Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Krzyk rozpaczy

Czy to normalne, że rodzice reagują śmiechem na rozpaczliwy krzyk dziecka: Ratunku!?

Zaznaczam, że chodzi o sytuację, gdy dziecko nie może wybrać poziomu trudności i piosenki w StepManii, bo coś się w macie zacięło...

4 komentarze do wpisu „ Krzyk rozpaczy”


Podaj dalej

Z pewnymi wątpliwościami, ale jednak wezmę udział w tym łańcuszku, skoro taka sympatyczna dziewczyna mi to zaproponowała... ;-) Ale tylko raz!

Zasady są proste: trzeba napisać pięć mało znanych rzeczy o sobie i wytypować pięciu kolejnych blogerów do zabawy.

  1. Nie znoszę pomidorów i wszystkiego co jest z pomidorów. Zdarzyło się, że kiedyś, będąc strasznie głodny, wydałem ostatnie pieniądze na zapiekankę... i zapomniałem wspomnieć, że ma być bez keczupu... i podarowałem ją przypadkowemu, najwyraźniej też głodnemu, przechodniowi. Dla mnie była już niejadalna.
  2. W podstawówce na "Informatyce" dostałem szóstkę, między innymi, za grę wędkarz, nauczycielce bardzo się podobało łowienie ryb. ;-) Jeszcze chyba tylko jedna osoba poza mną, na tych lekcjach robiła coś innego niż granie lub puszczanie Metaliki na magnetofonie do Atarynki...
  3. Na świątecznej imprezie w przedszkolu (w zerówce dokładniej) byłem jednego dnia przebrany za pajacyka i za bałwana. Gdybym był cały czas bałwanem (nie jestem?... ;-)), to bym się chyba upiekł.
  4. Kiedyś, na wakacjach u rodziny na wsi, wybuchła niezła awantura, gdy dorośli odkryli, że robiliśmy zawody kto wyżej rzucając jajkami w ścianę kurnika.
  5. Nie lubiłem jeździć na kolonie. Jak większość dzieci lubiła, bo tam mieli wreszcie swobodę, to ja się czułem strasznie skrępowany przez tych wychowawców i panujące tam zasady (a zasad się z reguły wszelkich trzymałem). No cóż, rodzice nie trzymali mnie zbyt krótko...

Do kolejnej rundy przechodzą:

  1. agusia
  2. ajot
  3. da.killa
  4. ika
  5. medra

Jak ktoś nie ma ochoty na tę zabawę, rozumiem... ale ciekawy jestem tych dwudziestu pięciu rzeczy... ;-)

13 komentarzy do wpisu „ Podaj dalej”


Po kolejnym koncercie, 11 lat młodszy :-)

Od jakiegoś czasu miałem ochotę wybrać się na jakiś koncert. Niestety ciężko było coś ciekawego w okolicy znaleźć. Zobaczyłem, że w wiatraku 23-go lutego ma grać Artrosis. Nazwa kompletnie mi nic nie mówiła, ale że Last.fm twierdziło, że to coś podobnego do Closterkellera, to uznałem, że można spróbować. Tydzień temu jeszcze ściągnąłem dwie ich piosenki, żeby upewnić się, że to nie jakaś kaszana. Stwierdziłem że ujdzie, a to wystarczyło, żeby na koncert sie dalej wybierać. Tak bardzo się wybierałem, że na miejscu byłem trochę za wcześnie. Dzień wcześniej. Coś mi się pomieszało i ubzdurałem sobie, że koncert jest w czwartek. ;-)

Po tej wpadce zacząłem mieć wątpliwości, czy chcę na ten koncert. Ale uznałem, że jak nie pójdę, to będę żałował, że nie wykorzystałem okazji, żeby się zabawić. Więc wczoraj znowu pojechałem i tym razem trafiłem na koncert.

Przed Artrosis grały dwa inne zespoły. I już pierwszy, Landscape Of Souls zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Taki mroczny metal. Tekstów w ogóle nie dało się zrozumieć, ale za to klimacik był fajny. Drugim zespołem był Lilith, grali znacznie łagodniej, wokalistka trochę przypominała mi trochę Korę z wczesnego Manaamu, ale klimat rzeczywiście nieco bardziej gotycki. Podobało mi się, mogli by pograć trochę dłużej... ale w końcu jeszcze miała zagrać gwiazda wieczoru.

W końcu przyszedł czas i na Artrosis. Rzeczywiście grali podobnie do Closterkellera. Wokalistka niezwykle sympatyczna, zespół miał świetny kontakt z publicznością. A muzyka, gdy już się wczułem w klimat, super. Grali dłużej niż poprzednicy, ale mnie i tak było mało...

Oprócz muzyki na koncercie było coś jeszcze. Pewna śliczna blondyna chyba mnie podrywała... albo to mi się tylko ubzdurało... w każdym razie było bardzo miło. :-) Poczułem się jakieś jedenaście lat młodszy... to wtedy prawie z każdego koncertu wychodziłem z jakąś fajną dziewczyną...

