Spanie z kurczakami dla prostych dziewczyn

Zamówiłem na Amazonnie 12 marca,
wysłano 15 marca, miało przyjść 22 kwietnia, ale już jest: :-)


[img]

Tylko po co ja to kupiłem, jak kurczaków nie hodujemy, a do tego moja
prosta dziewczyna twierdzi, że nie zna angielskiego… ;-)

Amerykanie są śmieszni c.d.

W Ameryce kolejny skandal. Szkolni bibliotekarze z różnych części USA nie
chcą w swoich bibliotekach książki dla dzieci
The Higher Power of Lucky
Susan Patron, nagrodzonej prestiżową nagrodą. Protestują też rodzice. A
wszystko dlatego, że w książce tej pojawia się słowo moszna (jako
miejsce w które wąż ugryzł psa)…

Widać, do pewnego wieku, pewne części ciała po prostu nie istnieją, a
przynajmniej nie mają nazw… ;-)

Dalej na wakacjach…

…ale niestety tylko do piątku. 😦 Ostatnio pogoda zupełnie się popsuła i od ostatniego wpisu chyba ani razu nie plażowaliśmy. Grzybów też ciągle nie ma (pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, że w środku sezonu w lesie nie ma _żadnego_ jadalnego grzybów, a znalezienie niejadalnego to też wielka sztuka). Żadnej ryby też nie złowiłem… Ale i tak nie chcę wracać.

Rozpoczęło się głosowanie do Jabber Council. 9 kadydatów i 5 miejsc. Ciekawe jak mi pójdzie. Żadne pytania od wyborców do mnie nie dotarły (po to przyszedłem do kawiarenki, aby odpowiedzieć na ewentualne pytania) – widać większość jest pewna mojego skreślenia (albo wybrania). Wszystko okaże się 17-tego września.

Teraz trochę uzupełnienia poprzedniego wpisu – to co chciałem już wtedy napisać, ale zapomniałem.

Zachęcony komentarzami na Joggerze postanowiłem przeczytać coś Pratchetta (dobrze to piszę? pewnie nie). Kupiłem więc jedną książkę, potem drugą… i trzecią. Zdążyłbym na tym urlopie przeczytać jeszcze z dwie, ale to byłaby rozpusta. Iwonie też się podoba, więc przynajmniej nie będzie miała nic przeciwko takim wydatkom w przeszłości 🙂

Gdy jeszcze była pogoda i się plażowaliśmy żona była jedyną kobietą na plaży (przynajmniej w obrębie kilkuset metrów) opalającą się topless – trochę z powodów praktycznych – dzidziuś i tak by ciągle swoją „spiżarnię” wyciągał. Poprzednio, gdy byliśmy nad morzem więcej osób się tak opalało. Ciekawe czy to czasy się zmieniły, czy ta Pogorzelica to takie nieprzyzwoicie przyzwoite miejsce. Ale nawet nikt się nie burzył z tego powodu.

Wydałem CJC i znikam

Wczoraj wydałem
PyXMPP
i CJC
w wersji 0.2. CJC – Console Jabber Client – to klient Jabbera na
terminale tekstowe z interfejsem użytkownika podobnym do tych znanych
z popularnych klientów IRC takich jak: irssi czy BitchX. Nie jest
jeszcze skończony (a jaki program jest?) – brakuje w nim między innymi:
rejestracji nowych kont, rejestracji w transportach oraz wyszukiwania
użytkowników, ale poza tym podstawowa funkcjonalność jest i działa. Jest
też przynajmniej jeden użytkownik, który używa CJC regularnie (nie ja)
:-).

Jeżeli w tym co wydałem są jakieś poważne błędy to, niestety, mają
szansę być poprawione dopiero po ósmym września. Wtedy wrócę z wczasów
na które wyjeżdżam dzisiaj wieczorem. Teściowie z większością bagaży
wyjechali już dzisiaj rano, żeby na miejscu – w Pogorzelicy – wszystko
na nasz przyjazd przygotować. My zaszaleliśmy i zarezerwowaliśmy sobie
przedział sypialny w pociągu – nie bardzo sobie wyobrażamy podróż z
dzidziusiem samochodem na drugi koniec Polski (ostatnio godzina jazdy
była dla niej trudna do wytrzymania). Koszty takiej podróży są
olbrzymie (za dwie osoby to będzie ponad 300zł), ale na pewno wygoda
większa. Gorzej na miejscu – tam samochód się przydał, a teść pewnie nam
swojego nie będzie dawał. Trudno.

„Lesia” przeczytałem i nawet mi się podobał. W najbliższym czasie
nie będę jeździł komunikacją miejską, więc pewnie literaturę sobie
odpuszczę, ale mogę się zastanawiać co następnego czytać gdy znowu będę
musiał do roboty jeździć.

Zabcia – finał?

Dostałem kolejnego SMSa od Zabci. Wygląda na to, że ostatniego
:-( Wygląda też na to, że Zabcia nie przez pomyłkę wysyła do mnie
te SMSy i że ta prawdziwa żabcia czyta Joggera – dzisiejszy SMS zawiera
odwołania do mojego joga, a zarazem cechy charakterystyczne dla jej pierwszych
SMSów, których tu nie publikowałem.

Coraz bardziej jestem ciekawy kto jest tą żabcią. Więc Żabciu, proszę,
ujawnij się kimkolwiek jesteś :-) (żona w tym momencie
powiedziała „ekhm ekhm”, ale ja bym się tym nie przejmował)

Dzisiaj, Poza czytaniem SMSów, dalej pracowałem nad CJC. Postanowiłem zacząć
kończyć „partyzantkę” i od dzisiaj CJC plik konfiguracyjny trzyma
w ~/.cjc/ a nie w bieżącym katalogu i może być odpalony
skądkolwiek, a nie tylko z bieżącego katalogu. Zaimplementowałem także kilka
ficzerów o które poprosił najwierniejszy użytkownik – takich jak obsługa części
klawiszy tak jak to robi readline, czy obsługa skalowania okienka
terminala.

Dzisiaj też doczytałem do końca w autobusie i tramwaju kolejną książkę.
Ostatnio umilam sobie godzinną podróż do pracy autobusem i podobną z powrotem
tramwajem czytając książki. Czytam to co mi najłatwiej zdobyć – książki
Chmielewskiej, których żona ma chyba komplet. Może to i mało ambitna, babska
literatura, ale parę z nich mi się bardzo spodobało. Chyba najbardziej właśnie
„Lądowanie w Garwolinie”, które skończyłem czytać dzisiaj (żonie akurat ta się
nie podobała) – niezłe jaja w postaci inscenizowania lądowania kosmitów w PRL
lat 60-tych.