Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Dobra rada

Ludzie czytajcie umowy. Za każdym razem, gdy coś w związku z nimi chcecie zmieniać. Bo może się okazać, że umowa na rok była umową na rok i jeden miesiąc i do tego z dwumiesięcznym okresem wypowiedzenia...

10 komentarzy do wpisu „ Dobra rada”


Brak prądu i zupa z puszki

W pracy standardowo, porobiłem trochę rano, po jedenastej wybrałem się po drugie śniadanko i do żonki z owocami. Trochę tam posiedziałem i wróciłem do biura... trochę popracowałem... i trach. Wszystko się zresetowało. Trochę zajęło mi odpalenie komputerów ponownie, bo stary IBM robiący za router uruchamia się dopiero za którymś razem, a i ze swoją workstacją miewam problemy... W końcu komputery działały i chciałem kontynuować pracę... nic z tego... sieci nie ma... NO-CARRIER na interfejsie wyjściowym routera.

Zadzwoniłem do providera, oni nic nie wiedzą. Nie wiedzieli też, kiedy spodziewać się naprawy. Uznałem, że nawet jak im się tylko hub zawiesił z powodu zaniku zasilania, to potrwa zanim ktoś przyjedzie i naprawi. Postanowiłem znowu przejść się do żonki. Po drodze, na portierni, dowiedziałem się, że jedna faza wysiadła.

U żonki zapuściłem pinga do biura, co by wiedzieć, kiedy wracać i zająłem się słodkim lenistwem... nie długo, żonka już mi robotę znalazła: ułożenie setki faktur w kolejności. Nawet mi się to udało. Pingi do biura wciąż nie dochodziły, ale przyszedł koniec pracy żonki. Postanowiłem odprowadzić ją chociaż pod mój biurowiec... jednak tam okazało się, że teraz w biurowcu w ogóle nie ma prądu, bo to jakaś większa awaria. Rzeczywiście, na pobliskim skrzyżowaniu nie działały światła.

Czwartek to dzień Krysinych wygibusów (zajęć w szkole muzycznej), więc żonka poszła po dziecko, a ja musiałem sobie sam skombinować obiad. Bar Pod Pierożkiem, gdzie normalnie bym coś zjadł, był zamknięty (brak prądu), więc poszedłem do Żabki po jakąś chińską zupkę... Już miałem taką kupić, gdy zauważyłem coś innego: zupy w puszce Pamapol. Były tam też takie bez pomidorów, więc zainteresowałem się kapuśniakiem z boczkiem. Rzut oka na etykietkę wykazał brak jakiś świństw (same naturalne składniki), więc jak mógłbym nie spróbować. Wziąłem do tego bułkę i w sumie zapłaciłem 4zł. Całkiem dobry obiadek z tego wyszedł, będę musiał przetestować inne opcje. :-)

Wygibusów dzisiaj jednak nie było (zgadnijcie... tak, brak prądu), więc po obiedzie wybraliśmy się na zakupy. W drodze tam i z powrotem przejeżdżałem przez to skrzyżowanie bez świateł i ruchem kierował tam wtedy policjant. Muszę przyznać, że robił to bardzo dobrze, było widać, że postawili tam wykwalifikowanego fachowca, a nie pierwszego lepszego krawężnika, co tylko do końca by zablokował ruch, a to rzadkość.

W domu, na szczęście, prąd cały czas działa.

6 komentarzy do wpisu „ Brak prądu i zupa z puszki”


Praca dla pythonowców

Podobno mogą mnie czytać jacyś miłośnicy Pythona, więc kolega mnie poprosił o podlinkowanie ogłoszenia. Proszę bardzo, może rzeczywiście komuś się przyda:

Praca Python Django Warszawa - praca stała

Sam bym się zainteresował tą ofertą, gdyby nie ta Warszawa...

