Optymista ze mnie...
Założyłem uchwyt na narty na bagażnik dachowy Mulastego... mimo, że chwile później pojechaliśmy na spacerek... na rowerach...
Założyłem uchwyt na narty na bagażnik dachowy Mulastego... mimo, że chwile później pojechaliśmy na spacerek... na rowerach...
Żona przytargała do domu nową zabawkę, jakiś antyk
marki Łucznik.
Nawet w sieci jakąś instrukcję do tego udało się znaleźć. A teraz żonka wyżywa
się na moich skarpetka... Czy ma ktoś tak ślicznie pocerowane skarpetki,
maszynowo, białą i czerwoną nitką? ;-)
Poza tym: dzisiaj Mulasty czwarty raz w tym tygodniu był u mechanika
(najpierw wymiana akumulatora, potem diagnoza niejeżdżenia na gaz, potem
wymiana przełącznika gaz/benzyna, a dzisiaj jeszcze coś przy termostacie
powietrza
(nie wiedziałem nawet, że coś takiego jest w samochodzie).
W międzyczasie dostał mu się jeszcze bagażnik dachowy, który dzisiaj został
wypróbowany na choince. Żona jadąc po zabawkę stwierdziła, że autko jakby
zmartwychwstało.
Wracając do choinki... choinkę, jak zwykle, kupiłem większą niż rozsądek by nakazywał, a dziewczyny, jak zwykle, ślicznie ją udekorowały. Jakiś czas po postawieniu choinki miałem okazję się przekonać, że czasem nawet mam refleks. Siedzę sobie przy komputerze, aż coś podejrzanego się dzieje... wyciągnąłem rękę... i zdołałem złapać choinkę, zanim całkiem się wywróciła. Tylko jedna bombka się zbiła i to, na szczęście, nie ta z pingwinem.
Wyrzuciłem z joggerowej drużyny Nerd Quiz wszystkich, którzy od dawna nie grali. Tak, żeby pozostała "żywa" rywalizacja. W praktyce oznacza to, że zostali tylko ci, co zagrali w tym miesiącu. Oczywiście każdy Joggerowicz, który ma ochotę grać jest w drużynie mile widziany. Także ci, którzy właśnie wylecieli. Wystarczy odezwać się do mnie, albo innego członka drużyny.
Znalezione na genialnym boli-blogu:
Wpis chciałem napisać wczoraj, po powrocie z zakupów, ale jakoś nie wyszło. Ostatnie różne Joggerowe wspominki sprzed 25 lat znowu mi o tym przypomniały.
Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś je nazywał Gliwickimi Preclami
, czy
traktował jako lokalną tradycję, ale dla mnie tym właśnie są. Kraków ma
obwarzanki krakowskie
tyle, że można je kupić w każdym większym
mieście. A takich precli jak u nas, sprzedawanych z ulicy, nie widziałem chyba
w żadnym innym mieście. A tu były od zawsze.
Gdy byłem dzieckiem i gdy mama zabierała mnie do miasta (czyt. do centrum) na zakupy, jeszcze tramwajem nr 2, z Pszczyńskiej, to obowiązkowo musiała kupić precla pod arkadami na rynku. Tramwaju nr 2 już nie ma, ani śladu po jego torach, nie ma już neonowego Parysa strzelającego z neonowego łuku do neonowych literek, nie ma już tańczących neonowych Gracji z parasolkami (to były dla mnie wtedy symbole gliwickiego centrum)... ale precle zostały, tak jak Neptun na rynku.
Przez lata, wracając ze studiów, prawie codziennie kupowałem sobie precla, pod tymi samymi arkadami, na rynku. Teraz, gdy idę przez centrum, to też sobie nie żałuję. A jak jesteśmy tam z córką, to czasem jej kupujemy ten smakołyk, tak jak mnie kupowała moja mama.
Gliwickie precle były też powodem niejednej dyskusji... bo są dwie
wytwórnie i dwa podstawowe rodzaje precli. I które są lepsze, gumiaste
(obecnie sprzedawana w plastikowych żółtych budkach), czy te drugie
(sprzedawane z tradycyjnych drewniano-szklanych wózków)? Dla mnie –
gumiaste
. Trochę szczęka przy nich boli, ale ich konsystencja i smak,
to jest właśnie to. Ale już żonka, nie wiedzieć czemu, woli te drugie...
Oprócz tego, że można wybierać spośród gumiastych
i
niegumiastych
, to są one jeszcze posypane różnymi dodatkami do
wyboru: mak, sezam, sól. A Ty, jakiego precla wybierzesz?
Udało mi się wejść do pierwszej trzydziestki w klasyfikacji 50-dniowej
Nerd Quizu :-D. 23.
pozycja, dużo więcej już raczej nie będzie (najlepszy wymiatacz ma współczynnik
0.9795, nie do osiągnięcia dla mnie), ale i tak się cieszę.
W drużynie Joggera bez zmian, ciągle na pierwszej pozycji... to pewnie
dlatego, że poza mną mało kto gra. Ale to dobrze, patrząc na wyniki drużynowe
mogę się dowartościowywać. ;-)
Jesteście obserwowani...