Dlaczego nie chcę religii (i etyki) w szkole

Ostatnio dużo szumu jest wokół religii w szkołach i ateizmu. Nie chcę
więcej spamować w komentarzach na cudzych Joggerach, więc co nieco postanowiłem
napisać tutaj. I nie przejmuję się tym, że niektórzy przyczepią mi etykietkę
wojującego ateisty, uważam, że o swoje przekonania każdy może walczyć.

Jestem ateistą. Sam nie chodziłem na religię od trzeciej klasy podstawówki
– poszedłem na kompromis i zgodziłem się dotrwać do komunii,
przekupiony obiecanymi prezentami. Rodzice byli niewierzący, posyłali
mnie na religię głównie ze względu na dziadków i żebym nie był
wyalienowany
.

W tamtych czasach zajęcia z religii były prowadzone w salkach
katechetycznych przy kościele. Gdy kończyłem podstawówkę (byłem w ósmej, czy
siódmej klasie) zaczęło się nauczanie religii w szkole. U nas było to o tyle
ciekawie, że w szkole brakło sal, więc żeby uczyć wyższe klasy religii w
szkole, to klasy 1-3 (a może tylko pierwsze) chodziły na wszystkie
zajęcia do salek kościelnych – czy już to nie było odrobinę chore?

W każdym razie pod koniec podstawówki i przez całe technikum ja miałem
wolne, gdy koledzy chodzili na lekcje religii. Zdaje się, że w podstawówce ja
jeden, a w technikum z kolegą Świadkiem Jehowy. Nie czułem się z tego powodu
wyalienowany. Nie czułem żadnej presji kolegów. Czasem z nimi rozmawiałem na
ten temat: jedni mi zazdrościli, inni się dziwili, ale nikt nie okazywał
wrogości. Wcześniej (gdy religii nie wprowadzono jeszcze do szkoły) też nie
miałem żadnych z tym problemów.

Minęło trochę czasu i niedługo (za dwa lata) do szkoły pójdzie moja córka.
Z pewnych względów ochrzczona, ale nie praktykująca (nie wychowywana po
katolicku, nie brana co niedziele do kościoła). Wie, że są ludzie, którzy
chodzą do kościoła. Czasem babcia lub ciocia jej coś o bozi czy Jezusie
opowiedzą, ale na razie nic co trzeba by prostować. Wychowujemy ją według
naszych przekonań.

Właściwie dotychczas za bardzo nie przejmowaliśmy się kwestią religii w
szkole. Uznaliśmy, że jak jest nieobowiązkowa i moje doświadczenia pokazały, że
można po prostu nie chodzić, to problemu nie ma. Jednak teraz się okazuje, że
religia to równie poważna rzecz, jak matematyka, czy język polski i do średniej
się wlicza. Co więcej alternatywą dla religii ma być etyka. Na razie w
większości szkół to fikcja, ale podobno to musi się zmienić…

To, że wolałbym, żeby dziecko nie chodziło na religię, wydaje mi się
oczywiste. Biblia to bardzo ciekawy kawałek literatury i kultury, ale nie
uważam, że już małe dziecko musi ją poznawać i uczyć się o niej przez jakieś
dziesięć lat. Po drugie, nie chcę, żeby moje dziecko było uczone dobra jako
czegoś opisanego w jakiejś świętej księdze (której i tak nie można traktować
dosłownie) i nie czynienia zła pod groźbą jakiejś strasznej kary po śmierci.
Chciałbym też, żeby moja córka nauczyła się korzystać w życiu z własnego
rozumu, a nie tylko z wiary w wytyczne wątpliwego pochodzenia.

Zajęcia z etyki nie wydają mi się dobrą alternatywą. Po pierwsze uważam, że
nie stać nas na zatrudnianie nauczycieli i rezerwowanie sal, że jakąś dwójkę
dzieci na szkołę przez jakieś dziesięć lat uczyć etyki. Skąd wziąć tyle
materiału do nauczenia? Czemu tego miałoby być więcej niż matematyki, fizyki,
czy wu-efu?

