Co z wolnością?

W bardzo wielu sprawach nie zgadzam się z torero. Wydawałoby się, że reprezentujemy zupełnie inne, wykluczające się światopoglądy. A chyba jednak, jeśli chodzi o podstawy mamy coś wspólnego… Chodzi o pewną wartość, o której wielu (większość?) ludzi wydaje się zapominać. O szeroko pojętą wolność. Taką która pozwala np. mnie i torero wymieniać swoje różne, wręcz sprzeczne poglądy.

Do napisania tego zmotywował mnie krótki wpis wolny kraj. Mimo, że pierwszy akapit, to niejako atak na ateistów takich jak ja, to generalnie z wyrażoną tam obawą się zgadzam…

Od dawna mnie niepokoiły wszelkie regulacje na temat tego czego nie wolno mówić. I od dawna chciałem coś o tym na blogu napisać.

Nie popieram rasizmu, antysemityzmu, homofobii, pedofilii (czy raczej wykorzystywania seksualnego nieletnich, bo słowo „pedofilia” jest zwykle nadużywane) i wielu innych rzeczy. Jednak nie podobają mi się przepisy zabraniające „nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym…” (nie wystarczyło by samo „do nienawiści”, trzeba kogoś uprzywilejować?), zabraniające propagowania „pedofilii”, czy negowania holokaustu (konkretnej wersji historii). Bo to, jak Torrero napisał, penalizowanie „myślozbrodni”.

Czemu nie można pozwolić ludziom gadać głupoty? I umożliwić wolną krytykę. Przecież zmyślona głupota, bez żadnych dowodów się nie obroni… No chyba, że ktoś uważa, że się obroni… znaczy się, że mogą się znaleźć jakieś dowody… znaczy się, że „nasza wersja” niekoniecznie jest prawdziwa…

Zabraniając głoszenia innej wersji jakiejś historii uniemożliwia się rozwój aktualnej wiedzy. A co jeśli w danej sprawie prawda jest jednak nieco inna? Jeśli będą jakieś dowody? Nie będzie można ich nawet zbadać, bo jeśli ktoś stwierdzi, że to dowód przeciwko oficjalnej wersji, to pójdzie siedzieć. A jak nie będzie takiego twierdzenia, to nie będzie można go obalić.

I w ogóle… czy w takiej atmosferze można by wierzyć w cokolwiek co rząd uzna za prawdziwe, czy słuszne?

Nawet jeśli nie chodzi o jedną wersję historii, ale o „propagowanie” ewidentnie złych rzeczy… Problem w tym, że pod „propagowanie” można podciągnąć dużo. Często fikcję literacką, czy niewinny żart. Co innego karać kogoś, kto rzeczywiście zrobił coś złego, kogoś skrzywdził, a co innego, gdy tylko coś powiedział czy napisał. No i znowu, ograniczenie „propagowania”, to ograniczenie dyskusji. Może teraz wydaje nam się to proste: jak ktoś mówi „w seksie z 12-latką nie ma nic złego”, to jest to szkodliwe. Ale za parę lat może się okazać, że za „pedofilię” uważa się seks dwoje siedemnastolatków, a ktokolwiek będzie próbował stanąć w ich obronie, będzie podpadał pod „propagowanie pedofilii”. Bo dyskusja będzie zabroniona.

No i co innego namawianie do konkretnego czynu jak „Wiecie co robić, wiecie co z nim zrobić? Rozjeb… w chu…”, „zabić go”, czy „bierz moją córkę” – takie rzeczy mogą i powinny być karane, szczególnie gdy doprowadzają do prawdziwego przestępstwa, a co innego dyskusja, nawet jeśli ktoś prawi szkodliwe głupoty.

