Na lodzie

Tydzień temu w sobotę wybrałem się na basen. Otworzyli ostatnio nowy w Gliwicach, a do końca lutego jest promocja: pierwsza godzina za 3zł. Basen całkiem przyzwoity, do tego nie było tłumów… ale ja nie o tym…

Wychodząc z basenu, który powstał na gliwickim „Kąpielisku Leśnym”, zauważyłem, że tam dzieje się coś jeszcze. W niecce letniego kąpieliska działało małe sztuczne lodowisko. Obejrzałem cennik (4 zł dorosły, 2 zł dzecko), zajrzałem do wypożyczalni łyżew i uznałem, że chyba warto spróbować się tam z Krysią wybrać.

Krysia nigdy wcześniej na łyżwach nie jeździła, ale spodobał jej się ten pomysł. Bałem się, że będzie jak przy nauce jazdy na rowerze, czy próbach jazdy na nartach – najpierw wielkie ambicje (do pierwszej próby), a potem tylko ryk, że ona nie umie, że to za trudne i że ona nie chce. Mimo to, w niedziele wieczorem wybraliśmy się na to lodowisko.

Wypożyczyliśmy łyżwy. Udało się jakoś zejść po gumowej macie do lodowiska – bez wielkiego marudzenia, mimo jednego upadku. Po drodze pan z obsługi uprzedził, żeby „nie jeździć po tym mokrym, bo po ciepłym dniu lód im popękał i pospoinowali, ale jeszcze nie zamarzło”. Rzeczywiście, na lodzie były dwie mokre szczeliny, które trzeba było omijać. Poza tym całkiem ok.

Jak można było się spodziewać, Krysia prawie cały czas trzymała się bandy. Ja sobie jeździłem w kółko swoim tempem co jakiś czas sprawdzając co u niej, ewentualnie dając jakieś rady. Troszkę pojeździliśmy też za rękę. Pod koniec Krysia już potrafiła się trochę przemieszczać z dala od bandy. Bardziej to wyglądało jak bieganie niż jeżdżenie, ale zawsze coś. :-)

Kolejny raz wybraliśmy się w środę (Krysia chciała jeszcze „podczas ferii”), tym razem na „Taflę”. Od mojej ostatniej wizyty na Tafli trochę się tam zmieniło. Przede wszystkim lodowisko zostało zadaszone. Ludzi też więcej niż na Leśnym, ale że lodowisko większe to ostatecznie nie robiło to różnicy. Gdy wypożyczyłem łyżwy, to pierwsze co mi przyszło do głowy, to to, czy przypadkiem nie są to te same, co wypożyczałem 10 lat temu. Na nowe nie wyglądały i nosiły wyraźne ślady zużycia. Wiązane były zielonym sznurkiem (oryginalnych sznurowadeł już raczej nawet nie pamiętały). O dziwo, okazały się wygodniejsze niż te „nowoczesne” z Leśnego.

Krysia też zauważyła różnice w sprzęcie. Podobno bardziej się ślizgały. Chyba po prostu były lepiej naostrzone. Na początku jej trochę noga latała, ale poprawiłem jej sznurowanie i podobno jeździło się jej dużo lepiej.

Tym razem córka już nie trzymała się kurczowo bandy. Gdy zmienił się kierunek jazdy to wręcz na środek lodowiska ją znosiło. Było widać, że już na łyżwach czuje się całkiem pewnie. Także po tym, że co chwile się wywracała i jeździła z mokrym tyłkiem :-). Bardzo jej się podobało.

Dzisiaj więc też się wybraliśmy. Trochę się bałem, że mi zaszkodzi, bo chyba lekko przeziębiony jestem, ale przecież obiecałem dziecku. No i niespecjalnie chciało mi się cały dzień w domu siedzieć.

Tym razem trafiły mi się mniej wygodne łyżwy… aż się zastanawiam, czy sobie po prostu własnych nie kupić. Krysi się podobało jak poprzednio. Widać, że dalej robi postępy, mimo zupełnego samouctwa. Spotkała tam koleżankę z klasy, która chyba była na łyżwach pierwszy raz. Krysia mogła więc trochę poszpanować. Tak jak za pierwszym razem ja co okrążenie sprawdzałem co u Krysi i chwilę z nią się bawiłem, tak teraz ona z tą swoją koleżanką.

Lodowisko jest cało roczne… może rzeczywiście warto w swoje łyżwy zainwestować (szczególnie, że teraz są wyprzedaże zimowego sprzętu) i się tam regularnie wybierać? Z drugiej strony… wkrótce będzie pogada na rower itp., czy lodowisko wciąż będzie atrakcją? Czy się za dwie kolejne wizyty znudzi?

Reklamy

Zima

Weekend to, między innymi, czas na rodzinny spacerek. Dzisiaj, na spacerek wziąłem aparat, bo i pogoda sprzyjająca i od paru dni się do tego zbierałem… Idąc do pracy codziennie mijałem coś, co IMHO warto uwiecznić: różę w lodzie.

Styczeń to nie pora na róże

Tyle fotografii przyrody, tym razem więcej pikseli poświęciłem rodzince…

Z górki na pazurki!

Krzyś na zimowo
Ika z wózeczkiem
Pozdrowienia od lewka :)

Hitem dnia był dzisiaj zamarznięty stawek, gdzie wszyscy się trochę wyszaleliśmy…

Krysia na lodzie

Ika na lodzie

Na koniec dorzucę dwie fotki z domowej hodowli dzidziusia…

Nie ma to jak na maminym brzuszku!
Aplikacja lekarstwa

Usypianie

Wracam właśnie z Krysią do domku. A tu cisza, jakby nikogo nie było. Uznałem, że żonka zajęta jest właśnie Krzysiem… Rozebrałem się, zajrzałem do pokoju Krzysia… Iwonka siedzi na krześle oparta o łóżeczko Krzysia… pewnie go usypia. Pewnie nie opieprzyła nas za hałas jaki zrobiliśmy przy wejściu, tylko dlatego, żeby sama Krzysia nie rozbudziła… Tylko czemu Krzysiu nawet nie jęknął? Ja, w każdym razie zabrałem się za rozpakowanie zakupów…

W pokoju Krzysia wciąż cisza… Ika siedzi jak siedziała… podchodzę bliżej. Krzyś ma otwarte oczka, wydaje się, że i dobry humor, i „ze zdziwieniem” patrzy na mamusie. Po chwili mamusia budzi się z pytaniem: „Jacek, co ty robisz?!”. Nawet nie zauważyła, że wróciliśmy… :-)