Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Awaria...

Z pracowym komputerem miałem problemy już od dawna. Jak tylko przyniosłem go do biura, to przestał działać zasilacz (który dzień wcześniej, w domu działał bez zarzutu). Wymieniłem na nowy.

Z nowym zasilaczem niby działał, ale jak się coś podłączyło (czy to kabel sieciowy, czy pendrive) to potrafił się momentalnie zawiesić na twardo. Do zawieszenia systemu wystarczyło czasami przełączyć się z Xów na konsolę (czasem z tego powodu system wieszał mi się parę razy jednego dnia, a czasem przez parę tygodni nie było problemów). Myślałem, że dalej coś z zasilaniem, ale wymiana zasilacza na jeszcze inny nie powiodła się (w ogóle się nie uruchamiał). Właściwie to już nawet nie wiem, który zasilacz mam zamontowany...

Samo przełączanie na konsole sprawiało problemy tylko czasami... ale był też inny problem. Gdy korzystałem z konsoli (framebuffer), to czasem aplikacja rysująca coś w Xach potrafiła mi tą konsolę skaszanić, tak, że nie dało się zrobić nic poza przejściem do Xów. Problemy takie sprawiały tylko niektóre aplikacje, a właściwie ich elementy: migający kursor w xtermie kaszanił, animacja Flash w Firefoksie nie, ale już animowany gif w tym samym firefoksie też kaszanił. Freeciv nie kaszanił, OuterSpace kaszanił. Nauczyłem się więc przełączać na firefoksa z bezpieczną zakładką (teraz to się chyba tab nazywa) przed przejściem na konsolę...

Uznałem, że dość tego. Przynajmniej z tymi graficznymi problemami trzeba skończyć. Postanowiłem zmienić kartę graficzną, z tego podejrzanego Matroxa (ale to podobno dobre karty...) na Radeona, który gdzieś mi sie w domu walał... Wyciągam starą kartę, wkładam nową, uruchamiam komputer... i ciemność, widzę ciemność. Otrzymywałem albo czarny ekran, albo jakieś No signal wygenerowane przez monitor.

No cóż... ten Radeon mógł być zepsuty... spróbowałem ze kartą na płycie głównej... Ciemność. No to wsadziłem znowu Matroksa... to samo. A przy tym słychać i widać, że poza brakiem obrazu, komputer startuje normalnie. Myślę sobie: zepsułem monitor :-( Podłączyłem zapasowy (CRT, nie nadający się za bardzo do codziennej pracy)... Dalej ciemność. Na wszystkich trzech kartach. Już zacząłem się obawiać, że zepsułem drugi monitor...

Jednak oba monitory były sprawne – podłączone do routera pokazywały co trzeba. A więc płyta główna, która już mi od dawna wydawała się podejrzana... Poleciałem więc do sklepu i kupiłem nową płytę z procesorem (pod stary procesor już nic odpowiedniego nie mieli, ale przynajmniej pamięci nie musiałem wymieniać). Na razie działa. A do grafiki używam zintegrowanego Intela 865G. Zabawy z Radeonem sobie odpuszczam (przynajmniej na razie).

5 komentarzy do wpisu „ Awaria...”


AMD (dawinej ATI) upubliczniło specyfikację i... cisza?

Podczas porannej prasówki natrafiłem na link w 7thguard do informacji o udostępnieniu przez AMD specyfikacji do chipsetów graficznych. Developerzy Xorg dostali pierwszą część dokumentacji dwunastego września, lada chwila ma wyjść (a może wyszedł?) nowy, open-source'owy sterownik do R500/R600... a w sieci praktycznie cisza.

Dziwne trochę. Były petycje, nie petycje, wieczne narzekania na brak dobrych sterowników i specyfikacji, szum przy każdej wzmiance o ewentualnym ujawnieniu specyfikacji itd. itp. A jak coś konkretnego się stało, to cisza. Dziwne. Albo ja czegoś nie widzę...

