23 kwietnia 2008
20:06:48
|
kategorie:
polityka,
Oglądam sobie Wiadomości. A tam znowu mrożące krew w żyłach (przynajmniej
w założeniu) informacje, że paskudny rząd chce zlikwidować abonament. Tłumaczą
jakie to straszne, ale im nie wierzę. W końcu to wersja telewizji, która może
utracić źródło łatwej kasy.
W każdym razie, co słyszę o tych planach, to się zastanawiam. Czy obecny
abonament ma sens? Czy telewizja publiczna jest potrzebna? Czy w obecnej
postaci?
Obecny abonament jest IMHO zupełnie bezsensu. Pomijając jego celowość, to
sposób jego ściągania nie gwarantuje niczego poza zamieszaniem. Jak już ma być
obowiązkowy, to czemu nie mogą go od abonentów pobierać telewizje kablowe? I
ściągalność była by większa i chyba koszty mniejsze... Ale nie, lepiej pogonić
ludzi do kolejki... i mieć haka na tym którzy nie płacą (często tylko z tego
powodu, że im się po prostu nie chce)...
Druga sprawa, to po co ten abonament. TVP twierdzi, że potrzebują tego,
żeby wypełniać jakąś misję
. Ale na czym polega ta misja? I czemu akurat
TVP i Polskie Radio mają ją wypełniać? Przecież jak ktoś dostaje pieniądze z
odgórnego przydziału, to nie będzie się starać, żeby na nie zarobić.
Jeśli rzeczywiście istnieje jakaś misja
która jest nam tak
potrzebna (w co śmiem wątpić), to czemu nie
określić jej konkretnie i nie płacić za to (chociażby z abonamentu), tym,
którzy wypełnią ją najlepiej? Niech będą to określone zasady typu: Pokrycie
nadajnikami kraju w 90%
, Brak reklam w trakcie programu
i
zamówienia np. Program popularnonaukowy, 1h dziennie
, Bajka dla
dzieci od lat 3, 30 minut
i niech każdy może przedstawić taką ofertę. Może
okazałoby się, że Polsat wypadnie lepiej?
Rozumiem, że kiedyś telewizja państwowa finansowana z obowiązkowego (dla
posiadaczy odbiorników) abonamentu miała jakiś sens. Wtedy tylko państwo było
w stanie zbudować odpowiednią infrastrukturę, a potem trzeba było ją za coś
utrzymać. I wtedy, gdy była to jedyna telewizja w kraju, płacili za nią tylko
Ci, którzy z niej korzystali.
A teraz? Myślę, że abonament w obecnej postaci służy tylko i wyłącznie
sztucznemu umacnianiu TVP1, jednej z wielu telewizji. Uprzywilejowanej jedynie
ze względów historycznych. To za mało. Tak wydawane pieniądze muszą w dużej
części iść w błoto. Więc zgadzam się, że trzeba coś z tym zrobić... i
niekoniecznie jest to zwolnienie emerytów z płacenia abonamentu.
21 kwietnia 2008
21:06:47
|
kategorie:
zdrowie,
W czwartek, po drodze na Pingwinaria zahaczyłem
o zabrzański oddział ZUS. Na badanie na które zostałem wezwany. Właściwie to
chyba mogłem sobie to olać, bo jedyne czym mnie straszyli w wezwaniu, to
utrata pieniędzy, których i tak bym nie dostał (bo nie wysłałem im tego
L4
). Mimo to postanowiłem się tam zjawić. Po co mieszać, po co im
podpadać... i ciekawy byłem jak to wygląda.
Na siedzibach ZUS rzeczywiście nie oszczędza... ale w sumie miło być
obsługiwanym w ładnym i przyjemnym budynku (szkoda tylko że za nasze
pieniądze). Żonkę musiałem trzymać za rękę na drewnianym mostku
.
W końcu trafiliśmy pod właściwy pokój, pół godziny przed czasem. Przede mną
była w kolejce jedna osoba.
Lekarz przyjął mnie chwilę przed umówioną godziną. Najpierw
przesłuchał
: od kiedy mam problemy z kręgosłupem, jakie, co mnie teraz
boli, czy biorę jakieś leki, itp. Potem zbadał. Tak, wreszcie mnie jakiś
lekarz porządnie zbadał (ostatnio zdarzyło się to na konsultacji
u neurochirurga, jeszcze przed przyjazdem do szpitala). Zwolnienia nie
zakwestionował. Co więcej... stwierdził, że wyśle mnie do sanatorium.
Powinienem wkrótce dostać pocztą dalsze informacje.
Tymczasem, dzisiaj przyszedł list z Rept:
Informujemy, że został(a) Pan(i) zakwalifikowany(a) do rehabilitacji w GCR
Repty na oddział Rehabilitacji Schorzeń Narządu Ruchu 3 (nr tel.: ....).
Czas oczekiwania na przyjęcie wynosi ok. 7 - miesięcy. O dokładnym
terminie przyjęcia zostanie Pan(i) poinformowany(a) przez Ordynatora Oddziału.
Ciekawe jakie terminy mają ZUSowe sanatoria...
