Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Jesień Linuksowa

Siedzę sobie w Ustroniu na Jesieni Linuksowej. Dzisiejsze wykłady skończyły się już dawno temu - teraz jest część rozrywkowa. Antylopy GNU z ogniska jednak nie będzie, ale i tak jest fajnie. Grupka pingwiniarzy bawi się w "kalambury" itp, a inna (w tym ja) dorwała się do internetu. 9 laptopów na jedną komórkę z GPRS, ale jak już ruszyło (przez pierwsze 2h prób było jakieś 99% strat) jest nieźle :).

No to byłoby na tyle. Nie piszę więcej, bo nawet nie wiem czy z mojego CJC uda się to wysłać :)

Dodaj komentarz do wpisu „Jesień Linuksowa”


Kontrola wersji i "myśl techniczna", ech...

Przedwczoraj szef do mnie dzwonił z pytaniem jak załatwić sprawę uprawnień różnych programistów w naszej firmie do kodu źródłowego, żeby każdy widział swoją część, nie miał dostępu do pozostałych, a wszystko działało razem. Wytłumaczyłem, że jeśli ten kod jest w PHP i ma działać razem na serwerze, to w 100% nie da się zabezpieczyć przed tym, aby ktoś sobie cudze źródła np. wyświetlił na stronie WWW. Zaproponowałem natomiast użycie jakiegoś systemu kontroli wersji, który zapewnił by kontrolę dostępu podczas tworzenia kodu i dokumentował ew. próby nadużyć w kodzie służących dostępowi do "zakazanych" części. Miałem tę sprawę obadać.

Najpierw przyjrzałem się dostępnym narzędziom. Wstępnie ograniczyłem się do CVS, arch i Subversion. CVS odpadł, bo przestarzały i ma różne głupie ograniczenia. Arch, bo nie chodzi pod Windows, a nasi programiści (nie wiedzieć czemu ;-)) używają Windows. Subversion z dostępem przez WebDAV wydał się najodpowiedniejszy. Problemem było wymaganie apache-2.0, ale zainstalowałem sobie wszystko co trzeba w chroot i ładnie chodzi.

Sam przerzuciłem do Subversion z CVS swoje projekty, przez głupotę/niedopatrzenie tracąc jeden z ostatnich - rozpoczęty server DHCP korzystający z bazy SQL - dzisiaj musiałem to pisać od nowa. Ale Subversion mi się podoba, dużo bardziej niż CVS. A podstawową obsługa praktycznie się nie różni.

Dzisiaj szef mnie wezwał do siebie w sprawie tych praw dostępu. Był tam już szef działu oprogramowania, dość pozytywnie (a przynajmniej neutralnie) nastawiony do mojej propozycji. Okazało się, że "nie ma sensu takiej kobyły do tego zaprzęgać" i wszystko zostanie załatwione prawami dostępu do plików na serwerze i skryptami - całe szczęście że nie ja będę tego pilnował. I w sumie przekonywanie kogokolwiek więcej do tego subversion mi odpada. Tylko szkoda że wczoraj tyle się z tym męczyłem, gdy miałem lepsze rzeczy do roboty.

Podczas tej dyskusji szef twierdził, że ten kod źródłowy powinien być najbardziej chroniony ze wszystkiego w naszej firmie. Chciał kupić jakiś moduł do szyfrowania kodu PHP (żeby nikt od nas nie podejrzał, a jakby co to można by go sprzedawać), wspominał nawet o odłączaniu stacji dysków i Internetu programistom. Powtarzał, że tu nie ma miejsca na żadne zaufanie itd. Chyba nawet Microsoft tak nie boi się o swoje kody źródłowe, bo w końcu udostępnia je na zewnątrz (oczywiście tylko wybranym i na diabelskich zasadach) Gdy użył stwierdzenia "myśl techniczna", to we mnie się gotowało. Sam mam zupełnie inne spojrzenie na to jak powinno być tworzone i udostępniane oprogramowanie, szczególnie dla instytucji publicznych (a o takim była mowa). Zastanawiałem się co ja właściwie robię w tej firmie. Nie próbowałem wyjaśniać moich poglądów, bo wyszedł bym tylko na fanatyka, a z powodu mojego słabego rozeznania z biznesem i prawem może także na głupka. Na szczęście nie jestem programistą, ale administratorem i mogę uznać, że sprawa mnie nie dotyczy. Ale fajnie by było pracować gdzieś gdzie Wolne Oprogramowanie i Open Source to rzecz naturalna nie tylko w sensie brania ale także dawania.

3 komentarze do wpisu „Kontrola wersji i "myśl techniczna", ech...”


Telewizja, telewizja...

Ostatnio tu wiele nie pisałem, bo zawalony jestem różną robotą (może jeszcze o tym napiszę). Dzisiaj też tylko dwie ciekawostki, rodem z TV:

Wczoraj TVP pokazała swój nowy serial ("jedyny w swoim rodzaju" itp.). Oczywiście żadna rewelacja, a ta nowatorska idea żałosna (audiotele "czy śmierć XXX była przypadkowa?"). Ale ja nie o tym...

Oglądając takie głupoty w telewizji hobbystycznie zaglądam w monitory. Tym razem zauważyłem dwie ciekawe rzeczy:

  • Jedna firma produkująca monitory chyba zapłaciła producentom serialu za reklamę - bo monitor pokazywali tak, że ekran gry był od góry odcięty, ale napis na obudowie monitora ukazany bardzo wyraźnie.
  • Linda siedział przed monitorem na którym wyświetlone był coś, co nie wyglądało jak Windows. Wpisywał jakiś tekst do edytora co wyglądał jak VIM (np. "~" zamiast nieistniejących linii). Pewnie dlatego musiał zginąć już w pierwszym odcinku :-)

Druga "ciekawostka" dotyczy dzisiejszego Teleexpresu i informacji o najnowszym "superkomputerze" (klastrze) w TASK. Powiedzieli że oparty jest o procesory Intel Itanium 2, ale już nie wspomnieli jaki system operacyjny na tym chodzi. Wraz z ostatnimi informacjami TVP sugerującymi że wszędzie używa się Windows daje to dość ciekawy obraz rzeczywistości...

2 komentarze do wpisu „Telewizja, telewizja...”