8 komentarzy do wpisu „ Po kolejnym koncercie, 11 lat młodszy :-)”


Amerykanie są śmieszni c.d.

W Ameryce kolejny skandal. Szkolni bibliotekarze z różnych części USA nie chcą w swoich bibliotekach książki dla dzieci The Higher Power of Lucky Susan Patron, nagrodzonej prestiżową nagrodą. Protestują też rodzice. A wszystko dlatego, że w książce tej pojawia się słowo moszna (jako miejsce w które wąż ugryzł psa)...

Widać, do pewnego wieku, pewne części ciała po prostu nie istnieją, a przynajmniej nie mają nazw... ;-)

10 komentarzy do wpisu „ Amerykanie są śmieszni c.d.”


Zły piesek, zły!

Żonka potrzebowała dzisiaj do czegoś jednego ze zdjęć, jakie trzyma na laptopie. Okazało się, że zdjęcia nie ma... ani tego, ani setki innych... w katalogu w którym kiedyś były zdjęcia teraz były tylko numerowane katalogi i puste pliki, wszystkie z walentykową datą... Niedobrze.

Oczywiście zostałem wezwany do wyjaśnienia sprawy i naprawienia szkód. Wyglądało to dość zagadkowo. Najpierw odmontowałem /home i zapuściłem fsck. Nic podejrzanego nie znalazł. Dalej jedyną wskazówką była dla mnie data i godzina utworzenia tych dziwnych plików... Zajrzałem do /var/log/syslog... nic szczególnego w tym czasie tam nie było widać.

Zacząłem sobie przypominać, co tam ostatnio na laptopie mieszałem. Instalowałem Beagle'a. Chciałem żonce zrobić dobrze i dać jej narzędzie, które pozwoli połapać się w tych jej wszystkich plikach, z których większość (w szczególności zdjęcia) lądowały w magicznym katalogu 1 w jej $HOME. Teraz w tym katalogu były tylko dziwne cyferki...

Podkatalogi i pliki w ~/.beagle miały czasy modyfikacji 14 lutego lub późniejsze, czyli ciepło. Ale trudno mi było sobie wyobrazić jak narzędzie do indeksowania i przeszukiwania plików mogło kasować pliki... Postanowiłem obadać, czy przypadkiem ktoś tam czegoś głupiego nie robił w tym czasie na konsoli. vim ~/.history, tam /beagle i ukazały mi się moje rozpaczliwe próby doprowadzenia Beagle'a do działania: nie chciał mi indeksować plików, więc próbowałem go do tego zmusić różnymi poleceniami beagle-* (a chodziło, zdaje się, o brak biblioteki sqlite3, czy czegoś takiego). Od razu wydało mi się podejrzane jedno z poleceń: beagle-exercise-file-system – zawartość katalogu 1 wyglądała na wynik jakiegoś ćwiczenia...

Google potwierdziło, co podejrzewałem: beagle-exercise-file-system tworzy katalog 1 z numerkami w środku, który można bezpiecznie usunąć. No tak, po fakcie już można... Sprawdziłem jeszcze, czy ja byłem aż taki głupi, czy to narzędzie nie ostrzega o destrukcyjnym działaniu. Rzeczywiście nie ostrzega. Jeśli przed jego uruchomieniem katalog 1 istniał, to go po prostu usuwa. Poza tym tylko bzyka chwilę dyskiem i wypluwa niewiny komunikat Created X files across Y directories... Twórca tego genialnego narzędzia powinien chyba zginąć w ciężkich męczarniach...

Na szczęście mamy backup, z 30 stycznia, który nawet zadziałał, a więc bezpowrotnie utracone zostały tylko pliki z dwóch tygodni, zdaje się, że w tym czasie dużo nie było tam wrzucane. A twórcom Beagle'a zgłosiłem już bug reporta. Mam nadzieję, że potraktują to poważnie, a nie zjadą mnie, że odpalam coś, czego nie powinienem...

7 komentarzy do wpisu „ Zły piesek, zły!”


Uffff... działa

Okazało się, że wystarczyło: ifdown eth1; ifup eth1. Widać znowu zgłupiała moja super sieciówka na USB... albo switch do którego jest podłączona.

A niedziałanie DNSu, a co za tym idzie i mojego joggera, wynikało z mojej własnej głupoty. W rekordzie SOA miałem bzdurne czasy wpisane i zgodnie z tymi wytycznymi zapasowe serwery DNS zapominały o jajcu.net najpóźniej w godzinę po padzie mojego serwerka. Widać kiedyś chciałem wymusić szybsze odświeżanie strefy, a nie chciało mi się do dokumentacji zaglądać który numerek co oznacza. Zmniejszyłem tymczasowo prawie wszystkie... i tak już zostało. Teraz ustawiłem expire na trzy tygodnie i wreszcie zapasowe serwery nazw powinny spełniać swoją rolę jak należy.

Dodaj komentarz do wpisu „ Uffff... działa”



[szpieg] Jesteście obserwowani...