Z pamiętnika hipochondryka

Siedzę sobie w pracy, a tu komórka dzwoni. Numer zastrzeżony.
Odbieram…

Witam. Pan K…..? Dzwonię z ośrodka rehabilitacji w Reptach. Proszę się
zgłosić w czwartek do przyjęcia…

WTF?! No wiem, że jeszcze w tym roku mam tam trafić na rehabilitację, ale
spodziewałem się raczej terminu w listopadzie lub grudniu… i informacji
o dokładnym terminie tak z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Fajnie, że mogą mnie
już przyjąć… ale przecież nie mogę nagle klientowi i rodzince oświadczyć, że
pojutrze znikam na dwa-trzy tygodnie (zapomniałem się dopytać ile to
trwa)…

Wytłumaczyłem pani, że teraz raczej nie dam rady. Zadzwonią znowu gdzieś w
październiku (nie wiadomo dokładnie kiedy), prawdopodobnie z takim samym
wyprzedzeniem. No, ale teraz wiem czego się spodziewać…

Przypadek Sary Palin

Afera prosto z USA: ktoś włamał się na konto mailowe republikańskiej
kandydatki na wice-prezydenta. Kilka ciekawych rzeczy przy tym wychodzi…

Konto niby prywatne (na Yahoo), a podobno było używane do celów
służbowych. Nie dość, że mało profesjonalne, to jeszcze mogło służyć omijaniu
prawa (w USA służbowe e-maile – czyli te ze służbowych skrzynek –
nie mogą być kasowane i teoretycznie wszystkie są archiwizowane). Ale i czy do
celów prywatnych ktoś o takim statusie społecznym nie miałby konta gdzie
indziej niż na Yahoo?

Interesujące jest też jak dokonano tego włamu. Po prostu, ktoś użył
opcji przypominania hasła do konta Yahoo i na zabezpieczający pytania
odpowiedział wiedzą z Wikipedii itp. Zawsze mnie niepokoiły te procedury do
odzyskiwania hasła: jeśli ktoś ma poważny interes, żeby dostać się do mojego
konta, to nie będzie dla niego wielkim problemem ustalić moją datę urodzenia,
panieńskie nazwisko matki, czy kod pocztowy. Nawet imię mojego pierwszego
zwierzaka może da się gdzieś wygrzebać…

Jeszcze mogę zrozumieć pytania bezpieczeństwa tam, gdzie z
użytkownikiem nie ma innego kontaktu, a więc w przypadku darmowych (brak
umowy z danymi teleadresowymi) kont e-mail osób, które alternatywnego adresu
nie mają lub nie chcą podawać. Gorzej tam, gdzie mimo innej formy kontaktu
działa wyżej wspomniana procedura i podanie danych do „pytań bezpieczeństwa”
jest obowiązkowe. Śmieszne jest to „bezpieczeństwo” w popularnej nazwie tej
procedury, bo przecież ona niewiele zabezpiecza, raczej pozwala obejść
zabezpieczenie w postaci hasła. A przecież często lepiej stracić całkiem dostęp
do swojego konta, niż żeby ktoś obcy się do niego dobrał…

Sądzę że w podobny sposób jak pani Paulin kradzione są setki kont na całym
świecie, tyle że tamtymi przypadkami mało kto się zajmuje. A człowiek
odpowiedzialny za ten włam ma duże szanse być złapanym i skazanym w popisowym
procesie… Potem sprawa ucichnie, a politycy i biznesmeni dalej będą służbowo
korzystać z prywatnej poczty w kiepsko zabezpieczonych serwisach….

I jest jeszcze jedna sprawa która mnie zastanawia. Po takim włamaniu i
wycieku (korespondencja pani senator wyciekła i została opublikowana na Wiki
Leaks) spodziewałbym się masę nowych afer opartych o cytaty z tych maili. U nas
byłoby to wręcz pewne – wyobraźcie sobie, że ktoś się dorwał do worka z
nieoficjalnymi wypowiedziami prezydenta. A tu nic. Nie tego się spodziewałem,
szczególnie że o Palin mam już wyrobione nie najlepsze zdanie. Może trzeba
trochę poczekać…

O sprawie przeczytałem u
Vagli
i na
stronach BBC News
(via Google News).