Najgorsze, że ograniczanie wolności propagują właściwie wszyscy gracze w naszej polityce. „Czarni” zabronili by głośno mówić cokolwiek niezgodnego z ich poglądami (słynna propozycja zakazu „propagowania homoseksualizmu”) i własnego wyboru w kwestii seksualności i dzietności. „Czerwoni” nie pozwolą, żeby źle mówił o biednych, niepełnosprawnych, czy homoseksualistach (nawet jeśli ci dopuszczaliby się jakiś nadużyć), albo chociaż zauważył, że są inni. Co więcej, z jednej strony walcząc z dominacją kościoła katolickiego, z drugiej w imię dziwnie pojętej „tolerancji” będą chętnie bronić muzułmańskich imigrantów przed wszelkimi (czasem słusznymi) atakami… „Zieloni” będą mówić jakich żarówek wolno używać, jakich nie. Feministki będą utrudniać wolne wybory do parlamentu wymuszając parytety (bo przecież nie można pozwolić na to, żeby ludzie sami wybrali czy chcą tam kobiet, czy nie) i żądać usunięcia ze stanowiska RPO, jeśli ten wyrazi swoje zdanie na swój temat (IMHO chyba raz on powiedział coś mądrego). Do tego „Obraza uczuć religijnych”: połączenie lewicowej poprawności politycznej z kościelną nietykalnością… i pewnie jeszcze wiele innych przykładów o których zapomniałem.

Pozostaje się trzymać od polityki jak najdalej (poza każdorazowym wybieraniem mniejszego zła na wyborach) i żyć swoim życiem. Licząc na to, że te wzajemnie tępiące się zgraje nie wdrożą tych wszystkich pomysłów godzących w podstawowe wolności obywateli… albo, że przynajmniej w praktyce te ograniczenia nie będą stosowane… albo nas nie dotkną…

51 uwag do wpisu “Co z wolnością?

  1. To znaczy, uważasz, że obok jest alternatywna historia, dostępna dla nas i holokaust się nie zdarzył? Skoro nie chcesz zabraniać go negować?
    Ale w ten sposób możemy zanegować też drugą wojnę światową, stan wojenny, wybory 4 czerwca 1989, itd.
    A to chyba nie o to Ci chodzi?

    Polubienie

  2. lemiel: Sugerujesz, że trzeba jeszcze prawnie zabronić negowania drugiej wojny światowej, stanu wojennego, wyborów 4 czerwca 1989? To ja dorzuciłbym np. proces Galileusza… Tylko czemu by to służyło?
    Negowanie drugiej wojny światowej czy holokaustu jest dla większości ludzi idiotyzmem i wcale nie dlatego, że było zabronione.
    Negować „wyzwolenia Polski przez Związek Radziecki” też nie było można. A jakoś mimo to wiele ludzi uważało, że to był raczej akt agresji niż przyjaźni. Teraz ta kwestia podlega dyskusji i można się czegoś konkretnego na ten temat dowiedzieć, z obu stron.

    Poglądów ludzi takie restrykcje prawne nie zmieniają, jedynie pozwalają wsadzać ludzi do więzienia, za inne zdanie. Za „myślozbrodnie”. To nie jest dobre.

    Polubienie

  3. słynna propozycja zakazu „propagowania homoseksualizmu”

    O ile mnie pamięć nie myli, był to wymysł Giertycha, o którym można dużo złego powiedzieć, ale on był – jest(?) – populistą i idiotą. W każdym razie, Kościół nie miał z tym wiele wspólnego.

    Pozostaje się trzymać od polityki jak najdalej (poza każdorazowym wybieraniem mniejszego zła na wyborach) i żyć swoim życiem. Licząc na to, że te wzajemnie tępiące się zgraje nie wdrożą tych wszystkich pomysłów godzących w podstawowe wolności obywateli… albo, że przynajmniej w praktyce te ograniczenia nie będą stosowane… albo nas nie dotkną…

    Według mnie to najgorsza opcja.

    A wolność słowa nie może być nie ograniczona. Zawsze musi istnieć granica, jeśli sam nie umiesz jej znaleźć inni Ci w tym muszą pomóc.

    Polubienie

  4. Ja się zgadzam, chyba prawie ze wszystkim – z tym, że jak Kasia napisała by nasza wolność nie dotykała cudzej wolności…
    Ale mam jedno pytanie: Jakiś pogląd idzie w górę na google i nagle np. są polskie obozy koncentracyjne i co wtedy? Jak z takim czymś walczyć, gdy jakiś termin staje się błędnym synonimem innego.

