Jeszcze MO nie zginęło…

Wczoraj na Facebooku pojawił się wpis:

Serdecznie dziękuję policjantowi o numerze służbowym: 96 58 30 i Policji za skuteczne zniwelowanie 20 lat mojej pracy wychowawczej.
Wracającego znad Wisły 20-latka policja zaprosiła do radiowozu za znaczek Razem  na plecaku.
ZA ZNACZEK NA PLECAKU.

Tam, w zaciszu, bez świadków, policjant-kozak mówił, że nie lubi lewackich kurew i pedałów. Zapytał, czy młody lubi w dupę i czy bzyka się z pedałem Zandbergiem.
Zapytał, czy jest komunistą czy tylko lewacką spierdoliną.

Pierwszy błąd — delikwent założył, że nie zrobił nic złego i może nie mieć dowodu.
Drugi błąd, że potem jednak ten dowód znalazł.
Panowie policjanci mu do wyboru mandat albo Kolska. Błąd trzeci — młody mandat przyjął, chociaż pałowania i paralizatorów w ofercie nie było, ale może był to pakiet specjalny.
Błąd czwarty — uwierzył w to, co mówił policjant, że mandat 200 zł i podpisał nie sprawdzając kwoty.

W efekcie dostał mandat za 600 zł za „wprowadzenie funkcjonariusza w błąd i używanie słów uznanych za obraźliwe”.
Jeśli nie dopisali znieważenia funkcjonariusza na służbie, do znaczy, że musiał mówić „do kroćset”, „olaboga” i „sacrebleu”.
Panów było czterech, gówniarz sam, świadków nie ma.

Przepraszam synu, że Cię dwadzieścia lat okłamywałam, że obywatel, nawet lekko nietrzeźwy, nie musi obawiać się policji.
Że policja tak naprawdę jest po Twojej stronie. Przepraszam, że nauczyłam Cię, że żeby cię ukarać, musisz być winny i że mandaty dostaje się sprawiedliwie. Niestety również nauczyłam Cię, że się je płaci i teraz muszę Ci pożyczyć 600 zł, które ze swoich studenckich dochodów będziesz mi spłacał trzy miesiące.

Panie Mariuszu, Marianie lub Marcinie, numer służbowy 96 58 30, już wiemy, że wróciły czasy, w których noszenie nieprawomyślnych znaczków jest niebezpieczne, że przed policją znowu należy uciekać.

Wychowałam się w latach ’80, wiedzę jak omijać milicję wyssałam z mlekiem matki. Może pan być pewien, że ją przekażę synowi, żebyście z niego nie zrobili Grzegorza Przemyka Dobrej Zmiany.

A Panu i kolegom serdecznie dziękuję za rozwianie naszych złudzeń.

Tekst ten jest też wciąż dostępny na Google+.

Gdyby nie to, że Annę-Marię i Jakuba uważam za wyjątkowo wiarygodnych, to byłbym pełen wątpliwości, co do prawdziwości tego wpisu. Niestety, wszystko wskazuje na to, że to prawda.

Dzisiaj okazało się, że taka relacja „jest niezgodna ze standardami społeczności Facebooka”:

facebook_dupa

Update: Facebook wpis przywrócił, ale bardzo możliwe, że „po znajomości”, bo nie każdemu się tak udaje.

Nie sądziłem, że tak szybko doczekamy się czasów, gdy krytyka działania Policji będzie natychmiastowo „zdejmowana z internetu”. Tak, wiem, tu raczej chodzi o słabość polityki i algorytmów Facebooka niż o korupcję, ale i tak nie wygląda to dobrze. Toż to nawet kobiecym sutkom zdarza się na FB dłużej wisieć.

Jeszcze niedawno mój brat wyrażał zaskoczenie i prawie podziw dla Policji, która Razem w demonstracjach nie przeszkadzała, a wręcz im służyła (w końcu od tego „służby” są). Gdy parę lat wcześniej działał w innych organizacja, którym z władzą było nie po drodze, zdarzały się szykany. No cóż, myślę, że właśnie został przywołany do rzeczywistości. Chociaż nie sądzę, żeby faktycznie miał jakieś złudzenia.