Faktury od UPC

Dzwoni teściowa, że nie może faktur za Internet i kablówkę, poprosiła
więc swoją córkę o pomoc… Ika zalogowała
się ze swojego laptopa do systemu w imieniu teściów… Faktury znalazła,
ale też poległa przy próbie pobrania. Zawołała mnie…

I co widzę?

  • Po pierwsze flashową aplikację wyświetlającą listę faktur
    i podgląd faktury… Przecież wystarczyłaby tabelka w HTML z linkami do
    dokumentów. Nie każdy i nie wszędzie musi mieć działającego Flasha.
  • Po kliknięciu w Fakturę elektroniczną przeglądarka krzyczy, że
    potrzebna Java. No, widać Flash to za mało. U Iki plugin Java był, ale nie
    działał (znany błąd w Javie, trzeba było export
    LIBXCB_ALLOW_SLOPPY_LOCK=1
    zrobić, żeby zadziałał).
  • Gdy już Java nam ruszyła, to nas zapluła komunikatami o nieprawidłowym
    certyfikacie. Pół biedy, że nieznany wystawca (może mamy braki w bazie CA),
    ale certyfikat był najwyraźniej przeterminowany!
  • Po uruchomieniu aplikacji częściowo wyjaśniła się zawiłość procedury
    – aplikacja sprawdza kwalifikowany podpis na fakturze.
    Więc to pewnie próba dostosowania się do przepisów o fakturach
    elektronicznych. Tyle, że jaki sens ma sprawdzanie kwalifikowanego podpisu
    aplikacją ściągniętą z sieci, samą podpisaną wadliwym, niekwalifikowanym
    podpisem?
  • W aplikacji opcja Pokaż PDF nie zadziałała. Pojawił się jakiś
    komunikat Command not found.
  • Zapisz zadziałało, ale próba otworzenia pliku w Evince skończyła
    się masą komunikatów o błędach w pliku i co najmniej dziwnym obrazem (od biedy
    przeczytać się dało, ale na poczcie takiego kwitku wpłaty raczej nie przyjmą).
    W Acrobat Readerze jednak plik odczytał się prawidłowo.

Jednym słowem: FAIL. Dawno takiego bubla nie widziałem. Właściwie klienci
UPC powinni firmę zaskarżyć, jeżeli to rzeczywiście jest jedynym sposobem
dostarczania im faktur.

W praktyce wystarczyłaby prosta strona HTML z linkami do plików PDF
(prawidłowych). Może nie spełniła by wymogów przepisów o fakturach
elektronicznych, ale dla indywidualnych klientów to nie takie ważne. Po
cholerę więc takie kombinacje?!

No i się zaczyna – nagonka na pedofilów

Niepokoi mnie to co widzę w mediach, ale można było się tego spodziewać.
Dziennikarze i politycy rzucili się żerować na ludzkich emocjach wywołanych
czyjąś pojedynczą tragedią (częstsze tragedie nie są dość dobrymi newsami)
i wydają się zapominać co to fakty, czy zdrowy rozsądek…

No zgadza się, pewien zwyrodnialec przez lata gwałcił swoją córkę, ale czy
to powód żeby nagle nawoływać do kastrowania pedofilów? Przecież wszystko
wskazuje na to, że ten facet nie jest nawet pedofilem! Zaczął się do córki
dobierać, gdy ta miała piętnaście lat, a więc trzeciorzędne cechy płciowe
raczej już miała. To nie pociąg do dzieci był motorem zachowania tego
zboczeńca, ale po prostu dostęp do młodej kobiety nad którą miał pełną
kontrolę. To jest gwałciciel, nie pedofil, ale że gwałty są dość znanym
problemem, to przecież nikt się tym nie będzie zajmował…

No i jak to kastrowanie pedofilów pomogłoby w tym przypadku? Był
ten facet kiedyś skazany za podobne przestępstwa? Jeśli nie, to nie dałoby
nic. Może w jakiś innych przypadkach, gdzie jest recydywa… ale czemu w takim
razie wykorzystywać tę tragedię? Poza tym to rozwiązanie przypomina obcinanie
ręki za kradzież… (ręka ukradła, rękę ukarać) mało to cywilizowane. Przecież
jak ktoś nie ma hamulców moralnych to pozbawienie go popędu płciowego
nagle mu ich nie zwróci – potwór jest w głowie, nie między
nogami.