Po drugie, jaką mam gwarancję, że na tej etyce nie będzie nauczyciel (może
nawet ksiądz, czy katecheta) wciskał dziecku tych samych zasad co na religii? I
to intensywnej, bo to byłyby zajęcia praktycznie indywidualne i to
ukierunkowane na osoby, które mają problemy z wiarą.

No i jeszcze jedna sprawa. Etyka byłaby dla dziecka wyjątkowo nieatrakcyjna
w porównaniu do religii. Zajęcia indywidualne (czy w małych grupach) są z
zasady cięższe od grupowych, bo nauczyciel więcej czasu i energii
poświęca jednemu uczniowi. Zakładając, że dziecko generalnie nie lubi się
uczyć, to chętniej wysiedzi tam, gdzie nauczyciel będzie poświęcał mu mniej
uwagi. Poza tym, ksiądz na religii będzie chciał mieć jak najwięcej uczniów,
będzie się starał, żeby nikt nie wybrał konkurencyjnej etyki (to byłaby
przecież porażka) – jeśli nie będzie w stanie atrakcyjnie i przekonująco
prowadzić lekcji, to może po prostu gwarantować lepsze oceny… Z drugiej
strony, nikomu nie będzie zależało na tym, żeby ktoś chciał chodzić na etykę…

Zaraz się podniosą głosy, że zamiast religii, czy etyki powinno być jakieś
religioznawstwo. A nawet, że lekcje religii powinny tak wyglądać, czy gdzieś
tak wyglądają. Ale przecież to nierealne! Kto by miał tego nauczać? Najpewniej
księża, albo katecheci. Nawet jeśli nie, to i tak w większości przypadków
(jeśli statystyki nie kłamią), ludzie wierzący. Jak głęboko wierzący człowiek
może obiektywnie przedstawić różne religie? Skoro wierzy, że jego religia jest
prawdą (to chyba dogmat większości wiar), a reszta to tylko wiary innych ludzi,
które trzeba szanować, to w jaki sposób miałby pozostać obiektywnym? Uważam, że
to byłoby nie w porządku wymagać od głęboko wierzącego człowieka (np. księdza),
żeby przedstawiał inne religii na równi swojej.

Jeszcze jedna kwestia: zmuszanie dziecka do chodzenia na religię vs
zmuszanie do nie chodzenia. Nie chcę do niczego zmuszać, będzie to trzeba
przedyskutować w rodzinnym gronie, biorąc pod uwagę zdanie córki. Jeśli miałaby
cierpieć nie chodząc na religię, albo chodząc na etykę, to trudno. Jednak
uważam, że to nie w porządku, że w ogóle pojawia się taki dylemat.

Najgorsze, że problem pojawi się prawdopodobnie wcześniej niż kiedyś
sądziliśmy. Teraz zajęcia z religii bywają w przedszkolach, Krysia do
przedszkola idzie za tydzień. Wyboru przedszkola praktycznie nie ma –
miejsc jest tak mało, że nie można wybrzydzać. No cóż, najwyżej w przedszkolu
będą jej mówić, że ma być dobra, bo inaczej trafi do piekła, albo się
bozia zdenerwuje (czym to się różni od nie rozrabiaj, bo cię porwie
Baba Jaga
?), a potem my będziemy jej tłumaczyć, że ma być dobra, żeby innym
nie sprawiać przykrości. Miejmy nadzieję, że z takiego zamieszania będzie w
stanie wyciągnąć właściwe wnioski.

P.S. nie chcę syfu w komentarzach, ani nie liczę na wysokie miejsce w
rankingu najbardziej komentowanych, więc ostrzegam z góry, że jak uznam to za
stosowne, to komentarze będę usuwał, albo je całkiem zablokuję.

