Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Feminizm a komunizm

Żonka podrzuciła mi linka do artykułu: Feminizm – nowa wersja komunizmu. I muszę przyznać, że z większością artykułu trudno mi się nie zgodzić. Dobrze ukazuje on absurdalność głównych postulatów wojujących feministek (takich jak różnego rodzaju parytety) i błędy w ich rozumowaniu. Jednak nie cały artykuł mi się podoba...

Autor feministycznej wizji społeczeństwa równouprawnionego przeciwstawia tradycyjny, katolicki (odwołania do kościoła nie brakuje, chociaż IMHO niekoniecznie pasuje tam do argumentacji) model rodziny opartej o trwały monogamiczny związek mężczyzny i kobiety. Wyraźna jest niechęć autora do homoseksualistów i ateistów, chociaż artykuł jest na inny temat. Czasem wręcz sugeruje, że feministka = lesbijka (co jest tak samo prawdziwe jak "homofob = homoseksualista zaprzeczający swojej orientacji", czyli czasami).

A przecież problem polega na tym, że te polityczne feministki starają się swoje preferencje i poglądy narzucać wszystkim kobietom. A to jest tak samo złe, jak narzucanie wszystkim tradycyjnego modelu rodziny. Skoro większości on odpowiada, to niech większość go stosuje. Ale jak jakaś kobieta woli pracować i zostawić wychowanie dzieci mężowi, albo po prostu związać się z kobietą (bo faceci jej nie pociągają) – niech tak będzie. Nie trzeba od razu doszukiwać się u niej jakiś urazów z dzieciństwa, czy wręcz próbować leczyć.

Niektóre feministki twierdzą, że należy chłopcom kupować lalki, a dziewczynkom samochodziki, żeby walczyć ze stereotypami. Jest to oczywiście bzdurą. Ale niedobre jest zmuszanie do zabawy lalkami dziewczynki, która woli samochody. Ludzie są różni. Nie tylko mężczyźni różnią się od kobiet, ale i kobieta może się różnić od statystycznej kobiety. I oba przypadki należy uszanować.

Szczególnie przykra jest końcówka artykułu: przeciwstawienie normalnej kobiety i feministki. Czy nie ma miejsca na nic pomiędzy? Nawet wśród kobiet uważających się za feministki często można spotkać osoby bardzo rozsądne, a i niektóre postulaty wojujących feministek mogą być inspiracją dla pozytywnych zmian.

Dobra, pomarudziłem, pokrytykowałem... ale i tak, przyznam, że się to (krytyka z artykułu) niektórym feministkom należało! ;-)

18 komentarzy do wpisu „Feminizm a komunizm”


Z pamiętnika hipochondryka

Siedzę sobie w pracy, a tu komórka dzwoni. Numer zastrzeżony. Odbieram...

Witam. Pan K.....? Dzwonię z ośrodka rehabilitacji w Reptach. Proszę się zgłosić w czwartek do przyjęcia...

WTF?! No wiem, że jeszcze w tym roku mam tam trafić na rehabilitację, ale spodziewałem się raczej terminu w listopadzie lub grudniu... i informacji o dokładnym terminie tak z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Fajnie, że mogą mnie już przyjąć... ale przecież nie mogę nagle klientowi i rodzince oświadczyć, że pojutrze znikam na dwa-trzy tygodnie (zapomniałem się dopytać ile to trwa)...

Wytłumaczyłem pani, że teraz raczej nie dam rady. Zadzwonią znowu gdzieś w październiku (nie wiadomo dokładnie kiedy), prawdopodobnie z takim samym wyprzedzeniem. No, ale teraz wiem czego się spodziewać...

1 komentarz do wpisu „Z pamiętnika hipochondryka”


Przypadek Sary Palin

Afera prosto z USA: ktoś włamał się na konto mailowe republikańskiej kandydatki na wice-prezydenta. Kilka ciekawych rzeczy przy tym wychodzi...

Konto niby prywatne (na Yahoo), a podobno było używane do celów służbowych. Nie dość, że mało profesjonalne, to jeszcze mogło służyć omijaniu prawa (w USA służbowe e-maile – czyli te ze służbowych skrzynek – nie mogą być kasowane i teoretycznie wszystkie są archiwizowane). Ale i czy do celów prywatnych ktoś o takim statusie społecznym nie miałby konta gdzie indziej niż na Yahoo?

Interesujące jest też jak dokonano tego włamu. Po prostu, ktoś użył opcji przypominania hasła do konta Yahoo i na zabezpieczający pytania odpowiedział wiedzą z Wikipedii itp. Zawsze mnie niepokoiły te procedury do odzyskiwania hasła: jeśli ktoś ma poważny interes, żeby dostać się do mojego konta, to nie będzie dla niego wielkim problemem ustalić moją datę urodzenia, panieńskie nazwisko matki, czy kod pocztowy. Nawet imię mojego pierwszego zwierzaka może da się gdzieś wygrzebać...