To kastrowanie to na razie jeden pomysł… ale boję się, że może
ich być więcej. W takiej atmosferze możemy dorobić raczej nie skutecznego, ale
idiotycznego prawa. Nie chciałbym, żeby u nas działy się potem takie rzeczy
jak w USA, gdzie człowiek przyłapaniu na siusianiu przy drodze, albo
nastolatek przyłapany ze swoją o rok młodszą dziewczyną, zostaje wpisany
do rejestru przestępców i jego życie staje się koszmarem (w przyszłości może
mieć ograniczany kontakt z własnymi dziećmi), albo, że ojciec zostaje skazany
za kąpiel własnego dziecka… Prawo tworzone pod wpływem emocji i pod publikę
często nie rozwiązuje problemu, a uderza w niewinnych ludzi.

No i nawet jeśli nam przy okazji politycy prawa nie zepsują, to sama
nagonka medialna może narobić szkód. Ludzie będą się bezpodstawnie bać
wypuszczać dzieci bez opieki (na zachodzie miejscami już jest nie do
pomyślenia, żeby np. dziesięcioletnie dziecko samo szło lub jechało na rowerze
do szkoły – wszędzie jest dowożone, co też nie jest bez wpływu na
zdrowie), czy nawet oddawać pod opiekę nauczycielom czy trenerom…

Trudno też sobie w takiej atmosferze wyobrazić niewinnego człowieka, który
stwierdził u siebie skłonności pedofilskie (to, że podniecają go dzieci, nie
znaczy, że będzie od razu je gwałcił – mnie podniecają dorosłe kobiety
i nie rzucam się na każdą) będzie szukał pomocy. Zamiast tego może popaść
w gorsze problemy widząc w sobie potwora albo bojąc się takiej oceny od
innych.

Nie chcę umniejszać tej tragedii, czy cierpień innych molestowanych
dzieci. Nie chcę bronić gwałcicieli, czy pedofilów molestujących dzieci.
Chciałbym tylko, żeby zachowano umiar i rozsądek. Trzeba zidentyfikować ogólny
problem i pomyśleć czy i jak można jemu zaradzić, a nie szukać doraźnych
rozwiązań pod wpływem pojedynczych, najgłośniejszych przypadków.

BTW. Zastanawiam się też co z matką tej biednej dziewczyny… Że została
zastraszona jakoś mnie nie przekonuje – myślę, że sytuacja była podobna
jak w przypadku większości maltretowanych żon – mąż bije, ale przecież
męża się nie opuści, bo co to za życie bez niego, tyle że tym razem cierpiała
córka…

Blogfrog?

Wczoraj, przeglądając statystyki, zauważyłem że na mojego bloga ktoś
wchodzi z blogfrog.pl. Postanowiłem
sprawdzić co to takiego i podwójnie się zaskoczyłem:

  • Mam tam konto (Firefox podpowiedział hasło) i najwyraźniej samodzielnie
    zarejestrowałem tam kiedyś swojego bloga (zupełnie tego nie pamiętam).
  • Sporo moich wpisów jest tam oceniona, najwyraźniej przez więcej niż jedną osobę – ktoś tego używa.

Z ocen jednak mały dla mnie pożytek, bo wszystkie sprowadzają się właściwie
do przeciętny. Postanowiłem zobaczyć jak tam wyglądają inne znane mi
blogi… i właściwie żadnego nie znalazłem. Chyba jednak aż taki popularny ten
serwis nie jest…

Picasa Web Albums to jakaś pomyłka

A ja, dla odmiany, pomarudzę na Google. Ich usługa, która niewątpliwie
najbardziej mnie wkurza, to Picasa Web Albums. Wkurza tym bardziej że jest
popularna. Coraz częściej jak znajduję w sieci albo od kogoś dostanę jakiś link
do zdjęć, to prowadzi mnie on właśnie na strony Picasa, a co za tym idzie:

  • Często link, który z założenia ma prowadzić do konkretnego zdjęcia,
    prowadzi do początku galerii. Jeśli ktoś liczy na komentarz do konkretnego
    zdjęcia, a w galerii ma ich to się prawdopodobnie przeliczy.
  • Często bywało, że autor był przekonany, że opublikował zdjęcie na
    blogu, a w rzeczywistości widział je tylko on – czytelnicy bloga nie
    widzieli nic. Zdarzało się, że zdjęcia pojawiały się i znikały bez sensownego
    wyjaśnienia.
  • Albumów w Picasa Web nie da się wygodnie przeglądać wykorzystując
    odpowiednie funkcje przeglądarki: nic nie jest normalnym linkiem i nie można
    sobie np. otworzyć wybranych zdjęć w nowych zakładkach środkowym przyciskiem
    myszy.

