12 lipca 2008
10:45:41
|
kategorie:
rodzinka,
seks,
sprzęt,
Leżymy sobie w łóżeczku... zaczynam dobierać się do żonki...
– O, stanął ci! – zauważyła żonka...
– A czemu nie miałby stanąć?
...
– A wiesz... z okazji naszej rocznicy... – żonce najwyraźniej jakiś nieprzyzwoity pomysł przyszedł do głowy – ...moglibyśmy
sobie kupić... taki routerek WiFi?
– To a'propos tej sterczącej antenki?
– Skąd wiesz?!
... i jakoś ta chwilowa zmiana tematu nie zepsuła nam nastroju... wręcz
przeciwnie, seks był znakomity :-)
07 kwietnia 2008
18:16:29
|
kategorie:
rodzinka,
Dziecko bawi się zabawkami, rodzice zajęci czymś innym nagle słyszą stukot lecących klocków, a potem wyjaśnienie:
– to tylko jeden koń się zwalił
17 marca 2008
16:44:48
|
kategorie:
gry,
linux,
rodzinka,
Od jakiegoś czasu co nasze dziecko (przypominam: pięcioletnie) przychodzi
do domu, to od razu się pyta Tato, mogę pograć w tą gierkę?
. Ostatnio
grzecznie się przy tym bawi (bez płaczu i wzywaniu rodziców, że coś poszło nie
tak), a i jest przy tym chwila spokoju dla rodziców, więc pozwalamy jej grać.
Szczególnie, że gierka jest raczej ambitna...
No właśnie... kiedyś, co Krysia zobaczyła jak tata w coś gra, to zaraz
chciała grać w to samo... a potem był płacz, bo nie umie. Ostatnio
przypomniałem sobie Simutrans, dziecku
się spodobały domki i samochodziki i obawiałem się, że znowu będzie ryk. Więc
przez jakiś czas nie pozwalałem jej grać, najwyżej pozwalałem patrzeć mi przez
ramie jak gram (i przegrywam)... W końcu jednak dałem się jej przekonać.
Pokazałem jej jak się buduje drogi, przystanki, ustala rozkład jazdy
.
Pozwoliłem klikać z obawą oczekując momentu, gdy zbankrutuje. O dziwo porażkę
przyjęła dobrze i po prostu następnym razem zaczynała od nowa.
Co jakiś czas jej pomagałem. Często dziwiłem się co tam wyprawia, ale
ostatnio zaczynają mnie zaskakiwać efekty. Raz stwierdziła puściłam 40
ciężarówek
. Najpierw myślę po cholerę tyle... a niech się cieszy, że
jeżdżą, i tak zaraz zbankrutuje
. Potem a czy ona umie do 40
policzyć?
. Chyba umiała, bo ciężarówek była cała ulica i kolejne
wyjeżdżały. Prawdę mówiąc nie sądziłem, że w ogóle opanuje kopiowanie
pojazdów (raz jej to pokazałem)... Jednak kompletny opad szczęki zaliczyłem,
gdy zobaczyłem ile pieniędzy na tym zarabia. Wcisnąłem na chwilę fast
forward
i już miała prawię milion na koncie... Dzisiaj po piętnastu
minutach gry stwierdziła miałam już pieniądze na czerwono, to wcisnęłam
przyspieszenie
... i miała 200.000 na czarno
. Znaczy się, zupełnie
bez mojej pomocy zrobiła w grze dochodowy interes. A przecież ile razy mnie
się to nie udało. A ja umiem liczyć, umiem czytać, znam angielski... Gra jest
pełna różnych szczegółów, w których trzeba się przynajmniej minimalnie
orientować (np. skąd dojeżdżają pracownicy do fabryk i kto jest dostawcą
surowców), a niespełna sześcioletnia Krysia sobie w tym radzi. Zrozumiała i
opanowała też zapisywanie (pod nazwą "krysia1", "krysia2") i odczytywanie
stanu gry... No, wciąż nie mieści mi się to w głowie! :-)
Mam nadzieję, że córka nie dorwie się do hasła roota...
;-)
08 marca 2008
19:28:12
|
kategorie:
rodzinka,
życie,
Przed chwilą na Onecie znalazłem instrukcję na dzisiejszy dzień.