    Polubienie

  5. Ponieważ za swoją „wolność słowa” musisz brać odpowiedzialność, nie można sobie bezkarnie gadać co Ci ślina na język przyniesie, kiedy Ci chce i na kogo. Mam tu oczywiście na myśli wypadki skrajne – w tym znaczeniu, że ktoś kogoś obraża (i to nawet nie prezydenta), nawoływanie np. „Żydzi do gazu”, etc – przykłady można mnożyć.
    Wolność słowa jest jak możliwość jazdy samochodem, zdasz egzamin, możesz jeździć – ale wedle przepisów.

    Polubienie

  6. lemiel: No właśnie, a zabranianie „mówić źle o” to sztuczne odcinanie części odcieni tej szarości.

    Zgadza się, każda wolność musi być w pewnym miejscu ograniczona, ale zawsze powinno to być jak najdalej. W szczególności, jeśli chodzi o wolność wypowiedzi, inaczej stoczymy się po równi pochyłej i żadna wolność nie zostanie. Chyba każdy totalitaryzm utrzymywał się na ograniczaniu wolności wypowiedzi.

    Reynevan: Czy od stwierdzenia „polski obóz koncentracyjny” ktoś ginie? Czy ignorancję z której to wynika można w ogóle porównywać z antysemityzmem i nienawiścią która stała u podstaw holokaustu? A tu się próbuje robić z tego problem tej samej rangi.

    Błąd można sprostować, dowody i fakty mówią same za siebie. A jak gdzieś się nieprawidłowa nazwa przyczepi to trudno. Naprawdę, świat ma większe problemy.

    Ograniczając wolność wypowiedzi łatwo można „uciszyć” nie tych co trzeba. Ostatnio, w UK chyba, sąd oskarżył naukowca, który stwierdził (na podstawie aktualnej wiedzy naukowej), że leki homeopatyczne są nieskuteczne. To było ograniczenie wolności naukowca (do wypowiedzi) w imię wolności homeopaty. I co? Teraz naukowcy mają się bać krytyki skuteczności leków (nie ważne jakich)?

    Polubienie

  7. Jajcuś: a jak pojedziesz za granicę i pójdziesz do sklepu, a tam sprzedawca Ci powie „jesteś polakiem, wybudowaliście obozy zagłady, won nazisto z mojego sklepu”, będziesz szczęśliwy, że ktoś zafałszował imię Twojej narodowości?
    Według Ciebie, jak Cię nazwę złodziejem, mordercą, gwałcicielem, użytkownikiem Windowsa :P, pedałem, itd to ma mi to ujść bezkarnie? Zwłaszcza jak np. ogłoszę to w prasie? Przecież nic się nikomu nie stało. Jak widzisz, sprawa jest bardziej skomplikowana.

    Polubienie

  8. Sigvatr: Odpowiedzialność za słowa powinna istnieć. Ale to trochę co innego. Nie można odgórnie ustalić: nie wolno twierdzić, że: „holokaustu nie było”, „homeopatia nie działa”, „ziemia krąży w okół słońca”, Bo to uniemożliwia dyskusje.

    Jeśli ktoś mi powie „jesteś polakiem, wybudowaliście obozy zagłady, won nazisto z mojego sklepu” to mogę go podać do sądu, gdzie łatwo udowodnię (na podstawie prac naukowych dotyczących sprawy), że on się myli. I odpowie za swoje słowa. Oczywiście, jeśli będzie mi się chciało ścigać idiotę za te głupoty co plecie. Jeśli obrażana jest grupa wystąpić przeciwko idiocie może cała grupa.
    Co więcej, ten idiota też może wystąpić do sądu, że go nazywam idiotą. W sprawiedliwym państwie prawa ja nie mam się czego z tego powodu obawiać, on owszem.

    Jestem jak najbardziej za odpowiedzialnością za słowa, jak i za wszelkie inne działania. Jestem przeciw odgórnym ustaleniom co wolno mówić i myśleć. Jest istotna różnica.

