Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Blogfrog?

Wczoraj, przeglądając statystyki, zauważyłem że na mojego bloga ktoś wchodzi z blogfrog.pl. Postanowiłem sprawdzić co to takiego i podwójnie się zaskoczyłem:

  • Mam tam konto (Firefox podpowiedział hasło) i najwyraźniej samodzielnie zarejestrowałem tam kiedyś swojego bloga (zupełnie tego nie pamiętam).
  • Sporo moich wpisów jest tam oceniona, najwyraźniej przez więcej niż jedną osobę – ktoś tego używa.

Z ocen jednak mały dla mnie pożytek, bo wszystkie sprowadzają się właściwie do przeciętny. Postanowiłem zobaczyć jak tam wyglądają inne znane mi blogi... i właściwie żadnego nie znalazłem. Chyba jednak aż taki popularny ten serwis nie jest...

11 komentarzy do wpisu „ Blogfrog?”


Picasa Web Albums to jakaś pomyłka

A ja, dla odmiany, pomarudzę na Google. Ich usługa, która niewątpliwie najbardziej mnie wkurza, to Picasa Web Albums. Wkurza tym bardziej że jest popularna. Coraz częściej jak znajduję w sieci albo od kogoś dostanę jakiś link do zdjęć, to prowadzi mnie on właśnie na strony Picasa, a co za tym idzie:

  • Często link, który z założenia ma prowadzić do konkretnego zdjęcia, prowadzi do początku galerii. Jeśli ktoś liczy na komentarz do konkretnego zdjęcia, a w galerii ma ich to się prawdopodobnie przeliczy.
  • Często bywało, że autor był przekonany, że opublikował zdjęcie na blogu, a w rzeczywistości widział je tylko on – czytelnicy bloga nie widzieli nic. Zdarzało się, że zdjęcia pojawiały się i znikały bez sensownego wyjaśnienia.
  • Albumów w Picasa Web nie da się wygodnie przeglądać wykorzystując odpowiednie funkcje przeglądarki: nic nie jest normalnym linkiem i nie można sobie np. otworzyć wybranych zdjęć w nowych zakładkach środkowym przyciskiem myszy.

Wszystko to wynika głównie z faktu, że to, z czym bardzo dobrze sobie radzą zwykłe statyczne strony WWW – prezentacja zdjęć – próbuje się zaimplementować od nowa w postaci aplikacji AJAX. Ale to co dobre jest dla klienta poczty, czy nawet do zarządzania zbiorem zdjęć, niekoniecznie będzie najlepszym rozwiązaniem dla galerii zdjęć. Szczególnie, jeśli się nie pomyśli czego od tego może oczekiwać użytkownik z zewnątrz.

Skąd więc ta popularność Picasa Web Albums? Myślę że z powodu dość udanej aplikacji Google Picasa i darmowości serwisu, ale czy tylko tym powinniśmy się kierować chcąc wybrać platformę do udostępniania naszych zdjęć?

Sam długo trzymałem się udostępniania zdjęć z własnego serwera. Dobrze nie musieć na nikim polegać w tym względzie. Ostatnio jednak zacząłem korzystać z Flickr – taki dedykowany i sprawdzony serwis to jednak wygoda. Chętnie też przeglądam cudze zdjęcia w tym serwisie – nie jest to bolesne przeżycie, bo chociażby środkowy przycisk myszy działa. :-)

Flickr też używa AJAX, ale tam, gdzie użytkownik oczekuje funkcjonalności aplikacji użytkowej, a nie strony WWW – a więc głównie do zarządzania zdjęciami. No i dodatkowo do drobnych usprawnień w interfejsie użytkownika, jak przewinięcie miniaturek, czy szybkie oznaczenie zdjęcia jako ulubionego.

Dodatkowym aututem jest dobra integracja z różnym oprogramowaniem. Na przykład, niezwykle wygodnie wysyła się do Flickr zdjęcia z używanego przeze mnie programu F-Spot. Ciekawe, czy z Google Picasa też się da...

