Złota rączka ;)
W poniedziałek stanę się zbędny. ;-)
Z tej okazji wczoraj bawiłem się w hydraulika:
...a dzisiaj w elektryka:
Wydawałoby się, że nasza kuchnia zupełnie niedostosowana, ale chyba się uda...
W poniedziałek stanę się zbędny. ;-)
Z tej okazji wczoraj bawiłem się w hydraulika:
...a dzisiaj w elektryka:
Wydawałoby się, że nasza kuchnia zupełnie niedostosowana, ale chyba się uda...
pedofilów
Niepokoi mnie to co widzę w mediach, ale można było się tego spodziewać. Dziennikarze i politycy rzucili się żerować na ludzkich emocjach wywołanych czyjąś pojedynczą tragedią (częstsze tragedie nie są dość dobrymi newsami) i wydają się zapominać co to fakty, czy zdrowy rozsądek...
No zgadza się, pewien zwyrodnialec przez lata gwałcił swoją córkę, ale czy to powód żeby nagle nawoływać do kastrowania pedofilów? Przecież wszystko wskazuje na to, że ten facet nie jest nawet pedofilem! Zaczął się do córki dobierać, gdy ta miała piętnaście lat, a więc trzeciorzędne cechy płciowe raczej już miała. To nie pociąg do dzieci był motorem zachowania tego zboczeńca, ale po prostu dostęp do młodej kobiety nad którą miał pełną kontrolę. To jest gwałciciel, nie pedofil, ale że gwałty są dość znanym problemem, to przecież nikt się tym nie będzie zajmował...
No i jak to kastrowanie pedofilów
pomogłoby w tym przypadku? Był
ten facet kiedyś skazany za podobne przestępstwa? Jeśli nie, to nie dałoby
nic. Może w jakiś innych przypadkach, gdzie jest recydywa... ale czemu w takim
razie wykorzystywać tę tragedię? Poza tym to rozwiązanie przypomina obcinanie
ręki za kradzież... (ręka ukradła, rękę ukarać) mało to cywilizowane. Przecież
jak ktoś nie ma hamulców moralnych
to pozbawienie go popędu płciowego
nagle mu ich nie zwróci – potwór
jest w głowie, nie między
nogami.
To kastrowanie
to na razie jeden pomysł... ale boję się, że może
ich być więcej. W takiej atmosferze możemy dorobić raczej nie skutecznego, ale
idiotycznego prawa. Nie chciałbym, żeby u nas działy się potem takie rzeczy
jak w USA, gdzie człowiek przyłapaniu na siusianiu przy drodze, albo
nastolatek przyłapany ze swoją o rok młodszą dziewczyną, zostaje wpisany
do rejestru przestępców i jego życie staje się koszmarem (w przyszłości może
mieć ograniczany kontakt z własnymi dziećmi), albo, że ojciec zostaje skazany
za kąpiel własnego dziecka... Prawo tworzone pod wpływem emocji i pod publikę
często nie rozwiązuje problemu, a uderza w niewinnych ludzi.
No i nawet jeśli nam przy okazji politycy prawa nie zepsują, to sama nagonka medialna może narobić szkód. Ludzie będą się bezpodstawnie bać wypuszczać dzieci bez opieki (na zachodzie miejscami już jest nie do pomyślenia, żeby np. dziesięcioletnie dziecko samo szło lub jechało na rowerze do szkoły – wszędzie jest dowożone, co też nie jest bez wpływu na zdrowie), czy nawet oddawać pod opiekę nauczycielom czy trenerom...
Trudno też sobie w takiej atmosferze wyobrazić niewinnego człowieka, który stwierdził u siebie skłonności pedofilskie (to, że podniecają go dzieci, nie znaczy, że będzie od razu je gwałcił – mnie podniecają dorosłe kobiety i nie rzucam się na każdą) będzie szukał pomocy. Zamiast tego może popaść w gorsze problemy widząc w sobie potwora albo bojąc się takiej oceny od innych.
