WTF?!

Jako posiadacz nowego telefonu postanowiłem się zarejestrować na stronie
producenta tego cacka. Niestety, poległem na formularzu rejestracyjnym:


[WTF?!]

(kliknij aby powiększyć)

Może więc czytelnicy mądrzejsi ode mnie wyjaśnią mi:

  • To w końcu obowiązkowe jest podanie numeru telefonu (po cholerę on
    producentowi sprzętu?), czy IMEI?
  • Jak ja mam tę datę urodzenia wprowadzić?
  • Jaki jest skrót dla województwa śląskiego?

Jak ja nie lubię chamskich prowokacji…

No cóż… znowu dałem się sprowokować. Wystarczy, że jednemu
joggerowiczowi znowu coś ssało na maksa, a ja się z jego zdaniem nie zgodziłem.
Dość ostro, zgadza się. Ale tak już bywa – jeśli ja uważam, że X,
a ktoś pisze, że X to bzdura, a jeśli ktoś uważa inaczej, to dał się
zmanipulować
, nie podając przy tym żadnego argumentu na to, że X to
faktycznie bzdura, to trochę się denerwuję i żądam konkretów… Ale to
wszystko, w założeniu, w celu rozpoczęcia dyskusji – jak będą argumenty,
to będę mógł się do nich odnieść, a może nawet dam się przekonać (chociaż mam
wrażenie, że to raczej autora należałoby wyprowadzić z błędu)…

Oczywiście konkretów nie dostałem, bo autor tylko czekał, aż ktoś mu
napisze, że się myli, najlepiej w mało wyszukany sposób. W ten sposób autor
wpisu może ponownie pokazać, jak go wszyscy nienawidzą… a w szczególności
ten, kto śmiał spróbować podyskutować na temat wpisu (czy nie do tego są
komentarze pod wpisami?). Okazuje się, że krytyczny komentarz (co prawda
napisany pod wpływem złości) jest atakiem na autora wpisu, a jednocześnie wpis
(sugerujący, że między innymi ja zostałem zmanipulowany) nie jest atakiem na
nikogo…

Najgorsze, że nie można otwarcie (ten wpis jest na poziomie trzecim)
powiedzieć co się o tym myśli, bo to będzie kolejny argument w ręku
poszkodowanego… W końcu ja go nienawidzę… Zgadza się, nie
znoszę takiego podejścia do świata, tego EMO-egocentryzmu (nie
znoszę też paru cech swojego charakteru), ale do osoby nie żywię żadnych
gwałtownych uczuć. Może nawet odrobina sympatii by się znalazła (jednak
z każdym takim incydentem coraz mniej).

Czy tylko mnie to wkurza? Czy tylko ja jestem taki dziwny, że pod swoimi
wpisami oczekuję także krytyki, najlepiej konstruktywnej? Że przedstawiając
swoje zdanie na jakiś temat liczę się z tym, że zostanę zjechany przez
zwolenników przeciwnych poglądów? Że zakładam, że komentarze odnoszą się do
wpisu i konkretnego tematu, a nie do mnie osobiście? I że oczekuję tego samego
od innych?

The Day The Routers Died…

Kumpel podesłał mi zajebistą piosenkę na
YouTube
. Szybko wygooglałem też jej
tekst
(rozumienie tekstu piosenek ze słuchu wciąż mi średnio wychodzi).
Polecam wszystkim administratorom sieciowym! :-)

Update: tekstu nie trzeba było googlać, jest na YouTube, dostępny po kliknięciu (lewym przyciskiem myszy!) na „more info”. Nie można tam było dać przycisku, zamiast czegoś, co wygląda jak link? To chyba dość normalne, że link próbuję otworzyć w nowej zakładce. Niech żyje usability!

Koncertowe pożegnanie lata

Jakiś czas temu, Last.fm, wśród rekomendowanych imprez pokazał
mi koncert Voo Voo z Trebunimi
Tutkami w Gliwicach
. Przyjąłem do wiadomości, ale się nie wybierałem.
W niedzielę jadę przecież na Pidżama
Porno
. Dwa koncerty w jeden weekend to byłaby przecież rozpusta…

Tydzień temu byliśmy na zakupach w C.H. Arena. Tam rzucił się na mnie
plakat Kolegów na tablicy Gliwickiego Teatru Muzycznego
Maleńczuk z Waglewskim mieli zagrać w Ruinach Teatru. Zaraz po powrocie do
domu sprawdziłem w internecie szczegóły. Okazało się,
że jest to część imprezy pod nazwą Pożegnanie Lata, tak samo jak
wspomniany koncert Voo Voo. Bilet na oba koncerty kosztował 30zł (na samych
kolegów 25zł), więc po prostu nie mogłem nie wybrać się na oba.

