Co za zbieg okoliczności…

Jestem w trakcie czytania Ostatniego kontynentu Pratchetta,
a przed chwilką z żonką obejrzałem Dom nad jeziorem. Samo tak wyszło.
Kto czytał i oglądał zrozumie o co mi chodzi. W sumie ciekawe jak to Pratchett
rozwiąże…

…i niech nikt nie waży mi się odpowiedzieć na to pytanie
retoryczne w komentarzach!

WiFi w domu, z przygodami oczywiście

Niedawno żonka dostała
nowego laptopa
. Z różnych ciekawych rzeczy, ten laptop ma, między innymi,
WiFi. Karta na chipsecie Prism 2.5 została od kopa rozpoznana przez Linuksa
(na początku jako eth0, co przez chwilę powodowało moje wątpliwości
w sprawność normalnego portu Ethernet). Szkoda by było tego nie
wykorzystać.

W domu mam jeszcze dwie bezprzewodowe karty sieciowe: na PCMCIA i na USB,
obie Compex, obie zawsze sprawiały mi problemy, ale przynajmniej dawało się na
otwartych sterownikach to jakoś odpalić. Tę na PCMCIA sobie
odpuściłem, bo nie będę odpalał innego laptopa i kernela 2.4, żeby sprawdzić
czy WiFi u żony działa. Postanowiłem spróbować z tą na USB, od razu
podłączając ją do mojego routerka.

Karta jest na chipsecie ATMELa. Zasadniczo są do tego dwa sterowniki:
atmelwlandriver i at76c503a (berlios driver). Oba
od dawna nie rozwijane. Żadnego z tych sterowników w PLD nie ma (pewnie
w żadnej dystrybucji nie ma). Poprzednio tę kartę uruchamiałem na tym pierwszym
sterowniku, nawet udawało się do tego PLDową paczkę zbudować i jako-tako to
działało. Z drugim też próbowałem, ale bez lepszych rezultatów (innych niż
zwis maszyny czy okazały Oops).

Tym razem atmelwlandriver nie udało mi się nawet skompilować
– systemu budowania dostosowanego do antycznych kerneli nie umiałem
pogodzić z PLDowym kernel-module-build. O dziwo, sterownik z Berliosa,
w wersji CVS, skompilował się bez problemów. Co więcej, załadował się na
tropku i połączył się z laptopem żonki. Oczywiście konfiguracja nie może być
normalna (gdzie router z kartą WiFi robiłby za AP) – karty
działają w trybie Ad-Hoc, bo ta na USB trybu master nie umie.

Połączył się, ale coś za bardzo sieć nie działała. Sprawdziłem
tcpdumpem i zobaczyłem ip packet truncated – 4 bytes
missing
. No fajnie, pewnie sterownik spieprzony. Ale nie wyglądało to na
coś, czego nie dałoby się naprawić. Google dużo na ten temat nie miało do
powiedzenia. Zajrzałem więc do źródeł i lepiej przyjrzałem się logom. W logach
znalazłem: firmware version 1.103.0 #175 (fcs_len 4) . Najpierw
spróbowałem starszego firmware’u (ze sterownikiem przyszły dwie wersje), ale
to w ogóle nie działało. Pozostało pogrzebać w źródłach. Okazało się, że jest
tam kod odpowiedzialny za obcięcie FCS (cokolwiek to jest) z końca ramki. Ten
FCS to 4 bajty, z wyjątkiem jednej wersji firmware (jakiejś starej), gdzie
ta długość była ustawiona na 0 (z komentarzem, że ta wersja jest głupia i FCS
nie doczepia). No to wpisałem 0 na stałe i bingo! Zadziałało :-).

Kolejnym problemem były straty pakietów. W pokoju, gdzie zwykle stoi
laptop, 17%. Przeszedłem się z nim po mieszkaniu i w przedpokoju, gdzie
powiesiłem nadajnik (kartę USB) było 0%. Ale w przedpokoju nikt pracować nie
będzie… Spróbowałem jeszcze przenieść nadajnik (najpierw powiesiłem nad
drzwiami, obok dzwona, bo tam się ładnie komponował ;-)), położyłem na
drzwiczkach szafki… i w całym domu jest zasięg i 0% strat. Tylko jak to tam
na stałe powiesić… próbowałem dwustronną taśmą klejącą, ale odpadało. Ten
problem zostawiłem sobie na później.

