15 kwietnia 2008
21:08:51
|
kategorie:
film,
Właśnie oświeciły mnie komentarze na YouTube. Pszczółka Maja
nie była
produkcją ani polską (w co przestałem wierzyć już dawno temu), ani nawet
NRDowską (jak mi się do dzisiaj wydawało)... To po prostu japońskie anime.
Wikipedia potwierdza. Człowiek się uczy całe życie...
27 października 2007
21:45:44
|
kategorie:
film,
seks,
Siedzę sam w domu, nie mam nic specjalnego do roboty, to włączyłem
telewizor. Na jedynce jakiś głupi film. Oczywiście moja uwaga od razu skupiła
się na kobietach, szczególnie, że były skąpo ubrane... To, co zwróciło moją
uwagę, miały na piersiach. Wygląda jak całkiem współczesny stanik. A reszta
filmu sugeruje starożytność... Zerknąłem do opisu filmu w internecie: Trzy
tysiące lat przed Chrystusem.
Ciekawe. Z tego co wiem, to staniki, jakie
znamy, wynaleziono na początku dwudziestego wieku...
Postanowiłem zgłębić temat, zanim zacznę marudzić na blogu. Wyczytałem, że
i ponad 2000 lat przed naszą erą kobietom zdarzało się nosić coś w rodzaju
staników. Ale to coś podobno zawsze zostawiało piersi odkryte... no i raczej
nie sądzę, żeby mogło bardzo przypominać współczesną bieliznę... Później
w starożytnej Grecji i Rzymie zaczęto stosować inne cosie... do owijania
piersi tak, żeby nie było ich widać (coby kobieta wyglądała bardziej jak
facet)... to też raczej bikini nie przypominało.
Ja rozumiem, że to rozrywka i realiów historycznych nie muszą się bardzo
trzymać... ale przecież równie dobrze bohaterowie mogli by nosić zegarki na
rękach i strzelać z karabinów, a nie tych niepraktycznych łuków...
;-)
14 sierpnia 2007
21:52:29
|
kategorie:
film,
jedzenie,
Po wczorajszym filmie po prostu musieliśmy się wybrać do czekoladziarni.
Na szczęście mamy taką jedną w pobliżu: Mount Blanc w C. H. Forum.
Najpierw żonka zamówiła gorącą czekoladę z marcepanem. Ja chciałem się
przekonać, czy też coś takiego chcę. Jednak nie, wciąż wolę czekoladę jeść niż
pić. Wziąłem więc herbatkę i do tego truflę z chili. Mniam. Najpierw czuje się
delikatny krem czekoladowy, a potem miłe pieczenie w gardle... mmm...
Ika zamówiła jeszcze dwie pralinki:
cynamonową (pycha!) i gruszkową. Na tym dzisiaj tę rozpustę zakończyliśmy,
chociaż oboje chętnie władowalibyśmy się za ladę i zeżarli co tylko by się
dało. ;-)
13 sierpnia 2007
22:21:32
|
kategorie:
film,
jedzenie,
Dziś obejrzeliśmy sobie Czekoladę
po raz drugi, po tym, jak nam
wczoraj TVP1 o niej przypomniała. Nie każdy film jestem w stanie obejrzeć po
raz drugi. A jak jestem w stanie, to rzadko mi to oglądanie sprawia tyle
przyjemności. Ten film najwyraźniej należy do tych wyjątkowych.
Film ten bardzo miło się ogląda, jest optymistyczny, a jednak nie banalny.
Ma konkretne przesłanie, ale nie jest patetycznie moralizatorski w
amerykańskim stylu
. Odrobinę magiczny, a jednocześnie tak przyziemny.
Dobrze napisany, dobrze nakręcony, dobrze zagrany, a do tego wszystkiego
śliczne aktorki i, oczywiście, smakowita czekolada. :-D
Chyba będzie trzeba sobie też Amelię
przypomnieć. Zdaje się, że też
się nam podobało.
18 stycznia 2007
08:46:39
|
kategorie:
film,
seks,
Chodziłem obok tego filmu w wypożyczalni od jakiegoś czasu. Ilustracja na
okładce zachęcająca, ale opis taki nijaki... W sieci też o nim nie czytałem (w
przeciwieństwie do 9 songs
, czy Shortbus
). Jak mieliśmy ochotę
na film dla dorosłych, to raczej pornosa brałem... przynajmniej mniej-więcej
wiadomo czego się spodziewać. Jednak w końcu trafiłem na coś o tym filmie w
sieci. Artykuł nawiązujący do pierwszej sceny filmu oraz zestawienie 25 najlepszych scen
erotycznych w normalnych
filmach 2006 roku, w którym to zestawieniu
film Lie with me
jest na pierwszym miejscu. Załączone fragmenty też
były zachęcające.
Sam film trudno mi opisać. Pewnie dlatego opisy na okładce i w serwisach
filmowych są takie nijakie. Nie dziwi też komentarz na onecie: hmmm...
dziwny film
. W każdym razie film jest o seksie i o miłości. Seks jest
pokazany jako coś pięknego i radosnego. Miłość, jako to co na robi mętlik w
głowach i komplikuje życie. Jedno może istnieć bez drugiego, ale dopiero razem
tworzą mieszankę wybuchową. Brak jest przemocy, odrobina agresji, ale tylko
tyle co trzeba. Pojawia się też kłamstwo, z oryginalnego tytułu (domyślam się,
że jego dwuznaczność jest celowa)... ale nie widzę w tym jakiejś myśli
przewodniej.
Główna bohaterka ładna, seksowna, IMHO bardzo dobrze zagrała swoją rolę.
Jej partner chyba trochę za bardzo przypomina jakiegoś macho z pornola.
Dialogów nie ma prawie w ogóle. Większość tekstu, to monolog myśli głównej
bohaterki. Żona na końcu spytała, czy to produkcja europejska... nie
europejska, Kanadyjska... ale wyraźnie można było odczuć, że to nie film z
USA: jest sporo niedomówień (kim jest blondyna?), sytuacje są pokazane, lecz
nie wyjaśniane. Widz może sobie całość sam przemyśleć i zinterpretować.
Film może nie był powalający, ale mnie się podobał. Teraz czekam na
Shortbus
po polsku...
10 stycznia 2007
23:31:56
|
kategorie:
film,
Właśnie obejrzeliśmy Tylko mnie kochaj
. Nie wcześniej, bo zawsze
odrzucała mnie okładka płytki, z tymi sztywniakami. W filmie też pierwsze co
się rzucało w oczy, to sztywność
postaci. Poza tym masa scen znanych
z innych filmów (facet gotujący z telewizorem
, ludzie mijający się
w windach itp.). Wiele scen można było przewidzieć... I w ogóle ten film
jest... super :-)
Bardzo przyjemna komedia romantyczna. Niby strasznie szablonowa... ale to
chyba tak właśnie miało być. Nie drażniło to, jak szablonowość amerykańskich
filmów, raczej w pewien sposób cieszyło. A i fabuła całkiem sympatyczna... no
może w dwóch miejscach główny bohater zachował się aż za głupio... ale cóż,
pewnie nie wymyśliłbym nic lepszego. :-)