Jeszcze raz zajrzałem na Last.fm, okazało się, że drugi koncert też tam
był, tylko automat mi go nie podpowiedział. Przy okazji znalazłem drobne
nieścisłości (między innymi jeśli chodzi i miejsce koncertu). Co mogłem
poprawiłem ręcznie, resztę przekazałem w komentarzu dla moderatorów.
Zareagowali szybko, po dwóch godzinkach koncerty były już w Ruinach.

No i wczoraj byłem na tych koncertach. Najpierw Trebunie Tutki pokazały,
że Polska ma też dobrego folka. Potem dołączyło się Voo Voo i pokazało, że
takie eksperymenty i zabawa muzyką to jest to, co lubią najbardziej. Całkiem
przyjemny ten pierwszy koncert. A drugi był po prostu rewelacyjny!
:-). Koledzy MM i WW zagrali piękny akustyczny koncert –
rocka, bluesa i pomiędzy. Przy okazji słodko sobie dogryzali (jaki to
Waglewski stary i jak to Maleńczuk na gitarze grać nie umie). Chyba sobie
kupię płytę.

No to ja też…

… zrobiłem sobie Nerd Test 2.0:


NerdTests.com says I'm a Cool High Nerd.  What are you?  Click here!

Najbardziej zaskoczyło mnie pytanie When I say TOS or TNG, what comes to mind?
Huh? powinno być ostatnią odpowiedzią na liście, bo tak zareagowałem
na to co mam do wyboru. Po przeczytaniu pytania, w głowie od razu mi się ułożyło:
Type of Service (pole nagłówka IP) i The New Generation (jako
taki ufaniacz nazw programów). ;-)

Apel: seksijmy się po polsku

Myślę, że większości czytelników tego bloga robi się słabo przy czytaniu
SwItAsNyCh BlOgAsKów i innych tekstów dalekich od zasad polskiej
ortografii i interpunkcji. Zapewne nie mnie jednego wkurza mylenie
bynajmniej z przynajmniej. „>Siwa napiętnuje każdą próbę ubierania
ubrania… A ja bym chciał zwrócić uwagę na inny powszechny błąd, który mnie
wyjątkowo drażni: sex.

Jestem świntuch i lubię czytać na ten temat. Często trafiam na polskie
teksty. I przeważnie widze tam zamiast polskiego seks obce sex.
W tekstach w których brak interpunkcji i ortografii (komentarze na
onecie
) mnie to nawet nie razi, ale w artykule napisanym, poza tym, ładną i
poprawną polszczyzną – kłuje w oczy. A jak jeszcze jest odmieniane z tym
nieszczęsnym x to już w ogóle…

Chciałbym więc przypomnieć, że w języku polskim nie ma słowa sex,
jest za to seks. Co więcej,
polski seks, dość różni się znaczeniowo od angielskiego sex
(którego podstawowe znaczenie jest trochę bardziej niewinne).

P.S. Tak, wiem, tytuł wpisu też nie do końca jest po polsku… ;-)

Dziennikarska wpadka

Od dawna wiadomo, że dziennikarze lubią ubarwiać opisywane przez siebie
historie… Najwyraźniej niektórzy lubią je też nawaniać. Jeden uznał, że
bezwonny gaz jest za mało interesujący:

Gnojowica
jest dla świńskich farm sporym problemem – przede wszystkim dlatego, że
śmierdzi i naraża firmy na protesty okolicznych mieszkańców. Za smród
odpowiedzialny jest zawarty w gnojowicy metan, który przecież można wykorzystać
jako surowiec energetyczny i przerobić na prąd.

Sam artykuł bardzo ciekawy, ale nie wiem na ile prawdziwy, skoro tam metan
śmierdzi.

Update: Dzisiaj (29.06.2007) informację o produkcji energii ze świńskich odchodów podał Teleekspres. Metan dalej śmierdzi (czyżby przeczytali to w gazecie?)…

Zagadka

W Gliwicach wiosną 2007 miało być otwarte nowe Centrum handlowe, a w nim,
między innymi, kino Cinema City. Widziałem ostatnio jakiś billboard
o otwarciu i przeszło mi przez myśl, że to może już. Postanowiłem w sieci
znaleźć coś na ten temat. Znalazłem wpis w Wikipedii, że planowane otwarcie ma
być 28 czerwca (fajna mi wiosna… ale cóż, sroga zima pewnie przedłużyła
roboty…) i niewiele więcej. Był tam też link do strony tego centrum Forum Gliwice. Strona to paskudny
flash, bez większej treści… ale to co tam jest i tak fascynuje…

I teraz zagadka: ile sal kinowych będzie miało gliwickie Cinema City?
Odpowiedź, gdzieś na wspomnianej stronie…

Odpowiedź: 13, 14, lub 15, zależnie od tego, który fragment się czyta… ;-)