Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Pogoda w rosterze...

  • [away] Uff, jak gorąco!
  • [xa] @home - uff jak gorąco
  • [away] pzebrzydle lato, dajcie mi zime, albo chociaz deszczowa jesien
  • [away] prażę się
  • [online] ... 303.15 K indoors ... uff ... hot ...

Tylko jeden się wybija:

  • [xa] Siedzę na balkonie, na słoneczku. W domu jakoś chłodno.

A ja w pewnej chwili stwierdziłem, że mam ochotę sobie puścić chłodną muzykę... Puściłem cacy cacy fleischmaschine Świetlików. To jest chłodne?

19 komentarzy do wpisu „ Pogoda w rosterze...”


Chyba jestem niedopasowany do potrzeb rynku...

Okazało się, że jest gdzieś robota (jednorazowa, krótkoterminowa) dla admina. Ktoś polecił mnie i dzisiaj dostałem majla od zleceniodawcy. A w nim trzy pytania:

  • are you familiar with Debian?
  • are you familiar with Gentoo?
  • are you a perl guru?

Moja odpowiedź, to oczywiście trzy razy nie. No cóż... może innym razem... ;-)

8 komentarzy do wpisu „Chyba jestem niedopasowany do potrzeb rynku...”


Żegnajcie Tabbrowser Extensions i Adblock

Żona się skarżyła, że na laptopie jej się Firefox na niektórych stronach (w szczególności na stronach MBanku) wysypuje. Już wcześniej miała problemy z obrazkami na Allegro, które to problemy rozwiązywało wyłączenie Tabbrowser Extensions. Okazało się, że po wyłączeniu TBE Firefox już się nie wykłada. Fajnie... Tyle, że po pierwsze — przeglądarka nie powinna się wysypywać (SIGSEGV) z powodu błędnego rozszerzenia (XUL/JavaScript/CSS), a po drugie standardowa obsługa zakładek w Firefoksie IMHO i IMWHO nie nadaje się do użytku...

Problem nie występował na naszym dużym komputerze. Ale tutaj dawno nie uaktualnialiśmy Tabbrowser Extensions. Uaktualnień trochę się bałem, bo kolejne wersje to snapshoty, o których autor pisze, że u niego działa, a jak u kogoś nie, to go nie obchodzi. Póki działa ok, ale nigdy nie wiadomo kiedy się spieprzy. Dla pewności, czy to nowa wersja TBE psuła Firefoksa zrobiłem upgrade... i u mnie też zaczęło się wysypywać. Postanowiłem więc poszukać alternatywy. Tab Mix wyglądało zachęcająco, więc zainstalowałem. Zaraz po instalacji rozszerzenia (i oczywiście po restarcie przeglądarki, wrrrr...) Firefox zaczął się zachowywać w miarę normalnie (w porównaniu do Firefoksa bez żadnych zakładkowych ulepszeń). Większość rzeczy działała tak, jak je sobie wcześniej w TBE konfigurowałem. Po zmianie kilku opcji (w przejrzystym okienku, a nie potworze z milionami ustawień, jak w TBE) właściwie mam wszystko co potrzeba. Jeszcze sobie tylko Session Savera zainstalowałem i mam wszystko do czego było mi Tabbrowser Extensions potrzebne. Przy okazji zobaczyłem jaki Firefox może być szybki. Nie sądziłem, że tamto paskudztwo mogło aż tak spowalniać przeglądarkę.

Jak już zakładki działały, to dla pewności sprawdziłem stronę MBanku. I znowu się wysypało... No to wyłączyłem wszystkie stare rozszerzenia... przestało się wywalać. Metodą eliminacji znalazłem winnego (bo wina jest oczywiście po stronie samego Firefoksa) — Adblock. Wersja ta sama co na addons.mozilla.org, więc upgrade odpada. Najwyraźniej Adblock plus jakiekolwiek sensowne zarządzanie zakładkami powoduje problemy (usuwanie obrazków z okienka, które właśnie zostało zamienione na zakładkę?). Adblock tak bardzo do szczęścia potrzebny mi nie jest (największe syfy Flashblock blokuje), więc się go pozbyłem. Wygląda na to, że teraz Firefox działa jak należy... ciekawe jak długo...

Wnioski są takie: Firefox to paskudny gniot (ale to chyba wszyscy wiedzą), ale można sobie z nim poradzić. Dla mnie to wystarczy.

P.S. Mam wrażenie, że z tego wpisu też straszny gniot mi wyszedł... ;-)

8 komentarzy do wpisu „ Żegnajcie Tabbrowser Extensions i Adblock”


Dałem się pociąć...

