Urlop! :-D

Dzisiaj o 16:00 wyszedłem z pracy i do szesnastego sierpnia nie mam
zamiaru tam wracać. Wreszcie urlop, normalny, ponaddwutygodniowy,
wakacyjny urlop. Ostatnio taki urlop miałem dwa lata temu, ale mam
nadzieję, że tym razem będzie znacznie bardziej udany
(tamten niestety okazał się klapą).

Jutro wstaję jak codzień, o 7:00, ale zamiast iść do pracy jadę do da.killi na zlot linux@chat.chrome.pl.
Stamtąd w niedzielę do Pogorzelicy, gdzie już będzie na mnie czekać rodzinka
(i teściowie…). Mam nadzieję sobie tam dobrze powypoczywać, ale laptopa
oczywiście biorę. ;-)

Znowu cięty…

Jakieś półtora tygodnia temu zauważyłem, że na ramieniu robi mi się mały
bąbelek. Uznałem, że mnie coś ugryzło, akurat w jedno z wielu moich znamion.
Jednak bąbelek nie znikał i zaczynał swędzieć. A wokół straszą czerniakiem,
niedawno czytałem jakiś artykuł na ten temat, w którym radzili z wszelkimi
takimi zmianami udać się do lekarza. No to tydzień temu wybrałem się do
dermatologa. Wbrew temu co się o publicznej służbie zdrowia słyszy, nie trzeba
było czekać na jakieś odległe terminy, wystarczyło pójść do przychodni
i odczekać w kolejce niecałą godzinkę. Pani doktor spojrzała na bąbelek i
od razu zabrała się za wypisywanie recepty na maść z antybiotykiem
i skierowania do chirurga – Skoro znamię jest w stanie zapalnym, to
lepiej będzie je kiedyś usunąć
.

Ja nie lubię z takimi rzeczami czekać, więc już w poniedziałek zadzwoniłem
do poradni chirurgicznej, czy się załapię na zabieg przed wyjazdem (pod koniec
przyszłego tygodnia). Pani wydała się zaskoczona sugestią, że miałbym tam na
coś czekać, więc tylko dokończyłem co aktualnie robiłem i pojechałem do
poradni. Tam znowu musiałem trochę poczekać, w końcu chirurg mnie przyjął. Gdy
mu pokazałem z czym przychodzę, to najpierw stwierdził to nie znamię!,
potem, że nie warto tego usuwać. No to miałem dwie sprzeczne opinie lekarzy…
Nie dałem za wygraną i doktor zaprosił mnie na zabieg w czwartek (dzisiaj).

Miałem przyjść gdzieś w okolicach 11:00-12:00, to przyszedłem. Pani
w recepcji była trochę zaskoczona. Gdy powiedziałem, że jestem umówiony,
dowiedziałem się, że powinienem jeszcze się zarejestrować, bo tak to nie
dobrze… ale poprosiła mnie, żebym poczekał przed gabinetem. Chwilę później
wchodziłem do środka, pani poprosiła, żebym się położył i zaczęła szykować
wszystko do zabiegu. Chwilę potem pojawił się lekarz. Znieczulił, wyciął co
trzeba, zaszył, potem założyli mi opatrunek. Wielki opatrunek (spodziewałem
się raczej małego plasterka). Za tydzień mam się zgłosić do kontroli.

Cały zabieg był całkiem relaksujący… zamiast siedzieć w pracy
i wysilać mózgownicę mogłem sobie po prostu poleżeć na stole i się opierdalać
przez chwilę ;-). Bo wszystko to było w godzinach pracy –
publiczna służba zdrowia nie jest pod tym względem zbyt elastyczna. Pierwsze
dwie wizyty u lekarza odrobiłem siedząc dłużej w robocie. Dzisiejszej już nie,
bo szef stwierdził, że nie trzeba – więc to był czysty relaks.
;-D

Skleroza…

Poszedłem dzisiaj do apteki po gumki, bo ostatnio już ciężko w domu
było… Kupiłem dwa opakowania, bo tylko małe były (po 3 sztuki). I tak sobie
myślę: Dwie paczki to mogą nam na tydzień nie starczyć. Hmmm… takie
zużycie to chyba niezły wynik 5 lat po ślubie… 6 lat po ślubie… kurde,
15-go minęło 6 lat!
. No właśnie, w sobotę mieliśmy rocznicę, a ja zupełnie
o niej zapomniałem, zapewnie sprawiając żonce przykrość. I nie wiem co żonkę
tak rozbawiło, jak się teraz do tego przyznałem… ;-)

Wreszcie działa?

