<Zabcia>
... znowu się odezwała. Oj, nie wiem, czy teraz mnie żona puści na Pingwinaria ;-)
Mój jest ten kawałek Internetu…
…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.
... znowu się odezwała. Oj, nie wiem, czy teraz mnie żona puści na Pingwinaria ;-)
Znaleźliśmy z żoną miły sposób na spędzanie samotnych wieczorów - gdy Ona
jest w Bochni, a ja w Gliwicach: czytanie nieprzyzwoitych blogów - niektóre
są naprawdę niezłe (blog.pl i blog.onet.pl to jednak nie takie całkiem
bezwartościowe serwisy). Ja je wyszukuje, a jak znajdę coś ciekawego podsyłam
linka. Najwyraźniej jej też się to podoba. Kiedyś będziemy musieli sami
spróbować czegoś z tego co przeczytaliśmy. :-)
Zastanawiam się czy nie podlinkować co ciekawszych z tych blogów do mojego
Joga, ale co by sobie ludzie (którzy mnie jeszcze nie znają z tej strony) o mnie
pomyśleli. ;-)
Chcąc trochę polepszyć pracę naszego proxy zagłębiłem się w jego statystyki. Okazało się że najwięcej przetwarzanych żądań dotyczy *.hit.gemius.pl (10% całego ruchu), przy czym nie są one w ogóle keszowane (0.06% trafień w cache).
Każde załadowanie strony na onet.pl, interia.pl itp. wiąże z połączeniem nie tylko z wybranym serwerem, ale także z którymś z serwerów *.hit.gemius.pl - z punktu widzenia użytkownika to drugie połączenie jest zupełnie niepotrzebne, a może opóźnić załadowanie całej strony.
Ja rozumiem - badania internetu. Ale czy nikt nie słyszał o badaniach przesiewowych? Gdyby badania dotyczyły co setnego połączenia, to przecież wyniki wcale nie byłyby dużo gorsze, a koszt znacznie mniejszy. Ale w końcu to koszt użytkownika - kto by się z tym liczył?
A genialność twórców tego systemu (a przynajmniej programistów) potwierdzić może ten link: http://onet.hit.gemius.pl/. Normalnie odwołania są razem z jakąś ścieżką (za każdym razem inną), ale bez ścieżki efekt jest najciekawszy ;-)
Zastanawiam się jak oszczędzić użytkownikom (i naszej sieci) tych niepotrzebnych połączeń. Wyciąć tego po prostu na proxy nie mogę - byłaby to cenzura i ktoś mógłby się słusznie doczepić (nawet jeśli wycinam tylko spyware). Ale jak dam użytkownikom opcję "przyspiesz swój internet", z opisem na czym to polega (nie ważne że nikt nie zrozumie), to już chyba byłoby OK...
Dostałem dzisiaj ciekawego majla:
Hello,
Is there already someone busy with translation your jabber-gg-transport into
dutch? If not, I will translate it. This will take a week, a month,... but it
will not take longer than 2 months normally. :)
Włączając mechanizmy gettext do kodu transportu GG nie sądziłem że będą
potrzebne do czegoś więcej niż język polski. Ale jak ktoś chce robić
holenderskie tłumaczenie... niech robi :-)
Prawie skończyłem implementację vCard w PyXMPP. Działa już wczytywanie
Jabberowego vcard-temp
i standardowego formatu MIME directory
(RFC2426/RFC2425) oraz zapisywanie tego drugiego. Trzeba jeszcze przetestować
kompatybilność z innymi implementacjami RFC2426 (jakieś address-booki) oraz
dodać tworzenie XMLowej wizytówki. Wtedy będzie można implementować
/whois w CJC i w JJIGW.
W domu zacząłem co-nieco sprzątać. Jeśli w weekend (gdy przyjeżdża żona) ma
być czysto, to muszę zacząć już teraz ;-).
W piątek prosto z pracy poszedłem na obiadek do restauracji Krakowianka
. To
mała knajpka niedaleko firmy, z zewnątrz wyglądała nieciekawie, a w środku
całkiem sympatycznie. A rolada z kluskami była po prostu pyszna.
