Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Giercowanie – 4X

Parę miesięcy temu kumpel mnie namawiał na grę w Longturn – sieciową rozgrywkę Freeciv z długimi turami. Wcześniej unikałem gier, żeby się znowu nie wyłączać na całe godziny/dni/tygodnie, ale skoro to miała być jedna kolejka dziennie... to czemu by nie? Zapisałem się do LT6 i zacząłem grać. I sam Longturn rzeczywiście nie odcinał mnie za bardzo od świata żywych, gorzej z pomocniczymi grami z botami, gdy sobie przypominałem jak się w to gra... Ale w końcu sobie przypomniałem dość i tylko parę razy dziennie zaglądałem do gry. (Żona twierdzi, że siedzę prze tym cały czas, ale jej się tylko wydaje ;-)).

Parę miesięcy grałem w LT6, miałem w grze fajnych sojuszników. Przegraliśmy, ale i tak jestem z rozgrywki bardzo zadowolony. W trakcie LT6 zapisałem się też na LT7... które przegrałem dość szybko. Aktualnie trwa LT8. Na LT9, czy LTClassic3 się nie zapisuję... bo znalazłem inną zabawkę. :-)

Ta inna zabawka to Outer Space. Znalazłem, jak większość gier, na Linux Game Tome. Tak jak Longturn jest to długotrwała gra turowa, jednak w przeciwieństwie do Freeciv, Outer Space został do takiego grania stworzony (w LT reguły Freeciva zostały niby dostosowane, ale dalej widać, że gra została stworzona do szybszych rozgrywek). Poza tym Outer Space też wygląda na zupełnie inną grę: podbój wektorowej galaktyki, a nie świata podzielonego na pola. Jednak i Freeciv (klon słynnej Civilization) i Outer Space (czerpiący raczej z Master of Orion) to gry 4x: eXplore, eXpand, eXploit and eXterminate i podczas gry czuje się to podobieństwo.

Możliwe, że Outer Space to gra jak wiele innych typu podbij galaktykę, zaczynając od Master of Orion. Sam jednak grałem tylko w MoO i to tak dawno, że pamiętam tylko, że bardzo mi się podobało i były w tym jakieś gwiazdy... Tydzień temu zacząłem grę w galaktyce Garis i chyba mnie wciągnęło. Właściwie to mi mało i założyłem sobie też konto w Inera, galaktyce która właśnie startuje. Jeszcze zanim Garis wystartowała zapisałem się do 15-dniowej Argo, ale tamtejsi gracze szybko mi uzmysłowili, że to nie ma sensu (startując tak późno byłbym daleko w tyle). A do Inera może jeszcze ktoś znajomy się skusi?

No i na koniec przyznaje się bez bicia, że przez to granie zaniedbuję trochę swoje projekty: CJC, PyXMPP, jggtrans i trochę PLD... ale cóż, jak nie grałem, to zaniedbywałem tak samo – np. oglądając gołe panienki w sieci... to chyba rozwijające gierki lepsze... ;-)

8 komentarzy do wpisu „ Giercowanie – 4X”


Sobota z córką

Żona pojechała sprzedawać pingwiny do Krakowa. Więc ja zostałem sam z Krysią i musiałem sam zadbać o rozrywki dla dziecka...

Jakiś czas temu odkryłem, że przejeżdżając niecałe 3km od domu, przez niezbyt ruchliwą okolice, wyjeżdża się właściwie za miasto. Co więcej, przez pola biegnie tam szlak rowerowy. Wcześniej myśleliśmy, że bez bagażnika rowerowego do samochodu, to Krysi na żadną fajną rowerową wycieczkę nie zabierzemy, bo co to za atrakcja jazda po mieście? A jednak.

Dziś więc postanowiłem wypróbować trasę z Krysią (tydzień temu sam się tamtędy przejechałem: do Łan Wielkich i z powrotem). Zapakowałem jakieś picie do torby, założyliśmy kaski, wyciągnąłem rowerki i pojechaliśmy. Najpierw pod Żabkę po coś słodkiego na drogę, a potem w nieznane (przynajmniej dla Krysi).

Na tym kawałku nie było wyznaczonych ścieżek rowerowych a i chodników czasem brakowało, musiałem więc miejscami jechać z pięciolatką po jezdni. Nawet szybko załapała, że należy jeździć prawą stroną i ładnie się krawędzi jezdni trzymała. Jechała przede mną, więc mogłem ją pilnować i nie narzucałem swojego tempa. Gdy wyjechaliśmy na polną drogę dawałem jej większą swobodę, ale dalej grzecznie się trzymała prawej strony.