Oczywiście nie można uogólniać. Nie ma powodów sądzić, że już cała Policja jest zła, ale jednak to, że taki przypadek się zdarzył nie świadczy o instytucji dobrze. Ciekawe co będzie z tym dalej. Oczywiście bez dowodów sprawa jest nie do wygrania w sądzie. W demokratycznym państwie prawa, w świetle takich, i tylko takich, oskarżeń, policjant musiałby być uniewinniony. Ale jakoś nie sądzę, żeby to był pojedynczy przypadek i jeśli policjant ma przyzwoitego i odpowiedzialnego przełożonego, to powinien być teraz porządnie sprawdzony i przypilnowany. To powinno wystarczyć, żeby szybko z roboty wyleciał. Nie ma tam dla niego miejsca. Mam nadzieję, bo przy tym co się ostatnio słucha o zbrojeniu organizacji paramilitarnych itp., to może właśnie takich władza poszukuje i ceni…

Nie dziwi mnie też specjalnie, że taka osoba jest funkcjonariuszem policji. Miałem w życiu raz do czynienia z Milicją Obywatelską (jako dzieciak miałem nieprzyjemność być przesłuchiwanym, w roli podejrzanego) i parę razy z Policją. Z Policją już zawsze jako praworządny obywatel, ale niekoniecznie wyglądało to tak, jak powinno.

Pamiętam składanie wyjaśnień w sprawie kradzieży, której byłem ofiarą na Przystanku Woodstock w Szczecinie. Pół roku po zgłoszeniu, zostałem zaproszony na posterunek Policji w mieście w którym mieszkam. Panowie policjanci przyjęli moje zeznania, wyglądało to mniej–więcej tak:

– Byłeś na tym festiwalu i ukradli ci namiot?
– Tak.– To chujowo. Tam były wszystkie dokumenty itd.?
– Tak.
– To chujowo
[…]

Muszę przyznać, że policjanci byli, na swój sposób mili. Wykazali się nawet empatią. Ale jakoś nie byłem zachwycony, że właśnie takie osoby są odpowiedzialne za nasze bezpieczeństwo. Obskurny pokoik, z przestarzałym sprzętem nie pomagał wizerunkowi Instytucji.

W innych przypadkach sami policjanci sprawiali lepsze wrażenie, ale warunki ich pracy zawsze wydawały się przygnębiające. Trudno sobie wyobrazić, żeby ludzie o lepszych perspektywach pchali się tam do pracy drzwiami i oknami. Poza paroma idealistami raczej muszą tam trafiać tacy, co niekoniecznie gdzie indziej by pracę znaleźli.

Teraz do kiepskich warunków (chociaż te akurat chyba się ostatnio trochę polepszyły) i kiepskich kadr dochodzą jeszcze nie najlepsze sygnały z góry. To ulgowe traktowanie skrajnie-prawicowych ugrupowań i osłabianie wszelkich instytucji od obrony praw obywatelskich i równouprawnienia, nie wróży nic dobrego. Ustawa „antyterrorystyczna”, dająca służbom kolejne przywileje, raczej też nie ukróci nadużywania władzy przez funkcjonariuszy.

Chciałbym móc ufać Policji, chciałbym, żeby przypadek Jakuba okazał się tylko okazją wyrzucenia zgniłego jabłka z koszyka. Niestety, jakoś obecnie słabe są na to widoki. Chwała władzy, że „jeszcze nie pałuje”, ale jakoś to trochę mało.

Reklamy

Dlaczego nie głosować na…

Kolejne wybory za parę lat, ale rząd (i opozycja też) już sobie grabi. Notkę tę piszę dla siebie, żeby nie zapomnieć czemu na kogo nie głosować. Tym razem jeszcze pamiętałem czemu PO nie chcę (tak, chodziło też właśnie o ACTA) i dobrze, ale do następnych wyborów może lepiej się przygotować…

Dlaczego nie głosować na PO:

  • ACTA – potajemnie, bez konsultacji społecznych, wbrew obietnicy premiera (że nie podpiszemy póki nie rozwiejemy wątpliwości), przy wyraźnym sprzeciwie opinii społecznej.
    • Niesiołowski – „Zagłosuje za ACTA natychmiast, jak tylko sprawa ratyfikacji tej umowy trafi do parlamentu – zapowiedział na antenie Radia Zet Stefan Niesiołowski. – ACTA jest bardzo dobre – podkreślił. ”
  • „ustawa refundacyjna” i odpowiednie do niej rozporządzenie – nie moja działka, ja się nie znam, ale i tu były jakieś tajne negocjacje i istotne kwestie zostały ujawnione, gdy już nic z tym nie można było zrobić

Dlaczego nie głosować na PIS:

  • Smoleńska brzózka itd.