111 uwag do wpisu “Dlaczego nie chcę religii (i etyki) w szkole

  1. SirRoman: „kolokwializujesz i ironizujesz pojecie piekla”
    No właśnie i tu (a nie w podejściu do kościoła, czy nauki religii, to rzeczy wtórne) jest różnica między chrześcijaninem i ateistą. Dla mnie piekło nigdy nie będzie czymś więcej niż bajką (jedną z wielu) „do straszenia dzieci”. Podobnie z innymi aksjomatami i dogmatami wiary.
    Uznaję, że ktoś może to traktować poważnie, staram się to uszanować, ale nie życzę sobie, żeby te pojęcia były używane do wychowywania mojego dziecka. Liczę na to, że inni zechcą mój wybór uszanować.

    Polubienie

  2. Joanna: no i ja właśnie chciałbym, żeby dla mojej córki tym jasnym przykładem był mój ateizm. Nie chcę, żeby religia w szkole powodowała wątpliwości, gdy dziecko nie będzie na nie gotowe.

    Polubienie

  3. Jajcuś, a jak się ma to: „wziąłem ślub kościelny (czego to się nie robi z miłości…), oczywiście jako niewierzący (często powtarzane „musisz być bierzmowany, żeby mieć ślub kościelny z katoliczką”, to oczywista bzdura) i wtedy przysięgałem, że nie będę żonie zabraniał wychowywania dziecka w wierze” do tego co napisałeś powyżej?

    Polubienie

  4. Black: nie zgodze sie z Toba… Jasne, ze nie wychodza z niej sami gorliwi katolicy, ale duza wiekszosc to ludzie gleboko wierzacy… Nie mowie tu o dzieciach w podstawowce, kiedy tak naprawde sie jeszcze pewnych rzeczy nie rozumie… Mam tu na mysli moje liceum. Wiekszosc ludzi zostala przy wierze katolickiej – nie malo bylo tez takich osob o ktorych moglbym powiedziec – gleboko wierzacy. Oczywiscie jest tez troche osob niezdecydowanych/niewierzacych, jednak sa oni w miejszosci. Ale co najlepsze, moja szkola nie wymagala od swoich uczniow wiary w Boga – w szkole zdarzaly sie (pojedyncze przypadki ale sie zdarzaly) przypadki ludzi nie wierzacych, ktorzy sie z tym nie kryli. Juz na rozmowie kwalifikacyjnej przyznawali sie do tego i nie stanowilo to zadnego problemu – byli traktowani tak samo jak inni.

    Polubienie

  5. Ola: Wiedziałem, że będą o to pytania 🙂 No, ma się całkiem nieźle (długo analizowałem przysięgę małżeńską i czy mogę się na nią zgodzić). Po prostu trzeba uwzględnić jeszcze poglądy mojej żony, które są odrobinę inne niż moje. Ja jednak nie będę się wypowiadał w jej imieniu.
    W każdym razie, jeśli Ika zapisze Krysię na religię i będzie z nią co niedzielę do kościoła chodzić, to w żaden sposób nie będę jej w tym przeszkadzał.

    Polubienie

  6. Może i masz racje. Może u mnie to jest wina księdza, który ma dość oryginalne poglądy (nie wolno mieszkać przed ślubem, bo to grzech, bo na samym mieszkaniu się nie kończy). A i ‘szkoła z tradycjami katolickimi’ a ‘szkoła katolicka’ to mogą być inne rzeczy. U nas codzinnie rano, cała szkoła ma modlitwę na sali, a po ostatniej lekcji modlimy się w klasach. Tak samo na różne święta, czy pierwsze piątki miesiąca, idziemy do kościoła na mszę. I to może być dla niektórych przesada.

    Polubienie

  7. black: wiem o czym mowisz, bo ja chodzilem do takiej samej szkoly, z tym, ze kadra pedagogiczna byla kompetentna.. A co do tego co napisales przed chwila, to to, ze Kosciol Katolicki nie zgadza sie na ‘mieszkanie przed slubem’ to nic nowego, tak bylo, jest i wyglada na to, ze nadal tak bedzie. I to nie sa poglady Twojego ksiedza tylko poglady KK.

