30 sierpnia 2005
20:45:14
|
kategorie:
oprogramowanie,
praca,
sprzęt,
Przenoszę pewne pliki z jednego serwera zleceniodawcy zza granicy, na drugi...
Na drugim:
root@server2:~# cd /katalog_docelowy/
root@server2:/katalog_docelowy# ls
jakies katalogi tu są
Czyli nic specjalnego. Pozostaję tam zalogowany. Tym czasem na pierwszym
zaczynam transfer:
server1 ~ # rsync -e 'ssh' -avr /katalog_zrodlowy/katalog_do_przeniesienia ip_drugiego:/katalog_docelowy/
katalog_do_przeniesienia/plik1
katalog_do_przeniesienia/podkatalog/plik2
....
Czyli rutynowa operacja. Lecą sobie tak te pliki, w pewnym momencie się
zatrzymują, raczej na czymś większym, więc wygląda na to, że wszystko ok.
Zaglądam więc na drugi serwer, jak to tam wygląda:
root@server2:/opt# ls
-bash: /bin/ls: No such file or directory
Ooops... Co się dzieje???
root@server2:/opt# cd
root@server2:~# ls
-bash: /bin/ls: No such file or directory
root@server2:~# echo *
*
root@server2:~# cd /opt
root@server2:/opt# echo *
*
root@server2:/opt# cd /
root@server2:/# echo *
*
root@server2:/# logout
Connection to server2 closed.
[jacek@nic jacek]$ ssh root@server2
ssh_exchange_identification: Connection closed by remote host
Czyli serwer jakby odparował, a ja nie wiem, czy to przypadkiem nie moja sprawka... :-( Spociłem się.
28 sierpnia 2005
18:42:02
|
kategorie:
pierdoły,
I am 20% Idiot.
I am not annoying at all. In fact most people come to me for advice. Of
course they annoy the hell out of me. But what can I do? I am smarter than
most people.
26 sierpnia 2005
22:46:32
|
kategorie:
zdrowie,
Pisałem już o moim
trzecim jajku. Wtedy poszło w miarę gładko, następnego dnia po wizycie
u lekarza rodzinnego, poszedłem do chirurga, bez wcześniejszej rejestracji,
tylko poczekałem 1.5h na swoją kolej. Chirurg zalecił szczepienie przeciwko WZW
i kazał się zgłosić po drugiej dawce tego szczepienia. Pierwszą wziąłem jeszcze
tego samego dnia. Przy kolejnej wizycie miał mi opowiedzieć dokładnie jaki to
zabieg itd.
Drugi raz zaszczepiłem się w zeszły czwartek, zaraz po szczepieniu
poszedłem do przychodni się umówić z chirurgiem. Dowiedziałem się, że przyjmuje
on w poniedziałki od 15-tej, czyli tak jak za pierwszym razem i że mogę
jeszcze wcześniej zadzwonić
.
W poniedziałek rano, w pracy, pamiętałem jeszcze o telefonie, ale nie
chciałem dzwonić z samego rana, bo jeszcze mogliby nic nie wiedzieć. Potem
miałem dużo roboty i wyleciało mi to z głowy. O 14-tej o chirurgu przypomniał
terminarz w komórce, więc urwałem się wcześniej (normalnie kończę o 16-tej),
aby jeszcze w domu wziąć prysznic i przed 15-tą być na miejscu. Byłem około
14:40... i dowiedziałem, się że tego dnia mają już komplet. No cóż, można
uznać, że moja wina — nie zadzwoniłem, a przecież mogłem.
Pani jednak powiedziała, że zarejestruje mnie na wtorek. Gdy powiedziałem,
że już i tak się z roboty zwalniałem i nie mogę tak codziennie. Powiedziała, że
mogę przyjść po pracy, np. przed 17-tą. Kilkukrotnie się upewniłem, bo wydawało
się to zbyt piękne i zbyt proste. Ale skoro jestem zapisany i doktor mnie o tej
godzinie przyjmie, to super. Znaczy się, nie muszę się kolejny raz urywać
wcześniej z roboty.
We wtorek więc, po pracy przychodzę do przychodni, a tam pustki. Pani
w okienku pyta Pan do chirurga?