Po obiadku wsiadłem w samochód i pojechałem do moich dziewczyn do Bochni. W Rudzie Śląskiej, przed wjazdem na DTŚ był pierwszy korek. Zaskoczyło mnie to, bo tam akurat nigdy nie stałem (ale często nie jeżdżę, więc to może normalka). Potem DTŚ - raz dwa i byłem w Katowicach. Tam trochę mi się mieszały pasy zanim wjechałem na A4 (wcześniej ten kawałek wydawał mi się wyjątkowo prosty), na samej autostradzie też miałem wrażenie, że strasznie z tymi pasami namieszali, ale to chyba tylko taki dzień. Na A4 rozkopy, przed Chrzanowem jeszcze nie takie straszne, ale dalej duże kawałki drogi z ruchem dwukierunkowym i ograniczeniem do 70. Bardzo się nie spieszyłem, więc specjalnie się tym nie przejmowałem. Przed Balicami zjechałem na stację na siusiu i do myjni (a co będę do żony brudnym samochodem jechał - raz na dwa lata nawet Polonezowi należy się mycie).
Z automatycznej myjni korzystałem po raz pierwszy. Kupiłem w kasie kartę,
podjechałem pod myjnię, poczekałem aż poprzedni samochód wyjedzie (czytając w
tym czasie kilka razy instrukcję obsługi), podjechałem do środka aż zapalił się
napis Stop
. Zanim się zatrzymałem zapaliło się Do tyłu
, to
cofnąłem. Znowu zapaliło się Stop
, a jak się zatrzymałem to zgasło.
Uznałem że jest ok, poszedłem do budki sterującej
, włożyłem kartę,
nacisnąłem Start
. Napisało mi na wyświetlaczu po francusku jakieś
cośtam cośtam 3...
. No to czekam... i czekam... i nic. Wołam gościa co się
kręci obok przy serwisie. Podszedł, obmacał urządzenie i stwierdził, że on się
nie zna, to mu si kolega, zaraz przyjedzie. No to czekam na kolegę... Po
dziesięciu minutach się zjawił, otworzył budkę
, poprzyciskał coś tam i
nic. Podszedł do światełek (tam gdzie świeciło się Stop
i Do tyłu
),
walną kilka razy i za którymś błysnęło Do przodu
. Więc gościu powiedział,
żebym zwolnił hamulec i się samochód popchnie. Popchnęliśmy jakieś 1-2cm i
zapaliło się Stop
. Wróciliśmy do budki
, ale maszyna dalej nie
rusza. Gościu jeszcze raz to otworzył, poprzyciskał ileś guzików (chciałem
zasugerować reset
), aż w końcu zadziałało. Gościu jeszcze powyklinał
kogoś, że paru żarówek nie chcą kupić, a klienci nie wiedzą gdzie
podjechać
. Po paru minutach mycie się skończyło i mogłem wyjechać. Nie
powiem, żebym efektem był zachwycony, ale że samochód wyjechał czyściejszy to
nie da się ukryć.
Zanim dojechałem na miejsce zdążyło się ściemnić. Przed Wieliczką i w
Wieliczce oczywiście korek, ale tego można było się spodziewać. Dalej jechało
się całkiem miło. Aż do Bochni gdzie pobłądziłem. Najpierw skręciłem nie w tą
stronę i wyjechałem z powrotem na Kraków. Za drugim razem, na tym samym
skrzyżowaniu znowu pojechałem nie w tą stronę (prosto zamiast w prawo), ale to
już udało mi się naprawić bez wyjeżdżania poza miasto. Gdy dojechałem pod hotel
okazało się, że w pokoju nikogo nie ma, a komórka żony nie odpowiada. Na
szczęście teść odebrał - byli w restauracji. Żona wyszła mi naprzeciw. Dosiadłem
się do stolika, nawet coś dla mnie zostało. A Krysia jak zobaczyła że tatuś
przyjechał zaczęła szaleć - wszystko chciała mi od razu opowiedzieć. Że
windom
, że śweci
. że pani
itp.
Po wykąpaniu dziecka i położeniu jej spać poszliśmy z żoną na miasto. Trochę
się pokręciliśmy po okolicy, ale nigdzie nie zaglądaliśmy. Zaskoczyło nas że z
wielu lokalów słychać było całkiem sensowną muzykę - w dwóch były koncerty na
żywo (w jednym z nich wyglądało to trochę śmiesznie - kapela byłaby dwa razy
większa, to nie byłoby miejsca dla klientów), ale nigdzie nie wchodziliśmy, bo
nie chcieliśmy dziecku papierochami śmierdzieć, sami tego zapachu
zresztą
też nie lubimy. Po rundce dookoła centrum wróciliśmy do pokoju. Niestety warunki
do nacieszenia się żoną dość ograniczone - dziecko śpi w łóżeczku obok, a
teściowe za ścianą. Trzeba było być bardzo cicho...