6 komentarzy do wpisu „ AMD (dawinej ATI) upubliczniło specyfikację i... cisza?”


Kamerka pod Linuksem

Żonka ostatnio wspominała, że chciałaby mieć kamerkę internetową. Ja lubię takie zabawki, więc od razu podchwyciłem pomysł i postanowiłem jej kamerkę kupić. No to zajrzałem na Allegro co tam mają... cała masa do wyboru... no to biorę parę z brzegu i Googlam za ich wsparciem w Linuksie. Ciężko to idzie. Nic na temat wsparcia w Linuksie dokładnie tych urządzeń co znalazłem na Allegro w Google nie było. Jak coś znalazłem, co miało wsparcie, to albo tego na Allegro nie było, albo kosztowało więcej niż byłem w stanie zapłacić. Na Allegro był tak wielki wybór, że nie sposób było sprawdzić wszystkiego. Podobnie na wygooglanych listach sprzętu obsługiwanego przez Linuksa. Oczywiście każdy producent chipsetu zrobił interfejs po swojemu (urządzenia oparte o standard UVC się dopiero pojawiają i do tych najtańszych nie należą), a który chipset jest w której kamerce to dopiero po podłączeniu można stwierdzić...

Na Allegro i tak nie chciałem tego kupować (w końcu to kot w worku), uznałem, że wybiorę się do sklepu. Normalnie wziąłbym ze sobą listę obsługiwanego sprzętu, żeby porównać z tym co jest na półkach. Ale dostępne listy są olbrzymie... a i tak niekompletne... Poszedłem więc bez listy, parę popularniejszych nazw zapamiętałem, a w ogóle, to uznałem, że może trafię. I umówię się ze sprzedawcą, że jak nie uruchomię tego, to zwrócę...

No więc przyszedłem do sklepu. Przerażanie w oczach – chyba z dziesięć różnych kamerek na półce, żadna nie przypomina niczego o czym czytałem... No nic, mówię, że chcę kamerkę i nieśmiało dodaję ale taką, żeby działała pod Linuksem. A sprzedawczyni, ku mojemu zaskoczeniu, bierze jedną kamerkę z półki (i to chyba taką, jakiej żonka oczekuje – na laptopa, z klipsem) i mówi, że ta będzie na pewno działać. Okazało się, że był tam już jeden klient z takimi wymaganiami, przyszedł z laptopem i na miejscu sprawdził. Zapytałem jeszcze o parametry, bo kosztowała mniej niż byłem przygotowany na to wydać. Pani zaproponowała, że może podłączyć do jakiegoś laptopa i pokazać. Już brała jednego laptopa, ale stwierdziła: Ale ten ma zainstalowaną tę kurewską... oj, przepraszam... na nim jest ta Vista. Kobieta była rzeczywiście przerażona, że jej się takie słowo wymsknęło. Widać szczerze. :-D

W końcu dała mi jakiegoś laptopa z Windows XP, żebym sobie podłączył i sprawdził. Taaa... równie dobrze mogłaby mnie posadzić przed sterami helikoptera, żebym się przeleciał ;-). Ale jakoś sobie w tym egzotycznym systemie, i to jeszcze z jakimiś dodatkowymi przeszkadzajkami, poradziłem. Kamerka zadziałała, obraz był zadowalający (przynajmniej jak na tą cenę). Biorę.

Za sterownikami rozglądałem się wcześniej, więc jakiś miałem już w pracy skompilowany, dla najnowszego kernela PLD AC. Okazało się, że pasuje do tej kamerki. Załadował się bez problemu i xawtv pokazało obraz. Ale Ekiga marudziła, że nie może otworzyć urządzenia. Bałem się, że kamerka z Ekigą niezgodna (może dlatego, że JPEG)... ale okazało sie, że po prostu ten sterownik to V4L1, a w Ekidze miałem załadowane tylko V4L2. Doinstalowałem libpw-vide-v4l i ruszyło!

