwo z moją nową zabawką…

Obraz z kamery wyświetlić na komputerze udało się od razu – tvtime
w końcu już się sprawdziło. Ale wypadałoby zrobić z tym coś więcej, równie dobrze
przecież mógłbym sobie podpiąć kamerę do telewizora. Zacząłem więc szukać jakiegoś
fajnego oprogramowania do tego. Najpierw coś do zrobienia kamerki internetowej.
W końcu znalazłem webcam_server które zaspokoiło
moje potrzeby na tę chwilę i przez jakiś czas parę osób mogło oglądać
niezwykle fascynującą transmisję: Ikę
przed laptopem.

Dzisiaj wróciłem do walki z nagrywaniem. Niestety wciąż tylko oopsy
i oopsy. Kombinowałem z różnymi opcjami bttv i kernela, z różnymi aplikacjami
i wciąż to samo. Pogooglałem i okazało się, że to najprawdopodobniej wina
sprzętu, najpewniej płyty głównej, która nie radzi sobie z dwoma transmisjami
DMA na raz (z karty TV i do kontrolera SCSI). Zamazywane są losowe fragmenty
pamięci jądra i właściwie powinienem się cieszyć, że na dysku mam jeszcze
jakieś dane, a nie już tylko śmieci (dobrze, że to ext3).

Wkurzyłem się trochę. Myślałem, że wreszcie mam porządną płytę główną,
a tu znowu jakiś feler wyskakuje. I to chyba nie do obejścia. Chociaż…
jeszcze wszystkich kombinacji nie sprawdziłem… z drugiej strony, żeby
sprawdzić z 32-bitowym kernelem, to znowu pół systemu musiałbym wywalić do
góry nogami… ech… może po prostu nigdy więcej składaków-PC?

fstab-sync zniknął?

Miesiąc temu opisałem jak
sprytnie skonfigurowałem sobie czytnik kart w moim nowym komputerku
. Dzisiaj
chciałem sobie tym sposobem zgrać zdjęcia z karty CF. Wkładam kartę,
robię mount /media/cf… i nie ma takiego katalogu. W fstabie
też żadnej wzmianki o włożonej karcie, mimo że wciąż jest nagłówek: #
This file is edited by fstab-sync - see 'man fstab-sync' for
details
. Chciałem spróbować odpalić fstab-sync ręcznie… ale
nigdzie nie ma czegoś takiego…

Szukam poldkiem po pakietach – nie ma. Zaglądam do hal.spec
i dowiaduję się, że fstab-sync zostało usunięte ze źródeł. Zaglądam do
ChangeLog i dowiaduję się tylko tyle, że zostało usunięte. Ani słowa na temat
dlaczego i co w zamian. Na stronach Hala wyszukiwanie
hasła fstab-sync nie pokazuje nic.

No pięknie… niech ja jeszcze się kiedyś jakąś ciekawą technologią
zainteresuję… Ciekawe, czy jak skonfiguruję udev, żeby mi robiło symlinki
dla urządzeń czytnika kart, to też to za miesiąc przestanie działać…

Łażenie po drzewach

Jakiś czas temu wyczytałem na
newsach
, że w Świerklańcu jest fajny park linowy. Jakiś czas temu
mi mama wychwalała coś podobnego tyle, że w Wiśle. Ja kiedyś uwielbiałem łazić
po drzewach, więc chętnie czegoś takiego bym spróbował. Dzisiaj ładna pogoda,
dzień wolny, dobrze by było go jakoś miło z rodzinką spędzić. A o Świerklańcu
dużo dobrego, nie wliczając tego parku linowego, słyszałem. Zabrałem więc
rodzinkę na wycieczkę…

Na miejsce trafiliśmy właściwie bez problemu (nie licząc tego jak się
władowałem jak blondynka pod prąd przy samym wjeździe do parku). Już
w pierwszej chwili stwierdziliśmy, że tamtejszy park pałacowy jest
wielki. I do tego bardzo ładny. Pełno ludzi, ale nie aż tyle,
żeby uprzykrzało to nam tam pobyt. Znaleźliśmy też wspomniany park
linowy
.

Właściwie to nie byłoby go w ogóle widać, gdyby nie tłumek ludzi
patrzących się w górę. Gdy podeszliśmy okazało się, że rzeczywiście tam coś
jest – kilka drzew połączonych linowym torem przeszkód. Właśnie jakiś
gostek kończył tam zabawę. Było widać, że ma niezłego pietra, a przy okazji
niesamowicie godoł po śląsku. Zresztą instruktor nie był gorszy –
przyjezdni z innej części Polski mogli by uznać, że to takie przedstawienie
dla turystów.