Właściwie, to tylko jedno mnie do Flickr zniechęcało... plany kupna serwisu (wraz z całym Yahoo) przez Microsoft. Na szczęście wygląda na to, że na razie to niebezpieczeństwo minęło. ;-)

Jest jeszcze jeden drobiazg, może w większości przypadków nieistotny i generalnie i mnie nie powinien przeszkadzać, ale jednak zniechęca: regulamin usługi Picasa Web Albums zabrania, między innymi, publikacji wszelkiej nagości, czy treści które mogą być uznane za dwuznaczne. A więc jakbym się zdecydował opublikować zdjęcie żony opalającej się topless (nie, nie mam takich planów ;-), to ryzykowałbym usunięcie konta. Podobnie mama która chciałaby pokazać jak karmi dzidziusia (nawet bardzo skromnie). Właściwie to i zupełnie niewinne z naszego punktu widzenia zdjęcie, nie zawierające żadnej nagości może być przecież uznane za dwuznaczne i od razu potraktowane na równi z pornografią dziecięcą i propagowaniem faszyzmu. No i wielu użytkowników Google AdSense się przekonało, że korporacji tej nie wiele trzeba do stwierdzenia łamania regulaminu, a konsekwencje bywają drastyczne i praktycznie nieodwołalne.

Flickr nie bawi się tak w policje obyczajową. Właściwie wszystko można sobie tam umieszczać. Nie oznacza to jednak pełnej samowolki – nie należy narażać niezainteresowanych i nieletnich na kontakt z nieodpowiednimi treściami, więc serwis wymaga od użytkowników, żeby odpowiednio oznaczali swoje prace. I to działa – grzeczne, rodzinne zdjęcia współistnieją z tymi bardziej odważnymi i jakoś nikt nie musi być tym urażony.

27 komentarzy do wpisu „ Picasa Web Albums to jakaś pomyłka”


Blog Day 2008

Zastanawiałem się czy ta akcja ma sens... i dalej nie wiem, ale jak jest okazja zarekomendować blogi, które chętnie czytam, to czemu nie. :-)

No to jedziemy, alfabetycznie, bo nie ma co wartościować. No i jak jakiś blog się nie załapał, to nie znaczy, że jest gorszy. Może po prostu akurat teraz nie przyszedł mi do głowy, albo uznałem, że promocji nie potrzebuje. :-)

  • e-Lady – dziewczyny prowadzą sklep z bielizną i niezwykle ciekawego bloga, wcale nie o tej bieliźnie (no, przeważnie nie).
  • Fraglesi – z przymróżeniem oka o aktualnej polityce i nie tylko (np. jest parę wpisów o Kocie Romanie).
  • Grace the Spot – blog założony przez dwie i prowadzony w sumie przez sześć Gracji – świat oczami lesbijek (a głównie USA i środowisko tychże lesbijek). Szczególnie przyjemny jest cykl Stuff Lesbians Like.
  • k.o.Kaina – niewulgarnie o seksie, a do tego obrazki.
  • Siwa – klasyka Joggera. Niestety, ostatnio mało aktywna. Jednak, jak już się jakiś wpis zdarzy, to zwykle rozbawia jak dawniej.

Można zauważyć, że na liście brakuje tech-blogów, czy innych specjalistycznych – właściwie wszystkie to spojrzenie autorów na otaczający ich świat i osobiste przemyślenia na ten temat (kompatybilne z moim światopoglądem), najlepiej z pewną dozą humoru. To chyba jest to, czego ja szukam na blogach.

3 komentarze do wpisu „ Blog Day 2008”


Jak kupowałem wodoodporne etui na telefon...

Już wcześniej pisałem o tym, że do turystycznej nawigacji używam telefonu komórkowego i modułu GPS na bluetooth. I nawet zastanawiałem się nad tym, czy można by to jakoś na rowerze zamocować. Moduł GPS nie jest problemem – można go chociażby w kieszeni trzymać, ale ekran telefonu dobrze byłoby widzieć. No, ale jak nawet przymocuję telefon jakoś do roweru, to co jak zacznie padać? Albo jak czymś lub o coś tym telefonem stuknę? Uznałem więc, że o czymś takim mogę zapomnieć... aż znalazłem odpowiedni wątek na forum TrekBuddy.

Obudowa BoxIt wraz z mocowaniem rowerowym spełniłaby moje wymagania. No, kosztuje trochę, ale da się przeżyć. Gorzej, że z dyskusji na forum wynikało, że jedyny dystrybutor tych produktów w Polsce (sklep www.bergson.sklep.pl aka PPHU Alpros) jest nieco podejrzany i ma nie najlepsze podejście do klienta. No ale albo tam, albo nigdzie (no chyba, że gdzieś zagranicą). Postanowiłem zaryzykować...

