Już jakiś czas temu dociągnięto autostradę A4 z Wrocławia do Kozłowa, zaraz
pod zachodnią granicę Gliwic. W styczniu (a może to był już luty) otworzyli
odcinek z Katowic do Sośnicy (południowo-wschodnia dzielnica Gliwic). A więc
jest cały długi kawał autostrady od Wrocławia do Krakowa… z małą przerwą
— brakuje kilku-kilkunastu kilometrów koło Gliwic.
Gdy nie było odcinka Katowice-Sośnica, to do Katowic i A4 do Krakowa z
Gliwic (i z A4 z Wrocławia) były conajmniej trzy drogi, w tym tylko jedna
przez centrum miasta i tak często zakorkowana. Teraz każdy komu się kończy
autostrada chce jak najszybciej dojechać do kolejnego odcinka. A jedyna droga
(sensownej długości i dopuszczona do ruchu ciężarówek) z Kozłowa do Sośnicy
wiedzie przez centrum Gliwic… Korki możecie sobie wyobrazić. Ja do pracy na
szczęście jadę starą autostradą
(z definicją autostrady ta droga ma
bardzo niewiele wspólnego), na której ruchu teraz jest niewiele, jednak
odcinek od mojego domu do tej drogi częściowo pokrywa się z tą łatą na
. No cóż… gdy jadę do pracy nie jest jeszcze źle, chwilę postoję na
A4
światłach, przejadę kawałek i jestem na przyjemnej stosunkowo pustej drodze do
Zabrza. Niestety gdy wracam, to już Gliwice są zakorkowane i 30% całego czasu
spędzanego w drodze do domu spędzam na tym nieszczęsnym fragmencie trasy (<5%
całości). Czasem kombinuję jak korek objechać, robiąc sporo więcej kilometrów,
ale czasu oszczędzając niewiele, szczególnie, że np. dzisiaj trafiłem na
kolejny korek, który znów objeżdżałem itd. Kiedyś pojechałem zupełnie na
około, małymi poza głównym ruchem. Dalej, wolniej, ale czas przejazdu podobny.
Wprost nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie wybudują ten brakujący kawałek
A4. Nie po to, żeby tamtędy jeździć (ta autostradowa obwodnica Gliwic
będzie odcinkiem płatnym), ale żeby normalnie do domu dojechać, a nie 15 minut
stać w głupim korku, dwa rzuty berety od własnego bloku.