19 września 2006
16:01:59
|
kategorie:
bezpieczeństwo,
w sieci,
W ostatnim numerze CRYPTO-GRAMu jest genialny artykuł o
istocie działań hackerów. Już na wstępie jest ciekawie, gdy dowiadujemy się, że
Galileusz i Maria Curie-Skłodowska byli hackerami, a Arystoteles nie i dlaczego
tak, a nie inaczej... :-)
17 września 2006
21:37:48
|
kategorie:
konie,
wypoczynek,
Jak co tydzień, dzisiaj byliśmy na konikach. Na początku dostałem Bestię. Na
początku nie bardzo dawała mi na siebie wsiąść (znaczy się, nie chciała
podejść do klocka), ale jakaś dziewczyna pomogła, przytrzymała konia i się
udało. Bestia niezbyt chętna była do jazdy w koło ujeżdżalni, ale jakoś nam
się udawało dogadać. Jazda za Nel (na której jeździła wtedy żonka), na łące
obok, szła nieco lepiej. Niestety Nel nie chciała współpracować z amazonką na
jej grzbiecie, więc pojechały ćwiczyć na małym kółku
. Ja zostałem znowu
na jakiś czas sam na sam z Bestią... no jeszcze jakiś Hucuł się
rozgrzewał.
Jak już pisałem, Bestia niechętnie jeździła kłusem wokół ujeżdżalni... ale
za to bardzo chętnie robiła slalom i kawaletki. Jak jej tylko pozwolić, to
sama sie tam rwała. Myślałem, że to tylko takie ćwiczenie dla koni i jeźdźców,
a to najwyraźniej atrakcja. Potem spróbowałem trochę galopu. Dwa, czy trzy
razy zagalopowałem na długiej prostej i to najwyraźniej też było tym, czego
konikowi było trzeba. Ja jednak na więcej na razie nie miałem ochoty.
Potem przesiadłem się na Nel. Pierwsze wrażenie: jakbym się
z poloneza przesiadł do mercedesa – takie wygodne siodło i takie fajne
wodze. Jednak to trochę postrzelony koń (nadepnęła moją stopę!) i jeździ już
nie tak ładnie, za to szybko. Ale nawet mnie słuchała. Galopu na tej wariatce
jednak nie próbowałem.
Z ciekawostek jeszcze jedno: znalazłem sposób jak popieścić Agatkę, żeby
nie stracić ręki ani nie nabawić się ran gryzionych na szyi... w końcu każdy
konik lubi jak się go drapie po szyi... trzeba było tylko podejść z właściwej
strony i zachować szczególną ostrożność
. Nawet uszy przy tym stawiała
do przodu. Tylko czasem jeszcze kładła je po sobie i kłapała paszczą... ale
to przecież milutki konik. A na pewno śliczny.
Chyba na dobre zaraziłem się od żony... Już nie mogę się doczekać kolejnej
niedzieli...
16 września 2006
16:30:02
|
kategorie:
muzyka,
Odpaliłem sobie ścieżkę dźwiękową z filmu The Doors
... Czemu już
nikt nie tworzy takiej muzyki? Ten nastrój... to brzmienie, szczególnie
organów... mmmmniam.
14 września 2006
08:40:35
|
kategorie:
imprezy,
linux,
rodzinka,
Jesień Linuksowa już za trzy tygodnie.
105 osób zapisanych, ale na razie tylko 54 potwierdzonych. Na liście tylko jedna
kobieta. :-( Dobrze, że żona nie z tych co się czują bardzo źle w roli rodzynka.
A'propos żona... są w tym Lewinie Kłodzkim jakieś konie? ;-)
Tym razem szykuje się bezstresowy odpoczynek – mój wykład przegrał w wyborach
, pewnie dlatego, że
zapomniałem umieścić słowa hacking
w tytule. ;-) Może to i lepiej.
Ktoś jeszcze się wybiera?
10 września 2006
19:04:24
|
kategorie:
imprezy,
konie,
rodzinka,
Nie dość, że wczoraj impreza z tańcami, a dzisiaj konie, to jeszcze
dziecko się nauczyło jeździć na rowerku bez bocznych kółek i trzeba za nią
biegać... :-)
09 września 2006
10:20:54
|
kategorie:
film,
seks,
Wczoraj w programie telewizyjnym (BTW: zna ktoś coś lepszego?) wypatrzyłem
na TV 4 film z czerwonym kółeczkiem o 23:00: Żony cudzych mężów
(nawet
Google nie wiele mi na temat tego filmu powiedziało). Fajnie się złożyło, bo
akurat dwudziesta trzecia dochodziła, a ja miałem ochotę na coś
nieprzyzwoitego. Wkrótce się jednak okazało, że program kłamie. Zamiast
zapowiadanego filmu był inny: Spotkanie po latach
. Ale też z czerwonym
kółeczkiem. :-)
Pierwsze co się rzuciło w oczy/uszy to gra aktorska – nie powalała,
wzbudzając pierwsze skojarzenia z typowym porno, ale też szybko przestała
przeszkadzać. Za to była jakaś konkretna fabuła, może nic ambitnego, ale była
i trzymała się kupy. Na sceny erotyczne nie trzeba było czekać – w filmie
ich nie brakowało. Seks był udawany, ale bardzo przyjemnie pokazany. Dziewczyny
ładne, całkiem naturalne, tylko jedna ze sztucznym biustem. Czasem brakowało
jakiś ostrzejszych szczegółów, ale za to były pokazane inne, których bardzo
brakuje w zwykłym pornolu: pocałunki, rozbieranie, w ogóle jakieś przejścia
między fabułą a akcją
. Właściwie jeszcze nie było filmu erotycznego
(wliczając takie jakich telewizja nie pokazuje) który spełniłby wszystkie nasze
oczekiwania w tych kwestiach, ale ten był blisko. Żonce też się bardzo
podobało.
Fajnie, że teraz na coś takiego trafiliśmy, bo ostatnim pornolem
z wypożyczalni byliśmy trochę zniesmaczeni. W sumie lepszy sztuczny, ale ładny
seks w TV, niż sztuczne panienki w najbardziej wyszukanych
(w tym
filmie posuniemy się jeszcze dalej niż w poprzednich...
) scenach według
zupełnie niewyszukanego scenariusza (każdy oglądacz pornoli zwykle wie jaka
będzie kolejna scena, a pierwsza i ostatnia w jednej sesji
są właściwie
pewne).