Wszystko to wynika głównie z faktu, że to, z czym bardzo dobrze sobie
radzą zwykłe statyczne strony WWW – prezentacja zdjęć – próbuje
się zaimplementować od nowa w postaci aplikacji AJAX. Ale to co dobre jest dla
klienta poczty, czy nawet do zarządzania zbiorem zdjęć, niekoniecznie będzie
najlepszym rozwiązaniem dla galerii zdjęć. Szczególnie, jeśli się nie pomyśli
czego od tego może oczekiwać użytkownik z zewnątrz.

Skąd więc ta popularność Picasa Web Albums? Myślę że z powodu dość udanej aplikacji
Google Picasa i darmowości serwisu, ale czy tylko tym powinniśmy się kierować
chcąc wybrać platformę do udostępniania naszych zdjęć?

Sam długo trzymałem się udostępniania zdjęć z własnego serwera. Dobrze nie
musieć na nikim polegać w tym względzie. Ostatnio jednak zacząłem korzystać
z Flickr – taki dedykowany i sprawdzony
serwis to jednak wygoda. Chętnie też przeglądam cudze zdjęcia w tym serwisie
– nie jest to bolesne przeżycie, bo chociażby środkowy przycisk myszy
działa. :-)

Flickr też używa AJAX, ale tam, gdzie użytkownik oczekuje funkcjonalności
aplikacji użytkowej, a nie strony WWW – a więc głównie do zarządzania
zdjęciami. No i dodatkowo do drobnych usprawnień w interfejsie użytkownika,
jak przewinięcie miniaturek, czy szybkie oznaczenie zdjęcia jako
ulubionego.

Dodatkowym aututem jest dobra integracja z różnym oprogramowaniem. Na
przykład, niezwykle wygodnie wysyła się do Flickr zdjęcia z używanego przeze
mnie programu F-Spot. Ciekawe, czy z Google
Picasa też się da…

Właściwie, to tylko jedno mnie do Flickr zniechęcało… plany kupna
serwisu (wraz z całym Yahoo) przez Microsoft. Na szczęście wygląda na to, że
na razie to niebezpieczeństwo minęło. ;-)

Jest jeszcze jeden drobiazg, może w większości przypadków nieistotny
i generalnie i mnie nie powinien przeszkadzać, ale jednak zniechęca: regulamin
usługi Picasa Web Albums zabrania, między innymi, publikacji wszelkiej
nagości, czy treści które mogą być uznane za dwuznaczne. A więc jakbym
się zdecydował opublikować zdjęcie żony opalającej się topless (nie, nie mam
takich planów ;-), to ryzykowałbym usunięcie konta. Podobnie mama
która chciałaby pokazać jak karmi dzidziusia (nawet bardzo skromnie).
Właściwie to i zupełnie niewinne z naszego punktu widzenia zdjęcie, nie
zawierające żadnej nagości może być przecież uznane za dwuznaczne i od
razu potraktowane na równi z pornografią dziecięcą i propagowaniem
faszyzmu
. No i wielu użytkowników Google AdSense się przekonało, że
korporacji tej nie wiele trzeba do stwierdzenia łamania regulaminu,
a konsekwencje bywają drastyczne i praktycznie nieodwołalne.

Flickr nie bawi się tak w policje obyczajową. Właściwie wszystko można
sobie tam umieszczać. Nie oznacza to jednak pełnej samowolki – nie
należy narażać niezainteresowanych i nieletnich na kontakt
z nieodpowiednimi treściami, więc serwis wymaga od użytkowników, żeby
odpowiednio oznaczali swoje prace. I to działa – grzeczne,
rodzinne zdjęcia współistnieją z tymi bardziej odważnymi i jakoś nikt nie musi
być tym urażony.