Wpis będzie uzupełniany…

W lokalu wyborczym

Wybraliśmy się całą rodzinką na wybory. Po drodze głośno rozmyślałem:

— Ciekawe czy będzie tam któryś z tych „mężów zaufania” z PiSu? A właściwie to mogłaby być „żona zaufania” w moherowym berecie. Ale czy wtedy by nie było to łamanie ciszy wyborczej?

Pogdybałem sobie (oprócz powyższych rozważań było i o „sympatycznych” długopisach i o mężach ze stearyną) i poszedłem głosować… a tam, w kącie lokalu siedzi starsza pani, z pretensjami do świata wymalowanymi na twarzy. Obok niej wisi… moherowy kapelusik. Dobrze, że nie beret, bo bym dosłownie tam ROTFLował. :)

Publikacja wpisu opóźniona do zakończenia ciszy wyborczej

Re: Głos w sprawie blokowania stron internetowych

siwa spisała swoje wnioski z toczącej się dyskusji o blokowaniu stron internetowych. Ja pozwalam sobie mieć nieco inne zdanie. No cóż, miejscami jestem zatwardziały liberał.

Zanim zdecydujemy się jak walczyć, trzeba zdecydować z czym mamy walczyć. O jakie zagrożenie chodzi, kogo mamy bronić. Czy złe jest to, że ktoś produkuje
„treści pedofilskie”, czy to, że ktoś je zobaczy? Normalny człowiek
(przypadkowy Kowalski) gdy na coś takiego trafi od razu nie zacznie molestować
dzieci. Raczej się oburzy, oleje sprawę, albo zawiadomi odpowiednie służby. Bo
problemem nie jest przypadkowy Kowalski, który tam trafi, tylko ci którzy te
treści opublikowali. Dlaczego więc wprowadzać kosztowne, nieprecyzyjne i
podatne na nadużycie przepisy blokujące przypadkowego Kowalskiego? To jedynie
sprawi, że dla przypadkowego Kowalskiego problem pedofilii zniknie (przestanie być widoczny). Dla niego pojawi się, najwyżej, problem znikających przez pomyłkę innych stron, czy celowego nadużywania tych przepisów. Nawet zwolennicy regulacji przyznają, że jest takie ryzyko (jak czasem aresztowanie niewinnego człowieka). Nie widzę jednak sposobu, żeby takie blokady w jakikolwiek sposób pomogły rzeczywiście wykorzystywanym seksualnie dzieciom.

Jeśli chodzi o argument, że „radzimy sobie z wydawnictwami, gazetami i płytami z nielegalną treścią” – nikt nie włazi ludziom do domu i nie zabiera z półek książek z niewłaściwymi treściami. Era palenia książek też już minęła. Indeks ksiąg zakazany? To już historia, myślałem że wszyscy się zgodzili z tym, że niechlubna…

Naloty na dystrybutorów, czy konfiskaty płyt się zdarzają, ale to raczej chodzi o prawa autorskie niż o treści. I też niekoniecznie mi się podoba jak to czasem wygląda.

Sam w domu nie mam pedofilskich pisemek, ale mam na pewno coś co obraża czyjeś uczucia religijne, albo nawołuje do łamania jakiegoś przykazania (według czyjejś
interpretacji). Wiem że w niektórych krajach by chętnie i mnie z tym spalili,
ale mam nadzieję że u nas jest jednak cywilizacja. Nawet jeśli ktoś by miał
jakieś „pedofilską książkę” (kto ocenia co jest pedofilskie? „Kot który
przenika ściany” Heinleina jest dość pedofilski?), to wolałbym, żeby trafiła do
jakieś biblioteki (nie koniecznie na łatwo dostępną półkę) czy archiwum, a nie
zostało spalone. Już zbyt wiele dzieł zostało utraconych na zawsze tylko dlatego, że ktoś je uważał za niewłaściwe. Zdaje się że spotkało to np. traktat „De non existentia Dei” Łyszczyńskiego, który jest teraz znany tylko z cytatów…