    Polubienie

  9. @Jajcuś
    Tak zgadzam się, że to nie jest ta sama ranga.
    Ale rok temu był problem strony z tzw „dobrą pedofilią” – całość była na granicy prawa. Dałoby się jakoś inaczej przeciwdziałać takim zjawiskom, gdyby nie było wcale cenzury/prawa zakazującego wygłaszania każdych poglądów? Autor strony jakoś popierał swoje argumenty (np. przez lepszą więź z dzieckiem i rozumieniem jego problemów)

    Polubienie

  10. Przepisy zabraniające głosić pewnych haseł, np. nawoływania do wprowadzenia nazizmu, służą jedynie walce z tym zjawiskiem. Bez tego, musiała by istnieć grupa, osoba, która czuje się dotknięta takim hasłami, a następnie ona żądała by ukarania winnych. Zauważcie, że możecie napisać na swoim blogu „Holokaust to kłamastwo”, tego wam nikt nie zabroni, zapewne też jak opłacicie drukarnie, możecie wydrukować takie książki. Ale z chwilą upublicznienia jesteście ścigani przez nasze prawo, tak ja (trzymając się mojego poprzedniego przykładu) byłbym ścigany, w momencie, gdybyś złożył zawiadomienie. Różnica jest tylko w sprawniejszym ściganiu, no i paragrafy inne.
    Jak na razie, mamy sytuacje, w której wymienione są konkretne bardzo specyficzne tematy, nie jest to jakaś olbrzymia lista, do której np. prezydent. czy premier, Kościół, może sobie coś tam dopisać jak mu się spodoba.

    Polubienie

  11. Raynevan: Przekonujące były te argumenty? Jeśli zupełnie nie, to nie ma się czym przejmować. Jeśli chociaż trochę tak, to niech tęgie głowy zastanowią się nad odpowiedzią na te argumenty. Autorów strony może się nie przekona, ale będzie wiadomo co np. mówić dzieciakom na odpowiednich lekcjach, gdy będą miały podobne pomysły. A jeśli się okaże, że nikt właściwie nie wie, czemu „pedofilia” jest zła? (to tylko taki eksperyment myślowy, znam parę powodów dlaczego seks z małoletnimi nie powinien być dozwolony)

    Była kiedyś sprawa jakiejś nacjonalistycznej strony, która publikowała zdjęcia „wrogów narodu”. Ona ewidentnie była niebezpieczna, narażała konkretne osoby. I były podstawy, żeby odpowiedzialnych ukarać (nawoływanie do przestępstwa (ogólnie!), publikacja danych osobowych), bez żadnej „myślozbrodni” w prawie. Problemy były w kwestiach „administracyjnych” (strona w USA).

    Prawo nie może wymieniać konkretnych treści które są dobre, które są złe. Bo nigdy nie wyczerpie wszystkich potencjalnie niebezpiecznych treści, a jednocześnie może uciszyć kogoś kto mówi mądrze. Nawoływanie do przestępstwa niech będzie zabronione. „Propagowanie strzelania do ludzi” (chyba gry komputerowe by pod to podpadały) już nie musi.

    Właściwie jeżeli nawoływanie do przestępstwa jest przestępstwem, a miałoby być przestępstwem „propagowanie pedofilii”, to czy ja nie podpadałbym tym wpisem pod „nawoływania do propagowania pedofilii”, bo dopuszczam dyskusję?

    Polubienie

  12. Jeśli chodzi o tzw. „polskie obozy koncentracyjne” to walczyć z takimi sformułowaniami można tylko przez przypominanie, sprostowania itd.
    Bo tworzenie prawa w polskim kodeksie, że ktoś tam podlega karze do 2 lat więzienia za takie sformułowanie jest zupełnym idiotyzmem.
    Równie dobrze Uganda może sobie wprowadzić do kodeksu przepis, że kto mówi „100 lat za murzynami” ten podlega karze śmierci. Ani jeden przepis ani drugi nie jest do wyegzekwowania bo nie będzie ekstradycji Polaków do Ugandy, ani zachodnich dziennikarzy do Polski, żeby polskie sądy mogły zajmować się sprawą „polskich obozów koncentracyjnych”.

