Po komentarzu do ostatniej notki postanowiłem spisać moje przemyślenia
dotyczące gospodarczej lewicowości
i prawicowości
. Oto one:
To są dwie ideologie, które w gruncie rzeczy mają te same, słuszne cele:
powszechny dobrobyt, jednak wychodzą z różnych założeń. Lewica zakłada, że
nie można mówić o powszechnym dobrobycie, gdy nieliczni żyją w dostatku,
a reszta w biedzie. Idea jest taka: niech wszyscy pracują na wspólny dobrobyt.
Chory, głodny, bezrobotny, niewykształcony człowiek nie przyczyni się do
wspólnego sukcesu, dlatego społeczeństwo powinno finansować wszystkim
wykształcenie i opiekę społeczną, a zasady zatrudnienia i wynagradzania za
płacę powinny być ściśle regulowane, żeby każdy miał swoją szansę. W skrajnym
wypadku: każdy to co zarobi daje do wspólnego wora, a kompetetni urzędnicy to
rozdzielą według potrzeb.
Prawica zakłada, że najlepiej się będzie społeczeństwu wiodło, jeśli każda
jednostka zadba o siebie najbardziej jak potrafi. Państwo nie powinno nikomu
w tym przeszkadzać jakimiś regulacjami, ani nie powinno ludzi wyręczać grając
Janosika — zabierając tym co się dorobili, żeby wspomóc tych którzy
sobie nie radzą. Każdy ma równe szanse i tylko od niego zależy co z tego
wyniknie. W skrajnym wypadku jest wolna amerykanka
i prawo
dżungli
— każdy robi co tylko może, aby odnieść sukces.
Problem z lewicą jest taki, że skoro na każdą jednostkę pracuje całe
społeczeństwo, to większość jednostek nie ma interesu się bardzo przykładać do
tej pracy, nie pracuje więc tak wydajnie jakby mogła. Wielu nie będzie
uczciwych i różnymi przekrętami załatwi sobie świadczenia jako potrzebujący.
Pieniędzy w budżecie jest więc coraz mniej. Ale i tak w budżecie jest ich
najwięcej. Ci, którzy wierzą w lewicowe idee, całe swoje życie poświęcą na
pracę na rzecz społeczeństwa. W tym czasie inni będą się
pchali tam, gdzie pieniądze — a więc do władzy, która kontroluje budżet.
Dojdą tam ci, którzy mają do tego najlepsze predyspozycje — najlepszą
smykałkę do interesów
(przekrętów). Wszystki co uda im się zdobyć
wykorzystają aby iść dalej… Zauważcie, że tu działają mechanizmy
prawicowe.
Z prawicą problem jest taki, że zakłada, że każdy wartościowy człowiek (nie
obibok, leń, pijak itp.) jest w stanie sam o siebie zadbać. Że wolny rynek,
bez regulacji i świadczeń socjalnych promuje wykształcenie, pracowitość,
zdrowy tryb życia — gdyż będą one w interesie każdego. Jednak są ludzie
zdolniejsi i mniej zdolni. Ci pierwsi szybko wyprzedzą, uczciwie, bądź nie,
pozostałych. Więcej osiągną też ci, którzy poświęcą się dla sukcesu np.
olewając rodzinę i pracując 24h/dobę. Niektórzy mogą mieć po prostu pecha
i zostaną w tyle. I w tym momencie kończą się równe szanse. Chodzi
o finansowy sukces, więc każdy dąży do tego, żeby zarobić jak najwięcej.
Pieniędzy na rynku jest ograniczona ilość, więc każdy będzie dążył do
zminimalizowania konkurencji, żeby było dla niego więcej. Ci co dobrze
wystartowali i mają więcej pieniędzy mają większe możliwości — będą więc
dążyć do tego, żeby ograniczyć dostęp do rynku pozostałym. W wyniku tego
przepaść rośnie, największe korporacje zaczynają dyktować warunki,
a przeciętny Kowalski jest tylko dojną krową. Gorzej ma nieprzeciętny (chory,
stary, idealista) Kowalski, który do dojenia się już nie nadaje. A rynek
przestaje być wolny — jest coraz bardziej regulowany (hmmm… czy to nie
domena lewicy?).
Obie ideologie, gdy puszczone na żywioł
kończą się właściwie tym
samym. Nieliczni, przy kasie, kontrolują całe społeczeństwo. W przypadku
prawicy można się w tym stanie rzeczy dopatrzyć zgodność z pierwotną ideą
— wybili się najlepsi (w pewnym momencie ich kariery mogli być np.
najlepsi w mordowaniu). W przypadku lewicy pojawią się głosy, że idea była
dobra, tylko została wypaczona przez tych przy władzy (ciekawe… skoro taka
dobra, to czemu zawsze zostaje wypaczona?). W każdym razie
nie widzę przyszłości ani w lewicy ani w prawicy.
IMHO najlepszym rozwiązaniem jest swego rodzaju przeciąganie liny
.
Tak, że do głosu dochodzą obie strony i żadna nie pozwala drugiej na zbyt
wiele. IMHO u nas niestety lina została przeciągnięta trochę za bardzo na
lewo. Prawdopodobnie wynika to z tego, że w okolicach środka to lewicowe hasła
brzmią lepiej, a populizm, niestety, okazuje się najlepszą drogą do
popularności polityka. Dlatego teraz, zarówno lewica, jak i prawica ciągle
wykakują z jakimiś lewymi
pomysłami: komu by tu jeszcze dać kasę (komu
ją zabrać, to się zawsze znajdzie).
Skrajna prawica i skrajna lewica działały by dobrze. W zamkniętym kręgu
uczciwych ludzi. W takim przypadku wybrałbym raczej prawicę. Jednak
w rzeczywistym świecie się tak niestety nie da.
Ja jestem zwolennikiem rynku bez koncesji, pozwoleń, dotacji rządowych
(w szczególności różnych oddłużeń) itp., ale jednocześnie z mocnymi
i skutecznymi regulacjami prawnymi zapewniającymi równe szanse, a więc
ograniczającymi monopole (wolność do wykupienia wszystkich firm w branży przez
dominującą może się opłacać właścicielom tych firm, ale nie gospodarce),
zapewniającymi właściwą odpowiedzialność w przypadku konfliktów (żeby nie było
tak, że duża firma zrobi coś niedobrego małej firmie, tak że ta zbankrutuje,
a zostanie ukarana tak, że nie poczuje), itp. Nie podobają mi się
żadne ulgi podatkowe, nakładanie większego podatku na lepiej
zarabiających oraz masa różnych dziwnych podatków pośrednich. Jednak nie
uważam, że zrezygnowanie z podatków zupełnie, czy drastyczne ich obniżenie
mogłoby uzdrowić gospodarkę. Po prostu staram się rozumieć obie strony
i szukać najlepszych rozwiązań z obu stron. Niestety przed wyborami mam
zawsze problem, bo widzę, że większość polityków rzeczywiście czerpie z obu
stron, jednak nie zawsze to co słuszne.
P.S. pewnie nieźle nabredziłem… ale po prostu niespecjalnie interesuję
się polityką i ekonomią i bardziej nie chcę. Po prostu chciałem, żeby było
jasne skąd się wzięły te cyferki podane we wcześniejszym wpisie. Proszę nie
próbować mnie nawracać na którąkolwiek stronę, bo się całkiem zakałapućkam
w dyskusji ;-)