Na początek teksty robiłem na gołym 802.11b, nawet bez WEP. Oczywiście nie
mogło tak zostać. WAP to też żadne zabezpieczenie. O WPA na tych kartach
mogłem zapomnieć (tylko 802.11b umieją, a więc WPA na pewno nie). Bawić się
w 802.1x+WEP nie widziałem sensu. PPPoE też już przerabiałem w pracy (więc
żadne wyzwanie), a do tego też wydawało mi się to mało sensowne w domowej
sieci z jednym komputerem. Postanowiłem spróbować IPSec. W końcu tę
technologię też trzeba poznać. Dodatkowo chciałem też WEP odpalić z prostym
kluczem, po co cokolwiek ułatwiać… ale to nawet nie chciało ruszyć między
tymi kartami. Trudno.

Poczytałem o ipsec-tools, poeksperymentowałem, w końcu
załapałem jak ten racoon i setkey działają.
Okazało się że w takim przypadku jak mój, gdzie nie potrzeba DHCP, czy innej
automatycznej konfiguracji, to takie IPSec całkiem dobrze może się sprawdzić.

Gdy już miałem prawie wszystko gotowe, z szyfrowaniem, przygotowanym
routingiem, NATem itd… połączenie przestało działać. Karty się nie
widziały… przypomniałem sobie, że wcześniej dziecko walnęło drzwiami w tę
wiszącą kartę USB… przestraszyłem się, że się rozwaliła. Kilka jej restartów
nie pomogło. Rozkręciłem… w środku wyglądało bardzo solidnie i raczej na
nienaruszone… postanowiłem sprawdzić jeszcze jedną możliwość –
zrestartowałem laptopa (samo ifdown/ifup, czy nawet wyładowywanie modułu nie
pomagał)… ruszyło… uff…

Na koniec zamontowałem trochę solidniej nadajnik:

[img:wifi
full-prof]

A teraz żonka siedzi przy laptopiku, bez kabelka i nie narzeka. Wiec chyba
jest ok. 🙂 Tylko czemu zawsze w tą radiówką musi być tyle problemów?…

Ups…

W piątek spodziewałem się paczki z Holandi – nowego sprzętu do
testowania. Zbliżał się koniec pracy, a tu paczki ani widu, ani słychu…

Około 15:30 dzwoni komórka… kurier… pyta się do której mam otwarte.
Mówię, że do 16:00, a on, że nie zdąży bo ma do dostarczenia pilną przesyłkę
(„gwarantowana dostawa przed 10:00”) do Kleszczowa. Pytam się czy duża to
paczka, okazuje się że to dwie małe paczki. No to dałem gościowi adres domowy
(z instrukcją z której strony podjechać), do pracy sobie zaniosę…

W domu też długo nic… W końcu, po 18:00 znowu odzywa się komórka…
Kurier trafił na właściwe osiedle, ale nie może znaleźć właściwego bloku
– podjechał z niewłaściwej strony. Wytłumaczyłem mu gdzie to jest
(„proszę spojrzeć w prawo, za boiskiem”) i jeszcze raz wytłumaczyłem jak tam
dojechać… W końcu dotarł… z czterema przesyłkami: jedna koperta, dwa
średniej wielkości pudełka i jedna duża paczka (jak ja to do pracy
zaniosę???). Trochę byłem zaskoczony, ale pokwitowałem odbiór koperty,
a kurier zaczął szukać papierów do kolejnych paczek… Zobaczyłem, że jedna
jest opisana 1/2 i się zainteresowałem jak to właściwie jest
podzielone, bo na stronie śledzenia przesyłki były dwie paczki – czy to
są np. dwie przesyłki każda po dwie paczki… okazało się, że nie. Przyjrzałem
się bliżej papierom… i okazało się, że ta wielka paczka wcale nie jest do
mnie… sprawdziłem jeszcze kopertę, której przyjęcie już pokwitowałem… też
nie do mnie. Do mnie były tylko dwa pudełka, a facet mi przywiózł przesyłki
dla całego biurowca (adres ten sam, ale firmy zupełnie inne)…

Jak już pokwitowałem przyjęcie koperty, to zgodziłem się ją zanieść do
biurowca… jak nie dotrze, to i tak zmartwienie kuriera. Ale przyjęcia tej
wielgachnej paczki odmówiłem. Ważne, że moje pudełka były w komplecie.
A kuriera odesłaliśmy z dużą paczką do biurowca… może tam jeszcze jakiegoś
pracoholika zastał.