    Nie potrzeba tworzyć martwych przepisów, w końcu mamy już ich w Polsce tysiące.

    Polubienie

  13. Czy poprzez ograniczanie wolności chcecie ludzi chronić przed ich własną głupotą? Czy zakaz propagowania symboli nazistowskich ma uniemożliwić przekształcenie się „zdrowej” demokracji w coś mniej zdrowego? Coś ala…

    III Rzesza, której korzenie tkwią w niemieckim demokratycznym wyborze NSDAP, szybko stała się państwem totalitarnym, z dyktaturą narodowosocjalistycznej (władzy nazistowskiej).

    Nie ma sensu.

    Polubienie

  14. @D4rky, ponieważ każda wolność (i inne podstawowe prawa człowieka) jest ograniczona w miejscu, w którym zaczyna zagrażać wolnościom innych. W momencie w którym przystawiasz mi pistolet do głowy, musisz liczyć się z tym, że ktoś (policja) ograniczy Twoje prawo do życia…

    Polubienie

  15. Zal, liznąłeś nieco historii, wniknij to w bardziej, a zrozumiesz czemu się mylisz.
    Tak, warto bronić ludzi przed ich głupotą, bo o ile ludzie myślący przejrzą – dajmy na to „Main Kampf”, to albo podejdą do niego krytycznie, albo poszukają kontrargumentów. Ewentualnie już wcześniej będą mieli jakieś swoje zdanie, a wspomniana książka nie spowoduje ich nagłej zmiany.
    Problem zaczyna się, kiedy takie ideologie trafiają np. na ludzi młodych, którzy bezkrytycznie je przyjmują, albo nie wykształconych. Szkoda, że nie mogę znaleźć artykułu, jaki dzisiaj czytałem – o byłych neonazistach.

    Polubienie

  16. Zal, niekoniecznie przed ich głupotą. Zabraniając propagowanie nazizmu w Polsce, nie zezwalamy na tworzenie legalnych organizacji nazistowskich, chyba, że neonaziści mają jakieś produktywne cele poza nawoływaniem do nienawiści (i wprowadzaniem tej nienawiści w życie)

    Polubienie

  17. I myślicie, że gdyby były takie przepisy, zakazujące propagowania nazizmu w przedwojennych Niemczech, to by Hitler nie doszedł do władzy? A czemu ich nie było, bo tego zjawiska jeszcze nie znano. Teraz możemy zakazać propagowania nazizmu, czy stalinizmu, a wprowadzimy sobie inny totalitaryzm… kolejny …izm, którym będą straszyć kolejne pokolenia.
    Bo to nie chodzi o to, żeby nie nienawidzić żydów, czy nie wzywać do walki klas. Tylko o to, żeby szanować innego człowieka i jego wolność.
    Zabiegi mające nas chronić przed zbrodniczymi ustrojami, a polegające na ograniczaniu wolności obywatelskich, nie oddalają, ale wręcz mogą nas przybliżyć do kolejnego totalitaryzmu. Musi istnieć możliwość krytyki wszystkich postaw i poglądów, inaczej jakaś grupa może być uprzywilejowana i wykorzystać to do podporządkowania sobie innych. Tak jak robiła to „rasa panów”, czy „lud robotniczy”.

    Polubienie

  18. @Sigvatr, Mein Kampf to zły przykład. To jest:
    1) bardzo grube.
    2) napisane mało przystępnym językiem.
    3) jest osadzone w realiach mocno różniących się od dzisiejszych
    osobiście nie spotkałem nikogo kto by to przeczytał :F wniosek: przykład jest z dupy.

    Polubienie

  19. Main Kampf mało kto czytał, bo „dzieło” to chronione było prawami autorskimi, których ściśle strzegł właściciel: rząd Bawarii, o ile pamiętam. Tak, prawa autorskie zostały wykorzystane do tego, żeby ten stek bzdur nie wpadł w niepowołane ręce.
    I jakoś nie wydaje mi się, że neonazistom by to przeszkadzało w rozpowszechnianiu tej treści… o ile im w ogóle chciałoby się czytać.

