Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

To ja też pokażę zimę

Spadł pierwszy śnieg i wszyscy zaczęli robić zdjęcia. Ja nie mogę być gorszy. ;-)

Wczoraj w Reptach (żona przyjechała po mnie z aparatem) niewiele mi wyszło, ale dzisiaj w Szałszy było trochę lepiej:

Zimowa Szałsza

Bluszcz na oknie Krysia w śniegu na Biedronce

Ośnieżony krzaczek Kap...

2 komentarze do wpisu „To ja też pokażę zimę”


Jeden dzień z pobytu w Reptach

W tym tygodniu już kriokomora i wanna do hydromasażu (jakuzzi) działają, więc mam komplet zabiegów, poza biczami, na które muszę jeszcze poczekać. Mam więc bardzo aktywny poranek: 7:30 śniadanie, 8:30 kriokomora, tam po wyjściu ćwiczenia. Wczoraj ćwiczyłem tyle ile inni, to już na siłownię (czynną do 10:30) nie miałem kiedy iść, dzisiaj więc spędziłem tylko pięć minut na bieżni, byle się trochę rozgrzać i poleciałem na siłownię. Tam zaliczyłem ćwiczenia na przyrządach i zaraz trzeba było lecieć na basen (9:30). Na basenie po chwili moczenia wszedłem do jakuzzi (akurat był termin dla mężczyzn), gdzie spędziłem 15 minut w bardzo gorącej wodzie (a wczoraj była chłodna). Gdy wychodziłem aż zakręciło mi się w głowie, chwilę postałem trzymając się barierki, zanim zszedłem po schodkach. Na szczęście w basenie woda też była dość ciepła i mogłem iść pływać bez większego szoku.

Planowo basen mam dwa razy po pół godziny (o 9:30 i 14:00), ale dzisiaj moczyłem się ponad godzinę już za pierwszym razem – znalazłem miłe towarzystwo. A na po obiedzie umówiłem się z Agatą na spacer. To dużo lepsze niż spędzenie reszty dnia wśród dziadków na oddziale.

Po basenie suszenie głowy i akurat kończyła się przerwa w sali gimnastycznej, to poszedłem zrobić jeszcze ćwiczenia zadane przez magistra. I na tym kończą się moje dzisiejsze zabiegi, można odsapnąć :-). Obiadek za godzinkę, a potem będzie trzeba sobie jakoś czas zagospodarować.

4 komentarze do wpisu „Jeden dzień z pobytu w Reptach”


Z pamiętnika hipochondryka

Dzisiaj przyjęli mnie do Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji Repty w Tarnowskich Górach. Nie wiedziałem czego się spodziewać poza tym, że warunki będą jakieś pomiędzy tym co było w szpitalu w Bytomiu, a tym co miałem w Szczawnie. No i rzeczywiście, ale niestety raczej bliżej temu do szpitala. Pięcioosobowa sala, ze szpitalnymi łóżkami. Na pierwszym leży dziadek w pampersie. Automat na monety do telewizora taki sam jak w Bytomiu. Tylko bajzel organizacyjny jakby znacznie mniejszy.

Przed przyjazdem nie wiedziałem jak długo będę tu przebywał. W zaproszeniu była tylko informacja, że to szpital, nie ma tu czegoś takiego jak turnus, a czas pobytu ustala ordynator po badaniach. Jednak na miejscu pielęgniarka od razu mi powiedziała, że poleżę tu 21 dni, do 2 grudnia.