Nie chcę umniejszać tej tragedii, czy cierpień innych molestowanych dzieci. Nie chcę bronić gwałcicieli, czy pedofilów molestujących dzieci. Chciałbym tylko, żeby zachowano umiar i rozsądek. Trzeba zidentyfikować ogólny problem i pomyśleć czy i jak można jemu zaradzić, a nie szukać doraźnych rozwiązań pod wpływem pojedynczych, najgłośniejszych przypadków.
BTW. Zastanawiam się też co z matką tej biednej dziewczyny... Że została zastraszona jakoś mnie nie przekonuje – myślę, że sytuacja była podobna jak w przypadku większości maltretowanych żon – mąż bije, ale przecież męża się nie opuści, bo co to za życie bez niego, tyle że tym razem cierpiała córka...
21 komentarzy
do wpisu „ No i się zaczyna – nagonka na pedofilów
”
Dzisiaj przez Jabberka przyszło do mnie coś takiego:
[08:23] <igor> hello. can I ask you a question? [08:24] <igor> "kurva matka psya krev" -- what does it mean?
9 komentarzy do wpisu „Na styku kultur, czyli polska język – trudna język”
Przed chwilą na Onecie znalazłem instrukcję na dzisiejszy dzień.
Już trochę późno, ale może jeszcze zdążę się do niej zastosować... Myślicie, że
mam jeszcze szansę? Czy może ten Dzień Kobiet już zmarnowałem?
;-)
Pojawiły się głosy, że ostatnio na blogu tylko marudzę... To może tym razem będzie o tym co robię, gdy nie marudzę...
Dziś, gdy już zebrałem się z łóżka, zjadłem śniadanie itd. wybrałem się,
jak to mam w zwyczaju od wyjścia ze szpitala, na spacerek. Tym razem zacząłem
od wizyty u żonki w firmie, zobaczyć nastroje pointegracyjne. Potem udałem się
w kierunku miasta
(centrum znaczy się, na wsi nie mieszkam
;)).
W centrum stwierdziłem, że mogę iść dalej, poszedłem więc w kierunku parku
Chrobrego. Tam wciąż było mi mało, więc ruszyłem śladem dawnej wąskotorówki
(po torach już niewiele zostało) w kierunku Trynku. Przeszedłem obok dużych
ceglanych budynków na Pszczyńskiej (zawsze mnie fascynowały) i postanowiłem
zobaczyć jak teraz wygląda to, co kiedyś było Kopalnią Gliwice. Nawet było co
oglądać: dwa zabytkowe budynki ślicznie odnowione, jakiś trzeci,
nowocześniejszy (czyt. brzydszy) dobudowany i wszystko wygląda jakby było
dopiero co skończone i czekało do oddania. Za budynkami trwały jeszcze jakieś
prace. Kawałek dalej widać jeszcze jakieś resztki ruin zakładu przetwórstwa
węgla (zdaje się, że ileś razy podchodzili do burzenia tego... i chyba wciąż
do końca im nie wyszło). Tablice obwieszczają, że teren ten to Nowe
Gliwice
i będzie tu Centrum Edukacyjne
. No, słyszałem o takim
projekcie, lata temu. I chyba lata temu miało to już funkcjonować...
Ja oczywiście porównywałem okolicę ze swoimi wspomnieniami – wciąż był tam plac, z którego wyjeżdżało się na górnicze kolonie, czy inne wczasy lub wycieczki, a po kopalnianym przystanku wąskotorówki pozostał ledwo ślad.
Spod byłej kopalni udałem sie pod blok w którym kiedyś mieszkałem (mając 1-7 lat). Blok stoi, gdzie stał, ale za nim, zamiast nieużytków, czy, później, kawałka placu budowy, gęsto zabudowane osiedle. Aż trochę traciłem orientację idąc dalej tamtędy, gdzie kiedyś bawiłem się w zaroślach.