    Polubienie

  20. jeśli dobrze pamiętam rozdział 11 drugiej części jest wart przestudiowania. Nie wiem czy to jest w PL legalne czy nie, ale śmieszy mnie podejście że chrońmy ludzi przed jakimiś tam treściami… zakazując ich. Przecież to nie tyle zachęca co wręcz zmusza człowieka do dokładnego zapoznania się z tym co zabronione (bo skoro nie wolno to coś w tym musi być…)

    Polubienie

  21. @Airborn: Po pierwsze, zgadzam się z tym, że wolność nasza kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych. Działania wykraczające poza naszą wolność to agresja, na którą można zareagować w ten sam sposób.

    Po drugie, nie uważam jednak, aby przedstawiona przez Ciebie analogia była w pełni poprawna. To tak samo, jako próba udowodnienia, że piractwo jest „BE” pokazując to na przykładzie fizycznej kradzieży samochodu. W mojej hierarchii piractwo jest „BE”, ale wynika to z zupełnie innego powodu, niż przykład z samochodem ;]

    @Sigvatr: To racja. Przyznaję bez bicia, że historia to moja słaba strona, dlatego wcale się nie obrażę, gdy będziecie mi łopatologicznie pewne jej aspekty wyjaśniać.

    Zastanawiam się jedynie, czy istnieje fizyczna możliwość ochronienia ludzi przed nimi samymi. Czy próbując to uczynić, nie osiąga się przeciwnego rezultatu. Tak, jak napisał Jajcuś, czy to nie przybliży tego, czego chcemy uniknąć?

    Ale wracając do istoty dyskusji – trudno postawić granice przed czym można chronić, a przed czym już nie. Np. w naszym państwie koncepcja ochrony została rozszerzona na tyle daleko, iż istnieje przymus zbierania na własną emeryturę ;]

    Albo jeszcze inaczej – czy mamy walczyć z bezpośrednimi przyczynami pewnych zjawisk, czy z tymi leżącymi niżej, ważniejszymi, ale pośrednimi.

    Kolejny raz trzeba gdzieś postawić granicę i kolejny raz pojawia się problem, bo… mamy do czynienia z życiem ;D Mało to odkrywcze, ale właśnie to sprawia największe problemy.

    Co nie zmienia faktu, że propagowanie nazizmu/faszyzmu uważam jednocześnie za nawoływanie do nienawiści, co w moim własnym systemie moralnym jest bardzo negatywnie nacechowanie.

    @Jajcuś: Mogą przybliżyć. Cieszę się, że wyraziłeś to lepiej, niźli ja bym to zrobił.

    Polubienie

  22. @Zal, oczywiście oba przykłady są odrobinę uwypuklone, ale na tym polega analogia – obrazuje to co nie zawsze jest zgoła widoczne

    @Szymon, rozumiem, że Twoje podejście tyczy się tylko niektórych treści? Czy może jednak powinniśmy dopuścić do obrotu treści pedofilskie?

    Polubienie

  23. Airborn: jeśli chodzi o „treści pedofilskie” to bym patrzył na to, co to za treści, kto przy tym został skrzywdzony. A więc „dziecięce porno” powinno być ścigane z całą surowością prawa. Ale już bezsensowny, wręcz szkodliwy, wydaje mi się przepis zabraniający produkcji czy rozpowszechniania kreskówek, gdzie narysowane postacie są nieletnie i uprawiają seks (tak, zdaje się, że w naszym kraju za wysłanie komuś filmiku jak Bolek i Lolek robią dobrze Toli można iść do więzienia). Tak samo nie widzę powodu karać kogoś tylko dlatego, że napiszę, że „pedofilia może być dobra”. Jeśli nie wciela swoich pomysłów w życie, to po prostu pieprzy głupoty (albo przeprowadza jakiś eksperyment myślowy, lub ma dziwne poczucie humoru i sobie żartuje…) i tyle.