2 komentarze do wpisu „ Praca dla pythonowców”


Gość

Właśnie ma w pracy gościa, pewnie z okazji urodzin (nie jestem pewien, bo nic nie mówi, znaczy się coś mówił, ale nie zrozumiałem), biurowcowy kot. Gdy wracałem z łazienki, nie tylko zaszczycił mnie swoim zainteresowaniem (rzadko to się zdarza), ale i podszedł i dał się pogłaskać. Potem wyraźnie dał do zrozumienia, że chce zajrzeć do mojego biura (w końcu cały budynek do niego należy ;-)). Wpuściłem go, a on najpierw przespacerował się pod biurkami, a potem zainteresował się szafą. Tam pogrzebał w starych kartonach, a teraz siedzi na jednym i chyba nie ma ochoty się stamtąd ruszyć...

Niedługo będę kończył pracę, to będę musiał gościa wyprosić... ale czy to tak wypada? ;-)

9 komentarzy do wpisu „ Gość”


Co ja robię całymi dniami

Wychodzę z biura. Korytarzem idzie kobieta z dzieckiem na ręku. Dziecko najwyraźniej wykazało mną zainteresowanie, bo słyszę jak kobieta tłumaczy:

– Pan wychodzi z pracy. Pewnie cały dzień robił piku-piku na komputerze.

9 komentarzy do wpisu „ Co ja robię całymi dniami”


Ups...

W piątek spodziewałem się paczki z Holandi – nowego sprzętu do testowania. Zbliżał się koniec pracy, a tu paczki ani widu, ani słychu...

Około 15:30 dzwoni komórka... kurier... pyta się do której mam otwarte. Mówię, że do 16:00, a on, że nie zdąży bo ma do dostarczenia pilną przesyłkę ("gwarantowana dostawa przed 10:00") do Kleszczowa. Pytam się czy duża to paczka, okazuje się że to dwie małe paczki. No to dałem gościowi adres domowy (z instrukcją z której strony podjechać), do pracy sobie zaniosę...

W domu też długo nic... W końcu, po 18:00 znowu odzywa się komórka... Kurier trafił na właściwe osiedle, ale nie może znaleźć właściwego bloku – podjechał z niewłaściwej strony. Wytłumaczyłem mu gdzie to jest ("proszę spojrzeć w prawo, za boiskiem") i jeszcze raz wytłumaczyłem jak tam dojechać... W końcu dotarł... z czterema przesyłkami: jedna koperta, dwa średniej wielkości pudełka i jedna duża paczka (jak ja to do pracy zaniosę???). Trochę byłem zaskoczony, ale pokwitowałem odbiór koperty, a kurier zaczął szukać papierów do kolejnych paczek... Zobaczyłem, że jedna jest opisana 1/2 i się zainteresowałem jak to właściwie jest podzielone, bo na stronie śledzenia przesyłki były dwie paczki – czy to są np. dwie przesyłki każda po dwie paczki... okazało się, że nie. Przyjrzałem się bliżej papierom... i okazało się, że ta wielka paczka wcale nie jest do mnie... sprawdziłem jeszcze kopertę, której przyjęcie już pokwitowałem... też nie do mnie. Do mnie były tylko dwa pudełka, a facet mi przywiózł przesyłki dla całego biurowca (adres ten sam, ale firmy zupełnie inne)...

Jak już pokwitowałem przyjęcie koperty, to zgodziłem się ją zanieść do biurowca... jak nie dotrze, to i tak zmartwienie kuriera. Ale przyjęcia tej wielgachnej paczki odmówiłem. Ważne, że moje pudełka były w komplecie. A kuriera odesłaliśmy z dużą paczką do biurowca... może tam jeszcze jakiegoś pracoholika zastał.

Swoje pudełka zaniosłem dzisiaj do biura, kopertę zostawiłem na portierni. Dalszych losów nie-moich przesyłek nie znam. W sumie... nieprzytomny kurier dostarczył nam rozrywki. :-)

8 komentarzy do wpisu „ Ups...”



[szpieg] Jesteście obserwowani...