    Polubienie

  8. SirRoman:

    1. Co do szkoły katolickiej. Dobrze prowadzonej szkole katolickiej też byłbym wstanie zaufać bardziej niż publicznej. Słyszałem o ateistach, co posłali dziecko do takiej szkoły, bo w publicznej było w różny sposób prześladowane (niekoniecznie ze względów religijnych).

    2. Nie wierzę też w „obrazę uczuć religijnych”. Bo to prowadzi do podobnych nonsensów jak wszelka poprawność polityczna, typu „rozumiem, że musieliście go zabić, w końcu wyrzekł się Islamu, a to zbrodnia karana śmiercią” (przejaskrawiam). Oczywiście chamstwo jest chamstwem (nawet jak jest nazywane obrazą uczuć religijnych) i tego nie można akceptować, ale na swoim blogu mogę napisać to co myślę i nie muszę robić auto-cenzury ze względu na uczucia religijne ewentualnych czytelników (bo bym nawet nie mógł napisać o jedzeniu pieczeni wieprzowej).

    Polubienie

  9. SirRoman ale w Twoje nie uderzyło, więc o co chodzi? Jajcuś nie chciał tym nikogo urazić dlatego nie widzę powodu by to określenie miało być źle odbierane. Zresztą jakby się głębiej nad tm wszystki zastanowić to jest wielu „katolików” którzy wychowują w głębokiej wierze swoje dzieci, każą im chodzić do kościoła, na religię, wieczorem tłuką ich matkę i dzieci również, a w niedzielę lecą na mszę…I tak naprawdę mało ważne jest to w jakiej wierze wychowujemy nasze dzieci ale jakie przekazujemy im wartości i miłość. To, że dziecko nie będzie chodzić na religię wcale nie znaczy, ze będzie lepsze czy gorsze, dobre czy złe i odwrotnie.

    Polubienie

  10. Nikt nie nauczy wiary na lekcji religii. Myślę, że słyszeliście o łasce wiary. Przypomniał mi się wykład z etyki o Bogu. I pytanie, dlaczego w niego wierzymy, bądź nie. Zresztą w filozofii jest mnóstwo wątków na ten temat nie wyłączając dowodów. Zasmuca mnie Jajcusiu, że nie chciałbyś by Krysia traciła czas na filozofię, czy etykę. Co w chrześcijaństwie mnie ujęło to wolna wola. Widać ojcowie są bardziej kategoryczni. Ja tam wole nasze wschodnie chrześcijaństwo od wszechobecnego pragmatyzmu, to pachnie. Paradoksalna wydaje mi się pragnienie by nasze dziecko wiedziało jak najwięcej, a pozbawia się je podstaw wiedzy o naszej kulturze. Studiowało ze mną kilku informatyków. Tyle zapożyczeń było w Matriksie. Myślisz, że wszyscy odkryli te kody?

    Polubienie

  11. Ja za to filozofię wspominam bardzo źle (na Politechnice Szczecińskiej). Prawidłowe było rozumowanie prowadzącego i niczyje więcej. Czyli coś na zasadzie jak na języku polskim w liceum (przynajmniej u mnie) – „co pan/pani nauczyciel ma na myśli”.

    Co do tematu religi to uważam, że powinien być swoisty outsorcing i każda wiara/religia powinna być nauczana przez dany kościół. A do szkoły powinna wracać informacja czy ktoś uczęszcza czy nie. Jak nie uczęszcza to powinien dostawać coś w zamian (tylko co to już nie wiem, bo etyka kojarzy mi się z tzw. „cichymi godzinami”, gdzie każdy robi co chce byle nie hałasował i nie wychodził, tak było przynajmniej w mojej podstawówce i liceum)

    Polubienie

  12. „black: wiem o czym mowisz, bo ja chodzilem do takiej samej szkoly, z tym, ze kadra pedagogiczna byla kompetentna.. A co do tego co napisales przed chwila, to to, ze Kosciol Katolicki nie zgadza sie na ‘mieszkanie przed slubem’ to nic nowego, tak bylo, jest i wyglada na to, ze nadal tak bedzie. I to nie sa poglady Twojego ksiedza tylko poglady KK”

    Taki mały OT: to jest tylko opinia i pogląd kościoła i księży, która nie ma żadnego odzwierciedlenia i poparcia w Biblii. Dlatego moim zdaniem nie może być traktowany jako grzech. A takich rzeczy w KK jest masa…

    Dlatego też, mimo iż jestem oficjalnie zarejestrowany, to jednak do bycia katolikiem się nie poczuwam. Za dużo sprzeczności i wątpliwości. No i nie lubię gdy ktoś myśli, że zna jedyną i słuszną prawdę (chociaż na tym się chyba każda religia opiera).