Najpierw obejrzałem ofertę na Allegro, bo i tam ta firma sprzedaje, a wiadomo, na Allegro zawsze trochę pewniej. Niestety, tam była jedynie duża wersja obudowy (chciałem mniejszą) i nie mieli tam uchwytów rowerowych. Postanowiłem więc kupić w bergson.sklep.pl...

Złożyłem zamówienie. W sumie wyszło 92,20 zł. Wkrótce miałem dostać potwierdzenie zamówienia i dane do wpłaty (numer konta). No i za chwilę dostałem pierwszego maila (pisownia oryginalna, mój adres usunięty):

Date: Thu, 17 Jul 2008 12:36:27 +0200
From: -- mój adres --
Subject: Potwierdzenie przyjęcia zamówienia
To: -- mój adres --

Dziękujemy za złożenie zamówienia
niebawem (dziś lub jutro) otrzymasz potwierdzeniejego przyjęcia
w formie e-mail na adres podany na zamowieniu
wraz z danymi do dokonania przelewu. 
Nie wpłacaj zanim go nie otrzymasz.

No cóż... pełen profesjonalizm. I widać założyli, że nikt nie będzie miał interesu na ten mail odpowiadać. Oczywiście kolejnego maila nie dostałem ani dziś, ani jutro do wieczora... upomniałem się więc, bo po cichu liczyłem, że zabawkę dostanę przed wyjazdem na urlop. W końcu dostałem kolejnego maila:

Date: Mon, 21 Jul 2008 12:26:55 +0200
From: "Sklep bergson.sklep.pl" <sklep@bergson.sklep.pl>
Subject: Potwierdzenie dostepnosci towaru
To: -- mój adres --
Content-type: text/html; charset=iso-8859-2

   Kwotę zamówienia ( 92.2 zł ) proszę wpłacić na poniższe konto:

   Dane do przelewu:

   PPHU Alpros

   ul.11-go Listopada 58

   05-092 ŁOMIANKI
   MBANK
   54 1140 2004 0000 3502 4067 6710

   Dane banku dla przelewów zagranicznych:
   proszę zaznaczać pokrycie kosztów
   banku nadawcy  bo odbiorcy (my) jest darmo !

   IBAN  PL54 1140 2004 0000 3502 4067 6710
   SWIFT BREXPLPWMBK



   TYTUŁ PRZELEWU BEZWZGLĘDNIE MUSI ZAWIERAĆ(w podanej kolejności)
   1. nr zamowienia ( xxx/2008 : -- moje dane -- )
   2. podanie kosztów wysyłki  KOSZT WYSYŁKI ( 4.20 zł )
   3.wyraz PRIORYTET jeżeli dopłaciłeś za niego 1 zł

   oto przykład:
   xxx/2008   koszt wysylki 4.20 zł      PRIORYTET

   Przesyłkę powinieneś otrzymać w ciągu max 5 dni

   Wydrukuj sobie tę stronę jeżeli robisz przelew osobiście ( bank lub poczta)
   i zapamiętaj lub zapisz nr. zamówienia ( xxx/2008 : -- moje dane -- )
   identyfikuj się nim przy jakiejkolwiek korespondencji .
   Na wpłatę czekamy 3 dni , po których zamowienie zostanie anulowane
   więc prosimy nie zwlekać.
   Jest to konieczność aby żartownisie nie blokowali towaru
   który być może ty chcesz kupić

   Nr zamówienia: xxx/2008

   Zamówienie:

   -- moje dane --
   -- mój e-mail --

   -- mój adres --

   =======================================

   Nazwa: etui GSM wodoszczelneBOXIT small aqua
   Nr katalogowy: BOX 511130S
   Rozmiar: ONE SIZE
   Cena: 69.00

   Nazwa: Klips rowerowyboxit
   Nr katalogowy: BOX BIKEADAP
   Rozmiar: ONE SIZE
   Cena: 19.00

Fajnie, czyli mają towar, mogę płacić, wkrótce przyjdzie... jak dobrze pójdzie (pod koniec tygodnia wyjeżdżam, najwyżej paczka na poczcie poczeka). Zaraz zleciłem przelew według instrukcji, wliczają tę złotówkę za priorytet. W końcu zależy mi na czasie...

