Brat publikuje, he he

Dowiedziałem się wczoraj że mój brat publikuje w Internecie. Wiersze.
Dzisiaj postanowiłem to obejrzeć – mało mnie obchodzi co on robi, ale
ponabijać się mogę. Pisemko w którym publikuje to Experyment (ni to po polsku,
ni po angielsku, ale przecież „x” rulez!) pod pseudonimem „artystycznym”
MacieK. Widać że webmaster serwisu (możliwe że admin całego friko.pl
też) chyba nie ma pojęcia co to HTML (validator.w3.org nawet nie
pokazuje błędów – w ogóle tego nie łyka, pewnie dlatego że strona
zaczyna się od <SCRIPT>). Kodowanie znaków oczywiście windows-1250, bez
deklaracji. W sumie dziwne że w ogóle zawartość da się czytać. Co do
samych wierszy to się nie znam, ale osobiście wolę te, które pojawiały się na
joggerze 🙂

Pewnie zastanawiacie się po co to piszę. Sam nie wiem. Chyba dlatego,
że dawno nie miałem okazji się z brata ponabijać. A lubię to – w końcu
ja mam umysł ściśnięty, a on humanista 🙂 No i dobry uczynek zrobię
– magazyn będzie miał więcej punktów w Google (o ile Google indeksują
joggera) 🙂

I po zlocie…

Właściwie to już dawno po zlocie (wróciłem w niedzielę o 16-tej), ale wcześniej
nie miałem okazji (albo chęci) o tym napisać. Z tego co widzę nikt inny też nie.

Na początku muszę zdementować plotki jakoby PLD nie istniało. Istnieje i ma się
dobrze. Rozwija się nawet lepiej niż przed „przewrotem”. Na zlocie pojawiło się
kilkudziesięciu deweloperów i innych osób związanych z PLD. Spotkanie miało
charakter głównie towarzyski (sprawy techniczne i formalne w większości można
załatwiać zdalnie), ale oczywiście dyskusje (głównie na drażliwe tematy) też
miały miejsce. Padła propozycja powiązania PLD z PLUG (mnie się podoba), były
sugestie zmian w organizacji grupy, ale najwięcej czasu poświęciliśmy
rozważaniom na temat nieprzyjemnej atmosfery między kloczkiem i resztą twórców
PLD i wymyślaniu sposobu na przekonanie kloczka do dalszej współpracy. Szkoda że
Tomka tam nie było – może zrozumiałby że doceniamy jego pracę i nie mamy zamiaru
go odciąć od PLD.

Sam na zlot dotarłem późno, a wróciłem wcześnie. Dotarłem późno gdyż zaraz po
chorobowym nie chciałem brać nagłego urlopu i wyjechałem dopiero po pracy (ale
i tak urwałem się 2h wcześniej). Potem koledzy tak mnie prowadzili po Warszawie,
że nie dotarłem do obiecanej Pizzerii (a w brzuchu mi burczało), a do grupy
dołączyłem dopiero po drodze na pola Mokotowskie. I musiałem się zadowolić
karkówką z grilla. 😦 Ale potem już było tylko lepiej. 🙂

Wróciłem wcześniej, bo w niedzielę żona miała urodziny i chciałem być w tym
czasie w domu. Tak bardzo pilnowałem tego powrotu na czas (i tak wróciłem
później niż chciałem, z przyczyn nie bardzo ode mnie zależnych), że zaniedbałem
inne rzeczy o których przy okazji urodzin żony powinienem pamiętać. Więc nie
wyszło najlepiej. 😦

W sieci dostępne są zdjęcia ze zlotu, między innymi tu:
http://zlot.pld-linux.org/
Ale mnie na tych zdjęciach nie ma prawie w ogóle. Nie dostałem się na żadne
zbiorowe, a na niezbiorowych jak jestem to zwykle tyłem albo tylko w kawałku.
Widać ludzie bali się o swoje cyfrowe aparaciki – tu nie tylko klisza mogłaby pęknąć, ale całą elektronikę by szlag trafił 😉

Życie na zwolnieniu lekarskim

Jakoś dochodzę do siebie po środowej operacji. Wczoraj byłem w Bytomiu na
kontroli i dowiedziałem się, że wyjątkowo mało spuchłem jak na taki zabieg.
A żona i tak twierdzi że wyglądam „jak pół chomika”. Po kontroli wpadłem do
firmy oddać L4 i zrobiłem przy okazji parę pilnych rzeczy, z którymi beze mnie
by sobie nie poradzili. Problemem oczywiście wciąż było (i nadal jest) jedzenie
– obiad jadłem z 5 razy dłużej niż zwykle, a po nim byłem potwornie zmęczony
i obolały. W nocy, jakby jeden chory w rodzinie to było mało, Krysia dostała
gorączki (38.4) i zamiast spać była pełna energii. Musiałem się ewakuować do
drugiego pokoju na podłogę. Czasem jakoś znosiłem jak łaziła mi po twarzy, ale
teraz to było wykluczone.