Swoje pudełka zaniosłem dzisiaj do biura, kopertę zostawiłem na portierni.
Dalszych losów nie-moich przesyłek nie znam. W sumie… nieprzytomny kurier
dostarczył nam rozrywki. :-)

Wkurza mnie ten Firefox…

Niedługo po wydaniu Firefoksa 2.0 zainstalowałem go sobie na komputerze w
pracy. I tylko tam, bo szybko się okazało, że jest z nim poważny problem:
wiesza się losowo co jakiś czas, nawet kilkanaście razy dziennie. Okropnie to
wkurzające. Gdyby nie to, że Fx 2.0 ma parę fajnych ficzerów (szczególnie
sprawdzanie pisowni) i że downgrade nie sprowadza się tylko do „upgrade
–downgrade mozilla-firefox” w Poldku, to już bym dawno to wywalił. Nie
wywaliłem, ale i w domu sobie tego nie zainstalowałem. A w pracy się ciągle
wkurzam…

Ale nie to jest najbardziej wkurzające, że jest błąd. W każdym programie
zdarzają się błędy ale, że nie można go normalnie zgłosić (jak już pisałem: twórcy
Firefoksa nie chcą moich bug-reportów
), ani normalnie zobaczyć co się z
błędem dzieje (nie ma zgłoszeń błędów w konkretnym wydaniu, a więc nie można
sobie zobaczyć listy błedów w Firefoksie 2.0, a w tej całej masie zgłoszeń z
całej historii Mozilli ciężko znaleźć właściwe). Wiem tylko, że nie jestem
sam, wystarczy w Google wpisać: firefox 2.0 random freeze, żeby się
przekonać, że nie mnie jednego Fx 2.0 wkurza… Niestety, nie znalazłem nic na
temat przyczyn błędu, jakiś workaroundów, czy planów jego naprawy (to wszystko
IMHO powinno być z bugzilli).

Czy naprawdę mam jakieś dziwne wymagania co do systemu zgłaszania błędów?
Dla mnie to naturalne, że jednym z celów istnienia takich systemów jest
inwentaryzacja błędów w konkretnych wydaniach. Tak, żeby użytkownik mógł
sprawdzić co w konkretnej wersji siedzi, czy jego problemy zostały zauważone,
czy może się spodziewać naprawy. A tu nic… Nie działa ci oficjalne wydanie i
chcesz zgłosić problem? To ściągnij nightly-build i debuguj… Nie chcesz, bo
jesteś tylko zwykłym użytkownikiem? To mamy Cię w nosie…

Długo powstrzymywałem się przed tym narzekaniem… ale dzisiaj nie
wytrzymałem, gdy mi się zawiesił dwa razy w ciągu jednej minuty…

Żeby mieć to już z głowy

Może to i głupie, ale ciągle się u kogoś na blogu pokazuje i niech w końcu i ja
spróbuję. Więcej nie będzie mnie męczyło. ;-)

  • Złap najbliższą książkę.
  • Otwórz ją na 123 stronie.
  • Znajdź piąte zdanie.
  • Opublikuj je na swoim BlOgAsKu razem z tą instrukcją.

Nie szukaj najfajniejszej książki jaką można znaleźć. Użyj
tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.

No to jedziemy:

Mieszanka Paraflu z wodą destylowaną o stężeniu 50% nie
zamarza do temperatury -35°C.

Uno. Instrukcja Obsługi

Dzisiaj zostałem gwałcicielem

Byliśmy dzisiaj u mojego ojca na imieninach. Było całkiem miło, ale na
końcu, dla odmiany, daliśmy się sprowokować mojemu bratu i wdaliśmy się
w dyskusję. Już byłem wyzywany od kapitalistycznych wyzyskiwaczy, już
wielokrotnie słyszałem o sprawiedliwości społecznej której u nas brak.
Dowiedziałem się, że jego organizacja chce w Gdańsku zorganizować referendum
o samoopodatkowanie się mieszkańców na darmową komunikację miejską… Ale to
wszystko nic… Dzisiaj dowiedziałem się, że jestem gwałcicielem. Właściwie to
jak każdy facet w naszej kulturze (a więc i mój braciszek), ale szczególnie
dlatego, że śmiałem sobie zażartować z feministek (żona zaczęła, to ona też
jest gwałcicielem, bo że męską szowinistyczną świnią to już wiemy)…

Naprawdę nie wiem, czy śmiać się z poglądów braciszka, czy płakać. Na
razie jednak mnie to bawi. Szkoda tylko, że te poglądy zyskują posłuch
u innych.