Teraz trochę danych praktycznych:

  • Kamerka to: A4Tech Evo Cam Note
  • Sterownik do niej to: gscpav1 (wersja: 20070110)
  • Aby ręcznie zbudować ten sterownik na PLD Ac trzeba:
    • Zainstalować pakiet kernel-module-build w wersji zgodnej z używanym kernelem (zrobić upgrade kernela i zainstalować najnowszy kernel-module-build)
    • Rozpakować źródła sterownika gdzieś w katalogu domowym.
    • Poprawić Makefile:

      Zamienić:

      default:
              $(MAKE) -C $(KERNELDIR) SUBDIRS=$(PWD) CC=$(CC)
      modules

      na (w przypadku używania kernela up, zamienić wszystkie smp na up):

      default:
              mkdir -p o/include/linux
              ln -sf $(KERNELDIR)/config-smp o/.config
              ln -sf $(KERNELDIR)/Module.symvers-smp o/Module.symvers
              ln -sf $(KERNELDIR)/include/linux/autoconf-smp.h
      o/include/linux/autoconf.h
              $(MAKE) SYSSRC=$(KERNELDIR) SYSOUT=$(PWD)/o O=$(PWD)/o -C $(KERNELDIR)
      CC=$(CC) prepare scripts
              $(MAKE) SYSSRC=$(KERNELDIR) SYSOUT=$(PWD)/o O=$(PWD)/o -C $(KERNELDIR)
      SUBDIRS=$(PWD) CC=$(CC) modules
    • Przelogować się na roota, skopiować zbudowany gspca.ko do /lib/modules/`uname -r`/misc, zmienić mu właściciela na root:root, odpalić depmod -a.

Dopiero teraz zobaczyłem, że w repozytorium PLD jest gspca.spec i się nawet buduje, więc można zapomnieć o tym, co napisałem wyżej i po prostu zbudować sobie pakiet. Wersja w specu jakby trochę inna, jeszcze nie sprawdzałem czy działa, najwyżej trzeba by speca nieco poprawić.

Update: Nagrałem mały testowy filmik, żeby pokazać co kamerka może. No, nie do końca pokazuje on co chciałem – podczas nagrywania obraz stracił nieco na jakości, bo nie znalazłem jeszcze sposobu na nagrywanie z tego w optymalnej jakości. Na bezpośrednim podglądzie w spcaview/xawtv/mplayer obraz jest odrobinę lepszy.

25 komentarzy do wpisu „ Kamerka pod Linuksem”


Stary tropek w nowym ciele

Już się tu chwaliłem jak sobie zbudowałem serwerek z drewna. Znaczy się, zamknąłem płytę VIA EPIA z zasilaczem i dyskiem w drewnianym pudełku. Tak narodził się tropek serwerek/routerek, który w podobnej formie służył nam do przedwczoraj.

Moja konstrukcja, niewątpliwie oryginalna, od początku była niekoniecznie praktyczna, ale przy założeniu, że się w tym nie grzebie, to nie było dużym problemem. I żonce się nawet komputerek spodobał.... Ale ciężko, żeby taki niewyżyty administrator jak ja, powstrzymywał się długo od grzebania w domowym serwerku...

Gdy uznałem, że poczta mi się trochę za bardzo muli, uznałem, że dodam pamięć... i wymienię dysk na SCSI. Pierwsze, mimo pewnych komplikacji z zakupem, nie było większym problemem. Drugie wiązało się z dołożeniem kontrolera SCSI, co oznaczało wyrzucenie sieciówki PCI, co oznaczało podłączenie Ethernetu przez USB. Obudowa zyskała jeden wypustek, żeby kontroler się zmieścił oraz jedną "mackę" do podłączenia sieciówki...