    I jestem przeciw religii wliczanej do średniej. Zresztą jestem przeciw religii w szkole w ogóle.

    Polubienie

  13. Czy przypadkiem, nie Ziemkiewicz? I chyba nie Dariusz? Jeśli tak to rozumiem i współczuję, bo mam podobne zdanie. Jeśli jednak ten napisany to nie znam, ale i tak współczuję. 😉

    Polubienie

  14. Krupier: To działa i odwrotnie, wiele rzeczy, które są w Biblii, a więc są słowami Boga, Kościół uznał za nieaktualne, nieprawdziwe. Że nas to nie dotyczy. Ciekawe kto dał im prawo negowania słów swego Boga.
    Ja wyznaję inną zasadę. Czczę Boga, a nie Kościół. Nie zgadzam się z nim, ale nadal jestem katolikiem i nikt mi tego odebrać nie może, prócz mnie samego.

    Polubienie

  15. Apropos „tego nie ma w Biblii”. W Biblii nie ma słowa o samochodach albo kartach kredytowych. Znaczy jak ukradniesz komuś samochód albo zrobisz przekręt na karcie, to nie popełniasz grzechu, CBDO.

    Apropos „obiektywności” niewierzących i „nieobiektywności” wierzących: to tak, jakby twierdzić, że wyłącznie ten co sport ogląda w TV zamiast jakikolwiek uprawiać nie mówiąc o kibicowaniu jakiejś drużynie, ma prawo obiektywnie się wypowiadać na tematy sportowe 🙂

    „No i nie lubię gdy ktoś myśli, że zna jedyną i słuszną prawdę”: znaczy chodzi o jednego takiego, co twierdził, że „ja jestem drogą, prawdą i życiem”? Masz rację, co za arogancki typek…

    Polubienie

  16. to ja jeszcze dorzuce kolejne 5 groszy
    zeby jeszcze chociaz religia byla prowadzona z sensem … u nas w liceum (dawno temu 😉 ) ks Czaja (ten, ktory po Jankowskim na jakis czas przejal parafie) niedosc, ze nie wiem co robilismy na lekcjach, to jeszcze wyraznie mowil o NIETOLERANCJI DLA INNYCH RELIGII („on by wystrzelal wszystkich innowiercow”) – i czego mozna sie od niego nauczyc ? jakichkolwiek zasad ? (moze z wyjatkiem stwirdzenia „zeszyt z religii jest do zbawienia koniecnzie potrzebny”) poszanowania innej osoby (a gdzie milosc blizniego ?) ? dla mnie 90% ksiezy nie nadaje sie (co innego robia, co innego glosza, liczy sie tylko wlasna kasa i wlasna wygoda) (tak – jestem anty-klerykalem)
    a etyka .. wlasnie czytalem wypowiedz pani dyrektor z jakiejs popularnej szkoly – nie maja kasy na etyke, nie maja programu etyki, a co najgorsze nie maja wolnych sal, wiec jezeli etyka juz bedzie to bedzie albo o 7 rano, albo o 17-tej (i chcecie mi powiedziec, ze takie dzieci nie pojda na religie, by nie miec okienek, tylko w bloku zajecia ?)
    a co do religii w szkole – z tego co slyszlaem w Radomiu doszlo do paranoi (info z pierwszej reki – od ciotki nauczycielki) – religia jest w szkole (po 2h tygodniowo), ale przez ta zwiekszona ilosc religii brakuje sal lekcyjnych, wiec co robi szkola ? WYNAJMUJE za ciezka kase salki przy kosciele na zwykle zajecia lekcyjne (paranoja ? czemu oni nie placa, a im sie placi ?). toz to po prostu panstwo polskie
    ps. OT – pamietacie pozar sw Katarzyny w Gdanku ? do wiezienia poszedl majster, ktory teoretycznie zwinil, a to, ze robil to wszystko na lewo bo tak go ksiadz zatrudniol (nie majac pozwolenia i robiac „taniej – czytaj na lewo”) nic nie zminilo – on siedzi, a przeciwko „czarnemu” nie bylo zadnego sledztwa, bo prokuratura to od razu umorzyła …

