Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Uno na mrozie

W końcu siarczyste mrozy trawiły i do nas. W sobotę było jeszcze +5 stopni, wczoraj i dzisiaj nawet poniżej -20. Wczoraj samochodu nie ruszałem, więc byłem ciekawy czy dzisiaj do roboty dojadę.

Na szczęście tydzień temu wymieniłem akumulator. Od dawna nie działał jak należy (jak samochód postał trzy dni i było trochę chłodno, to już nie ruszył). Na szczęście był na gwarancji i w warsztacie gdzie go kupiłem jak i w hurtowni gdzie realizowałem reklamacje nikt nie robił problemów. W warsztacie gościu zbadał akumulator i problem opisał jako czary. W hurtowni drugi stwierdził, że akumulator jest niedoładowany, ale rzeczywiście coś mu się tam nie podoba. W każdym razie akumulator wymienili mi na nowy. Na starym dzisiaj bym nie ruszył, nawet gdybym go przez całą noc ładował.

Przed mrozem zrobiłem jeszcze jedną rzecz która ułatwiła mi dzisiejszy wyjazd do pracy – napsikałem WD-40 do zamków. Dzięki temu zamek otworzył się dziś rano bez problemu i nie trzeba było używać odmrażacza... jednak otworzenie drzwi i tak było problemem – przymarzły na całej długości uszczelki. Psiknąłem odmrażaczem i puściło.

Silnik, z dużymi oporami, ale zapalił. Kolejnym problemem były szyby. Zamarznięte na amen z obu stron. Warstwa lodu cieńka, ale tak twarda, że ciężko ją było zeskrobać. Odmrażacz do szyb w sprayu też niewiele dawał... conieco udało mi się jednak zeskrobać, na tyle, żeby dało się jechać.

Ruszając przekonałem się, że zamarzło prawie wszystko. Ciężko działała dźwignia zmiany biegów, przed puszczeniem sprzęgła musiałem przygazować, żeby rozruszać skrzynię biegów, inaczej silnik by zapewne zgasł. Ciężko działały nawet kierunkowskazy (montuje ktoś wspomaganie do kierunkowskazów?) i kierownica. Jednak wszystko działało. Z dużymi oporami, ale działało.

Po drodze lubię słuchać radia, a więc i tym razem je włączyłem. Okazało się, że gałka głośności zyskała tendencję do ściszania radia, niezależnie od kierunku kręcenia. Prawy głoiśnik chyba nie grał, a w tym co grało słychać było trzaski. Do tego radio co jakiś czas wyłączało mi RMFa, aby przełączyć na Zetkę lub Antyradio (normalnie to tylko dostraja się do różnych częstotliwości tej samej stacji).

W drodze pojawiła się jeszcze jedna atrakcja. Co jakiś czas zaczynało mi coś przeraźliwie wyć pod maską, gdzieś po lewej stronie, przy kierownicy. Nie mam pojęcia co to było, gdy zwalniałem żeby się zatrzymać ucichało i dalej przez jakiś czas mogłem jechać normalnie.

W drodze powrotnej było podobnie. Nie musiałem, co prawda, skrobać szyb, i zawyło mi tylko raz, ale drzwi znowu musiałem siłą odrywać (tym razem po oderwaniu uszczelkę też spryskałem WD-40, najwyżej się rozpuści ;-)). Myślę, że autko, mimo drobnych trudności, spisało się całkiem nieźle jak na tę pogodę i zasłużyło na pochwałę. ;-) W końcu cała masa samochodów dzisiaj nie dojechała na miejsce (sam mijałem kilkanaście takich migających awaryjnymi na poboczach).

6 komentarzy do wpisu „ Uno na mrozie”


Marudzenie i Homo Twist

Mam już trochę dość dodatkowej roboty za Euro i innych zobowiązań które na siebie wziąłem, takich jak np. przygotowanie referatu na Pingwinaria. Chciałbym znowu czuć, że jak tylko skończę pracę to mam czas w którym nic nie muszę robić, po prostu mogę robić na co mam ochotę. Znalazłby się wtedy czas na robienie PyXMPP, CJC, czy chociażby pisanie na Joggera – jest wiele rzeczy które chciałem opisać, a nie miałem kiedy.

Co gorsza, ja wcale tak dużo nie robię, przejmuję się tym ile mam do zrobienia, marudzę, a robię i tak mniej niżbym mógł. Tyle, że czas w ten sposób zaoszczędzony marnuję na kompletne obijanie się. Szkoda mi zabierać się za swoje pasje, gdy wiem, że powinienem zająć się czymś poważniejszym, a do zajęcia się tym czymś poważniejszym po kilka godzin dziennie też nie umiem się zmusić... męczące to i stresujące, nawet jeśli to po prostu lenistwo. ;-)

Przez weekend, od piątku, służbowe komórki nie dawały mi żyć. Ciągle coś się psuło, albo coś trzeba było sprawdzić. W sobotę musiałem jechać do Zabrza. Dodając do tego sobotnie porządki i wizytę u mojej mamy (w końcu to babcia Krysi) to w sobotę do wieczora nic nie mogłem zrobić. A wieczorem wybrałem się na koncert, odstresować się. Czasem trzeba się oderwać od tych cholernych komputerów...