Dysk SCSI był głośny, więc kombinowałem z wyciszeniem dysku. Później były, średnio udane, próby podłączenia dodatkowego dysku IDE przez USB, wymiana kontrolera SCSI na wyższy itp. Skrzynka zyskiwała kolejne wypustki i macki, a do tego przestała się domykać... gdy ostatnio zacząłem wspominać o kolejnych możliwych zmianach żona powiedziała Dość! i zasugerowała wymianę skrzynki na coś co wygląda jak komputer. Nawet zaczęła się za odpowiednim sprzętem rozglądać na Allegro...

Wypatrzyła na jednej aukcji malutki komputerek Dell™ OptiPlex™ GX150 (w wersji Small Form-Factor, po naszemu slim). Poźniej ja się rozejrzałem i stwierdziłem, że takich maszynek na Allegro jest całkiem sporo, w różnych konfiguracjach i rzeczywiście wygląda to na rozsądny wybór. Dostępne egzemplarze miały zwykle 256MB RAM i procesory 800-1100MHz. Do tego czasem napęd CD lub DVD i dysk twardy 10-20GB. Uznałem, że CD mi nie potrzebny, dysk potrzebuję i tak większy, a pamięci 512MB to minimum (więcej do tej maszynki nie da się wsadzić). W końcu zamówiłem komputerek bez dysku i napędu optycznego, ale z 512MB RAM. A zanim przyszła kupiłem na mieście dysk twardy 160GB. IDE, bo o wsadzeniu SCSI do tej maszynki mogłem zapomnieć (bardzo niskie miejsce na kartę PCI).

Zanim jeszcze przyszedł Dellik zabrałem się za testowanie i przygotowanie dysku. hdparm -tT zaskoczył mnie wynikiem 78MB/s. To więcej niż moje dyski SCSI 10000 obr/min. Czasów dostępu nie mierzyłem, ale tu raczej nie ma szans, żeby były niższe niż w tych SCSI. Bardzo zadowolony też byłem z głośności, czy raczej cichości dysku. Założyłem filesystemy (na LVM, rzecz jasna) i rsyncem wstępnie skopiowałem dane ze starego (wtedy wciąż on-line) tropka.

W poniedziałek przyszedł Dell. Zapakowany w pieluszki. %-) Obudowa podrapana z wierzchu, ale w środku jak nowy. Podłączyłem zasilanie, włączam... i nic... cisza. Dopiero gdy przyłożyłem ucho do obudowy poczułem ciche mruczenie. Całkiem nie źle jak na maszynkę z dwoma wentylatorkami o małej średnicy.

Zastopowałem prawie wszystkie usługi na starym tropku (zostawiłem sieć i sshd) i jeszcze raz zapuściłem rsynca, żeby skopiować ostatnie zmiany na nowy dysk (podłączony do podbiurkowej maszyny). Skonfigurowałem bootloadera itp. i zamontowałem dysk do nowego serwerka. Trochę musiałem przy tym pogłówkować, bo to nie takie proste, rozciąłem sobie palucha (zawsze jak składam jakiegoś PC to się potnę i coś krwią wysmaruję), ale się udało. Przy okazji zauważyłem, że prowadnice na dysk są zrobione tak, żeby tłumić drgania – konstruktorzy Della bardzo dbali o to, żeby to było ciche.

Oczywiście za pierwszym razem nie udało mi się uruchomić systemu. Jeszcze z dwa razy musiałem dysk podpinać do dużego kompa, żeby coś tam w konfiguracji poprawić, ale w końcu się udało. Jeszcze parę drobnych poprawek na nowym serwerku, testy na łączu w świat skrosowanym pod biurko i mogłem wyłączać starego tropka i wstawić nowego na jego miejsce w szafie. Chwilę potem już miałem internet, Jabbera i parę innych przez nową maszynkę.