Narozrabiałem

Dzisiaj znowu dostałem hucuła – Sękacza. Ciężko było go rozruszać,
szczególnie w grząskim błotku, ale gdy w końcu udało mi się pojechać kłusem
i dołączyć do zastępu, to nawet prawie nadążał. Ale ciężko mu to szło. W końcu
postanowiłem nadganiać trochę galopem. O dziwo, nawet się udawało. Niestety,
nie wziąłem pod uwagę tego, że za mną żonka jedzie na niezbyt ujeżdżonym
koniu… i zrobiła bam.
:-(

Na szczęście nic złego się jej nie stało. Jednak ja i tak się tym
przejąłem… a konik to wykorzystał. Już nawet za bardzo do kłusa nie udawało
mi się go zmusić. Przypadkowi gapie (którzy przyjechali na jakieś wesele, czy chrzciny,
w klubowej knajpie), widząc jak się meczymy wołali do mnie: Niech
pan nie męczy już tego kucyka, on ledwo zipie!
. Problem w tym, że ten
kucyk nawet się pode mną nie spocił… za to ja byłem cały mokry.

W sumie, fajnie było, gdyby nie to, że żonka sobie nie pojeździła.

Młoda fałszerka

Wpada Krysia do pokoju i oznajmia rodzicom:

– Zrobiłam takie coś jakbym była duża i nauczyła się jeździć
samochodem. Taki dokument!

– Prawo jazdy? – domyślił się tatuś

– Tak, prawo jazdy! – ucieszyło się dziecię, któremu
najwyraźniej brakowało tej nazwy.

… i poszła dalej się bawić.

Później jeszcze usłyszeliśmy coś takiego:

– Zrobiłam jeszcze tak, jakbym miała dużo lat…

Ostatecznie Prawo Jazdy ma format A5, zrobione jest z kartki z bloku A4
z doklejonymi kawałkami naklejek oraz kolorowego papieru i, co ważne (Krysia
kilkukrotnie nas o tym informowała), ma przód tam gdzie psi (naklejkę
z uśmiechniętą mordką).

Przykładna obywatelka… aż po grób

Przed chwilą w Wiadomościach mówili o kobiecie, która zmarła w szpitalu
kilka dni po porodzie… dwunastego dziecka. Było o tym
w jakich strasznych warunkach ta rodzina żyła. Jacy oni biedni, bo mieszkanie
małe, dzieci wymagają opieki lekarskiej i nie ma nawet na lekarstwa. Winni
wszyscy dookoła, bo widzieli co się dzieje i nie wsparli tej rodziny. Ojciec
nieszczęsliwy, bo się boi, że mu odbiorą dzieci. Hmm… a te wszystkie dzieci
to bocian przyniósł? Pewnie tak… bo najwyraźniej rodzice na tę tragedię nie
mieli wpływu… dziennikarze nawet nie wspomnieli o tym, że dzieci mogłoby być
mniej (to było takie politycznie niepoprawne)… Tylko urzędnik podsumował
rodzinę, że jest nieporadna życiowo. On chyba był ten zły.

Dlaczego u nas nie można otwarcie mówić o świadomym
planowaniu rodziny. Rozumiem, że ktoś może mieć ambicje na wielodzietną
rodzinę… ale po piątce dzieci mogli by dać sobie spokój, szczególnie, jeśli
ich na to po prostu nie stać (jeśli kogoś stać i zdrowie pozwala, to, jeśli
o mnie chodzi, może mieć i 20 dzieci). Jeśli ktoś z zewnątrz miał im pomóc, to
pomagając zatrzymać to szaleństwo. Jeśli byłby to kościół ze swoimi metodami
ok – jeśli spełniłyby one swoje zadanie. Ja bym jednak postawił na
antykoncepcję. W takich przypadkach powinna być zapewniana chociażby przez
opiekę społeczną, czy refundowana z NFZ. Jeśli rodzice nie chcą i nie
udowodnią, że są w stanie wszystkie obecne i kolejne dzieci utrzymać –
to może ich prawa rodzicielskie powinny być ograniczone? Tacy rodzice nie są
przecież mniej niebezpieczni od rodziców-pijaków.

Rzeczywiście stała się (i dalej się dzieje, chociażby dla pozostałych
dzieci) tragedia. Nikt nie pomógł na czas. Coś zawiodło. Ale głównym problemem
nie jest brak pomocy materialnej dla tej rodziny, ale to, że w ogóle taka
rodzina mogła powstać.

A jeśli by się okazało, że kobieta zachodziła w ciąże wbrew swojej woli
(gwałt małżeński, lub jakiś „antykoncepcyjny sabotaż”), to ojciec powinien być
oskarżony o jakieś spowodowanie śmierci. Ale to pewnie też nie w tym kraju…