Ja wiem, że to wkurzające, że takie rzeczy „wiszą w sieci”. To pokazuje że nie radzimy sobie z problemem. Ale tu „leczenie” widocznych objawów problemu nie rozwiązuje, a wprowadza realne ryzyko i koszty. Jeśli regulacje miałyby wejść trzeba by te koszty bardzo dokładnie oszacować i zminimalizować ryzyko błędów i nadużyć. To dodatkowe koszty. Jesteśmy w stanie je ponieść. Mamy dość kompetentnych prawodawców? Może byłbym w stanie się zgodzić na jakieś przepisy umożliwiające wprowadzanie blokad… ale na razie nikt nie był w stanie zaproponować nic co byłoby w jakimkolwiek stopniu akceptowalne. I nie wiem czy ktoś w ogóle może być w stanie. Bo jak się wprowadzi większą kontrole to będą i większe koszty i mniejsza skuteczność (długi czas zanim blokada będzie aktywna). Jak się wprowadzi precyzyjne i wąskie kryteria oceny treści, to więcej niewłaściwych stron może uniknąć blokady. Da się osiągnąć kompromis? IMHO nie ma sensu próbować, można więcej zrobić podchodząc do problemu z innej strony i naprawiając to co teraz nie działa poprawnie, a można poprawić (np. sądownictwo i policję).

Na kogo by głosować w Gliwicach…

Zbliżają się wybory samorządowe, na których chciałbym wybrać świadomie i dobrze. Nie będzie to proste, bo właściwie nie do końca wiadomo co oferują kandydaci. W głównych mediach partie się licytują… właściwie nie wiadomo na co, bo ogólnokrajowy program partyjny ma się nijak do lokalnych potrzeb, a nawet jeśli mógłby coś mieć, to nikt żadnego programu nie przedstawia… Pozostaje traktować przynależność partyjną kandydatów jedynie jako jakąś ogólną wskazówkę i spróbować szukać informacji gdzie indziej…

Najgorzej jest z kandydatami do Sejmiku Województwa Śląskiego. Po odrzuceniu list związanych z partiami czy organizacjami na które na pewno głosować nie mam zamiaru zostaje kilka. Nazwiska nic nie mówią, to biorę pierwszych z każdej listy i googlam… zwykle nie dowiadując się o nich więcej niż to, że kandydują. Widać te stołki są tak mało istotne, że partie ani nie wystawiają znanych osób, ani w żaden sposób ich nie promują. I zastanawiam się, czy głosować na panią o której cokolwiek udało mi się przeczytać (nie świadczącego o niej ani dobrze ani źle), która jednak należy do partii niezbyt mi bliskiej, czy na „tajemniczy numer jeden” z listy, powiedzmy, mi bliższej (znaczy się najmniejsze zło)… A miało być „świadomie i dobrze”.

Trochę lepiej jest z kandydatami na radnych. Może też nie znam tych ludzi za bardzo, ale można o nich coś poczytać, część miała się już okazję w gliwickich władzach wykazać no i są do wyboru kandydaci niezależni. No to jedźmy po kolei:

  • SLD – główna zaleta, że to ani PO, ani PiS. Na pierwszym miejscu w moim okręgu jakiś Grzyb. Ma nawet stronę WWW, ale nic istotnego dla mnie z niej nie wynika. Raczej odpada.
  • PiS – konsekwentnie uważam, że nie po drodze mi z tą partią.
  • KWW Referendyści – najwyraźniej część z tych co narobili szumu wokół likwidacji tramwajów i próbowali odwołać Frankiewicza. Generalnie program bliski moim ideałom, ale kandydaci jacyś tacy niewyraźni, a i niektóre postulaty trochę za mocne (przywrócenie tramwajów tam gdzie były – o tym dalej).
  • PO – na PO głosowałem we wszystkich poprzednich wyborach… a wybrani wciąż starają się mnie przekonać, że to był głupi pomysł. Jednak kandydatka z pierwszego miejsca na liście w moim okręgu wydaje się być sensowna. No i wciąż z dużych partii PO wydaje się „złem najmniejszym”…
  • KWW Gliwiczanie – Kolejni przeciwnicy likwidacji tramwaju. Program pełen „dumy”, „służby”… wśród założycieli na pierwszym miejscu „żołnierz AK”. Wychowanie młodzieży to priorytet, najlepiej przez harcerstwo. Nie ufam takim. No i wszelkie informacje na stronie głównego kandydata to o tym, że ich media nie lubią i bojkotują (nie lepiej byłoby olać media i napisać na własnej stronie, jeśli ma się coś powiedzenia?).
  • KWW Koalicja dla Gliwic Z. Frankiewicza – z obecnych władz pod przewodnictwem prezydenta Frankiewicza jestem umiarkowanie zadowolony… od biedy mogło by być, ale kandydatka z pierwszej pozycji mi się nie podoba. Była dyrektorką w mojej podstawówce i nawet tam uprawiała politykę – kiedyś nawet uczniowie dostali po ulotce… Moja mama, która też tam pracowała, też jej nie lubiła (ojej… chyba Ika dostała argument „za” ;-))…