To był koncert Homo Twist, w zabrzańskim Wiatraku. Miało się zacząć o 19:00, zaczęło się o 19:45, najpierw wystąpił support w postaci jakiegoś młodego poznańskiego zespoły heavy-metalowego. Nawet fajnie grali, ale w ich występie najlepsze były efekty specjalne, w postaci ichniejszego perkusisty. Już wyjaśniam... Na sali, a więc zapewne i na scenie, było chłodno. Perkusista, jak to często bywa, podczas grania się nieco zgrzał. Że był łysy, to zaraz jego łysa czacha zaczęła lśnić od potu i... się dymić. Dymiło się z niego co najmniej jak z czajnika gotującego wodę. Jeśli dodać do tego heavy-metalową muzykę i oświetlenie w postaci czerwonego reflektora wymierzonego w tę czachę (akurat jeden tak trafił), to efekt był piorunujący i na dobre rozbawił publikę. Kto tylko miał aparat, to zaraz fotografował to cudo.

Poznaniacy skończyli po godzinie i po dwudziestominutowej przerwie na scenę wyszedł Homo Twist. Maleńczuk w okularkach, wyglądał na zmęczonego życiem inteligenta, ubrany był jak na tamtejszą temperaturę przystało, chyba w dwie bluzy polarowe (na sali prawie wszyscy w zimowych kurtkach). Na tym tle basista, Titus wyraźnie się wyróżniał... on miał na sobie koszulkę na ramiączkach i goły brzuch. Ale podczas koncertu nie padł. %-)

Repertuaru Homo Twist za bardzo nie znam. Lubię Maleńczuka, samo Homo Twist też mi się dobrze kojarzyło, więc jak zobaczyłem, że jest koncert w Wiatraku, to się wybrałem. Nie zawiodłem się. Taka muzyka najwyraźniej mi odpowiadała. Niestety, nagłośnienie na koncercie mniej. Tak jak na koncercie Łez było chyba trochę za głośno, albo po prostu akustyka w tej sali jest taka kiepska. Trudno było zrozumieć słowa piosenek. Jednak mimo to, bawiłem się świetnie. Może w nowej siedzibie klubu (obecny Wiatrak jest przeznaczony do rozbiórki z powodu budowy DTŚ) będzie lepiej.

Jako dodatkową atrakcję można było uznać dwie blondyny tańczące i obcałowujące się pod sceną, ku uciesze takich zboczeńców jak ja. ;-)

Do domu wróciłem po 23-ciej, śmierdzący paskudnie papierosami. Gdyby nie ten paskudny papierosowy dym i kiepskie nagłośnienie (przynajmniej jak na moje uszy), to koncert byłby idealny. Ale i tak było super. Przy kolejnej okazji też będę się musiał na coś takiego wybrać.

Wracając do marudzenia... w sobote nie zrobiłem więc nic, na zrobienie czegoś pożytecznego została niedziela. Tym razem nawet udało się tej niedzieli całkiem nie zmarnować – napisałem sporą część referatu na Pingwinaria (którego zalecany termin oddania minął 15-go stycznia). Dzisiaj powinienem pisać to dalej, ale jak widać wolałem naskrobać coś na Joggera... Niestety, unikanie roboty idzie mi za dobrze... Jutro biorę dzień urlopu, żeby odstawić auto do mechanika, a siebie do lekarza (w sprawie trzeciego szczepienia przeciwko WZW), może uda się jeszcze coś do tego referatu dopisać.

4 komentarze do wpisu „ Marudzenie i Homo Twist”


Dzięki ci, Google :-)

Hal Rottenberg rzucił na listę jdev linka do odkrycia ralphma. Oczywiście zaraz sprawdziłem u siebie:

[18:12] jajcus@gmail.com accepted your presence subscription request
[18:12] jajcus@gmail.com/CJC () is online:
[18:12] jajcus@gmail.com/CJC () is online:
[18:12] You have accepted presence subscription request from jajcus@gmail.com

No to Google się włączył na dobre do naszej wielkiej Jabberowej sieci :-). No i kto nam teraz podskoczy ;-)

Wiem, że to właściwie niewiele znaczy, bo ten GTalk wcale taki popularny nie jest... ale to jednak największy gracz który się włączył do federacji serwerów XMPP i wiadomo, że będzie walczył o przyłączenie innych operatorów IM. No i wielu wątpiło w to, że Google otworzy S2S, a jednak otworzyli i to w miarę szybko.

7 komentarzy do wpisu „ Dzięki ci, Google :-)”


Panorama

Gdy ostatnio szalałem z aparatem, to zrobiłem też kilka zdjęć z okna, do panoramy. Słyszałem kiedyś o jakimś narzędziu do składania panoramy z takich zdjęć, więc chciałem spróbować.