Dzisiaj obudziłem się bardziej obolały niż wczoraj. Do pracy ani nigdzie
indziej nie musiałem iść, więc żeby się czymś zająć zabrałem się za

Transport GG
. Postanowiłem wreszcie poprawić parę błędów o które userzy mnie
od jakiegoś czasu męczą. Ale mogłem spokojnie to olać, bo najwyraźniej nikomu
bardzo na tych poprawkach nie zależało – nikt nie zgłosił żadnego z tych błędów
na JabberStudio. Przy okazji znalazłem
buga, który pozwala na bardzo prosty zdalny DoS – wywalenie transportu jedną
wiadomością. Oprócz tego poprawiłem obsługę statusów opisowych niedostępnych
użytkowników (przy okazji okazało się, że wina, przynajmniej u mnie, jest w
połowie po stronie jggtrans, a w połowie po stronie tkabbera – w obu podobno
poprawione), obsługę zmian dostępności (brana pod uwagę jest tylko dostępność
zasobu o największym priorytecie) i chyba jeszcze jakieś drobiazgi. U siebie już
to zainstalowałem, jak nic się nie wysypie to prawdopodobnie jutro będzie
release wersji 2.0.6.

Dawno mnie tu nie było…

Dawno nie pisałem, bo bardzo mnie wciągnęło pisanie tego PyXMPP. Idzie
znacznie wolniej niż myślałem, ale jestem zadowolony z tej pracy. Mam
ambicję napisać to tak, żeby było 100% XMPP compliant, ale też zgodne
z ze „starym Jabberem”. Właściwie to co napisałem już można wykorzystać
do tworzenia klienta Jabbera, czy prostych serwisów.

Na standards-jig@jabber.org wielu narzekało, że SASL to za duże wymaganie
dla „małych klientów”. Nie zgadzam się z nimi – zrobiłem autentykację PLAIN
i DIGEST-MD5 w pythonie praktycznie od zera i wielki problem to nie był.
Gorzej jest z profilami stringprep (wymagania odnośnie nazwy użytkownika
i zasobu). Przez weekend walczyłem z normalizacją Unicode 3.2.0 (co było tym
trudniejsze, że unidata w Pythonie to tylko 3.0.0) i prawie działa – nawet
dekompozycja i kompozycja sylab HANGUL (cokolwiek by to nie było), ale mam
jeszcze jakieś problemy z porządkiem kanonicznym. Myślę że dzisiaj to
naprawię, a może i całe stringprep uda mi się zrobić. Odpowiednie moduliki
są dosyć spore – zawierają parę tabel wydłubanych z Unicode Character
Database.

A z innej beczki: w sobotę byłem z żoną na Matrix Reloaded (dzidzia została
u dziadków). Skoro wszyscy o tym filmie tutaj piszą to i ja napiszę. IMHO
całkiem niezły. Nie spodziewałem się niczego ambitnego i byłem zadowolony
z tego co zobaczyłem. Może po prostu jestem wystarczająco rąbnięty, żeby to
oglądać – nie było dla mnie problemem traktowanie części postaci jako procesy
w systemie operacyjnym. Miałem tylko wątpliwości, czy agent Smith to wirus
dołączający się do aktywnych procesów, czy zwykła fork-bomba 🙂 Zgodnie
z poleceniami odczytanymi z ogłoszeń na ścianach kina przeczekałem napisy,
żeby zobaczyć zapowiedź kolejnej części. Zapowiedzi widziałem lepsze, ale same
napisy końcowe mnie zainteresowały. Lista płac olbrzymia i chyba samych
„system administrators” było ze 20. W sumie poadministrowałbym sobie taką
farmą serwerów co to liczyła 🙂

Wczoraj miałem znowu okazję wykazać się jako tatuś. Krysia nie chciała spać,
po półtorej godziny cycania żona miała już dosyć, a ja przejąłem ryczącego
dzidziusia. Takiej nieszczęśliwej jej jeszcze nie widziałem. Nie pomagało
noszenie, mówienie, kołysanie itp. Dopiero jak z nią poszedłem do łazienki,
to przed lustrem nieco się uspokoiła. Ale ile można tak w łazience stać…
Na szczęście w pokoju też się znalazło lusterko. Trochę pochlipała z lusterkiem
w objęciach, potem położyła się mi na brzuchu – widać było że wreszcie będzie
chciała spać. Jak już trochę przysnęła przeniosłem ją do łóżeczka. Obudziła
się, ale to że ją położyłem w łóżeczku bardzo się jej spodobało. Popełniłem
błąd przykrywając ją – rozkopywanie kocyka uznała za najlepszą zabawę. Potem
się powoli uspokajała, trochę pośpiewała pod nosem i zasnęła. Z odkrytymi
nóżkami – trudno. Ważne że się udało i to bez cycusia.

