Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Klient z plecakiem jest bardziej awanturujący się

Wczoraj z żonką zajrzeliśmy do Forum, nowego centrum handlowego w Gliwicach. Byliśmy w pobliżu, a żonka chciała kupić tej pysznej smażonej cebulki z Carrefour, którą zwykle kupowaliśmy w centrum Arena. No więc wchodzimy na pewniaka do hipermarketu, a tu za mną strażnik krzyczy, że ja z tym plecakiem nie mogę. To ja pukam się w czółko i mówię mu co o tym myślę. On, że takie są zasady i, że nie on je wymyśla. Olałbym go i wszedł dalej, ale żonka stwierdziła, że jej już się tu nie podoba i wychodzimy. Jeszcze spytałem kobiety w punkcie obsługi klienta, gdzie tu można jakieś reklamacje zgłaszać, ale ona stwierdziła, że musiałaby wezwać szefa ochrony... nie chciało mi się czekać, ani nie widziałem sensu dyskusji z kolejnym ochroniarzem...

Nie pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Kiedyś unikaliśmy Reala w M1 w Zabrzu z tego powodu. W Tesco i w starym gliwickim Carrefourze jakoś nie robili z tego problemu.

No i za każdym razem zastanawiam się: dlaczego? Skoro ochrona nie wpuszcza z plecakami, to pewnie, aby uniknąć kradzieży. No niby można coś w plecaku wynieść... ale jak tam to coś niepostrzeżenie wrzucić? Znacznie łatwiej wsunąć coś do kieszeni, do torebki, czy, zimą, pod kurtkę. Ale nie widziałem, żeby paniom odbierano torebki, zimą szatnia nie obowiązuje, a i spodni z kieszeniami mi nigdy nikt nie kazał zdejmować... Czyli raczej nie chodzi o to, że plecak ułatwia kradzież. To może o coś innego? Może to klienci z plecakami są po prostu bardziej podejrzani? Toż to taki sam element, jak znany z kreskówek nieogolony oprych z wielkim workiem na plecach...

Oj, chyba nie prędko znowu zajrzymy do Carrefour w gliwickim Forum... ale do samego Forum owszem – niesamowite czekoladki tam mają. Jak sobie przypominam tę truflę z chilli... mmmmm... :-)

51 komentarzy do wpisu „ Klient z plecakiem jest bardziej awanturujący się”


Jedyna we wsi studnia z Internetem

Dotychczas, na tym urlopie, z laptopa korzystałem w domu, w pokoju telewizyjnym – w dzień miło, bo chłodniej niż w upale na zewnątrz (albo nie pada -- wersja na początek wczasów), wieczorem, bo komary nie gryzą.

Dzisiaj jest na dworze całkiem przyjemnie – nie za gorąco, ale ciepło i nawet troszkę słonko prześwituje. No to postanowiłem wyjść na zewnątrz. Kabla (bateria niestety do niczego się nie nadaje) starczyło tylko do studni. I dobrze, studnia też dobra, a przy okazji jest oryginalnie: laptopik stoi na studni (dobrze, że jest zamykana) i łapie Internet GPRSem, a ja siedzę przed nim na krzesełku i przeglądam Joggera. :-)

7 komentarzy do wpisu „ Jedyna we wsi studnia z Internetem”


Dlaczego mama robi ciasto

– A dlaczego mama robi ciasto?

– Bo jutro ma urodziny.

– I ja też mam??

– Nie, ty masz w maju. Teraz jest lipiec i mama ma urodziny szóstego lipca.

– Aaaa... to ja muszę zrobić laurkę! Zamknę się w pokoju, żeby nie wchodziła, a jak będzie próbowała wejść, to powiem, że nie może, bo robię laurkę.

– Jak chcesz jej zrobić niespodziankę, to może lepiej nie mów jej co robisz. Wystarczy, że poprosisz, żeby nie wchodziła.

...i na tym się właściwie rozmowa skończyła. Dziecko zamknęło się w swoim pokoju, a z kuchni przyszła roześmiana mama. Oczywiście słyszała całą rozmowę.

3 komentarze do wpisu „ Dlaczego mama robi ciasto”


Show them to me

Wreszcie jakaś piosenka i teledysk z przesłaniem. ;-D

Show them to me

Edit [2007-10-20]: powyższy link nie działa, ale znalazłem inny, działający: Show them to me

3 komentarze do wpisu „ Show them to me”


Sen

Byliśmy na zakupach w centrum handlowym. Potrzebowaliśmy jakiś nietypowych żarówek. W Carrefour ich nie było, więc poszliśmy do Media Markt (który wyglądał raczej jak Ikea, bo pełno szaf tam było. A do tego strasznie ciasno). Jakiś inny klient próbował coś wynieść w butach, ale go złapali.

Ja wróciłem do domu. Na piechotę. Lało jak z cebra, ale dotarłem na miejsce. Przypomniałem sobie, że na zakupy pojechałem samochodem i nie musiałem wracać na piechotę. Co więcej, w centrum handlowym została moja żona. Zadzwoniłem do niej... i dowiedziałem się, że właśnie ją zamknęli, bo nie chciała zdradzić haseł do laptopa. Więcej nie udało mi się dowiedzieć, bo połączenie przerywało i nie mogłem się więcej dodzwonić. Domyśliłem się, że musi być w gliwickim areszcie śledczym. I od razu zacząłem myśleć jak załatwić dobrego adwokata. Nawet zadzwoniłem do ojca. Było późno, więc poszedłem spać.

Nazajutrz postanowiłem żonę odwiedzić. Dalej nie mogłem się dodzwonić, ale uznałem, że jakoś ją znajdę. Poszedłem więc do tego szpitala. Najpierw trafiłem na jakiś inny oddział, potem idąc korytarzami wyszedłem innym wyjściem, ale na teren szpitala. W końcu dodzwoniłem się do żonki. Powiedziała mi, że wejść mam przez izbę w pokoju nr 38, a moja kurtka jest w pokoju 48. I że mam wziąć łyżwy, bo w bramie jest ślizgawka. Ja na szczęście byłem już za bramą...

Co było dalej, czy dotarłem do żonki?... tego już się nie dowiedziałem, bo brutalnie obudził mnie budzik z pomocą kosiarzy za oknem.

15 komentarzy do wpisu „ Sen”