Czekałem na jakieś potwierdzenie przyjęcia wpłaty i wysyłki towaru, a dostałem... drugie potwierdzenie dostępności towaru... a raczej jego niedostępności:

Date: Wed, 23 Jul 2008 13:23:56 +0200
From: "Sklep bergson.sklep.pl" <sklep@bergson.sklep.pl>
Subject: Potwierdzenie dostepnosci towaru
To: -- mój adres --
Content-type: text/html; charset=iso-8859-2

   zabrakło klipsów rowerowych
   wysyłać etui i zwrot wpłaty za klips ?

   Nr zamówienia: xxx/2008

[...]

No, jaja se robią! Ale, ja spokojny człowiek jestem, uznajmy, że czasem może się zdarzyć... Odpisałem tylko, że bez klipsa mi to etui jest na nic i, że proszę o zwrot całej wpłaty. Odpowiedzi się nie doczekałem. Biedniejszy o te 93 złote pojechałem na urlop. Po powrocie nic się nie zmieniło, więc wysłałem kolejnego maila...

Od tamtego czasu do wczoraj nie dostałem od nich żadnej odpowiedzi. Parę razy próbowałem się też dodzwonić na numer podany na stronie, ale tylko automatyczna sekretarka się zgłaszała. Raz nawet się nagrałem, chociaż nie lubię, podając numer zamówienia i żądając zwrotu pieniędzy albo wysyłki towaru.

Przedwczoraj uznałem, że to już przestało być śmieszne, czy raczej żałosne i wysłałem mniej miłego maila (pod tytułem Gdzie moje pieniądze?! Bergson = oszuści?), z dwóch moich kont pocztowych (jajcus.net i gmail), na wszelkie adresy e-mail które znalazłem dla Bergson.sklep.pl/Alpros. Załączyłem całą poprzednią korespondencję. Kolejnym krokiem byłby oficjalny list polecony za potwierdzeniem odbioru, najeżony paragrafami... albo od razu zgłoszenie na policję.

Wczoraj jednak dostałem odpowiedź... na mojego maila z szóstego sierpnia (po powrocie z urlopu):

Date: Thu, 21 Aug 2008 18:49:45 +0200
From: jacek <jacek@bergson.sklep.pl>
Subject: RE: Potwierdzenie dostepnosci towaru
To: -- mój adres --

   -----Original Message-----
   From: -- mój adres --
   Sent: Wednesday, August 06, 2008 10:35 AM
   To: Sklep bergson.sklep.pl
   Cc: jacek@bergson.sklep.pl
   Subject: Re: Potwierdzenie dostepnosci towaru



   On Wed, Jul 23, 2008 at 01:23:56PM +0200, Sklep bergson.sklep.pl wrote:

   > zabrakło klipsów rowerowych

   > wysyłać etui i zwrot wpłaty za klips ?



   Nie dostałem odpowiedzi na moją prośbę o zwrot całej wpłaty CZY MOGLBYS WYSLAC MI TEN MAIL Z PROŚBĄ W POSTACI ZAŁĄCZNIKA ?,
   ani tego

   zwrotu. Czy to znaczy, że klipsy się jednak znalazły i lada dzień

   dostanę przesyłkę? Jeśli nie, to proszę o zwrot wpłaty.



   Mój numer konta:

   xx xxxx xxxx xxxx xxxx xxxx xxxx  (Bank PEKAO S.A)



   -- mój podpis --

   >    Nr zamówienia: xxx/2008
   [...]

Tak, większość treści, to mój e-mail. Odpowiedź wciśnięta gdzieś w środku. Człowiek, który nie umie na e-mail odpowiedzieć bierze się za interesy w Internecie... straszne. Wspomniany załącznik musiał dostać z ostanim mailem, a nawet jeśli nie dostał, to miał wszystko, czego potrzebował, no ale cóż... odpowiedziałem, załączyłem odpowiedniego maila...

Odpowiedzi oczywiście nie dostałem, ale, jakimś cudem, dzisiaj na koncie pojawił się zwrot mojej wpłaty. Jakbym go dostał od razu, to bym nawet podziękował... a tak to raczej sobie daruję.

Zamawiając tę obudowę liczyłem się, że zakup może pójść nie tak, ale nie spodziewałem się aż takich atrakcji. Chciałem tu całość jakoś podsumować... ale brak mi słów. Na pewno tej firmy nie polecam.

P.S. A wie ktoś może, gdzie taką obudowę, albo coś podobnego dostanę?