. Widać że jest trochę zakłopotana. Chirurga nie było,
tzn. był do 14-tej. Paniom w recepcji powiedział o tym dopiero w poniedziałek wieczorem. Super...
Kolejny termin w piątek (znaczy się dzisiaj), mam tylko wcześniej zadzwonić.
No to dzisiaj rano dzwonię tam. Pani mnie rejestruje, mam przyjść 14-16. Podejrzewałem, że
mogła by przejść późniejsza godzina, ale wolałem nie ryzykować. Urwałem się z pracy o 14:30
i chwilę po trzeciej byłem w przychodni. Chirurg był, można to było poznać po olbrzymiej kolejce.
Pani w recepcji nie odesłała mnie tym razem z kwitkiem. Ustaliłem swoją pozycję
w kolejce i poszedłem do domu. Umyłem się i wziąłem książkę (Autostopem
przez galaktykę
) i ciasteczka, aby jakoś w tej poczekalni przetrwać i wróciłem do przychodni.
Po dwóch godzinach czekania lekarz mnie przyjął. Obmacał mi jajka
(najwyraźniej miał problemy ze stwierdzeniem która to ta lewa strona) i wypisał
skierowanie do szpitala. I na to musiałem tyle czekać? Mam sobie wybrać
szpital, pójść tam i zapisać się na jakiś termin. Jeszcze wyciągnąłem od niego
conieco o tym zabiegu: znieczulenie dostanę w postaci zastrzyku w kręgosłup,
a po operacji jakieś 5 dni będę leżał w szpitalu, potem jeszcze tydzień, czy
dwa (właściwie nie pamiętam ile dokładnie) odpoczynku w domu. Przez trzy
miesiące będę musiał się oszczędzać, a potem już mogę na narty. No to
najbliższe trzy-cztery miesiące, a szczególnie ten tydzień w szpitalu, nie
zapowiadają się najciekawiej. No cóż, jakoś to będzie.
A jutro wybieramy się na grzyby. Jeśli mnie przypadkiem w przyszłym
tygodniu potną, to to może być ostatnia taka okazja w tym roku.
24 sierpnia 2005
08:11:14
|
kategorie:
cjc,
jabber,
[08:04] Resolving 'talk.google.com'...
[08:04] Connecting to 216.239.37.125:5222...
[08:04] Connected to 216.239.37.125:5222.
[08:04] Doing TLS handshake with gmail.com.
[08:04] Encrypted connection to gmail.com established using cipher EDH-RSA-DES-CBC3-SHA.
[08:04] Binding to resource CJC...
[08:04] Authorized as jajcus@gmail.com/CJCE5DFD7C2.
[08:04] Got roster
[08:06] Peer certificate saved to: /home/users/jacek/.cjc/known_certs/talk.google.com.der
Wczoraj wieczorem jeszcze nie wpuszczał, a nawet hackowałem CJC myśląc, że
to różnice w implementacji protokołu. Ale widać jak mieli dzisiaj odpalić, to
odpalili dzisiaj. Połączyło się bez żadnego hackowania. Niestety, komunikacja
z innymi serwerami nie działa. Mam nadzieję, że to przejściowe.
W każdym razie Jabberowy serwer Google działa i to najwyraźniej w miarę
zgodnie z XMPP 1.0 (StartTLS, SASL).
19 sierpnia 2005
11:38:02
|
kategorie:
życie,
Poszedłem dzisiaj do banku (właściwie do bankomatu) po pieniądze. Wychodzę
zza rogu i widzę... wycelowaną we mnie lufę karabinu. Na chwilę serce
podskoczyło mi do gardła...
...to nic takiego, to tylko ochroniarz. Oni od tego są, żeby wyglądać
groźnie... ale celowanie do przypadkowych przechodniów, to już chyba przesada.
Nie mają oni żadnych wytycznych mówiących jak trzymać karabin, gdy się nie
strzela?
07 sierpnia 2005
20:52:17
|
kategorie:
rodzinka,
seks,
Najpierw poszła pod prysznic umyć głowę, potem zażyczyła sobie kolacji, a po kolacji spytała:
– to najpierw seks, a potem włączamy komputery? Czy na odwrót?
Tak, to moja ukochana żonka wróciła! :-)