28 listopada 2006
08:39:10
|
kategorie:
firefox,
linux,
oprogramowanie,
Niedługo po wydaniu Firefoksa 2.0 zainstalowałem go sobie na komputerze w
pracy. I tylko tam, bo szybko się okazało, że jest z nim poważny problem:
wiesza się losowo co jakiś czas, nawet kilkanaście razy dziennie. Okropnie to
wkurzające. Gdyby nie to, że Fx 2.0 ma parę fajnych ficzerów (szczególnie
sprawdzanie pisowni) i że downgrade nie sprowadza się tylko do "upgrade
--downgrade mozilla-firefox" w Poldku, to już bym dawno to wywalił. Nie
wywaliłem, ale i w domu sobie tego nie zainstalowałem. A w pracy się ciągle
wkurzam...
Ale nie to jest najbardziej wkurzające, że jest błąd. W każdym programie
zdarzają się błędy ale, że nie można go normalnie zgłosić (jak już pisałem: twórcy
Firefoksa nie chcą moich bug-reportów), ani normalnie zobaczyć co się z
błędem dzieje (nie ma zgłoszeń błędów w konkretnym wydaniu, a więc nie można
sobie zobaczyć listy błedów w Firefoksie 2.0, a w tej całej masie zgłoszeń z
całej historii Mozilli ciężko znaleźć właściwe). Wiem tylko, że nie jestem
sam, wystarczy w Google wpisać: firefox 2.0 random freeze
, żeby się
przekonać, że nie mnie jednego Fx 2.0 wkurza... Niestety, nie znalazłem nic na
temat przyczyn błędu, jakiś workaroundów, czy planów jego naprawy (to wszystko
IMHO powinno być z bugzilli).
Czy naprawdę mam jakieś dziwne wymagania co do systemu zgłaszania błędów?
Dla mnie to naturalne, że jednym z celów istnienia takich systemów jest
inwentaryzacja błędów w konkretnych wydaniach. Tak, żeby użytkownik mógł
sprawdzić co w konkretnej wersji siedzi, czy jego problemy zostały zauważone,
czy może się spodziewać naprawy. A tu nic... Nie działa ci oficjalne wydanie i
chcesz zgłosić problem? To ściągnij nightly-build i debuguj... Nie chcesz, bo
jesteś tylko zwykłym użytkownikiem
? To mamy Cię w nosie...
Długo powstrzymywałem się przed tym narzekaniem... ale dzisiaj nie
wytrzymałem, gdy mi się zawiesił dwa razy w ciągu jednej minuty...
02 marca 2006
12:48:59
|
kategorie:
firefox,
oprogramowanie,
sieci,
This address is restricted
This address uses a network port which is normally used for purposes other than
Web browsing. Firefox has canceled the request for your protection.
Teraz będzie przeglądarka mi mówić co jest dla mnie dobre? Gdyby to jeszcze
chodziło o jakieś realne zagrożenie, czy adekwatne do zagrożenia
zabezpieczenie. Jeśli coś mi się ma stać od skierowania przeglądarki na port
"79", to czemu niby port np. "76" miałby być bezpieczny?
21 września 2005
16:09:22
|
kategorie:
firefox,
oprogramowanie,
Do trzech razy sztuka... Tym razem się udało. Zainstalowałem wersję
en-US
i ruszyła na starym profilu. No to się jednak chłopcy
postarali... W takim razie, teraz już pozostanę przy wersji amerykańskiej.
Trudno, mój angielski już i tak jest bardzo zniekształcony, więc dużo gorzej
od tego nie będzie.
21 września 2005
15:56:38
|
kategorie:
firefox,
oprogramowanie,
I znowu pojawiła się nowa wersja Firefoksa, z krytycznymi poprawkami
security
. I znowu tylko w amerykańskiej wersji (chociaż podobno po
1.0.6 już więcej nie miało się tak zdarzać). Czyżby użytkownicy lokalizowanych
wersji nie byli zagrożeni? A może im się bezpieczeństwo nie należy? A może
wybór wersji innej niż American English
to ma być świadomy kompromis lub
oznacza głupotę/naiwność użytkownika?
Wszystko wskazuje na to ostatnie. Niestety, nie łatwo tą błędną decyzję
poprawić. Już dwa razy próbowałem zmienić wersję językową i zawsze kończyło
się to niedziałającym profilem. Nie chcę tracić ustawień i zainstalowanych
rozszerzeń, więc pozostaje mi trzymanie się dziurawej wersji... A może jeszcze
raz zaryzykuję zmianę, tym razem robiąc backup profilu?