Blog Day 2008

Zastanawiałem się czy ta akcja ma sens… i dalej nie wiem, ale jak jest
okazja zarekomendować blogi, które chętnie czytam, to czemu nie.
:-)

No to jedziemy, alfabetycznie, bo nie ma co wartościować. No i jak jakiś
blog się nie załapał, to nie znaczy, że jest gorszy. Może po prostu akurat
teraz nie przyszedł mi do głowy, albo uznałem, że promocji nie potrzebuje.
:-)

  • e-Lady – dziewczyny
    prowadzą sklep z bielizną i niezwykle ciekawego bloga, wcale nie o tej
    bieliźnie (no, przeważnie nie).
  • Fraglesi
    z przymróżeniem oka o aktualnej polityce i nie tylko (np. jest parę wpisów o Kocie Romanie).
  • Grace the Spot – blog
    założony przez dwie i prowadzony w sumie przez sześć Gracji
    świat oczami lesbijek (a głównie USA i środowisko tychże lesbijek). Szczególnie
    przyjemny jest cykl Stuff Lesbians Like.
  • k.o.Kaina – niewulgarnie
    o seksie, a do tego obrazki.
  • Siwa – klasyka Joggera.
    Niestety, ostatnio mało aktywna. Jednak, jak już się jakiś wpis zdarzy, to
    zwykle rozbawia jak dawniej.

Można zauważyć, że na liście brakuje tech-blogów, czy innych
specjalistycznych – właściwie wszystkie to spojrzenie autorów na
otaczający ich świat i osobiste przemyślenia na ten temat (kompatybilne z moim
światopoglądem), najlepiej z pewną dozą humoru. To chyba jest to, czego ja
szukam na blogach.

Pranie

Plecak, z którym chodzę do pracy, na wycieczki i właściwie wszędzie, gdzie
kieszenie mogą mi nie starczyć do noszenia całego bajzlu, był już trochę
brudny
. Jakiś czas temu wraz z żoną uznałem, że trzeba by go albo wyprać,
albo kupić nowy. Postanowiliśmy zacząć od pierwszej, tańszej opcji. No więc parę dni temu
żonka mi plecak wyprała…

Do prania trzeba było oczywiście plecak opróżnić, o czym żonka najwyraźniej
pamiętała, bo w rogu pokoju pojawiła się kupka z dawną zawartością plecaka:
teczka z papierami, jakieś śmieci… i jedna podpaska (wciąż nie rozumiem skąd
ona się wzięła w moim plecaku). Niby czegoś brakowało, ale poza
wyrzuceniem ewidentnych śmieci nie zajmowałem się bardziej tą stertą… aż do
dziś.

Koniec weekendu, więc trzeba było się spakować do pracy. Teczka z papierami
– zawsze w torbie była. Ale było tam coś jeszcze, jakaś elektronika
przecież. Zaglądam więc do odpowiedniej kieszonki plecaka… i jest. Zwinięta kulka
ze słuchawek do telefonu i dwóch pendrive’ów na smyczy PLD Linux.
Wszystko czyściutkie, oczywiście. %-)

Rano, po przyjściu do pracy, zaryzykowałem i podłączyłem pendrajwy do
komputera. I działają! Oba. Nawet dane są na miejscu. :-)

A więc, jeśli komuś kiedyś się jakiś usb-stick przypadkiem uświni, to
polecam pralkę automatyczną. O parametry prania i markę proszku do prania
proszę pytać żonę. ;-)

Jak kupowałem wodoodporne etui na telefon…

Już wcześniej pisałem o tym, że do turystycznej nawigacji używam telefonu
komórkowego i modułu GPS na bluetooth. I nawet zastanawiałem się nad tym, czy
można by to jakoś na rowerze zamocować. Moduł GPS nie jest problemem –
można go chociażby w kieszeni trzymać, ale ekran telefonu dobrze byłoby
widzieć. No, ale jak nawet przymocuję telefon jakoś do roweru, to co jak
zacznie padać? Albo jak czymś lub o coś tym telefonem stuknę? Uznałem więc, że
o czymś takim mogę zapomnieć… aż znalazłem odpowiedni
wątek na forum TrekBuddy
.

