29 maja 2005
17:43:32
|
kategorie:
jabber,
natura,
[away] Uff, jak gorąco!
[xa] @home - uff jak gorąco
[away] pzebrzydle lato, dajcie mi zime, albo chociaz deszczowa jesien
[away] prażę się
[online] ... 303.15 K indoors ... uff ... hot ...
Tylko jeden się wybija:
[xa] Siedzę na balkonie, na słoneczku. W domu jakoś chłodno.
A ja w pewnej chwili stwierdziłem, że mam ochotę sobie puścić chłodną muzykę...
Puściłem cacy cacy fleischmaschine
Świetlików. To jest chłodne?
28 maja 2005
15:53:04
|
kategorie:
praca,
Okazało się, że jest gdzieś robota (jednorazowa, krótkoterminowa) dla admina.
Ktoś polecił mnie i dzisiaj dostałem majla od zleceniodawcy. A w nim trzy
pytania:
- are you familiar with Debian?
- are you familiar with Gentoo?
- are you a perl guru?
Moja odpowiedź, to oczywiście trzy razy nie
. No cóż... może innym
razem... ;-)
25 maja 2005
22:29:20
|
kategorie:
firefox,
oprogramowanie,
Żona się skarżyła, że na laptopie jej się Firefox na niektórych stronach
(w szczególności na stronach MBanku)
wysypuje. Już wcześniej miała problemy z obrazkami na Allegro, które to
problemy rozwiązywało wyłączenie Tabbrowser Extensions. Okazało się, że po
wyłączeniu TBE Firefox już się nie wykłada. Fajnie... Tyle, że po pierwsze
— przeglądarka nie powinna się wysypywać (SIGSEGV) z powodu błędnego
rozszerzenia (XUL/JavaScript/CSS), a po drugie standardowa obsługa zakładek
w Firefoksie IMHO i IMWHO nie nadaje się do użytku...
Problem nie występował na naszym dużym
komputerze. Ale tutaj dawno
nie uaktualnialiśmy Tabbrowser Extensions. Uaktualnień trochę się bałem, bo
kolejne wersje to snapshoty, o których autor pisze, że u niego działa, a jak
u kogoś nie, to go nie obchodzi. Póki działa ok, ale nigdy nie wiadomo kiedy
się spieprzy. Dla pewności, czy to nowa wersja TBE psuła Firefoksa zrobiłem
upgrade... i u mnie też zaczęło się wysypywać. Postanowiłem więc poszukać
alternatywy. Tab
Mix wyglądało zachęcająco, więc zainstalowałem. Zaraz po instalacji
rozszerzenia (i oczywiście po restarcie przeglądarki, wrrrr...) Firefox
zaczął się zachowywać w miarę normalnie (w porównaniu do Firefoksa bez żadnych
zakładkowych ulepszeń). Większość rzeczy działała tak, jak je sobie wcześniej
w TBE konfigurowałem. Po zmianie kilku opcji (w przejrzystym okienku, a nie
potworze z milionami ustawień, jak w TBE) właściwie mam wszystko co potrzeba.
Jeszcze sobie tylko Session
Savera zainstalowałem i mam wszystko do czego było mi Tabbrowser
Extensions potrzebne. Przy okazji zobaczyłem jaki Firefox może być szybki.
Nie sądziłem, że tamto paskudztwo mogło aż tak spowalniać przeglądarkę.
Jak już zakładki działały, to dla pewności sprawdziłem stronę MBanku.
I znowu się wysypało... No to wyłączyłem wszystkie stare rozszerzenia...
przestało się wywalać. Metodą eliminacji znalazłem winnego
(bo wina
jest oczywiście po stronie samego Firefoksa) — Adblock. Wersja ta sama
co na addons.mozilla.org, więc upgrade odpada. Najwyraźniej Adblock plus
jakiekolwiek sensowne zarządzanie zakładkami powoduje problemy (usuwanie
obrazków z okienka, które właśnie zostało zamienione na zakładkę?). Adblock
tak bardzo do szczęścia potrzebny mi nie jest (największe syfy Flashblock
blokuje), więc się go pozbyłem. Wygląda na to, że teraz Firefox działa jak
należy... ciekawe jak długo...
Wnioski są takie: Firefox to paskudny gniot (ale to chyba wszyscy
wiedzą), ale można sobie z nim poradzić. Dla mnie to wystarczy.