Wydajnościowo nie widzę jakiś różnic w żadną stronę. W nowej konfiguracji sprzętowej transfery z dysku są gorsze – po podłączeniu do pięcioletniej płyty głównej ten nowy dysk wyciąga już tylko około 28MB/s. To mniej niż miałem w starym tropku. Ale tam był kontroler SCSI i pamięć DDR. Różnic wynikających z gorszych czasów dostępu nie zauważyłem. W nowym jest szybszy procesor, ale w takim zastosowaniu raczej nie powoduje to widocznych zmian. Jeśli chodzi o wydajność nie była to zmiana na lepsze, ale na gorsze też nie.

Najważniejsze, że teraz serwer wygląda normalnie:

nowy_tropek.jpg

i że znacznie łatwiej jest do niego cokolwiek podłączać i odłączać. Mam nadzieję, że długo nam posłuży.

13 komentarzy do wpisu „ Stary tropek w nowym ciele”


Uffff... działa

Okazało się, że wystarczyło: ifdown eth1; ifup eth1. Widać znowu zgłupiała moja super sieciówka na USB... albo switch do którego jest podłączona.

A niedziałanie DNSu, a co za tym idzie i mojego joggera, wynikało z mojej własnej głupoty. W rekordzie SOA miałem bzdurne czasy wpisane i zgodnie z tymi wytycznymi zapasowe serwery DNS zapominały o jajcu.net najpóźniej w godzinę po padzie mojego serwerka. Widać kiedyś chciałem wymusić szybsze odświeżanie strefy, a nie chciało mi się do dokumentacji zaglądać który numerek co oznacza. Zmniejszyłem tymczasowo prawie wszystkie... i tak już zostało. Teraz ustawiłem expire na trzy tygodnie i wreszcie zapasowe serwery nazw powinny spełniać swoją rolę jak należy.

Dodaj komentarz do wpisu „ Uffff... działa”


WiFi w domu, z przygodami oczywiście

Niedawno żonka dostała nowego laptopa. Z różnych ciekawych rzeczy, ten laptop ma, między innymi, WiFi. Karta na chipsecie Prism 2.5 została od kopa rozpoznana przez Linuksa (na początku jako eth0, co przez chwilę powodowało moje wątpliwości w sprawność normalnego portu Ethernet). Szkoda by było tego nie wykorzystać.

W domu mam jeszcze dwie bezprzewodowe karty sieciowe: na PCMCIA i na USB, obie Compex, obie zawsze sprawiały mi problemy, ale przynajmniej dawało się na otwartych sterownikach to jakoś odpalić. Tę na PCMCIA sobie odpuściłem, bo nie będę odpalał innego laptopa i kernela 2.4, żeby sprawdzić czy WiFi u żony działa. Postanowiłem spróbować z tą na USB, od razu podłączając ją do mojego routerka.

Karta jest na chipsecie ATMELa. Zasadniczo są do tego dwa sterowniki: atmelwlandriver i at76c503a (berlios driver). Oba od dawna nie rozwijane. Żadnego z tych sterowników w PLD nie ma (pewnie w żadnej dystrybucji nie ma). Poprzednio tę kartę uruchamiałem na tym pierwszym sterowniku, nawet udawało się do tego PLDową paczkę zbudować i jako-tako to działało. Z drugim też próbowałem, ale bez lepszych rezultatów (innych niż zwis maszyny czy okazały Oops).

Tym razem atmelwlandriver nie udało mi się nawet skompilować – systemu budowania dostosowanego do antycznych kerneli nie umiałem pogodzić z PLDowym kernel-module-build. O dziwo, sterownik z Berliosa, w wersji CVS, skompilował się bez problemów. Co więcej, załadował się na tropku i połączył się z laptopem żonki. Oczywiście konfiguracja nie może być normalna (gdzie router z kartą WiFi robiłby za AP) – karty działają w trybie Ad-Hoc, bo ta na USB trybu master nie umie.