8 komentarzy do wpisu „ Jak kupowałem wodoodporne etui na telefon...”


Zanikająca Reisefieber?

Miał to być komentarz do wpisu Zanikająca Reisefieber na blogu Tomka Skórskiego, ale zrobił się długi, więc opublikuje go tu:

Nie sądzę, żeby następowała jakaś dewaluacja podróży jako takiej, najwyżej pewnych celów podróży (świat się zmniejszył). Ci (czy raczej tacy jak tamci), którzy wybierali się na wielką wyprawę (na drugi koniec kraju, czy kontynentu), gdy inni pozostawali w swoich wioskach, najwyżej raz w miesiącu wybierając się do miasta, i teraz znajdą sposób na ekscytującą przygodę. Zamiast Bieszczad będą to może Himalaje. Albo zamiast wyprawy rodzinką Syrenką ze Śląska nad morze będzie wycieczka rowerowa po Beskidach. Ten kto w podróży szuka większych wrażeń znajdzie je w każdych czasach.

Ci którzy podróżują nerwowo patrząc na zegarek, z iPodem w uszach to ci, którzy w "dawnych czasach" w ogóle by się ze swojej miejscowości nie ruszali, no chyba, że autokarem na zorganizowane przez zakład pracy wczasy.

A jeśli piszesz myśląc o sobie... to zauważ, że też nie jesteś tą samą osobą co parę lat temu. Kiedyś jeździłem po Polsce autostopem, mieszkałem pod namiotem i najlepsze wakacje były wtedy gdy jednego dnie nie wiedziałem, gdzie będę następnego. Teraz mam wczasy mniej-więcej zaplanowane na parę miesięcy przed, nie ma mowy o wypoczynku w pokoju bez łazienki i wyjazdu bez własnego samochodu... to nie czasy się zmieniły, ale ja i moje życie. Mniej potrzebuję wielkiej przygody, bardziej odpoczynku od pracy i spędzenia czasu z rodziną. Przygody też mi trochę brakuje... samotnego wyjazdu w nieznane, chociażby rowerem, ale są inne priorytety i po prostu brakuje czasu.

A i technika, łącznie z Internetem, nie musi spłycać podróży. Chociażby taki geocaching – człowiek uzbrojony w GPS i informacje z Sieci odwiedza miejsca, w które wcześniej sam z siebie by się nie zapuścił. Kiedyś było inaczej, ale to nie znaczy, że kiedyś było lepiej (czemu ludzie mają zawsze tendencje do takiego błędu w porównaniach?).

Co do samej gorączki podróży, w sensie fizjologicznym... motylki w brzuchu, nerwowe pilnowanie każdego szczegółu, wręcz rozwolnienie przed wyjazdem... myślę, że to mija z wiekiem... któryś z kolei wyjazd, nawet w nowe miejsce, nie będzie budzić takich emocji jak pierwszy wyjazd na kolonie, czy pierwsze samodzielne wakacje bez rodziców.

Ja bym się tam nie martwił, że przez postęp cywilizacyjny dużo tracimy w tym względzie.

3 komentarze do wpisu „ Zanikająca Reisefieber?”


Zabawy z GPS-em

Chciałem napisać kolejną notkę o mojej zabawce... i zorientowałem się, że przecież jeszcze nic nie napisałem na ten temat. A więc, od początku...

Już od dawna fascynowała mnie technologia GPS – możliwość rejestrowania aktualnej pozycji i nawigacji w czasie rzeczywistym do wybranego punktu. No i obrabianie zebranych danych w komputerze. Bardzo chętnie bym się czymś takim pobawił... ale jak na zabawkę to było zawsze zbyt drogie. Turystyczne urządzenia GPS albo bardzo prymitywne, albo drogie. Do gołego odbiornika musiałbym mieć laptopa albo palmtopa, a samochodowe nawigacje jakoś mnie nie pociągały specjalnie (drogie i właściwie do użytku tylko w samochodzie).

Na szczęście sytuacja nieco się zmieniła. Odbiorniki GPS potaniały, a zmądrzały telefony komórkowe. Więc za niewielkie pieniądze mogłem kupić sobie odbiornik na Bluetooth, który całkiem sprawnie może być obsłużony przez mój, też nie najdroższy, telefon komórkowy.