Gdy tamten zszedł zaraz zacząłem się rozglądać za jakąś kolejką, czy
zapisami… Okazało się, że jeden chętny już jest, ale ja się też od razu
załapię. Krótkie szkolenie – jak się bezpiecznie przypinać
karabińczykami do lin asekuracyjnych i mogliśmy zaczynać. Ja pierwszy, za mną
jakiś młody chłopak.

Najpierw sznurkową drabinką na górę. Wszedłem, ale tak się przy tym
zmęczyłem, że zwątpiłem czy daleko zajdę. Na szczęście kolejne ćwiczenia już
nie były takie siłowe. Przeszedłem większość tego toru przeszkód,
poziom adrenaliny w organiźmie przy tym podskoczył to raczej niespotykanego
u mnie poziomu. Przy którymś z kolei odcinku już całkiem nieźle mi szło
– zaczynałem czuć się trochę pewniej… Do czasu. Gdy dotarłem do
najdłuższego odcinka, z wiszącymi na sznurkach oponkami zwątpiłem. Mimo to
spróbowałem, ale na drugiej oponce się poddałem. Z wysiłkiem jakoś jeszcze
wróciłem na drzewo i poprosiłem o spuszczenie mnie w dół (schodzenie było
chyba najprzyjemniejsze). Może innym razem przejdę więcej. Na dziś tej
adrenaliny i wysiłku stanowczo wystarczy. :-).

A przy okazji przypomniała mi się jeszcze piosenka:

Po linie idziesz sam
i w całym cyrku cicho tak
i krok za krokiem musisz iść
nie masz odwrotu musisz spaść

wszyscy czekają żebyś spadł
wędrujesz po to żeby spaść
balansujesz po to żeby spaść
ta cisza jest dla ciebie

[...]
(Republika, Sam na linie)

Wredni spamerzy…

Wredni spamerzy zaspamowali mi w komentarzach na Tracu moich projektów…
Dobrze, że przyszło powiadomienie mailem, bo zrobili to tak sprytnie, że na
stronie nie widać. A Trac jest nieco za ufny (pozwala każdemu kod HTML wrzucać)
i nawet nie ma funkcji usuwania komentarzy… Na razie poradziłem sobie
grzebiąc ręcznie w bazie.

Ograniczać dostępu tylko do zalogowanych użytkowników nie chcę, bo już
zupełnie nikt tam się nie będzie udzielać (i tak nikt się nie udziela). Jest jakiś
antyspamowy plugin do Traca, ale do wersji bleeding edge, której na razie nie
mam ochoty testować. Będę musiał sobie inaczej poradzić… mam nawet pewien plan –
popodpinać sensowne bazy DNSBL (te z open-proxy i z najbardziej zatwardziałymi spamerami)
do Apache (pewnie przez mod_rewrite, bo mod_access_rbl nie bardzo mi się
podoba). Coby serwerka za bardzo nie obciążać, to ograniczę się do blokowania
POSTów. Zobaczymy co to da.

Na szybko chciałem zablokować od razu IP dzisiejszego spamera… ale nic z
tego – ile spamów (treść wszystkich praktycznie identyczna), tyle różnych
IP.

A, żeby ograniczyć problem na dobre, to trzeba by ograniczyć możliwość
używania gołego HTML i zewnętrznych linków w komentarzach i wszystkich innych
elementach, które mogą być edytowane przez niezalogowanych użytkowników. Ale
tego Trac chyba też nie umie. :-(

Google Sitemaps

Szukając sposobu na usprawnienie indeksowania mojego bloga w nowej
domenie, a w szczególności sposobu na odzyskanie Page Rank ze starej domeny,
znalazłem ciekawą usługę Google: Google
Sitemaps
.

Podstawową funkcją Google Sitemaps jest przekazywanie robotom Google
map swoich serwisów WWW, żeby ułatwić im robotę. Ale przy okazji
dostajemy przydatne narzędzie w postaci informacji o indeksowaniu naszych
stron – różne statystyki i informacje o napotkanych błędach. Bardzo
miło.

Na buggerze zgłosiłem już
propozycję nowego ficzera – generowanie sitemaps dla Google
i innych wyszukiwarek obsługujących ten protokół. Gdyby taka funkcja była
dostępna wcześniej, to pewnie indeksowanie mojego joggera pod nowym adresem
poszłoby znacznie sprawniej. Ale i tak nie jest źle.