Jak poseł Piłka chce ze mnie zrobić przestępcę

Po sieci rozchodzi się informacja z Dziennika o projekcie
ustawy antypornograficznej posła Piłki
.

Według projektu Mariana Piłki przestępstwem byłoby rozpowszechnianie każdej
pornografii, nie tylko dziecięcej. Za sprzedawanie, przewożenie czy
przechowywanie pism, fotografii, filmów i innych przedmiotów zawierających
zakazane treści groziłoby do dwóch lat więzienia.

Czyli nie dość, że nie mógłbym normalnie kupić, czy wypożyczyć filmu dla
dorosłych, to jeszcze byłbym przestępcą trzymając takie rzeczy w domu.
Sfilmowanie zabaw z żoną to już pewnie byłoby cięższe przewinienie, bo to w
końcu produkcja… Ludzie, litości!

Ustawa jest idiotyczna. Dostępu do pornografii w Internecie przecież nie
zablokuje. Ograniczy najwyżej dostęp do rzeczowej dyskusji na ten temat
– trudniej na forum publicznym dyskutować o nielegalnych działaniach. Jak
już dzieciak dorwie się do pornografii jaką w sieci znajdzie, zapewne coś
ciężkiego, to nawet nie będzie miał się jak dowiedzieć, że seks nie
musi tak wyglądać (już teraz jest z tym ciężko). Ustawa ograniczyła by też
dostęp do utworów z pogranicza pornografii („erotyków” –
przestępcy nie chcieli by się bawić w takie coś, a inni producenci i
dystrybutorzy nie chcieliby ryzykować oskarżenia), a całą rodzimą produkcję i
dystrybucję przekaże w ręce przestępców, którzy mogą nie mieć oporów przed
przemocą, czy wykorzystywaniem dzieci.

A najprawdopodobniej wszystko zostanie po staremu,
tylko większą ilość ludzi będzie można nazwać przestępcami i wsadzić, gdy
podpadną czymś innym. A nawet jeśli to tylko będzie martwe prawo… to kolejne
martwe prawo, które uczyni nasz system prawny jeszcze gorszym.

Najgorsze jest to, że ta ustawa może przejść… posłowie PiS i LPR zrobią
dużo, żeby podlizać się środowiskom związanym z Radiem Maryja. SO zrobi
wszystko, żeby koalicja się nie rozpadła (wylecieli by z rządu, a może i
sejmu)… Nawet iluś posłów PO może to poprzeć, żeby nie podpaść konserwatywnym
wyborcom… No i już nie takie rzeczy w tym sejmie przechodziły…

Jedyna szansa w tym, że nie jest tak źle jak Dziennik podaje… oni w końcu
lubią podkoloryzować informacje (czyt.: kłamać)
.

Świetliki

Poezja sama w sobie zwykle do mnie nie dociera. To tylko zbiór słów ładnie
ułożonych. Nie czuję tego. Co innego poezja z muzyką… muzyka może mnie
otworzyć na poezję tak, że każde słowo czuję całym sobą. To jest jakieś
przeżycie. Sama muzyka, w przeciwieństwie do samej poezji, działa podobnie,
ale to jeszcze nie to samo, co muzyka z odpowiednim tekstem.

Oczywiście muzyka muzyce nie równa, tak jak poezja poezji. Tradycyjna
poezja śpiewana mimo, że zwykle mi się podoba, nie wzbudza wielkich
emocji. Widać gruboskórny i potrzebuję coś mocniejszego. Dlatego już dawno
polubiłem Świetliki. Ponure teksty Marcina Świetlickiego, recytowane przez
niego samego, są wręcz wbijane we mnie idealnie dopasowaną, ciężką muzyką.
To robi wrażenie.

Jak tylko zobaczyłem, na last.fm, że w Gliwicach, w Spirali, mają grać
Świetliki, uznałem, że muszę tam być. Co prawda, w tym tygodniu wybierałem się
na Homo Twist (dwa koncerty to byłaby nadmierna rozpusta) i w czwartki mam z
żonką lekcje tańca, to jednak Świetlików sobie odpuścić nie mogłem. W końcu
jeszcze nigdy nie byłem na ich koncercie i nie wiadomo kiedy w okolicy będzie
kolejny.

No więc wczoraj byłem na tym koncercie. Już po pierwszej piosence
upewniłem się, że nie mogłoby mnie na nim nie być. Akustyka w Spirali zrobiona
dużo lepiej niż w Wiatraku, gdzie ostatnio bywałem na koncertach i wyraźnie
słychać było każde słowo Świetlickiego, każdą gitarę z osobna i wszystko razem
jak należy. To były dwie godziny świetnej muzyki. Dawno tak dobrze nie wydałem
dziesięciu złotych. Chyba będzie trzeba wydać jeszcze parę, na płytę.

