Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Romantyzm geeków...

Leżymy sobie w łóżeczku... zaczynam dobierać się do żonki...

– O, stanął ci! – zauważyła żonka...

– A czemu nie miałby stanąć?

...

– A wiesz... z okazji naszej rocznicy... – żonce najwyraźniej jakiś nieprzyzwoity pomysł przyszedł do głowy – ...moglibyśmy sobie kupić... taki routerek WiFi?

– To a'propos tej sterczącej antenki?

– Skąd wiesz?!

... i jakoś ta chwilowa zmiana tematu nie zepsuła nam nastroju... wręcz przeciwnie, seks był znakomity :-)

10 komentarzy do wpisu „Romantyzm geeków...”


Z dziecięcych tekstów

Dziecko bawi się zabawkami, rodzice zajęci czymś innym nagle słyszą stukot lecących klocków, a potem wyjaśnienie:

– to tylko jeden koń się zwalił

6 komentarzy do wpisu „ Z dziecięcych tekstów”


Ta gierka

Od jakiegoś czasu co nasze dziecko (przypominam: pięcioletnie) przychodzi do domu, to od razu się pyta Tato, mogę pograć w tą gierkę?. Ostatnio grzecznie się przy tym bawi (bez płaczu i wzywaniu rodziców, że coś poszło nie tak), a i jest przy tym chwila spokoju dla rodziców, więc pozwalamy jej grać. Szczególnie, że gierka jest raczej ambitna...

No właśnie... kiedyś, co Krysia zobaczyła jak tata w coś gra, to zaraz chciała grać w to samo... a potem był płacz, bo nie umie. Ostatnio przypomniałem sobie Simutrans, dziecku się spodobały domki i samochodziki i obawiałem się, że znowu będzie ryk. Więc przez jakiś czas nie pozwalałem jej grać, najwyżej pozwalałem patrzeć mi przez ramie jak gram (i przegrywam)... W końcu jednak dałem się jej przekonać. Pokazałem jej jak się buduje drogi, przystanki, ustala rozkład jazdy. Pozwoliłem klikać z obawą oczekując momentu, gdy zbankrutuje. O dziwo porażkę przyjęła dobrze i po prostu następnym razem zaczynała od nowa.

Co jakiś czas jej pomagałem. Często dziwiłem się co tam wyprawia, ale ostatnio zaczynają mnie zaskakiwać efekty. Raz stwierdziła puściłam 40 ciężarówek. Najpierw myślę po cholerę tyle... a niech się cieszy, że jeżdżą, i tak zaraz zbankrutuje. Potem a czy ona umie do 40 policzyć?. Chyba umiała, bo ciężarówek była cała ulica i kolejne wyjeżdżały. Prawdę mówiąc nie sądziłem, że w ogóle opanuje kopiowanie pojazdów (raz jej to pokazałem)... Jednak kompletny opad szczęki zaliczyłem, gdy zobaczyłem ile pieniędzy na tym zarabia. Wcisnąłem na chwilę fast forward i już miała prawię milion na koncie... Dzisiaj po piętnastu minutach gry stwierdziła miałam już pieniądze na czerwono, to wcisnęłam przyspieszenie... i miała 200.000 na czarno. Znaczy się, zupełnie bez mojej pomocy zrobiła w grze dochodowy interes. A przecież ile razy mnie się to nie udało. A ja umiem liczyć, umiem czytać, znam angielski... Gra jest pełna różnych szczegółów, w których trzeba się przynajmniej minimalnie orientować (np. skąd dojeżdżają pracownicy do fabryk i kto jest dostawcą surowców), a niespełna sześcioletnia Krysia sobie w tym radzi. Zrozumiała i opanowała też zapisywanie (pod nazwą "krysia1", "krysia2") i odczytywanie stanu gry... No, wciąż nie mieści mi się to w głowie! :-)

Mam nadzieję, że córka nie dorwie się do hasła roota... ;-)

26 komentarzy do wpisu „ Ta gierka”


Instrukcje na Dzień Kobiet

Przed chwilą na Onecie znalazłem instrukcję na dzisiejszy dzień. Już trochę późno, ale może jeszcze zdążę się do niej zastosować... Myślicie, że mam jeszcze szansę? Czy może ten Dzień Kobiet już zmarnowałem? ;-)

7 komentarzy do wpisu „ Instrukcje na Dzień Kobiet”


Satelita

Zaczyna się Teleexpress. Córka wychwyciła jakiś kawałek informacji:

– A czemu chcą zabić tą satelitę?