    Polubienie

  17. „Apropos „tego nie ma w Biblii”. W Biblii nie ma słowa o samochodach albo kartach kredytowych. Znaczy jak ukradniesz komuś samochód albo zrobisz przekręt na karcie, to nie popełniasz grzechu, CBDO.”

    Jest „nie kradnij” ponoć.
    Ale nie znalazłem „nie mieszkaj z ukochaną osobą przed ślubem”.

    „„No i nie lubię gdy ktoś myśli, że zna jedyną i słuszną prawdę”: znaczy chodzi o jednego takiego, co twierdził, że „ja jestem drogą, prawdą i życiem”? Masz rację, co za arogancki typek…”

    Mohamet też tak twierdził.

    Polubienie

  18. Ale nie znalazłem „nie mieszkaj z ukochaną osobą przed ślubem”.

    Ad1. Zdecyduj się: albo księża kompletnie nie mają pojęcia jak to jest między młodymi zakochanymi ludźmi, albo jednak dobrze wiedzą, że krew nie woda.

    Ad2. Podobnie też twierdził Budda (że dostąpił oświecenia) itd. Oraz Krupier, który wszelkie sprzeczności i wątpliwości tłumaczy na swoją korzyść, jak mu wygodnie 🙂

    Polubienie

  19. „Ad1. Zdecyduj się: albo księża kompletnie nie mają pojęcia jak to jest między młodymi zakochanymi ludźmi, albo jednak dobrze wiedzą, że krew nie woda.”

    Obstawiam to pierwsze. Zrozumcie, że mieszkanie razem =/= seks. Spanie razem to też nie grzech. Więc jeśli nie ma seksu to nie ma grzechu. A jeśli jest to już tylko i wyłącznie sprawa sumienia tych dwojga. Dlatego mówienie, że mieszkanie razem to grzech i jest niedopuszczalne jest chamskim zakłamaniem i dyktowaniem ludziom jak mają żyć bo grupa księży tak sobie życzy.

    „Ad2. Podobnie też twierdził Budda (że dostąpił oświecenia) itd. Oraz Krupier, który wszelkie sprzeczności i wątpliwości tłumaczy na swoją korzyść, jak mu wygodnie :)”

    Chciałem Buddę też dodać. A ja oświecenia nie dostąpiłem, mówię to co myślę nt. religii katolickiej.

    Polubienie

  20. Ad1: pełna racja. Ale też okazja od grzechu =/= grzech. Ale jak myślisz: czy od konfesjonału bez rozgrzeszenia są odprawiani ci, co ulegli, czy nie ulegli pokusom wynikającym ze wspólnego mieszkania? I spowiadali się tam pewnie ze „wspólnego mieszkania” bez absolutnie żadnego seksu? 🙂 Zrozum więc teraz ty: takie restrykcje dotyczą tych, którzy już wykazali, że pokusa dla nich jest za silna. A skoro jest za silna, to należałoby ją oddalić, a jak ktoś nie chce, to znaczy że wcale nie ma woli poprawy. W którym momencie łańcuch wywodu się zrywa? Chyba w tym momencie, w którym dla penitenta jest ważniejsza jego własna wygoda niż wytrwanie w przedmałżeńskiej czystości i coś bredzi o tym, że „księża mówią, że mieszkanie razem jest grzechem”.