Zabawy

No to co ciekawego można takim zestawem robić. No moim głównym celem było móc jechać w nieznane i dalej wiedzieć gdzie się jest, żeby móc wrócić. ;-) No i rejestrowanie swoich wycieczek. Gdy szukałem oprogramowania do swojej zabawki często natykałem się na określenie geocaching. Nie wnikałem w to, zakładałem, że to po prostu zbieranie informacji o tym gdzie się było (wiecie, skojarzenie z cache przeglądarki). Później okazało się, że bardzo się myliłem...

Geohashing

Skoro ignorowałem geocaching to pierwszą zabawą z GPS którą się zainteresowałem był geohashing, wymyślony przez autora popularnego komiksu XKCD w odcinku 426. Po prostu, gdy zobaczyłem ten obrazek i przeczytałem odpowiadający mu wpis na blagu, to uznałem, że muszę tego spróbować. Wygląda na to, że jestem jedynym takim wariatem w Polsce. :-)

Zabawa polega na tym, że dla każdej daty wyznaczane są konkretne współrzędne geograficzne, dla każdej kratki 1° na 1°. Algorytm wykorzystuje notowania nowojorskiej giełdy z dnia poprzedniego (lub ostatniego w którym były dostępne), więc nie można określić przyszłych punktów. Po prostu znane są współrzędne na dziś lub jutro. W piątek także na weekend (aż do poniedziałku), ale nic więcej. Zadanie polega na tym, żeby w odpowiednim dniu trafić w odpowiednie miejsce. W soboty, o 16:00 czasu lokalnego przewidziane są w tych miejscach spotkania miłośników XKCD, więc teoretycznie można spotkać się z innymi świrami (o ile tacy są w okolicy).

Ja pierwszy punkt zaliczyłem wczoraj. Trafiłem na stare, opuszczone i zdewastowane torowisko w Sośnicy. Całkiem interesujące miejsce. :-)

Geocaching

Gdy zainteresowałem się geohashingiem, to w końcu poczytałem też co to ten geocaching. No i to też całkiem fajna sprawa. W skrócie: ludzie robią skrytki z dzienniczkiem i skarbami i publikują współrzędne geograficzne. Zadanie polega na odnalezieniu skrytki i wpisaniu się do dzienniczka. Może być ciekawe.

Zaleta w porównaniu z geohashingiem: jest po co iść, skrytki zwykle są w interesujących miejscach (można pozwiedzać) i z zasady są dostępne (geohashing może prowadzić prosto na środek morza, czy do zamkniętej bazy wojskowej). Jednocześnie wadą jest to samo: wiadomo mniej-więcej czego można się spodziewać i generalnie skrytki są w znanych miejscach. Miejsca ukrycia najbliższych skrzynek prawdopodobnie się już kiedyś odwiedziło, przy innej okazji.

Jutro będę w pobliżu jednej takiej skrytki, to może i swój geocaching zaliczę. :-)

Geodashing itp.

Z geozabaw czytałem jeszcze o geodashingu. Trochę podobne do geohashingu – też miejsca są rozmieszczane losowo. Jednak tym razem są to wylosowane punkty na całym świecie ważne przez miesiąc. Pewnie jest jeszcze parę innych takich zabaw.

Moje zabawki

se_gps2.jpg

Odbiornik GPS Navibe GB735

Wybrałem taki, bo to był jeden z najtańszych, od sensownego sprzedawcy na Allegro, na popularnym chipsecie (SiRF Star III) obsługiwanym przez większość oprogramowania, a w zestawie miał ładowarkę samochodową i domową. Był dodany też kod umożliwiający ściągnięcie na próbę programu Wayfinder, ale to niespecjalnie mi się przydało (zniechęcała głównie cena pełnego produktu, ale także to jak mnie program przywitał, gdy chciałem wypróbować).

Urządzenie działa całkiem przyzwoicie, chociaż czasem długo trzeba czekać aż po raz pierwszy ustali pozycję. Przy gorszej pogodzie, to może być i pół godziny, jeśli w ogóle się to uda. Mam wrażenie, że dokładność (czy raczej czułość) mogła by być nieco lepsza (często widzi tylko 3/4 satelity). Ale w praktyce nie sprawiło mi to większych problemów, więc nie mam co narzekać. Bateria wystarcza chyba na jakieś dziesięć godzin. Spokojnie wystarczy na wycieczkę, a na dłuższej trasie samochodem odbiornik może stale być podpięty do ładowarki.

