Jesień Linuksowa

Siedzę sobie w Ustroniu na Jesieni Linuksowej. Dzisiejsze wykłady skończyły się już dawno temu – teraz jest część rozrywkowa. Antylopy GNU z ogniska jednak nie będzie, ale i tak jest fajnie. Grupka pingwiniarzy bawi się w „kalambury” itp, a inna (w tym ja) dorwała się do internetu. 9 laptopów na jedną komórkę z GPRS, ale jak już ruszyło (przez pierwsze 2h prób było jakieś 99% strat) jest nieźle :).

No to byłoby na tyle. Nie piszę więcej, bo nawet nie wiem czy z mojego CJC uda się to wysłać 🙂

I po zlocie…

Właściwie to już dawno po zlocie (wróciłem w niedzielę o 16-tej), ale wcześniej
nie miałem okazji (albo chęci) o tym napisać. Z tego co widzę nikt inny też nie.

Na początku muszę zdementować plotki jakoby PLD nie istniało. Istnieje i ma się
dobrze. Rozwija się nawet lepiej niż przed „przewrotem”. Na zlocie pojawiło się
kilkudziesięciu deweloperów i innych osób związanych z PLD. Spotkanie miało
charakter głównie towarzyski (sprawy techniczne i formalne w większości można
załatwiać zdalnie), ale oczywiście dyskusje (głównie na drażliwe tematy) też
miały miejsce. Padła propozycja powiązania PLD z PLUG (mnie się podoba), były
sugestie zmian w organizacji grupy, ale najwięcej czasu poświęciliśmy
rozważaniom na temat nieprzyjemnej atmosfery między kloczkiem i resztą twórców
PLD i wymyślaniu sposobu na przekonanie kloczka do dalszej współpracy. Szkoda że
Tomka tam nie było – może zrozumiałby że doceniamy jego pracę i nie mamy zamiaru
go odciąć od PLD.

Sam na zlot dotarłem późno, a wróciłem wcześnie. Dotarłem późno gdyż zaraz po
chorobowym nie chciałem brać nagłego urlopu i wyjechałem dopiero po pracy (ale
i tak urwałem się 2h wcześniej). Potem koledzy tak mnie prowadzili po Warszawie,
że nie dotarłem do obiecanej Pizzerii (a w brzuchu mi burczało), a do grupy
dołączyłem dopiero po drodze na pola Mokotowskie. I musiałem się zadowolić
karkówką z grilla. 😦 Ale potem już było tylko lepiej. 🙂

Wróciłem wcześniej, bo w niedzielę żona miała urodziny i chciałem być w tym
czasie w domu. Tak bardzo pilnowałem tego powrotu na czas (i tak wróciłem
później niż chciałem, z przyczyn nie bardzo ode mnie zależnych), że zaniedbałem
inne rzeczy o których przy okazji urodzin żony powinienem pamiętać. Więc nie
wyszło najlepiej. 😦

W sieci dostępne są zdjęcia ze zlotu, między innymi tu:
http://zlot.pld-linux.org/
Ale mnie na tych zdjęciach nie ma prawie w ogóle. Nie dostałem się na żadne
zbiorowe, a na niezbiorowych jak jestem to zwykle tyłem albo tylko w kawałku.
Widać ludzie bali się o swoje cyfrowe aparaciki – tu nie tylko klisza mogłaby pęknąć, ale całą elektronikę by szlag trafił 😉

i po roczku

Tak jak już pisałem wczoraj Krysia skończyła roczek. Z tej okazji wyciągnięto mnie – bezbożnika – do kościoła (na szczęście przez większość czasu tylko „pilnowałem wózka” na zewnątrz), a potem zwaliło się 11 osób na „drobny poczęstunek”. Dobrze, że Jubilatka miała cały czas dobry humor – pewnie głównie dlatego, że pozwoliliśmy się jej pobawić tortem :).

Potem mieliśmy chrzestnych zabrać na obiad do Naleśnikarni. Chrzestny uciekł, więc zabraliśmy tylko chrzestną. Tym razem zapomniałem uprzedzić kelnera, że nie chcę sosu pomidorowego (brrr) i jedzenie zaczynałem od jego zeskrobywania. Papryki też było jak dla mnie za dużo – nie nadaję się do jedzenia w takich miejscach – ale i tak było dobre :). Oczywiście Krysia długo nie mogła usiedzieć spokojnie, więc jak już zjadłem swojego naleśnika, to prowadziłem ją tam i spowrotem po knajpie (ona oczywiście pchała wózek i zaczepiała ludzi).

Po obiadku przejażdżka po Gliwicach „szlakiem placów zabaw”. W parku Chopina żona spotkała internetową koleżankę (też z dzidzią). Do domu dotarliśmy chyba około 18:30. Komputera nawet nie włączałem – dlatego wpis dopiero dzisiaj.

Dzisiaj też zauważyłem co się stało z moim poprzednim wpisem. Wygląda na to, że znowu muszę sobie specyfikację HTML poczytać 🙂

Święta…

Obżarstwo zaczęliśmy jeszcze wczoraj, a i tak do końca świąt się nie wyrobimy. Dzisiaj wybraliśmy się na świąteczny spacerek. Pogoda wspaniała, a Krysia pełna energii. Od rana jeszcze nie spała, a zwykle zasypia chwilę po 12-tej na spacerku. Na dzisiejszym spacerku bawiła się z rodzicami w parku. Najważniejszym elementem placu zabaw okazała się karuzela – Krysia najchętniej dałaby się w niej kręcić przez cały dzień. Nawet jak nie siedziała na karuzeli, to chodziła w niej w kółko jak w kieracie (zacząłem się zastanawiać, czy nie spróbować w ten sposób produkować energii elektrycznej na własne potrzeby 🙂 ). Po spacerku tradycyjny obiad u babci, potem do domku, a Krysia wciąż wesoło się bawi.

Transport GG też nie jest w czasie świąt zaniedbywany. Mimo moich usilnych starań nie udało mi się go wywalić na serwerze z zarejestrowanymi 83 użytkownikami. Tłumaczenie już prawie skończone, i możliwe że użytkownicy i administratorzy dostaną wersję 2.0.0 „na zajączka”. Jeśli chodzi o wersjonowanie, to chyba nie będę się bawił w żadne „pre”, „beta” itp., bo to w praktyce nie wychodzi. Po prostu wersje będą w postaci: x.y.z, zwiększenie z będzie oznaczało poprawki, zwiększenie x rewolucyjne zmiany, a zwiększenie y zmiany, może nie rewolucyjne, ale na tyle istotne, że mogą coś popsuć.

Wczoraj…

Wczorajnic nowego nie napisałem, bo dzień był pełen innych atrakcji, szczególnie dla mojej córeczki Krysi: basen, wizyta u babci, wiosenny spacerek a na koniec spotkanie pl.regionalne.gorny-slask w gliwickiej Naleśnikarni. Niestety z tego spotkania musieliśmy szybko się ulotnić poganiani przez zmęczoną Krysię i wykurzeni przez dym papierosowy (a jeden z palaczy wcześniej obiecywał że będzie wychodził) 😦 .