    Ad2. Co nie ma wiele z tą religią wspólnego…

    Polubienie

  21. NARESZCIE inteligentny i, jeśli wolno mi użyć tego stwierdzenia, kompetentny głos w tej sprawie. Notka dodana do delicji, i pewnie nieraz zostanie użyta jako argument w dyskusji 😉

    Polubienie

  22. Ja już się spotkałem z ludźmi, którzy twierdzą, że sama okazja do grzechu = grzech. Cóż, dla mnie to największa bzdura. Grzech to grzech, okazja do grzechu może przyczynić się do grzechu, ale sama w sobie grzechem nie jest.

    Co do reszty posta: to niech te restrykcje dotycza ludzi slabych, ktorzy wiedza, ze nie podolaja. Ale jak ktos nie chce wspolzyc, a mimo to chce zamieszkac razem to no bonus, nie widze przeciwskazan. To, ze to grzech wywodzi sie chyba tylko z jakichs tam tradycji, nie wiem. W Biblii nic o tym, ze to grzech nie ma.

    Ale to juz OT, a mi sie nie chce znow na ten watek prawidz, juz dosc sie nadyskutowalem na forum wiary.

    Polubienie

  23. Uff, przeczytałem wszystkie komentarze, i niestety muszę tutaj lekko zaofftopikować: śmieszy mnie, gdy ktoś, kto wierzy w Boga, ale już nie w kościół nazywa siebie katolikiem. Przecież to jest hipokryzja pierwszej wody. Takie coś to chyba się nazywa teizmem, bo katolicyzm jest poza wiarą w Boga zbiorem zasad i ogólnie grupą?
    A co do samej notki, to cóż, nie jestem w stanie obiektywnie stwierdzić, jak wygląda etyka w szkole, bo nie jestem małym podburzonym przez rodziców/społeczeństwo ateistą, a do wniosku, że Bóg nie istnieje doszedłem dopiero niedawno, po wielu głębokich przemyśleniach i dylematach, także lekcje etyki będę miał dopiero w tym roku szkolnym. Uważam jednak, że każdy człowiek ma prawo wierzyć w co chce, nawet na poważnie w FSM jeśli taka jest jego wola i jest to ok, dopóki nie próbuje innych siłą lub podstępem nawracać (dlatego nie przepadam choć nie neguję Świadków Jehowy i bardzo nie lubię muzłuman, głównie za intifadę, pedofilię i nawoływanie do nienawiści poprzez wykorzystywanie poprawności politycznej i terroru)

    Polubienie

  24. Widzisz nie każdy potrafi strawić smolenie księdza z ambony, a pomodlić możesz się samemu. Co i ja czynię.

    Zresztą katolik to dość naciągane określenie, dlatego że jak już ktoś wspomniał, co to za katolik co tłucze żone i dzieci a w niedzielę zasuwa do kościoła.

    Polubienie

  25. Czcić Boga można w swojej duszy, z niej uczynić świątynię. I to wg mnie wcale nie jest gorsze od innej modlitwy.
    A w Kościele to mi się niektóre poglądy nie podobają, oraz to, że przynajmniej w naszym kraju traktowany jest ulgowo i lepiej od innych. A taki luksus rodzi sytuację, w których Kościół nie jest już taki święty.

    Polubienie

  26. A w tym wypadku co wymieniłem co ja czczę? Boga katolickiego. (szczegół, że praktycznie to oznacza, że czczę Boga żydowskiego, prawosławnego, muzułmańskiego oraz paru protestanckich). Więc jeżeli go nadal czczę, czemu nie mogę mojej wiary nazywać katolicyzmem? Czy może mam powiedzieć, że jestem protestantem?

    Polubienie

  27. Racja. Niby tego nie wiem. Tak samo nie wiem, czy aby przypadkiem Lucyfer nie jest tym dobrym, a Bóg nie jest za przeproszeniem, ostatnim skurwielem. Nie wiem też, który z bogów jest tym prawdziwym, a resztą to kopie. A może żadnego nie ma? W kwestii wiary niczego nie jestem pewien.