Telefon SE k550i

O telefonie już wspominałem. Dodam tylko, że wydaje się bardzo dobrym wyborem do zabaw z GPSem. Może nie zainstaluję na nim oprogramowania przygotowanego pod Symbiana czy Windows CE może nie zainstaluję, ale i pod Javę znalazłem wszystko czego potrzebuję. Wszystko działa szybko i sprawnie, na karcie pamięci mogę zmieścić praktycznie dowolną ilość map. Przydaje się też wbudowany aparat fotograficzny – wystarczająco dobry, żeby udokumentować swoje wyprawy.

Dodatkowe duperele

Dodatkowe rzeczy jakie dokupiłem do tego zestawu:

  • Samochodowy uchwyt na telefon – żeby sprawnie korzystać z nawigacji samochodowej trzeba mieć wyświetlacz telefonu na widoku. Kupiłem chyba najtańszy uchwyt, przyczepiany przyssawką do przedniej szyby. Wygląda trochę tandetnie, ale spełnia swoje zadanie. Problem pojawia się, gdy chcemy podłączyć ładowarkę (dla mnie to mus), ze względu na nieszczęśliwe położenie złącza w moim telefonie. Ale i z tą wtyczką jakoś się trzyma, tyle że krzywo. Jakbym kupił oryginalny uchwyt Sony-Ericsson (kosztujący parę razy więcej), to nie miałbym takiego problemu.
  • Ładowarka do telefonu – gdy korzysta się z nawigacji online, to konieczność. Mój telefon strasznie żre prąd przy aktywnym połączeniu z Internetem.
  • Rozdzielacz gniazda zapalniczki – dzięki niemu mogę jednocześnie podłączyć zasilanie telefonu i odbiornika GPS i nie martwić się, że mi któraś bateria padnie w samochodzie.

Oprogramowanie

NaviExpert

Żeby GPS nie był tylko zabawką, potrzebowałem czegoś co zrobi z niego prawdziwą nawigację samochodową. Jeszcze przed zakupem rozglądałem się w sieci za odpowiednim oprogramowaniem i moją uwagę zwrócił NaviExpert. Sam program jest za darmo, ale nie posiada map. Zamiast tego łączy się przez Internet z serwerem, który wyznacza trasę i udostępnia mapkę okolicy. Płaci się za tę usługę, można wykupić abonament na jeden dzień i wypróbować. A jak się spodoba, zapłacić za rok lub dwa.

Ten sposób działania ma jeszcze dodatkowe zalety: mamy do dyspozycji aktualną bazę danych o niemiłych niespodziankach na drodze (jak fotoradary), a podczas wyznaczania trasy mogą być uwzględnione korki w których utknęli inni użytkownicy.

Ściągnąłem, zapłaciłem za tydzień wypróbowałem. Działało, wykupiłem więc dłuższy abonament. Blondynka (NaviExpert mówi tylko głosem kobiecym) doprowadziła nas już do Krynicy i do Ustronia. Było parę potknięć, ale zdaje się, że innym produktom też się zdarzają. Ja na zakup nie narzekam.

TrekBuddy

GPS miał być do zabawy... więc potrzebowałem też programu, który przyda mi się na wycieczkach i który pozwoli mi na wymianę danych GPS z komputerem. Oglądałem w sieci różne Javowe aplikacje GPS na komórkę. Jedne były zbyt prymitywne, inne za drogie, a TrekBuddy darmowy i ma właściwie wszystkie funkcje jakich bym chciał.

Główną funkcją TrekBuddy'ego jest pokazywanie aktualnej pozycji na mapie. W tym celu trzeba mieć odpowiednio przygotowane mapy. Na szczęście są narzędzia, które pozwalają taką mapę przygotować, niestety głównie pod Windows (o nich dalej). Można też gotowe mapy kupić. W Polsce firma Compass produkuje i sprzedaje takie mapy. Trochę drogo, ale jak próbowałem samemu papierową mapę zeskanować i przygotować do użytku z TrekBuddy, to uznałem, że może warto zapłacić.

TrekBuddy pokaże nam także kierunek w którym się poruszamy, wprowadzone wcześniej punkty nawigacyjne, czy kierunek i odległość do wybranego punktu. Przebytą trasę może na bieżąco zapisywać w pliku GPX (standard wymiany danych GPS). Punkty nawigacyjne także trzyma w plikach GPX.