Już dzisiaj przed południem zbadał mnie lekarz, dość starannie, i zapisał zabiegi:

  • Ćwiczenia ogólnokondycyjne
  • Ćwiczenia idywidualne
  • Atlas i ćwiczenia na przyrządach
  • Basen (dwa razy dziennie)
  • Bicze (ale początek dopiero 25 listopada, bo wcześniej terminy zajęte)
  • Kriokomora

Poszedłem też sobie na pierwszy spacerek, po parku, dookoła ośrodka. Rzeczywiście ładny ten park od środka. Bo z drogi, jak tu przyjeżdżaliśmy wyglądał raczej nieciekawie. Może dlatego, że pierwsze co się rzuciło w oczy to jakieś ruiny między drzewami, a potem nienajpiękniejsze budynki Centrum i Salezjańskiego Ośrodka. Fajnie byłoby tu porobić jakieś zdjęcia, ale lustrzanki wolałbym tu nie trzymać (mam nadzieję, że mi laptopa nie ukradną... a aparatu byłoby bardziej szkoda) – pozostaje telefonik. W Szczawnie wystarczył.

Na sobotnie noce podobno mogę dostać przepustki, jeśli w czwartek zacznę załatwiać, więc na weekend mam szansę wracać do domu (wyjdę w sobotę po zabiegach, wrócę w niedzielę wieczorem). Poza tym też mam swobodę i jakbym się uparł, to mógłbym każdego popołudnia sobie do domu jechać, byle na noc wracać, ale nie wiem czy ma to sens – w końcu mam tu się kurować i odpocząć, a jazda samochodem tam i z powrotem może dawać przeciwny efekt.

Dodaj komentarz do wpisu „Z pamiętnika hipochondryka”


MP3 192kbit/s z Muzodajni

Niedawno zapisałem się do plusowej Muzodajni. Strona nie wygląda zachęcająco i wyraźnie brakuje tam moich ulubionych wykonawców, ale muzyki mają sporo i 5zł miesięcznie za 25 utworów (plus cyrograf na co najmniej 8 miesięcy) to całkiem niezła stawka. Dzisiaj np. ściągnąłem sobie całą najnowszą płytę Kasi Kowalskiej i wykorzystałem na to tylko część z tych pięciu złotych. Za CD kupione w sklepie musiałbym zapłacić dużo więcej, a ostatecznie i tak zripowałbym do OGG i MP3 i słuchał przez komputer i telefon.

No więc jest fajnie, można za grosze sobie ściągać legalną muzykę. Jest nawet parę formatów (w opcji, z której korzystam, bez DRM) do wyboru: MP3 128kbit, WMA 128kbit, WMA 256kbit i MP4 128kbit. Można nawet ściągnąć piosenkę we wszystkich formatach, a i tak płaci się raz.

Problem polega na tym, że mnie WMA nie interesuje, a do 128kbit wolałbym się nie ograniczać, jeśli nie muszę. Napisałem więc sobie taki skrypcik wma2mp3:

#!/bin/sh -xe

input="$1"
output="$2"

if [ -z "$output" ] ; then
	output="${input%.wma}.mp3"
fi

tmpfile="$output.tmp"
ffmpeg -i "$input" -acodec libmp3lame -ab 192k -f mp3 "$tmpfile"
if [ -e "$output" ] ; then
	id3cp "$output" "$tmpfile" || :
fi
mv "$output" "$output.bak"
mv "$tmpfile" "$output"

Skrypt uruchamia się podając nazwę pliku WMA jako argument. Plik ten zostanie przetworzony na MP3 192kbit, mam nadzieję, że z minimalną utratą jakości. Dodatkowo, jeśli już istnieje odpowiedni plik MP3, to tagi ID3 z niego zostaną skopiowane do pliku nowo utworzonego. W ten sposób, jeśli z Muzodajni ściągnę WMA 256 i MP3 128, to z pierwszego biorę muzykę, z drugiego tagi (nie chciało mi się kombinować jak dane o artyście i tytułach wyciągnąć z WMA – łącze mam na tyle szybkie, że mogę sobie ściągać podwójnie).

14 komentarzy do wpisu „MP3 192kbit/s z Muzodajni”


Cycki w sądzie i w prasie

Dzisiaj rano usłyszałem w Antyradiu, że w końcu zapadł wyrok w sprawie plażowiczek opalających się topless w Szczecinie. Interesuję się sprawą, bo sam nie mam nic przeciwko opalaniu topless (wręcz przeciwnie), a jednocześnie niekoniecznie chciałbym namawiać żonę do przestępstwa. ;-). Od razu zajrzałem na gazeta.pl (z przyzwyczajenia) i przeczytałem artykuł Szczecin: Skazane za opalanie się topless"...