Niestety, główny feler takich imprez w Spirali doskwierał nie mniej niż w
Wiatraku. Dym papierosowy. Znowu wróciłem cały śmierdzący. A chyba najbardziej
kopcił Świetlicki – papieros po papierosie, gdy mu zabrakło, dał 20zł
publiczności, żeby mu kolejną paczkę kupili. Trochę mi go szkoda, zapewne go
to szybko wykończy. Po śmierci pewnie będzie sławny… ale szkoda go będzie.
Swoją drogą, to trochę obleśny typ. Ale jednocześnie dość sympatyczny. No
cóż… artysta… ;-)

Seks to nie wszystko (Lie with me)

Chodziłem obok tego filmu w wypożyczalni od jakiegoś czasu. Ilustracja na
okładce zachęcająca, ale opis taki nijaki… W sieci też o nim nie czytałem (w
przeciwieństwie do 9 songs, czy Shortbus). Jak mieliśmy ochotę
na film dla dorosłych, to raczej pornosa brałem… przynajmniej mniej-więcej
wiadomo czego się spodziewać. Jednak w końcu trafiłem na coś o tym filmie w
sieci. Artykuł nawiązujący do pierwszej sceny filmu oraz zestawienie 25 najlepszych scen
erotycznych w normalnych filmach 2006 roku
, w którym to zestawieniu
film Lie with me jest na pierwszym miejscu. Załączone fragmenty też
były zachęcające.

Sam film trudno mi opisać. Pewnie dlatego opisy na okładce i w serwisach
filmowych są takie nijakie. Nie dziwi też komentarz na onecie: hmmm…
dziwny film
. W każdym razie film jest o seksie i o miłości. Seks jest
pokazany jako coś pięknego i radosnego. Miłość, jako to co na robi mętlik w
głowach i komplikuje życie. Jedno może istnieć bez drugiego, ale dopiero razem
tworzą mieszankę wybuchową. Brak jest przemocy, odrobina agresji, ale tylko
tyle co trzeba. Pojawia się też kłamstwo, z oryginalnego tytułu (domyślam się,
że jego dwuznaczność jest celowa)… ale nie widzę w tym jakiejś myśli
przewodniej.

Główna bohaterka ładna, seksowna, IMHO bardzo dobrze zagrała swoją rolę.
Jej partner chyba trochę za bardzo przypomina jakiegoś macho z pornola.
Dialogów nie ma prawie w ogóle. Większość tekstu, to monolog myśli głównej
bohaterki. Żona na końcu spytała, czy to produkcja europejska… nie
europejska, Kanadyjska… ale wyraźnie można było odczuć, że to nie film z
USA: jest sporo niedomówień (kim jest blondyna?), sytuacje są pokazane, lecz
nie wyjaśniane. Widz może sobie całość sam przemyśleć i zinterpretować.

Film może nie był powalający, ale mnie się podobał. Teraz czekam na
Shortbus po polsku…

Tylko mnie kochaj

Właśnie obejrzeliśmy Tylko mnie kochaj. Nie wcześniej, bo zawsze
odrzucała mnie okładka płytki, z tymi sztywniakami. W filmie też pierwsze co
się rzucało w oczy, to sztywność postaci. Poza tym masa scen znanych
z innych filmów (facet gotujący z telewizorem, ludzie mijający się
w windach itp.). Wiele scen można było przewidzieć… I w ogóle ten film
jest… super :-)

Bardzo przyjemna komedia romantyczna. Niby strasznie szablonowa… ale to
chyba tak właśnie miało być. Nie drażniło to, jak szablonowość amerykańskich
filmów, raczej w pewien sposób cieszyło. A i fabuła całkiem sympatyczna… no
może w dwóch miejscach główny bohater zachował się aż za głupio… ale cóż,
pewnie nie wymyśliłbym nic lepszego. :-)

Jak homofobi zniszczyli geniusza

Dziwię się, że tej historii nie znałem wcześniej. O samym Alanie Turingu trudno
było nie słyszeć – maszyna Turinga i test Turinga, to terminy znane
każdemu informatykowi. Biografią tego naukowca nigdy się specjalnie nie
interesowałem, aż do dzisiaj, gdy przeczytałem wzmiankę o nim w
artykule o badaniach naukowych dotyczących seksualności owiec
.

Odkrycie zaskoczyło mnie na tyle, że od razu zajrzałem na Wikipedię, czy
tam ta historia też jest odnotowana. Jest.

Alan Turing, jeden z największych (jeśli nie największy) geniuszy
w historii Informatyki, był gejem. W tamtych czasach było to uznawane za
przestępstwo. Naukowca osądzono, skazano i postawiono przed wyborem: albo
podda się terapii, albo wyląduje w więzieniu. Niezależnie od tego, jako
skazany wyrokiem sądu, nie mógł już pracować jako kryptolog w rządowej
agencji.

Turing wybrał terapię. Polegała ona na przyjmowaniu estrogenów w celu
zmniejszenia libido. Nie trudno się domyślić działania estrogenów na organizm
mężczyzny: został impotentem i rozwinęły mu sie piersi. Niedługo później zmarł
zatruty cyjankiem – najprawdopodobniej popełnił samobójstwo, gdyż nie
mógł sobie poradzić z życiem po wyroku. Geniusz, który bardzo przyczynił się
do rozwoju Informatyki, został poniżony i popełnił samobójstwo przez głupie
uprzedzenia… W dwudziestym wieku… A ja myślałem, że palenie czarownic na
stosie to taka odległa historia…