Parę miesięcy temu pojawiła mi się pewna wypukłość koło ucha. Nie bolała, ale denerwowała. Parę tygodni temu poszedłem z tym (między innymi) do dermatologa. Lekarka uznała, że to tylko chirurgicznie usunąć można i dała mi skierowanie do chirurga. W zeszły tygodniu poszedłem do tego chirurga — państwowo i wyobraźcie sobie, że zapisano mnie na godzinę a jak przyszedłem nic nie musiałem czekac w kolejce. Chirurg obejrzał, pomacał i stwierdził: Kaszaczek. Do usunięcia. Powiedział to tak, jakby miało mnie to zaskoczyć, abo co. A przecież w celu tego usunięcia tam przyszedłem. Powiedział, że w poniedziałek mam się zgłosić na zabieg i tyle było wizyty.

Dzisiaj się więc zgłosiłem. Pani kazała mi się położyć na stole, wycelowała we mnie lampę i przemyła kaszaczka. Przyszedł chirurg, nie żałował sobie alkoholu, nawet stwierdził bez gorzały dzisiejsza medycyna nie funkcjonuje. Na szczęście nie stosował tego doustnie, ale do przemywania miejsca operacji. Jeszcze strofował asystentkę, że za słabo polewa. W końcu wyciął co było do wycięcia i zaszył. Nic nie czułem poza ukłuciem igły ze znieczuleniem i potem lekkimi pociągnięciami i przyciśnięciami. Za to bardzo dobrze słyszałem np. pieniącą się wodę utlenioną — w końcu cięli mnie zaraz obok ucha.

W środę mam się zgłosić do zmiany opatrunku (opatrunek == zwykły plaster, w tym przypadku), a w przyszły poniedziałek do zdjęcia szwów. Miałem się też zaopatrzyć w środki przeciwbólowe, bo w końcu mam dziurę w policzku i może boleć. Rzeczywiście, tak godzinę po zabiegu, trochę bolało. Łyknąłem dwa Ibupromy i jak na razie jest dobrze. W porównaniu do usuwania ósemki taka operacja to sama przyjemność. ;-)

Niestety poza wizytą u chirurga nie jest dzisiaj tak miło. Okazało się znowu, że jestem paskudnym mężem i znowu zostałem skutecznie zdołowany. :-( Aby się trochę pozbierać poszedłem na miasto... powłóczyłem się po centrum, w kawiarence zjadłem sobie deser Sułtański z gałką lodów czekoladowych, poszwędałem się na peronach na dworcu, kupiłem tabliczkę czekolady (60% kakao, mniam) i zacząłem dalej się włóczyć w kierunku domu. Jak byłem prawie na miejscu, to deszcz mnie zagonił do najbliższej bramy. Brama prowadziła do knajpy. Knajpa (4art przy Wieczorka w Gliwicach) okazała się całkiem sympatyczna. Z głośników leciał blues. Kupiłem więc sobie kolę z cytrynką (albo mam wrażenie, albo barman nie potraktował mnie całkiem poważeni) i usiadłem. Sączyłem sobie tę kolę, przegryzałem resztkami czekolady i słuchałem bluesa. Chyba lubię bluesa...

W końcu wróciłem do domu, już trochę uspokojony (oaza spokoju, jeśli wiecie o co mi chodzi ;-)), a życie musi potoczyć się dalej...

Dodaj komentarz do wpisu „ Dałem się pociąć...”


Open Source Sex?

Open Source Sex

5 komentarzy do wpisu „ Open Source Sex?”


Masakra...

Narzędzia: śrubokręt, młotek, brzeszczot, siekiera i słomka.

  1. Wydłubujemy mu oczy śrubokrętem.
  2. W jedną tak zrobioną dziurę wbijamy słomkę i wydmuchujemy przez nią płynną zawartość.
  3. Robimy nacięcie brzeszczotem, mniej-więcej w środku obiektu.
  4. W nacięcie wkładamy ostrze siekiery, a drugą jej stronę uderzamy młotkiem.
  5. Gotowe! Teraz już można wyjadać smakowity miąższ.

To oczywiście wypróbowana metoda otwierania orzecha kokosowego. :-) Właściwie, to zmodyfikowana wypróbowana metoda — słomki użyłem po raz pierwszy, ale dzięki temu szybciej udało mi się zakończyć operację.

I jeśli ktoś zna jakiś znacznie prostszy sposób, to nie jestem pewien czy chcę go znać... teraz to taka fajna zabawa... ;-)

44 komentarze do wpisu „ Masakra...”



[szpieg] Jesteście obserwowani...