Z pamiętnika hipochondryka

Jednak w naszej publicznej służbie zdarzają się cuda. Wczoraj skierowanie,
a dzisiaj wizyta u specjalisty. Z NFZ! Gdyby jeszcze lekarka się nie spóźniła,
to by było super. Ale zakładam, że to każdemu może się _czasem_ zdarzyć, a ja
w tym fuksie miałem małego pecha.

Aktualna diagnoza: prawdopodobnie dyskopatia. Pani doktor (a w tym
przypadku to nie tylko tytuł grzecznościowy) przesłuchała mnie, postukała
młoteczkiem (zawsze o tym marzyłem! ;-)) i dała masę makulatury:
instrukcje do ćwiczeń oraz sześć recept (panie z recepcji musiały donosić),
w tym:

  • Kolejny lek przeciwzapalny (od niebieskich tabletek to bym się zbyt
    szybko wrzodów nabawił), tym razem mam brać w pracy i wieczorem,
  • kolejny lek rozluźniający,
  • zastrzyk ze sterydem,
  • skierowanie na wykonanie zastrzyku,
  • skierowanie na rezonans magnetyczny, do Chorzowa,
  • kolejne skierowanie na rehabilitację, bo tam gdzie jestem już zapisany,
    to, zdaniem pani dr, jest najgorzej w Gliwicach. A zabiegów rehabilitacyjnych
    nigdy za wiele.

Jeszcze jedna rzecz mnie fascynuje. Zdjęcie RTG. To niesamowite, jak jedno
zdjęcie pokazuje jak mi się stan zdrowia pogarsza: gdy je robiłem lekarz
radiolog stwierdził brak zmian. Nic nie zauważyła też internistka
oglądająca to zdjęcie dzień, czy parę dni, później. Po paru tygodniach zdjęcie
oglądał lekarz-rehabilitant i już było widać przewężenie między kręgami.
A dzisiaj neurolog widziała juz przewężenie i wygięcie. Wot, technika!
;-)

Gdy miałem już umawiać się na rezonans, zastanowiło mnie, dlaczego tak
daleko… W Gliwicach nic nie mają? I czemu konkretna placówka wskazana na
skierowaniu? W końcu, jak mam skierowanie na rehabilitację, do chirurga, czy
do neurologa, to mogę sobie wybrać… Wróciłem do przychodni się spytać, o co
chodzi… Podobno mają umowę tylko z trzema placówkami (Chorzów, Bytom,
Katowice) i gdzie indziej nie mogą mnie skierować.

Potem udałem się na zastrzyk. Okazało się, że muszę się pospieszyć, bo
w mojej przychodni mogą mi dać zastrzyk jedynie ze skierowania tamtejszego
lekarza (a to neurolog mnie wysłała do mojej przychodni…), więc muszę zdążyć
przed piętnastą (doktor A, przyjmujący później, też zaniemógł). No to w naszej
przychodni trafiłem do doktor D. Bardzo miła pani, wypytała o co chodzi,
wyjaśniła co to za zastrzyk. I wypisała nowe skierowanie (stare wyrzuciłem, bo
bez zastrzyku już do niczego mi się nie przyda). Przy okazji zapytałem się
o rezonans – potwierdziła to co wcześniej usłyszałem. Dodała jeszcze,
że sama mimo, że ma specjalizację, to w ogólnej przychodni nie mogłaby mi
takiego skierowania wypisać, a w drugiej pracy ma umowę z Bytomiem.
Więc jestem skazany na ten Chorzów… chyba że pójdę jakoś prywatnie
(orientacyjnie wychodzi coś około 500zł). Zobaczymy jakie będą terminy z NFZ.
Do neurologa mam się zgłosić na kontrolę za miesiąc, nawet jeśli nie będę miał
jeszcze wyników NMR.

Prosto z gabinetu lekarza poszedłem do zabiegowego, gdzie dostałem
zastrzyk (zakupiłem go sam tuż po wyjściu z gabinetu neurologa). Bałem się, że
będzie bolało, jak po antybiotykach które mi tak podawali w dzieciństwie,
a prawie nie poczułem. Co więcej, miałem wrażenie, że od razu po zabiegu
znieczuliło mi ten jeden pośladek – przez jakiś czas czułem tam tylko
lekki chłód, ale potem się rozeszło.