Połączył się, ale coś za bardzo sieć nie działała. Sprawdziłem tcpdumpem i zobaczyłem ip packet truncated - 4 bytes missing. No fajnie, pewnie sterownik spieprzony. Ale nie wyglądało to na coś, czego nie dałoby się naprawić. Google dużo na ten temat nie miało do powiedzenia. Zajrzałem więc do źródeł i lepiej przyjrzałem się logom. W logach znalazłem: firmware version 1.103.0 #175 (fcs_len 4) . Najpierw spróbowałem starszego firmware'u (ze sterownikiem przyszły dwie wersje), ale to w ogóle nie działało. Pozostało pogrzebać w źródłach. Okazało się, że jest tam kod odpowiedzialny za obcięcie FCS (cokolwiek to jest) z końca ramki. Ten FCS to 4 bajty, z wyjątkiem jednej wersji firmware (jakiejś starej), gdzie ta długość była ustawiona na 0 (z komentarzem, że ta wersja jest głupia i FCS nie doczepia). No to wpisałem 0 na stałe i bingo! Zadziałało :-).

Kolejnym problemem były straty pakietów. W pokoju, gdzie zwykle stoi laptop, 17%. Przeszedłem się z nim po mieszkaniu i w przedpokoju, gdzie powiesiłem nadajnik (kartę USB) było 0%. Ale w przedpokoju nikt pracować nie będzie... Spróbowałem jeszcze przenieść nadajnik (najpierw powiesiłem nad drzwiami, obok dzwona, bo tam się ładnie komponował ;-)), położyłem na drzwiczkach szafki... i w całym domu jest zasięg i 0% strat. Tylko jak to tam na stałe powiesić... próbowałem dwustronną taśmą klejącą, ale odpadało. Ten problem zostawiłem sobie na później.

Na początek teksty robiłem na gołym 802.11b, nawet bez WEP. Oczywiście nie mogło tak zostać. WAP to też żadne zabezpieczenie. O WPA na tych kartach mogłem zapomnieć (tylko 802.11b umieją, a więc WPA na pewno nie). Bawić się w 802.1x+WEP nie widziałem sensu. PPPoE też już przerabiałem w pracy (więc żadne wyzwanie), a do tego też wydawało mi się to mało sensowne w domowej sieci z jednym komputerem. Postanowiłem spróbować IPSec. W końcu tę technologię też trzeba poznać. Dodatkowo chciałem też WEP odpalić z prostym kluczem, po co cokolwiek ułatwiać... ale to nawet nie chciało ruszyć między tymi kartami. Trudno.

Poczytałem o ipsec-tools, poeksperymentowałem, w końcu załapałem jak ten racoon i setkey działają. Okazało się że w takim przypadku jak mój, gdzie nie potrzeba DHCP, czy innej automatycznej konfiguracji, to takie IPSec całkiem dobrze może się sprawdzić.

Gdy już miałem prawie wszystko gotowe, z szyfrowaniem, przygotowanym routingiem, NATem itd... połączenie przestało działać. Karty się nie widziały... przypomniałem sobie, że wcześniej dziecko walnęło drzwiami w tę wiszącą kartę USB... przestraszyłem się, że się rozwaliła. Kilka jej restartów nie pomogło. Rozkręciłem... w środku wyglądało bardzo solidnie i raczej na nienaruszone... postanowiłem sprawdzić jeszcze jedną możliwość – zrestartowałem laptopa (samo ifdown/ifup, czy nawet wyładowywanie modułu nie pomagał)... ruszyło... uff...

Na koniec zamontowałem trochę solidniej nadajnik:

[img:wifi
full-prof]

A teraz żonka siedzi przy laptopiku, bez kabelka i nie narzeka. Wiec chyba jest ok. :-) Tylko czemu zawsze w tą radiówką musi być tyle problemów?...

11 komentarzy do wpisu „ WiFi w domu, z przygodami oczywiście”



Jesteście obserwowani...