    Polubienie

  28. Więc tak:
    Wierzysz w Boga którego nazywasz ‘katolickim’, ale jednocześnie nie identyfikujesz się z kościołem. Zapewne (tu strzelam, przepraszam jeżeli nie trafiłem) uznajesz też niektóre z poglądów kościoła (seks przed ślubem, antykoncepcja, etc.) za ‘anachroniczne’ i przecież to Bogu nie przeszkadza. Nie widzisz sprzeczności w tym?

    Polubienie

  29. Więc teraz też mogę wygonić i zabić kogokolwiek kto będzie zajmował ziemię mi nadaną? (Stary Testament). Nie wszystko trzeba traktować dosłownie, nawet słowa Boga trzeba czasem dopasowywać do czasów, w których je rozpatrujemy.

    Polubienie

  30. Zakładając wiarę w Boga >>katolickiego<< ufa się w autorytet Kościoła (dany Piotrowi przez JCh). Inaczej to nie jest katolicyzm.
    Zresztą, niepraktykowanie to też niemożliwość przyjmowania eucharystii – a tego już zupełnie nie rozumiem.

    Polubienie

  31. „@Mr. Am/Pm
    Pewnie w skrócie ci chodzi, że religia powinna uczyć o wszystkich religiach świata, a to co teraz jest to jest swoiste ‘wychowanie katolickie’, mam racje?”
    Yep, o to mi chodziło. Sorki, że odpowiedziałem dopiero 45 komentarzy później, ale „religia” jako „wychowanie do życia w katolicyzmie” mnie nie interesuje…

    Polubienie

  32. @Mr. Am/Pm
    Wierz mi, nie jesteś w tym osamotniony.

    @Adasi:
    Tak samo Kościół przez te wszystkie lata swego istnienia tworzył własnego Boga. Stworzenie Boga przez Kościół i przeze mnie jest takie samo. Z tą tylko różnicą, że ten pierwszy ma… troszkę więcej twórców. Teoretycznie my dzielimy Boga z Żydami, muzułmanami, nie mówiąc o różnych rodzajach chrześcijaństwa.
    I każdy z nas tworzy w swej duszy własnego Boga. Niby tego samego, a innego. Zwracamy uwagę na inne rzeczy, inaczej interpretujemy Pismo.

    Polubienie

  33. adasi: Twierdzisz, że bóg wymagający jest bardziej wiarygodny? Albo, że bardziej należy szanować wiarę w takiego boga? To od katolickiego boga znacznie lepszy byłby bóg Muzułmanów… albo ortodoksyjnych żydów. Ci, to dopiero są wymagający… Właściwie katolicki bóg jest podejrzanie liberalny… przez tysiące lat wielokrotnie zmieniał zdanie (już nie karze zabijać, znacznie łagodniej patrzy na pracę w dzień święty itp. itd.). Czy ludzie się nie wstydzą w niego wierzyć?

    Polubienie

  34. Blacky:
    To Bóg jest, czy go tworzysz?
    Jajcuś:
    Nie twierdze, że bóg wymagający jest bardziej wiarygodny. Twierdze, że samodzielna interpretacja pisma jest (dla osoby wierzącej) niebezpieczna. Bo łatwo można się pogubić (tak naprawdę jak się człowiek postara to może z PŚ wyciągnąć wszystko (jak i z każdego tekstu). A wiara w Boga ‘katolickiego’ opiera się na wierze w autorytet kościoła jako ‘interpretatora’.
    Tak, inkwizycja, bla bla bla, jada jada jada, chodzi o kwestie dogmatyczne.

    Polubienie

  35. Bóg jest, nie wiadomo jaki, ale wg mnie jest. My tworzymy sobie jego wyobrażenie w naszych oczach. Wiec po części tworzymy go sami, tworzymy go takiego jaki on dla nas jest. A prawdziwy Bóg być może czyta nasze myśli i śmieje się ‘co z niego zrobili’. Cała wiara opiera się przecież na założeniach.

    Polubienie

Co o tym sądzisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s