Krótki wypad nad morze

Plan był taki, wczasujemy się w Drawinach, w poniedziałek 27.07, po południu, teściowie wpadają tam po drodze do Pogorzelicy i zabierają Paskudę. Resztę dnia byczymy się bez dziecka i wyjeżdżamy we wtorek do domu… Jednak pod koniec pobytu ciężarówka uznała, że koniecznie jeszcze w tym roku chce zobaczyć morze… No to pojechaliśmy we trójkę do Pogorzelicy w poniedziałek, żeby tam Krysię przekazać dziadkom, a powrót do domu przesunął się do środy.

Wybrzeże powitało nas piękną pogodą i już pierwszego dnia można było się cieszyć Bałtykiem.

Orka atakuje ;)
Dziewczyny w morzu

Wieczorem pozbyliśmy się paskudy i następnego dnia mogliśmy się wybrać we dwoje na spacer po plaży. Pogoda na początku kiepska: pochmurnie, chłodno i wiało, na plaży ludzi więc nie wiele, a że za cel specjalnie wybraliśmy sobie bardziej odludne miejsce, to można było podziwiać np. ptactwo wodne:

Biegus (piaskowiec?)
Biegusy w locie

Mewa i pliszka
Brodzące biegusy

Z czasem pogoda zaczęła się poprawiać…

Cumulusik nad Bałtykiem

…i bardzo dobrze… Wybierając się na odludną plażę nie liczyłem jedynie na piękno przyrody. To przecież wspaniałe miejsce, żeby obfotografować brzuszek. I czas też dobry: dokładnie połowa ciąży.

20 tygodni

Fotki znad Drawy

Wybraliśmy się na krótkie wczasy, tam gdzie w zeszłym roku, do Drawin. Nie stać nas aktualnie ani na dłuższy wypad ani na inne miejsce. A tu miło, tanio i to znamy. Oczywiście to był wyjazd w przysłowiowe „krzaki”, a w krzakach różne ciekawe stworzenia można spotkać:

Zajączek :)
Sarenka

Zajączek wyskoczył mi prawie spod nóg, niestety nie zdążyłem tak szybko aparatu przygotować, więc się trochę oddalił. Widziałem tu też inne zające i zdarzało mi się podejść do nich bliżej, ale niestety już bez aparatu.

Sarenka za to była mną najwyraźniej tak samo zainteresowana jak ja nią, tyle, że ona nie miała aparatu. ;)

Dużo łatwiej było dorwać mniejsze stworzenia, szczególnie, że ich tutaj pełno… Motylki:

Motylek
Motylek
Motylek

Motylek
Motylek

Oczywiście „polowałem” też na ptaki, próbowałem dorwać dudka, żurawie, jakieś niezidentyfikowane ptaszki nad wodą, ale na razie zadowalające efekty udało mi się uzyskać jedynie z boćkami:

Boćki

Bociek

Bociek
Bociek

Bociek

Oczywiście wypoczynek na wsi nie ogranicza się do fotografowania natury… Na przykład, Krysia zaprzyjaźnia się tu ze zwierzętami hodowlanymi:

Krysia i Karmelka

…a Iwonka „powozi” traktorem:

Ika traktorzystka

Ika traktorzystka

„Jak to »to nie gaz«?”
Aktywny wypoczynek na wsi ;)

Jak zgubiłem dziecko

Dzisiaj Iwonkę zatrzymało coś w pracy i musiałem odebrać dziecko z przedszkola. Po drodze do domu postanowiłem zrobić małe zakupy, powiedziałem więc Krysi „kupimy jeszcze bułeczki i coś słodkiego” i wszedłem do sklepu. Wydawało mi się, że dziecko weszło ze mną. Wziąłem z półki jakieś soczki, zacząłem się rozglądać za słodyczami… i stwierdzam, że dziecka nie widzę. Rozglądam się po sklepie – nie ma!

Chwilę stałem na środku sklepu z tymi dwoma kartonikami, rozglądałem się nerwowo. W końcu odłożyłem je na półkę i wybiegłem ze sklepu. Rozejrzałem się wzdłuż drogi do domu, zakładając, że Krysia mogła jednak ze mną nie wejść do sklepu i rozpędem pójść dalej sama, ale nie było jej tam. Wróciłem się… i zobaczyłem zapłakane dziecko wychodzące ze sklepu.

– Czemu ty wyszedłeś tak szybko ze sklepu!

– A gdzieś Ty była?

– Ja się tam zawsze mamie chowam!

No mogę sobie to wyobrazić. Pewnie parę razy schowała się, tak jak podczas zabawy w chowanego w domu, więc mama dobrze widziała, gdzie ją szukać. Ale skąd ja to miałem wiedzieć? Siedziała pod takim stolikiem, gdzie się jej nie zobaczy, jak się nie zajrzy. No, fajna zabawa… tylko się strachu oboje najedliśmy. Próbowałem jej potem wytłumaczyć, że tatuś sobie takiego chowania nie życzy, ale nie wiem czy do niej dotarło… Dobrze, że tę kryjówkę już znam.

Zimowy spacerek

Od półtora tygodnia w domu męczy nas jakiś upierdliwy wirus (tak to mój lekarze określił). Ja i Krysia już prawie zdrowi, więc gdy żonka się w domu kurowała, poszliśmy się trochę przewietrzyć. Cel spaceru taki jak zwykle: pobliski stawek.

Zamarznięty staw w czasie odwilży

Krysia robi zdjęcia nad wzburzoną taflą lodu

Wyżyłem się trochę na uśpionej zimą lokalnej roślinności:

Sikorka modraszka
Kolce

A nieco później dorwałem sikorkę modraszkę:

Sikorka gdzieś w drzewie
Sikorka modraszka

Inauguracja sezonu

Teoretycznie śnieg u nas leży od Wigilii, a nawet w listopadzie już coś spadło. W praktyce zima wciąż taka trochę niewydarzona, szczególnie jak na dziecięce potrzeby. Ostatniej nocy znowu trochę popadało i uznałem, że można dziecku dupoślizg wyciągnąć. Ma to przecież mniejsze wymagania niż zwykłe sanki i odrobina śniegu powinna wystarczyć, a nie ma żadnej gwarancji, że jeszcze w tym roku będzie go więcej… Tak więc rozpoczęliśmy dziś sezon saneczkowy: ;-)

Inauguracja sezonu

Krysia na dupoślizgu