Sytuacja jest najjaśniejsza w przypadku wyborów Prezydenta Miasta. Tutaj jest pięciu konkretnych kandydatów, w tym obecny prezydent. Głównym pytaniem jest więc: czy głosować znowu na Frankiewicza?

Jest wiele powodów, żeby na Frankiewicza nie głosować:

  • Wyraźnie pokazuje że ma w nosie co mieszkańcy sobie myślą. Chociażby przy okazji referendum o jego odwołanie, gdy stwierdził, że to głupota i nie ma po co głosować.
  • Strasznie uparty przy swojej wizji miasta. Jak sobie coś wymyśli, to to zrobi wbrew krzykowi przeciwników (patrz kolejny punkt).
  • Zlikwidował tramwaje. To chyba najczęściej powtarzany argument przeciwników.
  • Przymykał oko na jakieś dziwne, wręcz kryminalne, przekręty szefa Straży Miejskiej.
  • Wciąż nie rozwiązał wielu problemów z systemem komunikacyjnym Gliwic i wydaje się być zwolennikiem wprowadzenia zamiast wyprowadzenia ruchu z centrum (DTŚ).
  • Nie podoba mi się częściowe zmonopolizowanie kultury i rekreacji przez miejskie spółki. Wszystkie baseny i kąpieliska zarządzane są przez jedną spółkę (a nawet „przerwy techniczne” nie są sensownie „zsynchronizowane”). Kino Amok (które przejęło i starą „Bajkę”), Teatr Muzyczny, obecny opiekun ruin teatru… to wszystko też wydaje się być jedną instytucją, co sprawia że oferta kulturalna wydaje się mało zróżnicowana. Ile razy można chodzić na koncert Voo Voo?

…ale też widzę powody za tym, żeby jednak na niego zagłosować:

  • Za jego rządów miasto się rozwijało, chyba lepiej od większości miast sąsiednich. Mimo likwidacji kopalni, huty i wielu innych zakładów nie widać tu biedy i bezrobocia jak np. w Bytomiu.
  • Jak się za coś zabierze, to konsekwentnie. Udało mu się zlikwidować tramwaje i przywrócić ulice Dolnych Wałów i Wieczorka do jakiegoś normalnego stanu.
  • Wydaje się, że stanie na głowie, żeby budowa DTŚ nie została zablokowana.

Jak widać np. te nieszczęsne tramwaje mam u siebie za równo na liście „za” i „przeciw”. Też bym chciał, żeby nie zostały zlikwidowane, ale też nie mogły dalej jeździć te złomy po zdezelowanych torowiskach jak to było jeszcze rok temu. Jeździłem kiedyś tramwajem do/z pracy i miał tylko dwie zalety: bezpośrednie połączenie do Zabrza i to, że w przeciwieństwie do autobusów, jeździł często. Jednak jeździł powoli, a zimą to była szkoła przeżycia. Teraz tą trasą (niestety już nie do Zabrza) jeżdżą nowe Solarisy. Na pewno wygodniejsze, na pewno cichsze niż zdezelowany tramwaj na zdezelowanym torowisku, na pewno w zimie cieplejsze. I tak samo często. Gdyby mnie to wciąż dotyczyło, to byłaby zmiana jedynie na plus.