Nie wyglądało to dobrze. Z artykułu wynikało, że sąd jednoznacznie potępia taki wybryk, wręcz sugeruje że takie są normy i raczej się nie zmienią... a właściwie to niewiele wynikało, poza sensacją w tytule.

Przed chwilką jednak ktoś na blipie podlinkował inny artykuł na ten temat: Nagana za opalanie topless. Tutaj już obszerniej (mimo, że sam artykuł nie jest wiele dłuższy) przedstawiono stanowisko sądu i wydaje się ono dużo bardziej wyważone. Jedynie stwierdzenie na kąpielisku były dzieci, a dla nich wstyd przed nagością jest zjawiskiem naturalnym wydaje się dość dyskusyjne.

Generalnie wolałbym zobaczyć inne rozstrzygnięcie. Skoro nie było skarg od zwykłych obywateli, którzy poczuli się zgorszeni widokiem tych pań, jedynie od funkcjonariuszy, którzy do interwencji mogli mieć swoje powody, to IMHO rozprawa w ogóle nie powinna mieć miejsca. Jednak nie jest źle – wymierzona kara jest symboliczna, a opalanie topless nie zostało jednoznacznie i generalnie potępione. Po prostu, jak funkcjonariusz prosi, to lepiej ten stanik założyć. ;-) No i jest szansa, że będzie lepiej (gorzej niestety też może być).

W sieci oczywiście od początku sprawy było dużo komentarzy na ten temat. W kręgach w których się poruszam raczej były to komentarze w obronie plażowiczek. Jednak i one nie zawsze mi się podobały. Szczególnie drażniły mnie argumenty obu stron sugerujące, że tylko niektóre cycki nadają się do pokazywania. Obrońcy wołali, że to młode atrakcyjne panie, więc wszystko jest ok, bo ich biust nie mógł nikogo zgorszyć. Niektórzy przeciwnicy, że opalania topless trzeba zabronić, bo na plaży pojawi się pełno starych Niemek z obwisłym biustem. Nie rozumiem, jak można tak mówić -- równie dobrze można by było w ogóle zabronić starszym paniom plażowania, bo przecież i w stroju kąpielowym niekoniecznie będą wyglądać atrakcyjnie. Jeśli pozwalać pokazywać ten kawałek ciała (a uważam, że warto), to wszystkim, którzy mają na to ochotę. Większość ludzi sama uzna na ile może sobie pozwolić, a na resztę patrzeć nikt nie każe.

14 komentarzy do wpisu „Cycki w sądzie i w prasie”


Kilka fotek

W piątek wieczorem wybrałem się na spacer. W parku okazało się, że na grobie żołnierzy francuskich palą się już znicze. Uznałem, że mogłoby mi to posłużyć do zabaw z aparatem. Wróciłem się więc po aparat i statyw. I tak chciałem porobić trochę nocnych zdjęć parku. Oto co wyszło:

Światełka u francuskich żołnierzy Poruszone światełka
Bokeh
Alejka w parku jesiennym wieczorem Wieczorem na skraju parku

Wczoraj fotograficznie wyżywała się żonka, a dzisiaj pojechaliśmy, jak co tydzień do Szałszy na konie. Dziewczyny sobie jeździły, a jak poszedłem z aparatem do lasu. A tam ptaszki, motylki, malinki i inne roślinki: :-)

Dzięcioł zielonosiwy Strzyżyk Rusałka pawik Leśne maliny.  W listopadzie?! Trawsko Tak się łamią drzewa

Sarenka niestety uciekła, zanim miałem szansę zrobić jej zdjęcie.

8 komentarzy do wpisu „ Kilka fotek”