    Polubienie

  24. @lemiel: Nie do końca. Przy produkcji pornograficznych kreskówek z dziećmi w roli głównej żadne dziecko nie zostanie skrzywdzone, czy wykorzystane. Przynajmniej nie jest to wymagane. Można to nawet pod wolność sztuki podpiąć.

    A sfilmowany akt seksualny 8-latki z kimś innym? Nagle pojawiają się wątpliwości, czy nikt nie został skrzywdzony. Prawda? ;]

    Polubienie

  25. @lemiel: Też tak sądzę, ale może ktoś uważa inaczej. Tak, czy inaczej – różnica między kreskówkami, a rzeczywistym wykonaniem, jest zasadnicza.

    Swoją drogą, była kiedyś afera (również w Australii) dot. dzieci znanych fotografów, które pozowały dla nich do nagich zdjęć, które miały być zrobione na wzór znanych obrazów. Link, link, link… Mam!

    Polubienie

  26. Mam książkę do fotografii z lat 70. Na niej – golutka dziewczynka, lat ok. 10, i podpis „Elżbietka lubi kąpiel”. Jako ilustracja do fotografii dziecęcej [sic!]. Za takie zdjęcie autor poszedłby dzisiaj do kryminału.

    Co do samej notki: Jajcuś, wydaje mi się, że mamy dużo więcej wspólnego, niż napisałeś. A wzmianka o czerwonych w pierwszym akapicie to był sarkazm do podlinkowanej wypowiedzi Napiera… jak zwykle w moim wykonaniu nieudany 🙂

    Polubienie

  27. @Szymon

    „Mein Kampf to zły przykład. To jest:
    1) bardzo grube.
    2) napisane mało przystępnym językiem.
    3) jest osadzone w realiach mocno różniących się od dzisiejszych”

    1) Sto stron. Do przeczytania w dwa wieczory.
    2) Nie zauważyłem. Język raczej prosty.
    3) Ogólna wiedza historyczna o tamtych czasach w zupełności wystarczy, żeby wszystko zrozumieć.

    A książka zdecydowanie powinna być powszechnie dostępna (chociaż właściwie i tak jest – można ją bez trudu znaleźć w sieci). Jej lektura wprawdzie szybko usypia, ale pozwala spojrzeć z innej perspektywy na wywody Giertychów i pokrewnych – podobieństwo stylu, mentalności i argumentacji jest aż nazbyt wyraźne…

    Polubienie

  28. Już się pokajałem za to „Main Kampf” – miał to być symbol księgi, która rzeczy jakaś plugawą ideologię, wybrałem go za szybko, nie bardzo nad tym myśląc. „Main Kampf” nie jest zakazany w naszym kraju, tzn, jego czytanie, wydanie tego drukiem, o czym pisano, jest piractwem. Sam też nosiłem się z zamiarem przeczytania, ale też trochę mi się odechciało, trochę o tym zapomniałem, a trochę nie miałem czasu, pewnie kiedyś to przejrzę dokładniej, albo nawet przeczytam. No, dajcie już spokój z tą książką. Trzymajcie się tematu.

    Polubienie

  29. Zal: Robienie afer ze zdjęć nagich dzieci to inny problem. Też idiotyzm. Nagość to nie seks. Nagość to stan naturalny, każdy jest pod ubraniem nagi. Kąpiel dziecka jest rzeczą naturalną i nieseksualną. Nagość w kąpieli też. Czemu więc artysta nie mógłby tego pokazać? Może stwierdzenie „jaki piękny dzidziuś” niedługo też będzie uznawany za zboczenie, bo jak to widzieć piękno w dziecku?
    I nawet to, że ktoś się może zdjęciem gołego dziecka podniecić nic tu nie zmienia. Równie dobrze mogą kogoś podniecać małe dziewczynki w różowych kurteczkach, a na takiej podstawie można by wszelkich zdjęć zakazać.
    Widząc seks i wykorzystywanie seksualne wszędzie gdzie jest nagość i co gorsza dziecko (gołe dziecko IMHO żadnemu normalnemu dorosłemu nie powinno się automatycznie z seksem kojarzyć) doprowadzić może do absurdów, gdy do więzienia wsadza się rodziców, którzy kąpią swoje dzieci (w sumie nie dziwne, że w USA uważa się obrzezanie za zabieg niezbędny dla higieny, jeśli rodzić małego dziecka nie może dokładnie umyć). Pół biedy, gdy można jeszcze na ten temat dyskutować i głośno krytykować kogoś, kto chciałby karać za takie rzeczy…

    Polubienie

  30. @Cichy:

    1) Sto stron. Do przeczytania w dwa wieczory.