Atlas Creator

TrekBuddy Atlas Creator to proste narzędzie w Javie przerabiające mapy Google na atlas TrekBuddy. Niestety dość prymitywne.

Googleak

Podobne narzędzie, ale dużo bardziej zaawansowane. Pozwala także przetwarzać mapy terenowe, zdjęcia satelitarne, a także mapy z kilku innych źródeł niż Google. Przy pomocy tego narzędzia można sobie przygotować całkiem niezły atlas dla TrekBuddy'ego. Niestety, Googleak jest pod Windows, na szczęście – całkiem dobrze działa teraz w wine.

OziExplorer i skrypty do dzielenia map

Generalnie OziExplorer to jest jakiś komercyjny program pod Windows do obsługi urządzeń GPS. Mnie jednak interesuje mały wycinek jego funkcjonalności, dostępny także w wersji demo – kalibracja map. Tak się składa, że TrekBuddy używa danych kalibracyjnych właśnie w formacie OziExplorera. Program działa pod wine, niestety nieznośnie powoli.

Udało mi się przy jego pomocy skalibrować jakąś przedwojenną niemiecką mapę 1:25000 znalezioną w internecie. Z podobną polską sztabówką, czy własnoręcznie zeskanowaną papierową mapą turystyczną poszło znacznie gorzej. Przy okazji dowiedziałem się jaka kartografia, a szczególnie kwestie współrzędnych geograficznych i odwzorowania, jest skomplikowana...

Skalibrowaną mapę należy jeszcze pociąć i ewentualnie zapakować do atlasu. Różne narzędzia do tego celu można znaleźć na stronach TrekBuddy.

Na szczęście nie trzeba się samemu w przygotowywanie map bawić. :-)

Viking

Oprogramowanie na komórkę z GPS-em i mapy do niego to nie wszystko. Przydałoby się coś, czym można by było sobie planować trasy, a także oglądać dane zebrane przez nasz zestaw GPS. I fajnie byłoby się obyć bez Windows, czy wine. Trochę się naszukałem zanim znalazłem coś fajnego, ale w końcu się udało. Viking to prosta aplikacja GTK umożliwiająca pracę z mapami (znów z Google itp.) oraz danymi z i dla GPS. Można wyświetlić sobie mapę wybranej okolicy, na nieść na nie punkty, które chcemy odwiedzić i wyeksportować do pliku GPX, który załadujemy do komórki. Po powrocie z wycieczki można sobie do Vikinga wgrać zebrane dane i obejrzeć którędy się szło, a nawet gdzie jakie zdjęcia się zrobiło (ale to gdyby robienie zdjęć z poziomu TrekBuddy było praktyczniejsze).

GPSBabel

Czasem może pojawić się potrzeba przekonwertowania jakiś danych do lub z jakiegoś egzotycznego formatu (nie wszystko umie GPX), albo jakiegoś przekształcenia danych GPX. Tu przydaje się GPSBabel. Narzędzie to potrafi nie tylko konwertować między mnóstwem różnych formatów danych GPS, ale ma także wbudowanych parę przydatnych filtrów. Chcesz się pozbyć ze ścieżki niedokładnie ustalonych punktów? Chcesz z tysiąca punktów (np. skrytek geocaching) wybrać te w obrębie kilku kilometrów od wybranego punktu, czy może po prostu odwrócić kierunek trasy? GPSBabel to załatwi.

Happy Camel

Wspomniałem, że w wycieczkach z GPS-em fajnie jest mieć aparat fotograficzny. A może by tak w plikach ze zdjęciami zaznaczyć gdzie dokładnie były one zrobione? To się nazywa geotaging i Wesoły Wielbłąd w tym pomoże. Wystarczy, że podasz mu zestaw zdjęć i dane z GPS-a (ścieżka) obejmujące czas w którym zdjęcia były robione, a on powiąże jedno z drugim. Może zapisać dane geograficzne w metadanych (EXIF) zdjęcia, może stworzyć plik .KMZ dla GoogleEarth (w którym potem można np. obejrzeć sobie własne zdjęcia na tle satelitarnych), może nawet wyszukać nazwy miejscowości w pobliżu których fotografowaliśmy.

Happy Camel ma także wsparcie dla Flickr, ale tym nie udało mi się jeszcze czegoś sensownego osiągnąć.

19 komentarzy do wpisu „ Zabawy z GPS-em”



Jesteście obserwowani...