Mam nadzieję, że tym razem nie zapeszę…

Po ostatnim wpisie tutaj na temat karty TV dałem sobie spokój z próbami
w moim komputerze. Za to zabrałem kartę do pracy. Tam zadziałała bez problemu.
Nie dość, że nie powodowała padu systemu, to jeszcze jakość nagrania była dużo
lepsza (brak zakłóceń w postaci białych pasków). Pomyślałem, że w ten sposób
będę mógł przynajmniej w pracy zgrać z kamery to co wcześniej sobie na taśmę
nagram… jednak na myśleniu się skończyło. Najpierw urwałem tacie jedną taśmę
(z tych które mi dał do przegrania), a potem odkryłem, że kamera w swoim
łakomstwie pożarła by każdą taśmę jaką do niej wsadzić. Więc eksperymenty
z przegrywaniem kaset zakończyłem na tej jednej urwanej i dwóch wymiętych
taśmach…

Poleżała więc kamera u mnie w pracy przez tydzień, aż postanowiłem znowu
spróbować w domu. Tym razem plan był taki: skoro problemem jest najwyraźniej
równoczesna transmisja DMA z karty TV i na dysk (lub z dysku), to może zmiana
kontrolera SCSI coś pomoże. Wygooglane materiały sugerowały, że to raczej
będzie problem płyty… jednak na temat problemów z DMA akurat tego modelu
płyty głównej w sieci nic nie było. Tak się składa, że miałem drugi kontroler
SCSI (wolniejszy, bo tylko Ultra-II zamiast Ultra-160, ale do jednego dysku
starczy) w tropku.

Dzisiaj znalazłem chwilkę, żeby przeprowadzić tę operację. Wyłączyłem
tropka (odcinając się od sieci – z tego powodu musiałem to zrobić, gdy
żonki nie ma w domu) i przełożyłem jego kontroler (Symbios 53c895) do
dużego. Włożyłem kartę TV, podłączyłem kamerę, uruchomiłem komputer,
zacząłem nagrywać. Po chwili sprawdziłem nagranie – brak
charakterystycznych zakłóceń jakie się pojawiały przy drugim kontrolerze
(Adaptec ASC 19160). Zostawiłem nagrywanie na dłużej i ciągle nic się nie
psuło. Tym razem to chyba rzeczywiście sukces! :-)

Po pierwszych testach karty pozostało tylko ponownie uruchomić tropka.
Oczywiście nie było to takie proste. Najpierw w ogóle się nie uruchamiał. Po
poprawieniu kabelków uruchomił się, ale nie zabootował. Po podpięciu do
monitora okazało się, że pamięć CMOS mu się skasowała (i głupi BIOS
stwierdził, że procesor się zmienił). A do tego wszystkiego, z nowym
kontrolerem mu się znowu klapka nie domyka… Na szczęście w końcu udało się
go odpalić i nie jestem odcięty od świata.

No to już wiem, że karta TV na chipsecie Bt878 i kontroler SCSI Ataptec
19160 wpięte razem do płyty Asus A8N-E to kiepski zestaw i po prostu nie
działa. Ten problem rozwiązany. Pozostaje wymyślić co zrobić, żeby kamera nie
pożerała taśmy… a właściwie, to czy ja w ogóle potrzebuję nagrywać na VHS?

Profesorek Fizzwizzle

Wczoraj natrafiłem na tę gierkę na The Linux Game Tome. Już na
screenshotach Professor
Fizzwizzle
bardzo mi się spodobał, więc ściągnąłem demo. Niestety gra
zawisła po uruchomieniu i było już za późno, żeby w tym grzebać.

Dzisiaj sobie o grze przypomniałem, zajrzałem do README, dowiedziałem się,
że na zwisy pomaga podanie magicznego parametru 4 w linii komend.
Poprawiłem więc dołączony skrypt run.sh i uruchomiłem go.
Tym razem nic się nie powiesiło i mogłem pograć. Bardzo sympatyczna gra,
z bardzo sympatyczną grafiką. Prawdopodobnie wciągająca, ale ja nie mam czasu,
by się dawać wciągnąć ;-), w szczególności, jeśli miałbym za to
zapłacić (mógłbym kupić taką grę, gdybym miał czas w nią grać). Zobaczyć
w każdym razie warto.

Zmagań z kartą TV ciąg dalszy…

Niby sytuacja beznadziejna, ale jeszcze się nie poddałem. Najpierw
spróbowałem odpalić system w 32-bitach. 32-bitowy chroot już miałem, więc
dorzuciłem tam kernela i parę innych pakiecików, skonfigurowałem gruba
i zabootowałem. Próba zgrania czegoś… i znowu, nie minęła minuta i kernel
płacze, że mu się filesystem popsuł… wrrr…

Kolejne podejście. Skompilowałem sobie własnego kernela (64-bity, skoro
nie widać różnicy), ale z wyłączonymi niektórymi podejrzanymi
ficzerami, jak np. CONFIG_PREEMPT. Reboot, próba zgrania czegoś… i znowu
oops.

Kolejne próby to wyłączanie wszelkich sterowników. Najgorzej było z USB,
ciągle coś mi ładowało moduły, nawet jak miały alias na „off” w modprobe.conf.
Przeniosłem gdzieś odpowiedni katalog z /lib/modules i się tego USB pozbyłem.
Dalej nic to nie dało.