– Chcą go zestrzelić, żeby nie spadł. No bo może spaść na ziemię i wtedy mógłby zrobić komuś krzywdę.

– Bo ona jest wielka ta satelita?

[...]

Postanowiłem wyjaśnić dziecku co to są satelity:

– To są takie urządzenia co latają dookoła ziemi.

– Jakie urządzenia?

– No, satelity to takie urządzenia co latają wokół ziemi. Ten akurat robi zdjęcia.

– Robi zdjęcia całemu światu?

– Tak.

– To tak powstają kartki na globusy? – stwierdziła Krysia ciesząc się, że w końcu rozwikłała tę zagadkę. :)

– No, niezupełnie...

14 komentarzy do wpisu „ Satelita”


Wigilia jak nigdy

Obudziłem się przed szóstą rano. Żonka wstała chwilę po ósmej. Zrobiła mi śniadanko itp, a sama poszła do pracy. Ja zostałem z Krysią, bo dzisiaj przedszkole nieczynne.

Krysia obudziła się jakoś grubo po dziewiątej. Poinformowałem ją, że podobno ma sobie sama zrobić śniadanko (lambasiki, masło i nóż czekały gotowe do posmarowania). Najpierw stwierdziła, że nie chce. Potem, że mi zrobi śniadanko. Bardzo miło z jej strony, ale ja już zjadłem. W końcu sama sobie zrobiła: z masełkiem i serkiem z marcheweczką (czyli z łososiem).

Obejrzeliśmy parę odcinków I co wy na to? na National Geographic. Najwyraźniej ją to zainteresowała, nawet stwierdziła, że to bardzo mądry film. Zapewne niewiele z tego rozumiała, ale niech właściwe zainteresowania rozwija. :-) W końcu trzeba było telewizor wyłączyć, bo ile może dziecko oglądać...

Zająłem się trochę standardowym chorobowym zabijaniem czasu przy pomocy laptopika, a trochę przygotowywaniem niespodzianki dla żonki (marnej namiastki prezentu, którego nie byłem jej w stanie kupić). Krysia się zainteresowała tym co robię, to musiałem ją nieco wtajemniczyć. Z zastrzeżeniem, żeby mamie nic nie mówiła. Ogólnie córeczka bawiła się bardzo grzecznie i gotowa była się tatusiem opiekować.

Oczywiście, jak tylko mama przyszła, to jej dziecię oznajmiło, że ma nie patrzeć na tatusia, bo on robi niespodziankę. Na szczęście dalszych szczegółów nie ujawniła.

Dostałem obiadek, moje aniołki popakowały prezenty i wrzuciły pod choinkę, a potem poszły do dziadków, na wigilijną kolację. Wrócą po bajce. Ja dzielnie prezentów nie ruszam (ta, jasne... na samą myśl, jak się po nie schylam, boli mnie bardziej).

Więc jak na razie spędzam sobie wigilię w łóżku z laptopem, przed telewizorem. Ruszałem się tyle co do kibelka i na spacer do lasu (parę razy do pokoju z choinką i z powrotem, żeby mi całkiem mięśnie nie zanikły). A najgorsza perspektywa na dziś, to wizyta mojej mamy. Niestety w końcu trzeba było ją poinformować, że obolały w łóżku leżę (i przez to nie mogę jej odwiedzić)...

Ogólnie jest nawet całkiem sympatycznie. Przynajmniej część świątecznego cyrku mnie ominie. :-) Szkoda tylko, że będę musiał ograniczyć niezdrowe żarcie: ani za bardzo nie jestem w stanie zjeść tyle co zwykle na święta, ani nie byłby to dobry pomysł, gdy tak ciągle leżę.

3 komentarze do wpisu „ Wigilia jak nigdy”



Jesteście obserwowani...