Postępy, postępy…

Wreszcie transport GG na moim serwerze się nie wywala – mmazur znalazł
błąd, którego sam nie mogłem dostrzec. A błąd był bardzo głupi.
Zostały jeszcze jakieś drobiazgi do poprawienia i będzie można wydać
wersję 2.0.4.

Jabgraph już też chodzi i rysuje wykresiki dla mojego transportu,
a dzięki wczorajszej poprawce na wykresie uptime’u nie ma kompromitującej
„piły”. Lada dzień na jabberstudio będą dostępne pliki pierwszego
release (w CVS już są) oraz demo na WWW.

Krysia też robi postępy: dzisiaj postawiła swoje pierwsze kroczki
„bez trzymanki”.

A teraz… na rybki! 🙂

Krysia broi

Zaczęła już na spacerku – zgubiła lalkę którą dostała wczoraj na
pierwsze urodziny. No cóż zdarza się. Poważniejsza sprawa wyszła
później, gdy Iwona nie mogła znaleźć swoich kluczy od mieszkania.
Przeszukaliśmy całe mieszkanie, już zastanawialiśmy się ile wymiana
zamków będzie kosztować… ale klucze się znalazły. Gdzie? W kibelku.
Krysia widać uznała, że to lepsze miejsce niż lewy but (gdzie dotychczas
klucze wrzucała). Eh… ciekawe co nas jeszcze czeka…

i po roczku

Tak jak już pisałem wczoraj Krysia skończyła roczek. Z tej okazji wyciągnięto mnie – bezbożnika – do kościoła (na szczęście przez większość czasu tylko „pilnowałem wózka” na zewnątrz), a potem zwaliło się 11 osób na „drobny poczęstunek”. Dobrze, że Jubilatka miała cały czas dobry humor – pewnie głównie dlatego, że pozwoliliśmy się jej pobawić tortem :).

Potem mieliśmy chrzestnych zabrać na obiad do Naleśnikarni. Chrzestny uciekł, więc zabraliśmy tylko chrzestną. Tym razem zapomniałem uprzedzić kelnera, że nie chcę sosu pomidorowego (brrr) i jedzenie zaczynałem od jego zeskrobywania. Papryki też było jak dla mnie za dużo – nie nadaję się do jedzenia w takich miejscach – ale i tak było dobre :). Oczywiście Krysia długo nie mogła usiedzieć spokojnie, więc jak już zjadłem swojego naleśnika, to prowadziłem ją tam i spowrotem po knajpie (ona oczywiście pchała wózek i zaczepiała ludzi).

Po obiadku przejażdżka po Gliwicach „szlakiem placów zabaw”. W parku Chopina żona spotkała internetową koleżankę (też z dzidzią). Do domu dotarliśmy chyba około 18:30. Komputera nawet nie włączałem – dlatego wpis dopiero dzisiaj.

Dzisiaj też zauważyłem co się stało z moim poprzednim wpisem. Wygląda na to, że znowu muszę sobie specyfikację HTML poczytać 🙂

Roczek i proxy

Jutro (a dokładniej o 1:20) Krysia kończy roczek. Więc dzisiaj, mimo święta przygotowywaliśmy się na jutrzejszą „imprezę”.

Tym razem udało mi się jednak dobrać na chwilę do transportu GG i sprawdziłem sprawę połączeń przez proxy, które podobno nie działają (miałem dwa takie zgłoszenia). U mnie zadziałało, przy poniższych ustawieniach (domyślne połączenia przez hub używają portu 8074, którego proxy może nie przepuszczać):

 <servers>
        <server port="443">217.17.41.85</server>
        <server port="443">217.17.41.88</server>
        <hub/>
 </servers>

 <proxy>
        <ip>127.0.0.1</ip>
        <port>8080</port>
 </proxy>

Dodałem też dodatkowe elementy konfiguracji proxy: <username/>, <password/> oraz atrybut „http_only”. Myślę, że nazwy mówią same za siebie.

Zrobiłem dużo, ale niewiele

Dzisiaj był kolejny intensywny dzień. Jednak nie zrobiłem nic szczególnego. Umyłem okno, byłem z dzidzią na spacerze (jedno i drugie z żoną na zmianę), byłem na zakupach w hipermarkecie i posadziłem kwiatki do skrzynki na balkonie.

Uzupełnienie wczorajszego wpisu: Iwona w Bochni kupiła sobie śliczną bluzeczkę i szałową bieliznę. Bardzo sexy wyglądała wieczorem 😛