Jeszcze mogę zrozumieć pytania bezpieczeństwa tam, gdzie z użytkownikiem nie ma innego kontaktu, a więc w przypadku darmowych (brak umowy z danymi teleadresowymi) kont e-mail osób, które alternatywnego adresu nie mają lub nie chcą podawać. Gorzej tam, gdzie mimo innej formy kontaktu działa wyżej wspomniana procedura i podanie danych do "pytań bezpieczeństwa" jest obowiązkowe. Śmieszne jest to "bezpieczeństwo" w popularnej nazwie tej procedury, bo przecież ona niewiele zabezpiecza, raczej pozwala obejść zabezpieczenie w postaci hasła. A przecież często lepiej stracić całkiem dostęp do swojego konta, niż żeby ktoś obcy się do niego dobrał...

Sądzę że w podobny sposób jak pani Paulin kradzione są setki kont na całym świecie, tyle że tamtymi przypadkami mało kto się zajmuje. A człowiek odpowiedzialny za ten włam ma duże szanse być złapanym i skazanym w popisowym procesie... Potem sprawa ucichnie, a politycy i biznesmeni dalej będą służbowo korzystać z prywatnej poczty w kiepsko zabezpieczonych serwisach....

I jest jeszcze jedna sprawa która mnie zastanawia. Po takim włamaniu i wycieku (korespondencja pani senator wyciekła i została opublikowana na Wiki Leaks) spodziewałbym się masę nowych afer opartych o cytaty z tych maili. U nas byłoby to wręcz pewne – wyobraźcie sobie, że ktoś się dorwał do worka z nieoficjalnymi wypowiedziami prezydenta. A tu nic. Nie tego się spodziewałem, szczególnie że o Palin mam już wyrobione nie najlepsze zdanie. Może trzeba trochę poczekać...

O sprawie przeczytałem u Vagli i na stronach BBC News (via Google News).

6 komentarzy do wpisu „ Przypadek Sary Palin”


Faktury od UPC

Dzwoni teściowa, że nie może faktur za Internet i kablówkę, poprosiła więc swoją córkę o pomoc... Ika zalogowała się ze swojego laptopa do systemu w imieniu teściów... Faktury znalazła, ale też poległa przy próbie pobrania. Zawołała mnie...

I co widzę?

  • Po pierwsze flashową aplikację wyświetlającą listę faktur i podgląd faktury... Przecież wystarczyłaby tabelka w HTML z linkami do dokumentów. Nie każdy i nie wszędzie musi mieć działającego Flasha.
  • Po kliknięciu w Fakturę elektroniczną przeglądarka krzyczy, że potrzebna Java. No, widać Flash to za mało. U Iki plugin Java był, ale nie działał (znany błąd w Javie, trzeba było export LIBXCB_ALLOW_SLOPPY_LOCK=1 zrobić, żeby zadziałał).
  • Gdy już Java nam ruszyła, to nas zapluła komunikatami o nieprawidłowym certyfikacie. Pół biedy, że nieznany wystawca (może mamy braki w bazie CA), ale certyfikat był najwyraźniej przeterminowany!
  • Po uruchomieniu aplikacji częściowo wyjaśniła się zawiłość procedury – aplikacja sprawdza kwalifikowany podpis na fakturze. Więc to pewnie próba dostosowania się do przepisów o fakturach elektronicznych. Tyle, że jaki sens ma sprawdzanie kwalifikowanego podpisu aplikacją ściągniętą z sieci, samą podpisaną wadliwym, niekwalifikowanym podpisem?
  • W aplikacji opcja Pokaż PDF nie zadziałała. Pojawił się jakiś komunikat Command not found.
  • Zapisz zadziałało, ale próba otworzenia pliku w Evince skończyła się masą komunikatów o błędach w pliku i co najmniej dziwnym obrazem (od biedy przeczytać się dało, ale na poczcie takiego kwitku wpłaty raczej nie przyjmą). W Acrobat Readerze jednak plik odczytał się prawidłowo.

Jednym słowem: FAIL. Dawno takiego bubla nie widziałem. Właściwie klienci UPC powinni firmę zaskarżyć, jeżeli to rzeczywiście jest jedynym sposobem dostarczania im faktur.

W praktyce wystarczyłaby prosta strona HTML z linkami do plików PDF (prawidłowych). Może nie spełniła by wymogów przepisów o fakturach elektronicznych, ale dla indywidualnych klientów to nie takie ważne. Po cholerę więc takie kombinacje?!

11 komentarzy do wpisu „ Faktury od UPC”


No i się zaczyna – nagonka na pedofilów

Niepokoi mnie to co widzę w mediach, ale można było się tego spodziewać. Dziennikarze i politycy rzucili się żerować na ludzkich emocjach wywołanych czyjąś pojedynczą tragedią (częstsze tragedie nie są dość dobrymi newsami) i wydają się zapominać co to fakty, czy zdrowy rozsądek...