W środku nocy obudziło mnie bulgotanie w brzuchu. Dwa czy trzy razy chodziłem do kibelka, łącznie spędziłem tam w bólach chyba z godzinę. W końcu położyłem się na swojej karimacie między łóżkiem i łóżeczkiem i zasnąłem. Żona po tej nocy była cały dzień niewyspana. Ja też się potem dobrze nie czułem.
Rano poszliśmy z Krysią do księgarni pokazać jej królika (bardzo jej się spodobał) i do zoologicznego zobaczyć inne zwierzątka, ale rybki, szczurki i myszki nie zrobiły już takiego wrażenia. Obiad zjadłem w tamtejszej pizzerii "Bella" - tak jak zawsze zjadłem tam tanio i dobrze. Wypad na huśtawki się nie udał, bo zaczęło padać. Schowaliśmy się do sklepu i żona kupiła sobie nowe buty. Z powodu pogody nie pojechaliśmy też do Centrum Aktywnego Wypoczynku w Borku.
Kolejną noc przespałem już normalnie, no pomijając eksmisję z łóżka na karimatę, gdy rano Krysia się obudziła i zajęła miejsce przy mamie.
Dzisiaj rano na zmianę się chmurzyło i świeciło słońce. Postanowiliśmy jednak do tego Borka jechać, żeby pokazać Krysi koniki. Oczywiście wtedy zaczęło padać. Mimo pogody pojechaliśmy. Wyjechaliśmy nie tym wyjazdem z Bochni, ale jakoś na miejsce udało nam się trafić. Było zamknięte (w folderze reklamowym nie podano godzin otwarcia, więc błędnie założyliśmy że jest otwarte cały dzień). Wróciliśmy już właściwą prostą drogą.
Po wycieczce objazdowej
wyszliśmy całą rodzinką na spacer po mieście.
Krysia dobrze się z dziadkami bawiła, to zostawiliśmy ich i wróciliśmy do pokoju
w Hotelu (w końcu tydzień nie będziemy się widzieć). Gościu w recepcji trochę
dziwną miał minę jak po jakiś dwudziestu minutach wychodziliśmy nieco zmienieni
na twarzach i spytałem go gdzie mają jakąś cukiernię. Cukiernię znaleźliśmy
i kupiliśmy sobie lody - trzeba było trochę ochłonąć.
O drugiej pożegnałem się z rodzinką i poszliśmy na obiad - oni do hotelowej
restauracji, ja do Karczmy Rycerskiej
potem wsiadłem w samochód i
pojechałem. Tym razem nawet w Wieliczce prawie nie było korka. W miarę szybko
dojechałem do Katowic. Tam nie skręciłem na DTŚ, tylko pojechałem dalej zobaczyć
ile tej autostrady minister Pol nam wybudował. Autostrada dojechałem
mniej-więcej tam gdzie ostatnio (jakieś 3 lata temu) gdy tamtędy jechałem.
Różnica była taka, że dalej było widać powstającą dalszą część A4. Pojechałem
więc przez Rudę Śląską kierując się drogowskazami na [A4] Wrocław
.
Wyjechałem na trasę mikołowską i dalej prościutko do domu. Po drodze
przekroczyłem budowę autostrady jeszcze z 2-3 razy. Kiedyś może uda się im ją
skończyć.
O 16:40 byłem już w domu. Żonie zameldowałem (przez Jabbera oczywiście), że dojechałem cały i zdrowy, a teraz meczę ludzi swoimi wypocinami.
Dzięki wielkiemu poświęceniu (nikt inny nie chiał tego zrobić ;-))
mmazura
Transport GG znowu obsługuje pobieranie listy kontaktów z serwera GG.
Powinno to ładnie działać w większości klientów Jabbera. W Psi nie bardzo,
bo Psi nie obsługuje
. Stare obejście dla
psi (komenda jabber:x:rosterimport roster
) zostało usunięte, bo było niezgodne
z protokołem XMPP. Z innych usprawnień wymienić należy: poprawienie błędu powodującego zwis po nieudanym połączeniu z serwerem Jabbera oraz innego - powodującego problemy po zapełnieniu bufora wyjściowego (dotyczyło to dużych serwerów).
W domu na ścianie, mimo dwukrotnego zamalowywania, dalej widać ślady krysinych obiadków. Na szczęście jest to dużo mniej widoczne niż przed zamazaniem, ale jednak - plama to plama. Trudno. Kiedyś zrobimy porządne malowanie, to zdrapiemy resztki obiadków razem ze starą farbą. To już powinno pomóc.