Obudowa BoxIt wraz
z mocowaniem rowerowym spełniłaby moje wymagania. No, kosztuje trochę, ale da
się przeżyć. Gorzej, że z dyskusji na forum wynikało, że jedyny dystrybutor
tych produktów w Polsce (sklep http://www.bergson.sklep.pl aka PPHU Alpros) jest
nieco podejrzany i ma nie najlepsze podejście do klienta. No ale albo tam,
albo nigdzie (no chyba, że gdzieś zagranicą). Postanowiłem zaryzykować…

Najpierw obejrzałem ofertę na Allegro, bo i tam ta firma sprzedaje,
a wiadomo, na Allegro zawsze trochę pewniej. Niestety, tam była jedynie duża
wersja obudowy (chciałem mniejszą) i nie mieli tam uchwytów rowerowych.
Postanowiłem więc kupić w bergson.sklep.pl…

Złożyłem zamówienie. W sumie wyszło 92,20 zł. Wkrótce miałem dostać
potwierdzenie zamówienia i dane do wpłaty (numer konta). No i za chwilę
dostałem pierwszego maila (pisownia oryginalna, mój adres usunięty):

Date: Thu, 17 Jul 2008 12:36:27 +0200
From: -- mój adres --
Subject: Potwierdzenie przyjęcia zamówienia
To: -- mój adres --

Dziękujemy za złożenie zamówienia
niebawem (dziś lub jutro) otrzymasz potwierdzeniejego przyjęcia
w formie e-mail na adres podany na zamowieniu
wraz z danymi do dokonania przelewu. 
Nie wpłacaj zanim go nie otrzymasz.

No cóż… pełen profesjonalizm. I widać założyli, że nikt nie będzie miał
interesu na ten mail odpowiadać. Oczywiście kolejnego maila nie dostałem ani
dziś, ani jutro do wieczora… upomniałem się więc, bo po cichu liczyłem, że
zabawkę dostanę przed wyjazdem na urlop. W końcu dostałem kolejnego maila:

Date: Mon, 21 Jul 2008 12:26:55 +0200
From: "Sklep bergson.sklep.pl" <sklep@bergson.sklep.pl>
Subject: Potwierdzenie dostepnosci towaru
To: -- mój adres --
Content-type: text/html; charset=iso-8859-2

   Kwotę zamówienia ( 92.2 zł ) proszę wpłacić na poniższe konto:

   Dane do przelewu:

   PPHU Alpros

   ul.11-go Listopada 58

   05-092 ŁOMIANKI
   MBANK
   54 1140 2004 0000 3502 4067 6710

   Dane banku dla przelewów zagranicznych:
   proszę zaznaczać pokrycie kosztów
   banku nadawcy  bo odbiorcy (my) jest darmo !

   IBAN  PL54 1140 2004 0000 3502 4067 6710
   SWIFT BREXPLPWMBK



   TYTUŁ PRZELEWU BEZWZGLĘDNIE MUSI ZAWIERAĆ(w podanej kolejności)
   1. nr zamowienia ( xxx/2008 : -- moje dane -- )
   2. podanie kosztów wysyłki  KOSZT WYSYŁKI ( 4.20 zł )
   3.wyraz PRIORYTET jeżeli dopłaciłeś za niego 1 zł

   oto przykład:
   xxx/2008   koszt wysylki 4.20 zł      PRIORYTET

   Przesyłkę powinieneś otrzymać w ciągu max 5 dni

   Wydrukuj sobie tę stronę jeżeli robisz przelew osobiście ( bank lub poczta)
   i zapamiętaj lub zapisz nr. zamówienia ( xxx/2008 : -- moje dane -- )
   identyfikuj się nim przy jakiejkolwiek korespondencji .
   Na wpłatę czekamy 3 dni , po których zamowienie zostanie anulowane
   więc prosimy nie zwlekać.
   Jest to konieczność aby żartownisie nie blokowali towaru
   który być może ty chcesz kupić

   Nr zamówienia: xxx/2008

   Zamówienie:

   -- moje dane --
   -- mój e-mail --

   -- mój adres --

   =======================================

   Nazwa: etui GSM wodoszczelneBOXIT small aqua
   Nr katalogowy: BOX 511130S
   Rozmiar: ONE SIZE
   Cena: 69.00

