30 sierpnia 2006
20:19:12
|
kategorie:
praca,
programowanie,
Dotychczas takie rzeczy spotykałem właściwie tylko na The Daily WTF,
jako fajne ciekawostki. Sam raczej unikałem grzebania w cudzym kodzie, najwyżej
zastanawiałem się jakie WTF przeżywają ci co przejmują lub kiedyś przejmą mój kod. ;-)
W obecnej robocie robię pewien system, w którym jako interfejs użytkownika
służy aplikacja webowa w Javie zbudowana na Strutsie. Do niedawna nawet mnie specjalnie
nie interesowało w jakiej to technologii i co to ten Struts. Ważne, że byłem
w stanie to uruchomić w swoim systemie i robiło to co trzeba – tworzyło różne pliki
i uruchamiało różne skrypty. Jednak ostatnio wyszło parę drobiazgów, które
należałby jak najszybciej naprawić.
Niestety Javowiec zajmujący się tą częścią kodu jest niedysponowany
(zdaje się, że się żeni) i nie dał rady tego zrobić, ani w najbliższym czasie
nie zrobi. Sprawa zrobiła się pilna, więc sam się za to zabrałem –
w sumie dobrze wiedzieć co w systemie siedzi. Najpierw poczytałem co to ten
Struts i gdzie mam szukać odpowiedniego kodu, potem zabrałem się za
poprawki...
Pierwsza rzecz banalna: zrobić stronę z komunikatem. Właściwie statyczną.
Znalazłem szablon wyświetlający coś podobnego. Skopiowałem. W środku znalazłem
miejsce na nagłówek i treść. Wypełniłem. Uruchomiłem aplikację... i treść jest,
bardzo brzydko ułożona (brak marginesów), ale jest. Nagłówka brak. Zaglądam do
źródła strony... kod paskudny, ale nagłówek jest. Zaglądam do CSS, a tam coś
takiego:
#titleBox p {
background #FFFFFF;
....
color: white;
}
No i miałem problem... co się stanie, jak zmienię kolor nagłówków na czarny...
Nie było źle... okazało się, że w całym interfejsie było dużo więcej opisów
niż wcześniej było widać, wyjaśniła się kwestia wolnej przestrzeni we
wszystkich formularzach. Ale oczywiście layout się popsuł, trudno to nawet było
wyjaśnić tą drobną zmianą koloru, ale poprawić było trzeba. No to podłubałem
jeszcze trochę w tym CSS i jest ok... ufff..
Potem chciałem dodać jeszcze parę komunikatów, w szczególność w przypadku
niepowodzenia pewnego skryptu... Zajrzałem do kodu a tam nie jest sprawdzany
kod wyjścia _żadnego_ polecenia. A ja za cholerę nie wiem jak to ładnie w tym
Strutsie obsłużyć. Na razie poszedłem na łatwiznę i wszystkie niepowodzenia
przekierowuję na statyczną stronę z Operation failed
. Przy okazji wyszła
kupa innych problemów... tym razem to już chyba tylko Javę można za to skląć,
ech...
Update: Zacząłem czytać dzisiejszy The Daily WTF i poprawiłem tytuł wpisu :-)
20 sierpnia 2006
21:44:09
|
kategorie:
konie,
wypoczynek,
Dzisiaj, jak co tydzień, pojechaliśmy do Szałszy na konie. Tym razem bez
dziecka, a więc mogłem i ja się załapać na jazdę. Dostała mi się Bestia,
koń w sam raz dla początkującego. Co najlepsze, to tym razem trafił mi się
prawdziwy trening pod okiem instruktora (chociaż wciąż z naciskiem na
rekreację), zamiast masz konia i jedź
.
Niestety instruktor nadal ma lepsze zdanie na temat moich umiejętności niż
ja i nalegał, żebym zagalopował. Zignorowałem tę prośbę, ale poza tym
słuchałem wszystkich poleceń (wykonanie ich zależało już nie tylko ode mnie –
koń miał czasem swoje zdanie ;-)). Posłuchałem też jak powiedział
teraz chwilkę ćwiczebnym
. Gdy krzyknął i Bestia galopem naprzód
marsz
to już koń posłuchał, a mnie pozostało zatrzymać go
;-). Z drugiej strony, nie wykluczone, że w galopie bym sobie
spokojnie poradził. Po prostu dzisiaj nie miałem ochoty tego sprawdzać.
Po prawie godzinnej jeździe, większość czasu kłusem, zszedłem przyjemnie
zmęczony, ale nawet nie obolały (bardziej obolały byłem wcześniej, po czyszczeniu
Bestii). Ale boleć mnie jeszcze będzie... pojutrze.
20 sierpnia 2006
21:32:08
|
kategorie:
imprezy,
muzyka,
No to byliśmy wczoraj na koncercie tych czterech Pepiczków z Pragi
, jak
sami siebie nazwali. Było świetnie.
Ich ubiory z czasów prawdziwych Beatlesów
wprowadzały właściwą atmosferę jak tylko pojawili się na scenie. Historyczny sprzęt
(gitary, wzmacniacze lampowe) dawał to właściwe, charakterystyczne brzmienie.
Wykonane przez nich piosenki nie odbiegały bardzo od oryginałów. Do tego
niesamowite poczucie humoru lidera zespołu (całkiem dobrze mówiącego po
polsku). To wszystko gwarantowało wspaniałą zabawę.
Żonka stwierdziła, że czuła się jakby
była na koncercie prawdziwych Beatlesów. Polecam!
20 sierpnia 2006
21:22:34
|
kategorie:
pierdoły,
Taki teścik (która religia jest dla Ciebie)...
You scored as atheism.
You are... an atheist, though you probably already knew this. Also, you
probably have several people praying daily for your soul. Instead of simply
being "nonreligious," atheists strongly believe in the lack of existence of a
higher being, or God.
- atheism
- 79%
- Satanism
- 58
- Buddhism
- 58
- Paganism
- 54
- agnosticism
- 54
- Christianity
- 29
- Judaism
- 17
- Islam
- 17
- Hinduism
- 0
19 sierpnia 2006
11:33:02
|
kategorie:
seks,
w sieci,
Natrafiłem w sieci na świetny film (właściwie odcinek jakiejś serii),
wyśmiewający stereotypy tradycyjnej rodziny
i, myślę, dający trochę do
myślenia na ten temat. Żadna polska telewizja tego raczej nie puści,
szczególnie o jakiejś sensownej porze (przed 2:00 w nocy), więc macie tutaj:
Penn and
Teller: Bullshit! Family Values.
19 sierpnia 2006
11:08:11
|
kategorie:
jedzenie,
rodzinka,
Po powrocie z urlopu wybraliśmy się na jakieś zakupy, w końcu coś jeść
w domu trzeba. Żonka wypatrzyła sałatkę pikantną z ogórków. Oczywiście sałatka
zaraz wpadła do koszyka, bo zwykle tylko łagodne były. Żonka, co prawda, zbyt
pikantnych nie lubi, ale widać była gotowa się dla męża poświęcić...
To było przedwczoraj. Od tamtego czasu zdążyliśmy sałatką otworzyć
i stwierdzić, że wcale nie jest taka pikantna. Dzisiaj przy śniadaniu znowu
trochę pomarudziliśmy na ten temat, a ja z ciekawości zerknąłem na etykietę...
Sałatka piknikowa o smaku łagodnym
. A oboje się wkurzamy
na userów, że nie czytają co się do nich pisze... ;-)