Już trochę późno, ale może jeszcze zdążę się do niej zastosować... Myślicie, że
mam jeszcze szansę? Czy może ten Dzień Kobiet już zmarnowałem?
;-)
19 lutego 2008
17:23:18
|
kategorie:
rodzinka,
Zaczyna się Teleexpress. Córka wychwyciła jakiś kawałek informacji:
– A czemu chcą zabić tą satelitę?
– Chcą go zestrzelić, żeby nie spadł. No bo może spaść na ziemię i
wtedy mógłby zrobić komuś krzywdę.
– Bo ona jest wielka ta satelita?
[...]
Postanowiłem wyjaśnić dziecku co to są satelity:
– To są takie urządzenia co latają dookoła ziemi.
– Jakie urządzenia?
– No, satelity to takie urządzenia co latają wokół ziemi. Ten akurat
robi zdjęcia.
– Robi zdjęcia całemu światu?
– Tak.
– To tak powstają kartki na globusy? – stwierdziła Krysia
ciesząc się, że w końcu rozwikłała tę zagadkę. :)
– No, niezupełnie...
24 grudnia 2007
17:57:36
|
kategorie:
imprezy,
rodzinka,
zdrowie,
Obudziłem się przed szóstą rano. Żonka wstała chwilę po ósmej. Zrobiła mi
śniadanko itp, a sama poszła do pracy. Ja zostałem z Krysią, bo dzisiaj
przedszkole nieczynne.
Krysia obudziła się jakoś grubo po dziewiątej. Poinformowałem ją, że podobno
ma sobie sama zrobić śniadanko (lambasiki
, masło i nóż czekały gotowe do
posmarowania). Najpierw stwierdziła, że nie chce. Potem, że mi zrobi
śniadanko. Bardzo miło z jej strony, ale ja już zjadłem. W końcu sama sobie
zrobiła: z masełkiem i serkiem z marcheweczką
(czyli z łososiem).
Obejrzeliśmy parę odcinków I co wy na to?
na National Geographic.
Najwyraźniej ją to zainteresowała, nawet stwierdziła, że to bardzo mądry
film
. Zapewne niewiele z tego rozumiała, ale niech właściwe
zainteresowania rozwija. :-) W końcu trzeba było telewizor
wyłączyć, bo ile może dziecko oglądać...
Zająłem się trochę standardowym chorobowym zabijaniem czasu przy pomocy
laptopika, a trochę przygotowywaniem niespodzianki dla żonki (marnej namiastki
prezentu, którego nie byłem jej w stanie kupić). Krysia się zainteresowała tym
co robię, to musiałem ją nieco wtajemniczyć. Z zastrzeżeniem, żeby mamie nic
nie mówiła. Ogólnie córeczka bawiła się bardzo grzecznie i gotowa była się
tatusiem opiekować.
Oczywiście, jak tylko mama przyszła, to jej dziecię oznajmiło, że ma nie
patrzeć na tatusia, bo on robi niespodziankę
. Na szczęście dalszych
szczegółów nie ujawniła.
Dostałem obiadek, moje aniołki popakowały prezenty i wrzuciły pod choinkę,
a potem poszły do dziadków, na wigilijną kolację. Wrócą po bajce
. Ja
dzielnie prezentów nie ruszam (ta, jasne... na samą myśl, jak się po nie
schylam, boli mnie bardziej).
Więc jak na razie spędzam sobie wigilię w łóżku z laptopem, przed
telewizorem. Ruszałem się tyle co do kibelka i na spacer do lasu
(parę
razy do pokoju z choinką i z powrotem, żeby mi całkiem mięśnie nie zanikły).
A najgorsza perspektywa na dziś, to wizyta mojej mamy. Niestety w końcu trzeba
było ją poinformować, że obolały w łóżku leżę (i przez to nie mogę jej
odwiedzić)...
Ogólnie jest nawet całkiem sympatycznie. Przynajmniej część świątecznego
cyrku mnie ominie. :-) Szkoda tylko, że będę musiał ograniczyć
niezdrowe żarcie: ani za bardzo nie jestem w stanie zjeść tyle co zwykle na
święta, ani nie byłby to dobry pomysł, gdy tak ciągle leżę.