    Oo” a ja jestem królewna śnieżka.

    2) Nie zauważyłem. Język raczej prosty.

    no tak nie wziąłem pod uwagi mojej znajomości niemieckiego.

    ad 3. możliwe że jestem za głupi.

    @Sigvatr, sorry / kajać się nie trzeba / a czytałeś że dałeś ten przykład 😉 co do offtopu to trudno wytrzymać jak ktoś Ci wmawia że M.K. ma 100 stron i pierwszy lepszy wszechpolak łyknie ją w dwa wieczory 😉

    Polubienie

  31. Ale czy osądzanie słów to nie jest trochę zamiatanie problemów pod dywan? Załóżmy, że mamy do czynienia z grupą neonazistów. Trzech z nich trafia do więzienia za propagowanie treści ‚niedozwolonych’ (że nazwę to eufemistycznie). Pozostali konsolidują się i ostatecznie cała grupa przechodzi do undergroundu i staje się bardziej radykalna. Gdy jednak pozwolimy im – niech sobie głoszą co im się podoba narażą się na tak ostry społeczny ostracyzm i mało kto będzie chciał mieć z nimi do czynienia.

    Przy czym pamiętajmy, żę istnieje naprawdę duże ryzyko przejścia od teorii do praktyki. Czy jednak to jest kwestia regulacji prawnych? Wątpię.

    Moim zdaniem poprzez pozwolenie na głoszenie takich treści pozwala łatwiej zdiagnozować pewne choroby społeczeństwa i nastroje zamiast ukrywać je za paragrafem.

    Polubienie

  32. Czyli potrzebny byłby sztab ludzi siedzących w przysłowiowych piwnicach pod PKiNem i śledzący głoszenie takich treści w kraju? Na przykład w zabitej dechami miejscowości gdzieś na wschodzie kraju, gdzie ludzie się nudzą a internet ledwo dociera i różne pomysły dzięki temu przychodzą do głowy??

    Polubienie

  33. Jest jeszcze jedna sprawa: teoria spiskowa (np. o tym, że „światem rządzą Żydzi i wymyślili holokaust, żeby manipulować innymi”) tylko zyskuje na wiarygodności jeśli za jej głoszenie wsadza się ludzi do więzienia…

    Polubienie

  34. Poza tym, czemu „wyróżniać” pewne kategorie przestępstw, rozszerzając ich kategorie na te, za które akurat władzuchna zechce się zabrać [w określonych celach – kasztany przeciw orzechom, że „kampania przeciw pedofilii” ma na ostatecznym celu wejście z butami do naszych komputerów]?

    Jestem bardziej niż pewien, że nie doczekam się penalizacji nawoływania do zinstycjonalizowanego rabunku [bo do tego sprowadzają się wszelkie „pomysły gospodarcze” czerwonych], do kradzieży i ogólnie chuligaństwa [powinni zamknąć połowę wykonawców hh, z dużym prawdopodobieństwem po kolorze skóry – może to jest wyjaśnienie owego zaniechania?…], czy nawet do samej pornografii [świat mody przeżyłby swój dzień sądu ;)]

    A już zupełnie nie chce mi się pisać o prawnokarnym aspekcie „wywyższania” pedofilii ponad inne przestępstwa. Wychodzi na to, że zupełnie od czapy pedofilia awansuje wkrótce do rangi przestępstw nieprzedawnialnych, obok zbrodni wojennych, przeciwko ludzkości oraz nierozliczonych rozrachunków z zusem [to ostatnie to wbrew pozorom nie jest żart].

    Polubienie

Co o tym sądzisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s