Spróbowałem dopiero dziś, z nudów, gdy mi Internet padł. W narzędziach zainstalowanego GIMPa nic odpowiedniego nie znalazłem, więc poszukałem poldkiem wśród pakietów PLD. Znalazłem Hugina i autopano-sift. Żeby to zainstalować musiałem poczekać na powrót sieci, ale, na szczęście, nie trwało to długo.

Na początku Hugin się sypał, dopiero po uaktualnieniu paru bibliotek przestał rzucać Segmentation Fault. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to przerażająca liczba przycisków i opcji. Niewiele z tego rozumiałem, więc po prostu klikałem gdzie popadnie. O dziwo, udało mi się w ten sposób uzyskać jakąś panoramę. W kiepskiej rozdzielczości i z dużą ilością nicości, ale coś wyszło. Podłubałem jeszcze opcjami które udało mi się zrozumieć, wygenerowałem coś w dużej rozdzielczości, przyciąłem GIMPem i oto, co mi wyszło:

[panorama]

Fajna zabawka z tego Hugina. Od razu widać, że lepszy efekt uzyskało by się ręcznym, a przede wszystkim stałym ustawieniem ekspozycji (chociaż pewnie i to można jakoś w Huginie skorygować), bo automat zrobił każde zdjęcie w nieco innych kolorach i jasności. Ale i tak, efekt ostateczny mnie zaskoczył. Bardzo pozytywnie.

13 komentarzy do wpisu „ Panorama”


Niegrzeczni PeeLDowcy, niegrzeczni...

Jeden niegrzecznych PeeLDowiec znalazł na SourceForge programik gnaughty. Pochwalił się na pld@chat.chrome.pl i zaraz uznano, że do tego speca trzeba zrobić, bo w PLD nie może być takich braków. Spec oczywiście powstał i zasilił repozytorium PLD. Ciekawe kiedy ten pakiecik trafi na oficjalne FTP... Pakiety porn-get i pornview już tam są.

7 komentarzy do wpisu „ Niegrzeczni PeeLDowcy, niegrzeczni...”


Jogger umiera...

Jogger umiera. To fakt. I nie chodzi tylko o pady serwera. Zaczyna się kończyć zapas punktów, których kiedyś miał u mnie sporo. I zdaje się, że to samo odczuwa wielu innych Joggerowiczów. Punkty znikają z każdym ficzerem którego nie ma, a akurat by mi się przydał, z każdym padem, z każdą chwilą bezradności, gdy coś jest nie tak i nie ma kogo o to męczyć, a przede wszystkim, z każdą ciekawą osobą, która z Joggera rezygnuje. Gdy Joggerowa społeczność się wykrusza, to coraz mniej mnie tu trzyma. Zaczynam się poważnie zastanawiać nad przeniesieniem się gdzie indziej...

Możliwości są generalnie dwie: postawić własnego bloga (może być na gotowym oprogramowaniu), albo skorzystać z istniejącego serwisu. Oba rozwiązania są dla mnie kuszące – własny blog to więcej możliwości dostosowania jego do swoich potrzeb i ulepszania go, gotowy serwis to zwolnienie z części administratorskiej roboty i możliwość zaistnienia w jakiejś społeczności. Szczególnie to ostatnie jest istotne w Joggerze i to ostatnie ciągnie mnie w kierunku LiveJournal.

Na LiveJournal mam nawet od jakiegoś czasu konto, służy mi do śledzenia wpisów na jakiś tamtejszych blogach. LJ jest w dużej mierze tym, czym mógłby być idealny Jogger. Poza dostępem przez Jabbera, którego LJ nie ma. Ma za to dużą społeczność, udokumentowane API, ekipę która tego pilnuję, a nawet udostępnione źródła i wiele innych. Ma też pewnie sporo upierdliwości, ale to znajdzie się wszędzie. Mnie najbardziej zniechęca to, że za część ficzerów, na których mi zależy (np. możliwość zmieniania szablonów i podpięcia pod własną domenę), trzeba zapłacić. Niewiele, ale zawsze. Przykre szczególnie, że jeszcze nie wiem, czy LJ to na pewno to czego chcę.

Rozglądałem się też nad systemami które mógłbym postawić u siebie. Wordpressa nie chcę, bo wszyscy tego używają ;-). W ogóle, nie chciałbym żadnego PHP, czy MySQL na swoim serwerku instalować. Rozglądałem się za rozwiązaniami Pythonowymi, ale nic nie powaliło mnie na kolana.

Jest jeszcze jedno założenie którego będę się trzymał przy wyborze nowego systemu pod bloga: muszę być w stanie do tego dorobić podstawową funkcjonalność Joggerową: proste w użyciu śledzenie wpisów i wątków przez Jabbera. Bez tego IMHO przenosiny nie mają sensu. Ale mam już pewien pomysł, który powinno się dać zrealizować, łatwiej lub trudniej, w większości systemów blogowych.

No cóż, na razie jeszcze tu zostanę... ale jak długo? A może mnie jeszcze Jogger czymś zaskoczy? ...albo lenistwo zrobi swoje.

24 komentarze do wpisu „ Jogger umiera...”



[szpieg] Jesteście obserwowani...