   Nazwa: Klips rowerowyboxit
   Nr katalogowy: BOX BIKEADAP
   Rozmiar: ONE SIZE
   Cena: 19.00

Fajnie, czyli mają towar, mogę płacić, wkrótce przyjdzie… jak dobrze
pójdzie (pod koniec tygodnia wyjeżdżam, najwyżej paczka na poczcie poczeka).
Zaraz zleciłem przelew według instrukcji, wliczają tę złotówkę za priorytet. W
końcu zależy mi na czasie…

Czekałem na jakieś potwierdzenie przyjęcia wpłaty i wysyłki towaru,
a dostałem… drugie potwierdzenie dostępności towaru… a raczej jego
niedostępności:

Date: Wed, 23 Jul 2008 13:23:56 +0200
From: "Sklep bergson.sklep.pl" <sklep@bergson.sklep.pl>
Subject: Potwierdzenie dostepnosci towaru
To: -- mój adres --
Content-type: text/html; charset=iso-8859-2

   zabrakło klipsów rowerowych
   wysyłać etui i zwrot wpłaty za klips ?

   Nr zamówienia: xxx/2008

[...]

No, jaja se robią! Ale, ja spokojny człowiek jestem, uznajmy, że czasem
może się zdarzyć… Odpisałem tylko, że bez klipsa mi to etui jest na nic i, że
proszę o zwrot całej wpłaty. Odpowiedzi się nie doczekałem. Biedniejszy o te
93 złote pojechałem na urlop. Po powrocie nic się nie zmieniło, więc wysłałem
kolejnego maila…

Od tamtego czasu do wczoraj nie dostałem od nich żadnej odpowiedzi. Parę
razy próbowałem się też dodzwonić na numer podany na stronie, ale tylko
automatyczna sekretarka się zgłaszała. Raz nawet się nagrałem, chociaż nie
lubię, podając numer zamówienia i żądając zwrotu pieniędzy albo wysyłki
towaru.

Przedwczoraj uznałem, że to już przestało być śmieszne, czy raczej żałosne
i wysłałem mniej miłego maila (pod tytułem Gdzie moje pieniądze?! Bergson
= oszuści?
), z dwóch moich kont pocztowych (jajcus.net i gmail), na
wszelkie adresy e-mail które znalazłem dla Bergson.sklep.pl/Alpros. Załączyłem całą
poprzednią korespondencję. Kolejnym krokiem byłby oficjalny list polecony za
potwierdzeniem odbioru, najeżony paragrafami… albo od razu zgłoszenie na
policję.

Wczoraj jednak dostałem odpowiedź… na mojego maila z szóstego sierpnia (po
powrocie z urlopu):

Date: Thu, 21 Aug 2008 18:49:45 +0200
From: jacek <jacek@bergson.sklep.pl>
Subject: RE: Potwierdzenie dostepnosci towaru
To: -- mój adres --

   -----Original Message-----
   From: -- mój adres --
   Sent: Wednesday, August 06, 2008 10:35 AM
   To: Sklep bergson.sklep.pl
   Cc: jacek@bergson.sklep.pl
   Subject: Re: Potwierdzenie dostepnosci towaru



   On Wed, Jul 23, 2008 at 01:23:56PM +0200, Sklep bergson.sklep.pl wrote:

   > zabrakło klipsów rowerowych

   > wysyłać etui i zwrot wpłaty za klips ?



   Nie dostałem odpowiedzi na moją prośbę o zwrot całej wpłaty CZY MOGLBYS WYSLAC MI TEN MAIL Z PROŚBĄ W POSTACI ZAŁĄCZNIKA ?,
   ani tego

   zwrotu. Czy to znaczy, że klipsy się jednak znalazły i lada dzień

   dostanę przesyłkę? Jeśli nie, to proszę o zwrot wpłaty.



   Mój numer konta:

   xx xxxx xxxx xxxx xxxx xxxx xxxx  (Bank PEKAO S.A)



   -- mój podpis --

   >    Nr zamówienia: xxx/2008
   [...]