P.S. Mam wrażenie, że z tego wpisu też straszny gniot mi wyszedł... ;-)
23 maja 2005
22:07:31
|
kategorie:
lajf is brutal,
muzyka,
zdrowie,
Parę miesięcy temu pojawiła mi się pewna wypukłość koło ucha. Nie bolała, ale
denerwowała. Parę tygodni temu poszedłem z tym (między innymi) do dermatologa.
Lekarka uznała, że to tylko chirurgicznie usunąć można i dała mi skierowanie
do chirurga. W zeszły tygodniu poszedłem do tego chirurga —
państwowo
i wyobraźcie sobie, że zapisano mnie na godzinę a jak
przyszedłem nic nie musiałem czekac w kolejce. Chirurg obejrzał, pomacał
i stwierdził: Kaszaczek. Do usunięcia.
Powiedział to tak, jakby miało
mnie to zaskoczyć, abo co. A przecież w celu tego usunięcia tam przyszedłem.
Powiedział, że w poniedziałek mam się zgłosić na zabieg i tyle było wizyty.
Dzisiaj się więc zgłosiłem. Pani kazała mi się położyć na stole,
wycelowała we mnie lampę i przemyła kaszaczka
. Przyszedł chirurg, nie
żałował sobie alkoholu, nawet stwierdził bez gorzały dzisiejsza medycyna
nie funkcjonuje
. Na szczęście nie stosował tego doustnie, ale do
przemywania miejsca operacji. Jeszcze strofował asystentkę, że za słabo
polewa. W końcu wyciął co było do wycięcia i zaszył. Nic nie czułem poza
ukłuciem igły ze znieczuleniem i potem lekkimi pociągnięciami
i przyciśnięciami. Za to bardzo dobrze słyszałem np. pieniącą się wodę
utlenioną — w końcu cięli mnie zaraz obok ucha.
W środę mam się zgłosić do zmiany opatrunku (opatrunek ==
zwykły plaster, w tym przypadku), a w przyszły poniedziałek do zdjęcia szwów.
Miałem się też zaopatrzyć w środki przeciwbólowe, bo w końcu mam dziurę
w policzku i może boleć. Rzeczywiście, tak godzinę po zabiegu, trochę bolało.
Łyknąłem dwa Ibupromy i jak na razie jest dobrze. W porównaniu do usuwania ósemki taka
operacja to sama przyjemność. ;-)
Niestety poza wizytą u chirurga nie jest dzisiaj tak miło. Okazało się
znowu, że jestem paskudnym mężem i znowu zostałem skutecznie zdołowany.
:-( Aby się trochę pozbierać poszedłem na miasto... powłóczyłem
się po centrum, w kawiarence zjadłem sobie deser Sułtański z gałką lodów
czekoladowych, poszwędałem się na peronach na dworcu, kupiłem tabliczkę
czekolady (60% kakao, mniam) i zacząłem dalej się włóczyć w kierunku domu. Jak
byłem prawie na miejscu, to deszcz mnie zagonił do najbliższej bramy. Brama
prowadziła do knajpy. Knajpa (4art przy Wieczorka w Gliwicach) okazała się
całkiem sympatyczna. Z głośników leciał blues. Kupiłem więc sobie kolę
z cytrynką (albo mam wrażenie, albo barman nie potraktował mnie całkiem
poważeni) i usiadłem. Sączyłem sobie tę kolę, przegryzałem resztkami czekolady
i słuchałem bluesa. Chyba lubię bluesa...
W końcu wróciłem do domu, już trochę uspokojony (oaza spokoju
, jeśli
wiecie o co mi chodzi ;-)), a życie musi potoczyć się
dalej...
22 maja 2005
20:34:03
|
kategorie:
seks,
Open Source
Sex
16 maja 2005
19:35:22
|
kategorie:
jedzenie,
natura,
Narzędzia: śrubokręt, młotek, brzeszczot, siekiera i słomka.
- Wydłubujemy mu oczy śrubokrętem.
- W jedną tak zrobioną dziurę wbijamy słomkę i wydmuchujemy przez nią płynną
zawartość.
- Robimy nacięcie brzeszczotem, mniej-więcej w środku obiektu.
- W nacięcie wkładamy ostrze siekiery, a drugą jej stronę uderzamy
młotkiem.
- Gotowe! Teraz już można wyjadać smakowity miąższ.
To oczywiście wypróbowana metoda otwierania orzecha kokosowego.
:-) Właściwie, to zmodyfikowana wypróbowana metoda — słomki
użyłem po raz pierwszy, ale dzięki temu szybciej udało mi się zakończyć
operację.
I jeśli ktoś zna jakiś znacznie prostszy sposób, to nie jestem pewien czy
chcę go znać... teraz to taka fajna zabawa... ;-)