No zgadza się, pewien zwyrodnialec przez lata gwałcił swoją córkę, ale czy to powód żeby nagle nawoływać do kastrowania pedofilów? Przecież wszystko wskazuje na to, że ten facet nie jest nawet pedofilem! Zaczął się do córki dobierać, gdy ta miała piętnaście lat, a więc trzeciorzędne cechy płciowe raczej już miała. To nie pociąg do dzieci był motorem zachowania tego zboczeńca, ale po prostu dostęp do młodej kobiety nad którą miał pełną kontrolę. To jest gwałciciel, nie pedofil, ale że gwałty są dość znanym problemem, to przecież nikt się tym nie będzie zajmował...

No i jak to kastrowanie pedofilów pomogłoby w tym przypadku? Był ten facet kiedyś skazany za podobne przestępstwa? Jeśli nie, to nie dałoby nic. Może w jakiś innych przypadkach, gdzie jest recydywa... ale czemu w takim razie wykorzystywać tę tragedię? Poza tym to rozwiązanie przypomina obcinanie ręki za kradzież... (ręka ukradła, rękę ukarać) mało to cywilizowane. Przecież jak ktoś nie ma hamulców moralnych to pozbawienie go popędu płciowego nagle mu ich nie zwróci – potwór jest w głowie, nie między nogami.

To kastrowanie to na razie jeden pomysł... ale boję się, że może ich być więcej. W takiej atmosferze możemy dorobić raczej nie skutecznego, ale idiotycznego prawa. Nie chciałbym, żeby u nas działy się potem takie rzeczy jak w USA, gdzie człowiek przyłapaniu na siusianiu przy drodze, albo nastolatek przyłapany ze swoją o rok młodszą dziewczyną, zostaje wpisany do rejestru przestępców i jego życie staje się koszmarem (w przyszłości może mieć ograniczany kontakt z własnymi dziećmi), albo, że ojciec zostaje skazany za kąpiel własnego dziecka... Prawo tworzone pod wpływem emocji i pod publikę często nie rozwiązuje problemu, a uderza w niewinnych ludzi.

No i nawet jeśli nam przy okazji politycy prawa nie zepsują, to sama nagonka medialna może narobić szkód. Ludzie będą się bezpodstawnie bać wypuszczać dzieci bez opieki (na zachodzie miejscami już jest nie do pomyślenia, żeby np. dziesięcioletnie dziecko samo szło lub jechało na rowerze do szkoły – wszędzie jest dowożone, co też nie jest bez wpływu na zdrowie), czy nawet oddawać pod opiekę nauczycielom czy trenerom...

Trudno też sobie w takiej atmosferze wyobrazić niewinnego człowieka, który stwierdził u siebie skłonności pedofilskie (to, że podniecają go dzieci, nie znaczy, że będzie od razu je gwałcił – mnie podniecają dorosłe kobiety i nie rzucam się na każdą) będzie szukał pomocy. Zamiast tego może popaść w gorsze problemy widząc w sobie potwora albo bojąc się takiej oceny od innych.

Nie chcę umniejszać tej tragedii, czy cierpień innych molestowanych dzieci. Nie chcę bronić gwałcicieli, czy pedofilów molestujących dzieci. Chciałbym tylko, żeby zachowano umiar i rozsądek. Trzeba zidentyfikować ogólny problem i pomyśleć czy i jak można jemu zaradzić, a nie szukać doraźnych rozwiązań pod wpływem pojedynczych, najgłośniejszych przypadków.

BTW. Zastanawiam się też co z matką tej biednej dziewczyny... Że została zastraszona jakoś mnie nie przekonuje – myślę, że sytuacja była podobna jak w przypadku większości maltretowanych żon – mąż bije, ale przecież męża się nie opuści, bo co to za życie bez niego, tyle że tym razem cierpiała córka...

21 komentarzy do wpisu „ No i się zaczyna – nagonka na pedofilów


Blogfrog?

Wczoraj, przeglądając statystyki, zauważyłem że na mojego bloga ktoś wchodzi z blogfrog.pl. Postanowiłem sprawdzić co to takiego i podwójnie się zaskoczyłem:

  • Mam tam konto (Firefox podpowiedział hasło) i najwyraźniej samodzielnie zarejestrowałem tam kiedyś swojego bloga (zupełnie tego nie pamiętam).
  • Sporo moich wpisów jest tam oceniona, najwyraźniej przez więcej niż jedną osobę – ktoś tego używa.

Z ocen jednak mały dla mnie pożytek, bo wszystkie sprowadzają się właściwie do przeciętny. Postanowiłem zobaczyć jak tam wyglądają inne znane mi blogi... i właściwie żadnego nie znalazłem. Chyba jednak aż taki popularny ten serwis nie jest...

12 komentarzy do wpisu „ Blogfrog?”