Tak, większość treści, to mój e-mail. Odpowiedź wciśnięta gdzieś
w środku. Człowiek, który nie umie na e-mail odpowiedzieć bierze się za
interesy w Internecie… straszne. Wspomniany załącznik musiał dostać
z ostanim mailem, a nawet jeśli nie dostał, to miał wszystko, czego
potrzebował, no ale cóż… odpowiedziałem, załączyłem odpowiedniego maila…

Odpowiedzi oczywiście nie dostałem, ale, jakimś cudem, dzisiaj na koncie
pojawił się zwrot mojej wpłaty. Jakbym go dostał od razu, to bym nawet
podziękował… a tak to raczej sobie daruję.

Zamawiając tę obudowę liczyłem się, że zakup może pójść nie tak, ale nie
spodziewałem się aż takich atrakcji. Chciałem tu całość jakoś podsumować…
ale brak mi słów. Na pewno tej firmy nie polecam.

P.S. A wie ktoś może, gdzie taką obudowę, albo coś podobnego dostanę?

Wybrałem się wreszcie na basen

Na moje dolegliwości, wśród różnych form aktywnego wypoczynku, podobno
najlepszy jest basen. Powinienem więc na basen chodzić. Ale najpierw trzeba
było wydobrzeć po operacji, potem jechałem do sanatorium, potem cośtam, potem
urlop po urlopie remont u Krysi… potem coś mnie jakiś katar zaczął łapać,
a wczoraj samochód śmierdział (po odgrzybianiu klimy)… ;-)
Można by to w nieskończoność ciągnąć.

Dzisiaj więc się w końcu wybrałem. Katar i tak pewnie mi przez pół roku
nie przejdzie, a samochód już prawie nie śmierdzi. Basen okazał się nawet
czynny (jeszcze przez parę dni, bo od 25. przerwa techniczna). Co więcej,
czynne okazały się nawet sauny, które w zeszłym roku były ciągle (gdy tam
zaglądałem) modernizowane (tylko planowany termin zakończenia prac się
zmieniał.

Przez jakieś czterdzieści minut sobie pływałem. Głównie na plecach, bo na
brzuchu to właściwie tylko niekrytą żabką umiem, a to podobno niewskazane. Za
to wyczytałem, że żabka na plecach wręcz przeciwnie… więc tak sobie na
plecach nóżkami wymachiwałem…

Po pływaniu postanowiłem się przyjrzeć saunom. Chciałem poczytać
regulamin (czy jest np. coś o obowiązkowym stroju), ewentualnie pooglądać
z zewnątrz. Większość informacji była jednak w środku, z zewnątrz tylko kartki
o tym, że ręcznik obowiązkowy (nie było widać, żeby ludzie się bardzo tym
przejmowali) i jak wejść. Ciekawość jednak wygrała – wziąłem ręcznik,
przyłożyłem dynksa do czytnika i wszedłem, licząc na to, że pieniędzy mi
starczy.

Były tam cztery sauny: sucha, mokra, na podczerwień i łaźnia parowa.
Oprócz tego szatnia (raczej dla tych co wchodzą nie od strony basenu), wucet,
prysznice i jakaś wanienka (pewnie to jakaś specjalna atrakcja, której nie
obadałem). Kręciło się tam parę osób – wszystkie w strojach kąpielowych,
jak można było się spodziewać. Będąc tam sam wolałem się nie wyróżniać i też
kąpielówek nie zdejmowałem. Wybrałem saunę suchą – po pierwsze ją znam,
po drugie miała chyba najkrótszy zalecany czas zabiegu, a ja kasy w portfelu
miałem mało. Jeśli klepsydra była na piętnaście minut, do w saunie byłem
najpierw jakieś osiem, potem może z pięć minut. Przed, po i pomiędzy
oczywiście prysznic. Nawet było miło (chociaż z kąpielówkami to nie to samo),
ale jednak to niekoniecznie rozrywka na lato. No i zawsze przyjemniej
w rozebranym kobiecym towarzystwie ;-) (dzisiaj w saunie
siedziałem sam).

W sumie byłem na basenie z sauną troszkę ponad godzinkę. I zapłaciłem
ponad dwadzieścia złotych. Dobrze, że nie więcej, bo nawet złotówka mi nie
została. %-). Ciekawość zaspokoiłem z tej sauny w najbliższym
czasie już chyba nie będę korzystał, ale na basen warto będzie się jeszcze
wybrać.