Na Operę się na razie nie przesiadam, bo co Open Source, to Open Source,
nawet w wydaniu Mozilli (zmieniaj co chcesz, ale nie będziemy ci tego
ułatwiać, a wydając nawet nie sugeruj, że to Firefox). Z drugiej strony...
i tak w tym Fx mam zamknięte pluginy i rozszerzenia... może więc jednak Opera?
16 lipca 2005
11:04:07
|
kategorie:
firefox,
oprogramowanie,
Gdy instalowałem sobie Firefoksa 1.0 na domowym komputerku, to wybrałem
sobie angielską (brytyjską, nie amerykańską!) wersję językową. Co prawda
disc
zamiast disk
trochę kłuło w oczy
(w terminologii komputerowej niestety przywykłem do amerykańskiego), ale
przynajmniej colour
itp. jest normalnie. W każdym razie
z tą lokalizacją jest mi całkiem dobrze, ale...
Gdy przychodzi czas na upgrade okazuje się, że nowa wersja jest na
początku tylko po amerykańsku. Na angielską wersję językową trzeba długo
czekać, mimo że w przypadku poprawek bezpieczeństwa nie powinno się czekać ani
chwili. Do Fx 1.0.5 jeszcze wersji brytyjskiej nie ma.
Pojawia się pytanie, czemu w takim razie nie zainstaluję sobie po prostu
wersji amerykańskiej. Ano temu, że po jej zainstalowaniu Fx przestaje działać
z moim obecnym profilem, a swoich ustawień i rozszerzeń nie chcę się pozbywać.
Każdy normalnie tłumaczony projekt (czyt. tłumaczony przy użyciu gettexta) ma
fallback do języka domyślnego (zwykle amerykańskiego). W takim przypadku może
się pojawić nowa wersja bez czekania na uaktualnienia lokalizacji —
w najgorszym wypadku będzie brakowało kilku napisów. A jak ktoś chce zmienić
język to po prostu wybiera nowy, ewentualnie instalując wcześniej pliki
tłumaczeń. Niestety w oprogramowaniu Mozilli to tak nie działa — muszą być
zasoby w wybranym języku albo całość się wypieprza na brakujących
encjach
. Już nie mówiąc o tym, jak się sprawy komplikują, gdy z jednej
instalacji Firefoksa mieliby korzystać użytkownicy różnych języków.
No i nie wiem. Czekać dalej na Fx 1.0.5 w wersji English (British)
,
czy instalować domyślną i hackować swój profil (zdaje się, że poprzednio przy
tym poległem)?
28 czerwca 2005
19:48:52
|
kategorie:
firefox,
muzyka,
oprogramowanie,
w sieci,
Reklamy w radiu zachęciły mnie do zajrzenia na teledyski.interia.pl. Ciężko u nas
o darmową/tanią dobrą muzykę (wiem jestem nienormalny, ale pirackich MP3
nie lubię), więc możliwość dostępu do takiej i to z teledyskami, cieszy.
Na stronie rzeczywiście jakieś teledyski, nawet interesujące. Wybrałem
pierwszy z brzegu, zespołu Homo Twist. Pojawiła się strona z ładnym
puzzlem
— oczywiście brakuje plugina, który oczywiście nie jest
dostępny pod Linuksem. Nie poddałem się jednak. Zajrzałem do źródła strony
w poszukiwaniu jakiegoś URLa to właściwego teledysku. Kod strony to oczywiście
koszmarek — niby XHTML, ale uzupełniany JavaScriptem i to jeszcze przez
document.write(). Po cholerę uzywać XHTML jak się ma zamiar go
używać w sprzeczności z podstawowymi założeniami XML (XML to nie ciąg znaków,
do którego można coś dopisywać gdzie popadnie — XML to drzewo
elementów). W każdym razie wprost z kodu trudno było URLa wyciągnąć, ale już
wiedziałem gdzie szukać...
... Otworzyłem więc okienko informacji o stronie i rzeczywiście,
w zakładce media
był URL do playlist2.html z jakimiś parametrami.
Ściągnąłem to sobie jako plik, oczywiście nie HTML, ale nawet
prawie-well-formed XML. A w środku już normalny URL, do strumienia
mms://. Pozostało spróbować odpalić to w mplayerze.... i ruszyło!
Hip-hip, hurra! Tylko czy musi to być takie trudne? Naprawdę nie można po
prostu dać URLa do strumienia? W Windows by się w Media Playerze odpaliło,
a na wszystkim innym w czym kto chce. A może po prostu trzeba znaleźć
odpowiedniego plugina pod Linuksa? Jakiś mplayer-plugin, abo co? Tylko że nie
chcę sobie niepotrzebnie przeglądarki zaśmiecać. A może Greasemonkey?