Teraz zobaczymy jaka będzie noc po nowych lekach… Na razie nie czuję
różnicy.

Advertisements

21 uwag do wpisu “Z pamiętnika hipochondryka

  1. Z tym kierowaniem na zabiegi czy usługi przez lekarza pierwszego kontaktu to jest wielka loteria. Kiedyś ZOZ, w którym pracuje moja lekarka miał umowę ze szpitalem, w którym tenże ZOZ działa. I np. zdjęcie rentgenowskie zatok robione japońską maszyną RTG (zrobienie zdjęcia trwało około sekundy – nie licząc późniejszej obróbki chemicznej kliszy) wykonałem w tym samym budynku szpitala. Natomiast na fotografię obitego żebra musiałem pofatygować się do szpitala miejskiego, który prezentował obraz nędzy i rozpaczy. Odrapane ściany, tynk łuszczył się z sufitu na głowy pacjentów (dosłownie) a sama maszyna RTG, produkcji zdaje się byłego NRD, pochodziła chyba z połowy lat 80-tych. Potrzebowała prawie 15-minut na rozruch a samo zrobienie zdjęcia trwało kolejne 10 minut. Nigdy nie wiesz na co trafisz. Raz jest super, świetnie, fantastycznie wręcz (jeśli przyjemnością można nazwać wizyty u lekarzy) a innym razem pozostaje trauma skutecznie odstraszająca od wizyt w placówkach służby zdrowia. Częściej pacjentów spotyka to drugie.

    Lubię to

  2. Jajcus: z przyslowiowym kwitkiem moze nie, ale jak czytam, ze sie po trzy razy wracasz, bo sie pomylili w recepcie, albo szukasz i dzwonisz gdzie Cie przyjma wczesniej niz w listopadzie, to trudno miec dobre zdanie o funkcjonowaniu tego wszystkiego… 🙂 A organizm skomplikowany jest, prawda – wszystkiego zdrowego w Twoim Ci zycze 🙂

    Lubię to

  3. No wiem. NMR-y prezentują podobny standard. Po prostu te maszyny są wszystkie podobne do siebie technicznie. A RTG to RTG – można trafić na nowy jak i na bardzo stary. Tak swoją drogą to prywatnie chyba bym się nie wybrał – koszt badania spory.

    Lubię to

  4. Artur: Wiem. Już wczoraj próbowałem się tam dodzwonić. Zaraz będę próbował znowu. Ale za to musiałbym zapłacić z własnej kieszeni. Jeszcze muszę dowiedzieć się, jakie terminy mają w Katowicach (w Chorzowie: początek stycznia, w Bytomiu: po 20 listopada), bo może jednak da się to sensownie przez NFZ załatwić.

    Lubię to

  5. Dzisiaj było odrobinę lepiej. Też od jakiejś piątej nie spałem, ale bolało trochę mniej, więc wypocząłem trochę bardziej. Tę noc spędziłem na podłodze, dla odmiany, ale nie jestem pewien czy właśnie od tego jest mi lepiej.
    Po południu zaczynam rehabilitacje… zobaczymy, czy to pomoże.

    Lubię to

  6. Arietta: Jak prywatnie? Ja jeszcze z tym nigdzie nie byłem prywatnie — przeczytaj jeszcze raz pierwszy akapit 🙂
    Na rezonans magnetyczny w końcu też zapisałem się z NFZ… do Kędzierzyna-Koźla, na 22 listopada.

    Lubię to

  7. To u mnie się lepiej spisali sporo tego było (nawet jeśli się mieściło w granicach szeroko pojętej normy). W sumie teraz nie idzie znaleźć człowieka ze zdrowym kręgosłupem. Znajomy lekarz (ten co współprowadzi gabinet rehabilitacyjny) odkrył u siebie lekką wadę dopiero jak zaczął dźwigać wielkie ciężary (dwubój) — miał kłopoty z utrzymaniem równowagi… Ciężarowcy muszą mieć idealny. A wadę ma mimo że od małego zajmuje się sportem, uprawiał kilka dyscyplin…

    Lubię to

Co o tym sądzisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s