Po drodze do domu zajrzałem jeszcze do biura, po korespondencję. W sumie znowu przespacerowałem chyba z dwie godzinki i ładnych parę kilometrów.
Praktycznie przez cały spacer miałem na uszach słuchawki, a w nich
Antyradio (chyba jedyne radio, którego playlista praktycznie w 100% mieści się
w moich upodobaniach, a jednocześnie obejmuje sporą ich część). W momencie gdy
wracałem The White
Stripes kończyło grać Conquest
, jedna z piosenek dla jakich
Antyradio tak lubię (i jakie potem jeszcze przez jakiś kołaczą się po
głowie)... Dlatego jak tylko dobrałem się do laptopa, to dodałem ją sobie do
ulubionych w Last.Fm. Przy okazji znalazłem teledysk (mina byka: bezcenna):
To samo, w nieco lepszej jakości można znaleźć na paskudnej flashowej stronie zespołu.
No i ostatnio codziennie wybieram sobie jakiś kierunek i idę, gdzie mnie
nogi poniosą. Podziwiam sobie nasze śliczne Gliwice, albo pojawiającą się
w okolicy wiosnę. Słucham sobie przy tym radyjka i fajnie jest... Ale co to
będzie, jak mi się L4 skończy i będzie trzeba uczciwie pracować zamiast
szlajać się po okolicy?... ;-)
Wczoraj, po raz kolejny, zajrzałem do serwisu nasza-klasa.pl (ale nie o tym serwisie ma
być ten wpis). Tym razem znalazłem tam swoją klasę z technikum i jednego
kolegę, który ją dodał. W pierwszym momencie nie kojarzyłem kolegi, ale w
końcu sobie przypomniałem kto to. Szukałem też klasy z podstawówki, ale nie
było jej w systemie. Chciałem dodać, ale nie pamiętałem do końca, czy to było
a
, czy c
(a może najpierw c
, potem a
?). Uznałem,
że muszę to gdzieś sprawdzić...
...i tak znalazły się moje stare archiwa
(żona wyciągnęła z jakiejś
szafki), a tam: koperta z biletami na różne koncerty, na których się kiedyś
bawiłem, legitymacje szkolne, zdjęcia grupowe ze szkoły (w tym jedno, które
udzieliło mi poszukiwanej informacji), stara korespondencja, jakieś dokumenty
medyczne, życzenia od kolegów z okazji 20. urodzin na żółtych kartach do
dziurkowania itp.
Wśród tych papierów znalazłem też początki moich dzisiejszych problemów
zdrowotnych – ostatnia notatka, sprzed 10 lat, na karcie zdrowia
dziecka
(czy jak to się tam nazywa, ja już wtedy dzieckiem nie byłem)
mówi: rozpoznanie: okrągłe plecy
, zalecenia: ćwiczenia + basen
.
Gdybym wtedy to potraktował poważnie i zastosował się do zaleceń, to pewnie
teraz bym tak nie cierpiał...
Jednak najwięcej wzruszeń dostarczył plik kopert i kartek pocztowych. Od
dziewczyn. W większości od Agnieszek (chyba nie bez powodu żona jest uczulona
na to imię ;-)). Ale były też tam listy od mojej niewątpliwie
pierwszej miłości (Moniki), nawet nie pamiętam jakim cudem je otrzymałem, skoro
nie byłem w stanie do niej słowa powiedzieć nawet, a co dopiero adres
przekazać (dwuletni związek
ograniczał się głównie do mojego gapienia
się na nią przy przypadkowych
spotkaniach, albo wzdychania pod jej
oknem...). Była tam też kartka walentynkowa od zgadnij kogo
(chyba
nigdy się tego nie dowiedziałem) i listy od dwóch Iwon (kuzynki i znanej wam
już Iki). Widząc korespondencję od Beaty, czy Justyny musiałem sobie chwilę
przypominać, kto to...
