Zeszły tydzień (od niedzieli, do niedzieli) spędziłem w Lubuskiem, w lesie, niedaleko jeziora, gdzie asfaltowe drogi już się skończyły…
Z córką pojechaliśmy na „Wakacje z DADĄ”. To takie wczasy z organizowanymi zajęciami („twórczymi” i „sportowymi”) dla dzieci, a wieczorami dla dzieci i rodziców. Odbywało się to w „Domu pod Lipą” w Silnej Nowej. Bez większych luksusów (np. wspólne łazienki), ale bardzo przyjemne miejsce.
Krysia kąpała się z innymi dziećmi w jeziorze (zajęcia „sportowe”), robiła flagę (patrz wyżej), farbowała koszulkę, gotowała krówki itp. Ja w tym czasie sobie wypoczywałem szwendając się po lesie, albo czytając książkę. Na „warsztatach” rodzinnych jednak i ja musiałem się wykazać, robiąc kwiatka z filcu, czy np. taką „kotosienicę” (projekt Paskudy):
Miałem też okazję spróbować fotografii otworkowej – robienia zdjęć dziurawą puszką zamiast aparatu za parę tysięcy, a potem wywoływanie ich w kabinie prysznicowej „uszczelnionej” czarną folią:
Zdjęć przywiozłem niewiele i raczej z lasu niż z warsztatów… pewnie dlatego, że fotografowanie dzieciarni mnie nie pociąga i trzymałem się z dala dziecięcych warsztatów (zgodnie z zaleceniami organizatorów, zresztą) … Bo tam strasznie dużo tych dzieci było… ale jakoś dałem radę. ;-)
Żonka porobiła Krzysiowi trochę filmików swoją komórką i w końcu chciała to opublikować. Moim zadaniem było znaleźć coś czym się to uda obrobić…
Obróbką video się nigdy nie bawiłem… zobaczyłem co tam mamy w PLD. Wszystko co miało coś wspólnego z KDE odrzuciłem z góry. Znalazłem jakieś PiTiVi i Cinelerra. Poza tym wiedziałem, że i Blender (program do grafiki 3D) ma jakiś edytor video. Do testów zabrałem się na laptopie żony… raczej słabiutkim…
Cinelerrę odpaliłem, załadowałem jeden filmik z komórki, wcisnąłem play… zobaczyłem jak to się muli… i dałem sobie spokój. Wyglądało to też jakoś… dziwnie.
PiTiVi wyglądało w miarę normalnie… ale trochę trwało zanim mi się udało tam jakiś filmik załadować… okazało się, że brakowało mi wielu modułów do GStreamer'a. Gdy już wszystko działało… okazało się, że to „wszystko” to prawie nic. Skleić filmiki razem to i cat potrafi ;)
Został Blender. Na początku oczywiście odrzucał ten kosmiczny interfejs użytkownika. No, trzeba przyznać, że „bardzo oryginalny”… w każdym razie różny od wszystkiego co się na co dzień używa. Jednak jak już się załapie co i jak to nie jest taki zły. I zasobów nie zżera wiele (zawsze mnie to fascynowało – Blender to jeden z niewielu programów z OpenGL, które jakoś da się bez sprzętowego wspomagania używać), i funkcji trochę ma… dla kogoś kto w obróbce video nie jest nawet amatorem to aż za wiele.
Trochę zabawy z tym cudem i udało się w „coś” połączyć dwa filmiki i parę zdjęć. Skorzystam z okazji i od razu <video> z HTML5 wypróbuję (proszę docenić, że żadnego Flasha nie potrzeba)…
Jakby ktoś pytał o muzykę, to Ika gdzieś znalazła… ja tylko wklejam gotowe „dzieło”… jakby coś ;-)
Słonko wyszło, to na dzisiejszy niedzielny spacerek postanowiłem wziąć aparat, żeby odwołać ogłoszone tydzień temu nadejście wiosny. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, raczej nazbierałem materiały pokazujące, że, mimo mrozu i śniegu, wiosna miejscami wciąż się trzyma:
Krysia mnie dziś wyciągnęła na plac Grunwaldzki, żeby się wyszaleć na tamtejszym placu zabaw:
Weekend to, między innymi, czas na rodzinny spacerek. Dzisiaj, na spacerek wziąłem aparat, bo i pogoda sprzyjająca i od paru dni się do tego zbierałem… Idąc do pracy codziennie mijałem coś, co IMHO warto uwiecznić: różę w lodzie.
Tyle fotografii przyrody, tym razem więcej pikseli poświęciłem rodzince…
Hitem dnia był dzisiaj zamarznięty stawek, gdzie wszyscy się trochę wyszaleliśmy…
Na koniec dorzucę dwie fotki z domowej hodowli dzidziusia…