Wszystko wskazywało na to, że programowe możliwości mi się wyczerpały,
więc zabrałem się za sprzęt. Wyciągnąłem nieużywaną kartę sieciową
i przestawiłem w slotach karty TV i SCSI. Start systemu, próba nagrywania…
i to samo.

Już właściwie postanowiłem, że wezmę tę kartę do pracy, sprawdzić ją na
płycie Intela, bo coś ten mój Asus A8N-E podejrzany jest… ale jeszcze
chciałem parę rzeczy sprawdzić…

I w końcu ruszyło. Nie wiem dokładnie co pomogło (dość mam rebootów, nie
będę sprawdzał), ale mogła to być jedna z dwóch rzeczy: albo options
bttv latency=248 gbuffers=32
w modprobe conf (wcześniej miałem
tylko latency=200, albo nic), albo przestawienie w BIOSie
synchronizacji zegara PCI (czy jakoś tak) z To CPU na 33.333.
W każdym razie teraz od ponad 1000 sekund idzie nagrywanie i nic się jeszcze
nie sypie. :-)

Update: chwilę po wysłaniu wpisu się jednak sypło :-(

Nowa zabawka

Kupiłem sobie nową zabawkę – kartę TV. Prawde mówiąc nie jest mi to
specjalnie potrzebne, ale chciałem się czymś nowym pobawić, a za kilkadziesiąt
złotych mogę zaszaleć. Karta to AverTV Studio Model 103, na bt878a.

Karta po włożeniu do kompa została automatycznie wykryta (został załadowany
odpowiedni sterownik), bez najmniejszego problemu. Nie mając innego sprzętu, ani kabla
do podłączenia sygnału TV, pierwsze co podłączyłem to aparat cyfrowy,
wykorzystując jego wyjście Video. Odpaliłem tvtime, ale bez oczekiwanego efektu
(karta została rozpoznana, ale obrazu nie było). Okazało się, że 32-bitowa aplikacja nie
może się dogadać z 64-bitowym sterownikiem w kernelu. Zainstalowałem 64-bitowe tvtime
i pojawił się obraz.

Pierwszego wieczora wypróbowałem jeszcze radio. To działało nawet poprzez
32-bitową aplikację (gnomeradio), ale niestety odbierało (na dołączonej do
karty antanie) tylko Radio Maryja. Po przestawieniu anteny udało się jeszcze
złapać Antyradio, ale słabo.

Następnego dnia zaopatrzyłem się w kabelki, żeby potestować kolejne funkcje karty.
Telewizja ruszyła, tylko większość kanałów zaśnieżone. Ale to można było
przewidzieć, bo sygnał w naszej kablówce jest nienajlepszy, a w komputerze
sporo szumów. W każdym razie Wiadomości obejrzeliśmy sobie na monitorze LCD.

Próbowałem też coś nagrać na dysk, ale wszelkie próby, jeśli już się
program dogadał z kartę, kończyły się tajemniczymi Oopsami, więc dałem sobie
z tym spokój.

W sobotę wpadł do nas mój ojciec i okazało się, że może nam odstąpić swoją
kamerę VHS (prawdę mówiąc nie miałem pojęcia, że miał coś takiego), bo kupił sobie
cyfrową. Teraz mogło zacząć się prawdziwe szaleństwo z moją nową zabawką…

Obraz z kamery wyświetlić na komputerze udało się od razu – tvtime
w końcu już się sprawdziło. Ale wypadałoby zrobić z tym coś więcej, równie dobrze
przecież mógłbym sobie podpiąć kamerę do telewizora. Zacząłem więc szukać jakiegoś
fajnego oprogramowania do tego. Najpierw coś do zrobienia kamerki internetowej.
W końcu znalazłem webcam_server które zaspokoiło
moje potrzeby na tę chwilę i przez jakiś czas parę osób mogło oglądać
niezwykle fascynującą transmisję: Ikę
przed laptopem.

Dzisiaj wróciłem do walki z nagrywaniem. Niestety wciąż tylko oopsy
i oopsy. Kombinowałem z różnymi opcjami bttv i kernela, z różnymi aplikacjami
i wciąż to samo. Pogooglałem i okazało się, że to najprawdopodobniej wina
sprzętu, najpewniej płyty głównej, która nie radzi sobie z dwoma transmisjami
DMA na raz (z karty TV i do kontrolera SCSI). Zamazywane są losowe fragmenty
pamięci jądra i właściwie powinienem się cieszyć, że na dysku mam jeszcze
jakieś dane, a nie już tylko śmieci (dobrze, że to ext3).

Wkurzyłem się trochę. Myślałem, że wreszcie mam porządną płytę główną,
a tu znowu jakiś feler wyskakuje. I to chyba nie do obejścia. Chociaż…
jeszcze wszystkich kombinacji nie sprawdziłem… z drugiej strony, żeby
sprawdzić z 32-bitowym kernelem, to znowu pół systemu musiałbym wywalić do
góry nogami… ech… może po prostu nigdy więcej składaków-PC?