Krysia dzielnie pedałowała. Dopiero przed Kozłowem (jakieś 6km od domu) zaczęła coś wspominać o zmęczeniu. Dojechaliśmy do zabudowań. Tam była ławeczka, jakaś kapliczka i nawet jakiś wóz-cukiernia (niestety zamknięta). Ale to nic. Najlepsza atrakcja była po drugiej stronie ulicy: kucyki. Ktoś na ogródku miał hodowlę kuców. Kilka dużych i ze trzy źrebaczki! Śliczne, szkoda, że nie wzięliśmy aparatu...

Obejrzeliśmy koniki, zjedliśmy batoniki wypiliśmy soczek/wodę i postanowiliśmy wracać. Widać było, że Krysia już trochę zmęczona i troszkę zaczynała marudzić. Zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę po drodze na trawce, pobawiliśmy się zielskiem i jechaliśmy dalej. Nagle widzę znajomą twarz... mówię cześć, słyszę odpowiedź cześć i znajoma twarz jedzie dalej... no cóż, widać znowu mi się pomyliło (zawsze miałem problemy z rozpoznawaniem twarzy)... ale jednak... Ciotka się zorientowała i zawróciła. Tak jak mi się wydawało, to była matka chrzestna Krysi. Okazało się, że właśnie wybrała się na rowerową wycieczkę ze swoim innym chrześniakiem, Olkiem. I właściwie, to powinni też już wracać, więc wracaliśmy razem. W Krysię nagle wstąpiły nowe siły – już nie była zmęczona, ale dzielnie goniła Olka (parę lat od niej starszego). Prędkość nam się z 7 km/h zwiększyła do 11. :-)

Odprowadziliśmy ciotkę prawie pod jej blok i już spokojnie wróciliśmy do domku. Tam zrobiłem (odgrzałem) obiadek, nawet dwudaniowy. Potem zdychałem (jakoś mnie to wszystko zmęczyło, a do tego strasznie rozbolała mnie głowa), a dziecko nawet bardzo mnie nie męczyło.

Jeden spacer dziennie to oczywiście dla Krysi za mało, po Teleekspresie trzeba było zapewnić inne atrakcje. Skorzystałem z tego, że w ten Weekend w Gliwicach jest Grająca Starówka i zabrałem małą do miasta. Jak tam dotarliśmy, to się jeszcze nic nie zaczęło, więc na początku obejrzeliśmy tylko wszystkie sceny. W końcu zatrzymaliśmy się pod sceną rockową, gdzie zaczynał się pierwszy koncert. Po dwóch piosenkach Krysia stwierdziła, że trochę za głośno grają (rzeczywiście chyba lekko przesadzili tam z nagłośnieniem). Przeszliśmy na scenę Jazzową. Tam była zupełnie inna muzyka, a przede wszystkim cichsza. Krysia stwierdziła, że jej się podoba. Zostalibyśmy może dłużej, gdyby nie okazało się, że to dopiero próba techniczna i właściwie na razie nic więcej tam nie było.

Trafiliśmy na scenę Teatru Muzycznego. Tam odbywało się małe przedstawienie przeplatane piosenkami, głównie (a może tylko?) Czesława Niemena. Jeśli te młode piosenkarki to aktorki Teatru Muzycznego, to może czas się trochę odchamić ;-)? Postaliśmy tam i posłuchaliśmy z 45 minut i Krysia stwierdziła, że chce do domu. Ja bym mógł na tej Grającej Starówce i do końca siedzieć, ale cóż... czas wracać.

Krysia zjadła kolację, obejrzała bajkę na DVD (bo na dobranockę się spóźniliśmy) i zaraz idzie spać. Żonka już też zdążyła wrócić. Dzień można uznać za udany. :-)

5 komentarzy do wpisu „Sobota z córką”


Nauka czytania

Żonka uczy Krysię czytać:

– To co tu jest napisane?
– ly... e... wu...
– Czyli co?
– Nie wiem.
– No... l... e... w. No jakieś zwierzątko, jest tu gdzieś na obrazku...
– Lew?
– Tak!
– :-D
– A tu co jest napisane? Jaka to literka?
Te
– a ta?
igrek
...
– Czyli? T... y... g... r... y... s...
– Lew?

Ta nauka chyba jeszcze trochę potrwa... ;-)

7 komentarzy do wpisu „ Nauka czytania”