Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Kto to hacker?

W ostatnim numerze CRYPTO-GRAMu jest genialny artykuł o istocie działań hackerów. Już na wstępie jest ciekawie, gdy dowiadujemy się, że Galileusz i Maria Curie-Skłodowska byli hackerami, a Arystoteles nie i dlaczego tak, a nie inaczej... :-)

5 komentarzy do wpisu „ Kto to hacker?”


Koniki – zaraza się szerzy...

Jak co tydzień, dzisiaj byliśmy na konikach. Na początku dostałem Bestię. Na początku nie bardzo dawała mi na siebie wsiąść (znaczy się, nie chciała podejść do klocka), ale jakaś dziewczyna pomogła, przytrzymała konia i się udało. Bestia niezbyt chętna była do jazdy w koło ujeżdżalni, ale jakoś nam się udawało dogadać. Jazda za Nel (na której jeździła wtedy żonka), na łące obok, szła nieco lepiej. Niestety Nel nie chciała współpracować z amazonką na jej grzbiecie, więc pojechały ćwiczyć na małym kółku. Ja zostałem znowu na jakiś czas sam na sam z Bestią... no jeszcze jakiś Hucuł się rozgrzewał.

Jak już pisałem, Bestia niechętnie jeździła kłusem wokół ujeżdżalni... ale za to bardzo chętnie robiła slalom i kawaletki. Jak jej tylko pozwolić, to sama sie tam rwała. Myślałem, że to tylko takie ćwiczenie dla koni i jeźdźców, a to najwyraźniej atrakcja. Potem spróbowałem trochę galopu. Dwa, czy trzy razy zagalopowałem na długiej prostej i to najwyraźniej też było tym, czego konikowi było trzeba. Ja jednak na więcej na razie nie miałem ochoty.

Potem przesiadłem się na Nel. Pierwsze wrażenie: jakbym się z poloneza przesiadł do mercedesa – takie wygodne siodło i takie fajne wodze. Jednak to trochę postrzelony koń (nadepnęła moją stopę!) i jeździ już nie tak ładnie, za to szybko. Ale nawet mnie słuchała. Galopu na tej wariatce jednak nie próbowałem.

Z ciekawostek jeszcze jedno: znalazłem sposób jak popieścić Agatkę, żeby nie stracić ręki ani nie nabawić się ran gryzionych na szyi... w końcu każdy konik lubi jak się go drapie po szyi... trzeba było tylko podejść z właściwej strony i zachować szczególną ostrożność. Nawet uszy przy tym stawiała do przodu. Tylko czasem jeszcze kładła je po sobie i kłapała paszczą... ale to przecież milutki konik. A na pewno śliczny.

Chyba na dobre zaraziłem się od żony... Już nie mogę się doczekać kolejnej niedzieli...

1 komentarz do wpisu „ Koniki – zaraza się szerzy...”


The Doors

Odpaliłem sobie ścieżkę dźwiękową z filmu The Doors... Czemu już nikt nie tworzy takiej muzyki? Ten nastrój... to brzmienie, szczególnie organów... mmmmniam.

8 komentarzy do wpisu „ The Doors”


Jesień Linuksowa tuż tuż...

Jesień Linuksowa już za trzy tygodnie. 105 osób zapisanych, ale na razie tylko 54 potwierdzonych. Na liście tylko jedna kobieta. :-( Dobrze, że żona nie z tych co się czują bardzo źle w roli rodzynka. A'propos żona... są w tym Lewinie Kłodzkim jakieś konie? ;-)

Tym razem szykuje się bezstresowy odpoczynek – mój wykład przegrał w wyborach, pewnie dlatego, że zapomniałem umieścić słowa hacking w tytule. ;-) Może to i lepiej.

Ktoś jeszcze się wybiera?

30 komentarzy do wpisu „ Jesień Linuksowa tuż tuż...”


Wyjątkowo aktywny weekend

Nie dość, że wczoraj impreza z tańcami, a dzisiaj konie, to jeszcze dziecko się nauczyło jeździć na rowerku bez bocznych kółek i trzeba za nią biegać... :-)

2 komentarze do wpisu „ Wyjątkowo aktywny weekend”


Spotkanie po latach

Wczoraj w programie telewizyjnym (BTW: zna ktoś coś lepszego?) wypatrzyłem na TV 4 film z czerwonym kółeczkiem o 23:00: Żony cudzych mężów (nawet Google nie wiele mi na temat tego filmu powiedziało). Fajnie się złożyło, bo akurat dwudziesta trzecia dochodziła, a ja miałem ochotę na coś nieprzyzwoitego. Wkrótce się jednak okazało, że program kłamie. Zamiast zapowiadanego filmu był inny: Spotkanie po latach. Ale też z czerwonym kółeczkiem. :-)

Pierwsze co się rzuciło w oczy/uszy to gra aktorska – nie powalała, wzbudzając pierwsze skojarzenia z typowym porno, ale też szybko przestała przeszkadzać. Za to była jakaś konkretna fabuła, może nic ambitnego, ale była i trzymała się kupy. Na sceny erotyczne nie trzeba było czekać – w filmie ich nie brakowało. Seks był udawany, ale bardzo przyjemnie pokazany. Dziewczyny ładne, całkiem naturalne, tylko jedna ze sztucznym biustem. Czasem brakowało jakiś ostrzejszych szczegółów, ale za to były pokazane inne, których bardzo brakuje w zwykłym pornolu: pocałunki, rozbieranie, w ogóle jakieś przejścia między fabułą a akcją. Właściwie jeszcze nie było filmu erotycznego (wliczając takie jakich telewizja nie pokazuje) który spełniłby wszystkie nasze oczekiwania w tych kwestiach, ale ten był blisko. Żonce też się bardzo podobało.

Fajnie, że teraz na coś takiego trafiliśmy, bo ostatnim pornolem z wypożyczalni byliśmy trochę zniesmaczeni. W sumie lepszy sztuczny, ale ładny seks w TV, niż sztuczne panienki w najbardziej wyszukanych (w tym filmie posuniemy się jeszcze dalej niż w poprzednich...) scenach według zupełnie niewyszukanego scenariusza (każdy oglądacz pornoli zwykle wie jaka będzie kolejna scena, a pierwsza i ostatnia w jednej sesji są właściwie pewne).

18 komentarzy do wpisu „ Spotkanie po latach