Justyna to przecież była chyba jedyna osoba, z którą potrafiłem godzinami
przez telefon gadać. Nigdy nie byliśmy parą, była raczej dla mnie
przyjaciółką, której się mogłem wygadać, także z moich problemów
sercowych
. Parę razy się spotkaliśmy, wiele razy rozmawialiśmy przez
telefon, najwyraźniej zdarzało się i nam do siebie pisać... w pewnym momencie
ona poznała jakiegoś policjanta, ja swoją obecną żonę... i straciliśmy
ze sobą kontakt.
Beata to był raczej mniej znaczący epizod w moim życiu, ale wspominam go,
jako ciekawą historię. Kolega z podstawówki (ale już parę lat po zakończeniu
tej szkoły) chciał mnie chyba z nią zeswatać (Beata była bliską koleżanką jego
przyjaciółki). Były z dwa wspólne ogniska, podwójna randka w kinie, kilka
namiętnych pocałunków... i w końcu Beata stwierdziła, że nic z tego nie
będzie. Jakiś czas później kumpel mnie spotyka, i mówi jak mu przykro, że mi z
Beatą nie wyszło, próbując mnie pocieszyć... a ja się powstrzymywałem, żeby
nie wybuchnąć śmiechem, bo właśnie wracałem, w świetnym humorze, z jednej z
pierwszych randek z moją obecną żoną. :-)
Zaskoczyła mnie trochę ilość poczty od Agnieszki z Olecka. Na jednej
kartce rozśmieszył mnie tekst wylewny to ty nie jesteś
– typowa
odpowiedź na moją twórczość, od wypracowań w szkole, przez listy, po e-maile.
Ta Agnieszka, mimo mojej słabości do dziewcząt o tym imieniu, nie trafiła
nigdy na listę moich wielkich miłości, ale nie zaprzeczę, że bardzo miło
wspominam czas spędzony z nią przy okazji Przystanku Olecko
. No i ilość
poczty też coś znaczy... że komuś się chciało do mnie pisać...
;-).
Przy okazji przeglądania tych pamiątek, przypomniały mi się też
dziewczyny, po których żaden ślad nie został, jak Joasia z Bytomia, pierwsza
dziewczyna, z którą się całowałem. Po innych został tylko, nigdy nie
wykorzystany i pewnie nieaktualny adres (karteczka z tymi adresami od razu
skojarzyła mi sie ze Spisem
cudzołożnic, chociaż to bardzo niewinne znajomości były): Marzena z
Gołdapi (to był chyba typowy krótki wakacyjny romans
tyle, że z ferii
zimowych), Renia (ciekawe co u niej, bo miała problemy z alkoholem
i narkotykami), Julia (ale obciach -- poryczałem się na randce z nią)... Oj,
nazbierało się tego. A przecież, głównie przez moją nieśmiałość, bardzo
ograniczone były moje kontakty towarzyskie...
Te wszystkie znajomości, miłostki i przyjaźnie na pewno miały jakiś wpływ na to, jaki jestem. Bez tego pewnie nie mógłbym stworzyć związku takiego, jak teraz z Iką, a nawet mógłbym sie nie zorientować, na jaki skarb trafiłem. Teraz to przeszłość... ale powspominać czasem miło. Z drugiej strony, też trochę strach przypomnieć sobie jakie głupoty kiedyś robiłem, czy co do mnie dziewczyny pisały... dlatego nie odważyłem się zajrzeć do środka tych listów.
Tak się zastanawiam, czy nie odnowić części z tych znajomości. Tych mniej namiętnych, bo już się przekonałem, jak kontakt (mailowy i GG) po latach, z dawną miłością (która kiedyś rzuciła, a teraz wyznaje miłość) może namieszać... Głównie z ciekawości co u nich, i czy technicznie ponowny kontakt jest możliwy (adresy i nawet nazwiska raczej nieaktualne). Znalezienie dawnej korespondencji, to całkiem niezły pretekst...
Jesteście obserwowani...