Nie można było tramwajów po prostu zostawić w spokoju, a jak przez ostatnie kilkanaście lat nie udało się porządnie wyremontować torowiska i wymienić taboru, to czemu miałoby się udać teraz? I jakby teraz zacząć, kiedy udało by się to skończyć? Jakoś żaden zwolennik powrotu tramwaju nie ma odpowiedzi na te pytania.

Ulice „po tramwaju” zostały wyremontowane, położona nowa nawierzchnia z granitowej kostki (wielu osobom się nie podoba, ale dla mnie jest OK). Niszczenie tego, żeby znowu tam puścić tramwaj nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Nawet jeśli ta nawierzchnia została położona tylko po to, żeby zablokować powrót tramwajów.

Mieszane uczucia mam też co to DTŚ. Potrzebny nam dobry dojazd do sąsiednich miast. DK-88 jest świetna, ale tylko do Bytomia. A4 załatwia południową część aglomeracji, ale ma być płatna (część będąca obwodnicą Gliwic), DTŚ zapewniła by świetny dojazd do Zabrza, Chorzowa i części Katowic. Od Zabrza na wschód już funkcjonuje, ale dojechać do niej z Gliwic ciężko.

Z drugiej strony, w Gliwicach DTŚ miała by iść przez centrum i łączyć się z DK-88 po drugiej stronie miasta. Przelotowa trasa przez środek miasta to niekoniecznie dobry pomysł…

…jednak „środek miasta” to rzecz względna. W końcu tam gdzie DTŚ ma przebiegać jeszcze, zdaje się, sto lat temu był port towarowy, a teraz wciąż jest wyrwa po Kanale Kłodnickim. Krzyżują się z tym dwie „główne ulice” i właściwie tyle. Jeżeli ten kawałek będzie w tunelu, to może nie będzie tak źle.

Wracając do kandydatów. Jak nie Frankiewicz to kto? Mnie najbardziej by pasował Wygoda… ale to znowu głosowanie na PO. Chłopek z PiS i Lisowska z Gliwiczan nie przekonują mnie z powodów które opisałem przy kandydatach do Rady Miejskiej. Widuch? Wiem tyle co ma na stronie (wcześniej nawet ulotki nie widziałem, na plakatach tylko twarz). Obiecuje dużo, część może fajnych rzeczy, ale część to tylko hasła które wręcz mnie zniechęcają („darmowy internet”?!). Co do problemów tramwajów czy DTŚ, to każdy z kandydatów ma wiele do powiedzenia na ten temat… ale czy ktoś ma jakąś sensowną propozycję? Nie widzę.

Oj… rozpisałem się… a właściwie mogłem napisać, że nie wiem na kogo głosować…

Moralność Kalego

Oglądam sobie i czytam o tym co działo się wczoraj w stolicy… i jestem trochę zniesmaczony. Gdy na pierwszego maja manifestowała lewica, to im źli prawicowcy przeszkadzali. Gdy paradowali geje i lesbijki, skrajna prawica ich próbowała blokować, czasami środkami prawnymi, a jak nie, to na ulicy. No i to było złe, każdy powinien mieć możliwość pokojowo manifestować swoje poglądy.

Przyszło Święto Niepodległości i zamanifestować postanowili nacjonaliści („patrioci” jak oni wolą się nazywać). Środowiska lewicowe, gejowskie i wszelkie antyfaszystowskie postanowiły pokazać, że się z tym nie zgadzają. Jak na razie dobrze. Tylko czemu ta „kontrmanifestacja” miała z założenia stanąć na drodze tej drugiej, legalnej manifestacji? Czemu ci miłośnicy pokoju dążyli do konfrontacji? Teraz Policja musiała bronić prawa narodowców przed „pokojowo nastawionymi” antyfaszystami… (oczywiście teraz to jest ta zła Policja godząca w prawa obywateli.