A pojutrze na kontrolę do szpitalnej poradni neurochirurgicznej. Jak będę
w bojowym nastroju, to może ich spytam, czemu oni nie wysłali mnie ani do
Rept, ani do innego sanatorium... Przecież to szpital powinien mi załatwić,
a nie lekarz orzecznik z ZUS i rehabilitant do którego wysłał mnie lekarz
rodzinny...
15 kwietnia 2008
21:08:51
|
kategorie:
film,
Właśnie oświeciły mnie komentarze na YouTube. Pszczółka Maja
nie była
produkcją ani polską (w co przestałem wierzyć już dawno temu), ani nawet
NRDowską (jak mi się do dzisiaj wydawało)... To po prostu japońskie anime.
Wikipedia potwierdza. Człowiek się uczy całe życie...
15 kwietnia 2008
14:10:49
|
kategorie:
książki,
zdrowie,
Wczoraj, po powrocie z południowego spacerku, znalazłem w skrzynce awizo na
dwa polecone. Trochę mnie to zaskoczyło, bo jedyna przesyłka, której się spodziewałem,
to nowa książka z Amazon.
Cokolwiek to było, to wczoraj już nie miałem szans odebrać.
Dzisiejszy spacerek więc zahaczył o pocztę. Rzeczywiście czekały tam na mnie dwa polecone.
Jeden ze szczecina, drugi od ZUSu. Pierwszy, jak już się domyśliłem
obserwując siwowego blipa, zawierał
Joggerowe długopisy (Hip-hip hurra!:-D), drugi wezwanie na badania
w celu zbadania zasadności L4 (i to tego, którego do ZUSu nie wysyłałem).
Wracając po spacerze do domu znalazłem w skrytce jeszcze jedno awizo (dla żony),
fakturę za telefon... i książkę! Ze wszystkimi stronami! Oczywiście zaraz doczytałem
wcześniej brakujący fragment. Warto było chociażby dla Appendix a: troubleshooting
,
całkiem zabawny ten załącznik. :-D
11 kwietnia 2008
11:37:56
|
kategorie:
imprezy,
jogger,
Dziś mój blog ma urodziny. Piąte (jest niewiele młodszy od całego
joggera)! :-)
Sto lat, sto lat, niech żyje blogasek nam! ;-)
10 kwietnia 2008
19:01:27
|
kategorie:
linux,
sprzęt,
Wczoraj przed wyjściem na spacer zauważyłem, że laptop coś za bardzo szumi
wiatrakami, ale że wychodziłem, to to zignorowałem. Po powrocie próbowałem pracować,
ale strasznie się mulił, a wentylatory wyją. No to zabijam Firefoksa (nie raz
się tak zamulił, po odwiedzeniu jakiejś flashowej strony). Dalej muli. Na topie
na pierwszym miejscu xfce4-battery-plugin
. Pewnie się zawiesił.
Restartuję panel – bez zmian. Wyłączam XFCE. Dalej wyje i muli... No to
wyłączam komputer i włączam ponownie.
Po uruchomieniu cisza i system szybko działa. No to super, problemu nie
ma. Pracuję dalej, ale po chwili, po uruchomieniu Xów i Firefoksa znów zawył
i zamulił. Wybijam co się da i load spada, ale sam top potrafi 15% CPU zużyć.
Najwyraźniej komp nie ma mocy
. Sprawdzam temperaturę, tam gdzie mogę,
wiec tylko w /proc/acpi/thermal_zone/THM/temperature. 45
stopni, a więc praktycznie zimno. A wentylator wyje. Rozglądam się dalej po
ACPI i w /proc/acpi/processor/CPU0/throttling mam: T6:
75%
. No tak, działa na 25% mocy i to przy zegarze przestawionym z 1.8GHz
na 1.2GHz.
Wygląda na to, że włączyły się wszelkie zabezpieczenia przed przegrzaniem.
Ale dlaczego, skoro komputer zimny, z tyłu dmucha też zimnym powietrzem.
W sofcie nic ostatnio nie ruszałem, więc to raczej problem sprzętowy. Nie
spodobało mi się – nie najlepszy czas na umieranie laptopa, jeśli
dopiero co władowaliśmy w niego 300zł na nową matrycę.
Jedyne na co mogłem liczyć to to, że płyta główna i procesor, łącznie
z czujnikami temperatury, są sprawne, tylko gdzieś ciepło nie jest odpowiednio
odprowadzane. Zadzwoniłem do żonki z pytaniem, czy nie może przypadkiem skądś
sprężonego powietrza załatwić. Obiecała spróbować. I przywiozła puszkę.
Czas na chwilę prawdy... otworzyłem obudowę, przedmuchałem zawartość, ze
szczególnym uwzględnieniem żeberek radiatora przy wentylatorka. Skręciłem,
uruchomiłem i cisza. Piętnaście minut później dalej cisza i wszystko działa
sprawnie. Odpaliłem burnP6, wentylatory się uruchomiły,
/proc/acpi/thermal_zone/THM/temperature sięgnęło 79, ale komputer
dalej działał pełną mocą. Wyłączyłem cpuburna i wszystko wróciło do normy,
wentylatory ucichły. A więc usterka usunięta. Ufff... :-)