A najgorzej mnie uderzyło gdy usłyszałem, że jakiś tam przedstawiciel środowisk lewicowych twierdził, że władze miasta nie powinny zezwolić na manifestację narodowców, bo było wiadomo że będzie kontrmanifestacja i antyfaszyści zrobią rozróbę. Tak, nie pozwolić jednym na manifestacje, bo ci drudzy będą rozrabiać… czy kiedyś nie na takiej samej podstawie blokowano parady gejów? Jak Kali ukraść krowę to dobrze, jak Kalemu to źle…

A niech sobie nacjonaliści manifestują. Można zrobić gdzie indziej lepszą imprezę dla normalnych ludzi. Niech nacjonaliści rozrabiają – dadzą sobie świadectwo, póki nie łamią prawa mogą sobie krzyczeć co im się podoba. Można się z ich hasłami nie zgadzać, IMHO nawet należy, ale to nie oznacza odbierania im praw, które należą się wszystkim (ze standardowym zastrzeżeniem: „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka”).

Dlatego też nie ufam naszym „środowiskom lewicowym” mimo, że niektóre ich postulaty (nie gospodarcze) są mi bliskie. To że mówią o wolnościach obywatelskich i tolerancji jest fajne… dopóki się nie okazuje, że to działa w jedną stronę. Zresztą, znamy to z postulatów „równouprawnienia płci” organizacji feministycznych. Obawiam się, że walka np. z nadużyciami kościoła wyglądałaby tak samo – to niemoralne, gdy kościół nadużywa swojej pozycji, trzeba mu tę pozycję zabrać, żeby samemu jej ponadużywać, wtedy będzie ok (a w praktyce wystarczy robić to razem z kościołem, już parę razy się sprawdziło)…

Kandydaci

Pojutrze wybory… i nawet nie mam wielkich wątpliwości na kogo zagłosować. Na pewno nie na tzw. „faworytów”. Jeden, w kampanii naprawdę się starał, ale jednak nie jest to osoba którą chciałbym widzieć na tym stanowisku. Wystarczy już że jego brat obrażał mnie regularnie w oficjalnych wystąpieniach. Nie chcę prezydenta niektórych (tzw. „prawdziwych”) Polaków.

Drugi, traktowany jako jedyna alternatywa, po prostu przez całą kampanię pracował nad tym, żeby na niego nie głosować. Wpadki, popisy niekompetencji, głupie tłumaczenie się „nie mówiliśmy tego co mówiliśmy” zamiast konsekwentnej obrony swoich poglądów… Te dziecinne fochy przy okazji debaty. Że nie w takiej formie, że nie w tej telewizji itd. itp.
Na społeczne zapytanie o istotne dla tego urzędu sprawy nie raczył udzielić odpowiedzi mimo, że jako Marszałek Sejmu powinien mieć w tej sprawie wiele do powiedzenia. Inni kandydaci nie mieli z tym problemu. Ale może już mu koledzy podpowiedzieli, że lepiej jak nic nie mówi, bo znowu by niekompetencja wyszła?

Kolejny jest pajac Napieralski. Laluś i lanser w jednej osobie. I te jego „diamenciki”… fuuj… Z pozostałych jeszcze tylko Pawlaka można było brać pod uwagę…

I rzeczywiście Pawlak okazał się najbardziej godny uwagi. Jako jedyny, podczas tej kampanii, u mnie nie tracił, a zyskiwał. Daleko mu do idealnego kandydata, ale przynajmniej nie robił z siebie idioty i przynajmniej wspominał o istotnych sprawach. Podobnie jak Napieralski dużo wspominał o „nowych technologiach”, tyle że Pawlak co nieco o tym wie i traktuje to jako poważny element gospodarski, a nie tylko jako metodę lansowania się u młodzieży.

Najbardziej denerwuje mnie te, że wszyscy podchodzą do tych wyborów, jakby chodziło tylko o wybór między Kaczyńskim i Komorowski. Przecież Komorowski nie zaprezentował kompletnie nic. Gdyby go w tej stawce nie było, to sądzę że Kaczyńskiemu dużo głosów by to nie dało. Wydaje my się, że kupa ludzi zagłosuje na Komorowskiego tylko dlatego, żeby nie głosować na Kaczyńskiego… Ale czemu w takim razie akurat na Komorowskiego?! Przecież w wyborach prezydenckich nawet nie mają żadnych podstaw teorie „zmarnowanego głosu”. Od tego jest druga tura, żeby zagłosować na „mniejsze zło”, gdy już nic lepszego nie zostało… Nie mieści mi się w głowie, że to „faworyt”… ale pewnie ludzie głosują na partię, a nie na człowieka.