Dobra rada
Ludzie czytajcie umowy. Za każdym razem, gdy coś w związku z nimi chcecie zmieniać. Bo może się okazać, że umowa na rok była umową na rok i jeden miesiąc i do tego z dwumiesięcznym okresem wypowiedzenia...
Ludzie czytajcie umowy. Za każdym razem, gdy coś w związku z nimi chcecie zmieniać. Bo może się okazać, że umowa na rok była umową na rok i jeden miesiąc i do tego z dwumiesięcznym okresem wypowiedzenia...
W pracy standardowo, porobiłem trochę rano, po jedenastej wybrałem się po
drugie śniadanko i do żonki z owocami. Trochę tam posiedziałem i wróciłem do
biura... trochę popracowałem... i trach. Wszystko się zresetowało. Trochę
zajęło mi odpalenie komputerów ponownie, bo stary IBM robiący za router
uruchamia się dopiero za którymś razem, a i ze swoją workstacją miewam
problemy... W końcu komputery działały i chciałem kontynuować pracę... nic
z tego... sieci nie ma... NO-CARRIER
na interfejsie wyjściowym
routera.
Zadzwoniłem do providera, oni nic nie wiedzą. Nie wiedzieli też, kiedy spodziewać się naprawy. Uznałem, że nawet jak im się tylko hub zawiesił z powodu zaniku zasilania, to potrwa zanim ktoś przyjedzie i naprawi. Postanowiłem znowu przejść się do żonki. Po drodze, na portierni, dowiedziałem się, że jedna faza wysiadła.
U żonki zapuściłem pinga do biura, co by wiedzieć, kiedy wracać i zająłem się słodkim lenistwem... nie długo, żonka już mi robotę znalazła: ułożenie setki faktur w kolejności. Nawet mi się to udało. Pingi do biura wciąż nie dochodziły, ale przyszedł koniec pracy żonki. Postanowiłem odprowadzić ją chociaż pod mój biurowiec... jednak tam okazało się, że teraz w biurowcu w ogóle nie ma prądu, bo to jakaś większa awaria. Rzeczywiście, na pobliskim skrzyżowaniu nie działały światła.
Czwartek to dzień Krysinych wygibusów
(zajęć w szkole muzycznej),
więc żonka poszła po dziecko, a ja musiałem sobie sam skombinować obiad. Bar
Pod Pierożkiem
, gdzie normalnie bym coś zjadł, był zamknięty (brak
prądu), więc poszedłem do Żabki po jakąś chińską zupkę
... Już miałem
taką kupić, gdy zauważyłem coś innego:
zupy w puszce Pamapol. Były tam
też takie bez pomidorów, więc zainteresowałem się kapuśniakiem
z boczkiem
. Rzut oka na etykietkę wykazał brak jakiś świństw (same
naturalne składniki), więc jak mógłbym nie spróbować. Wziąłem do tego bułkę
i w sumie zapłaciłem 4zł. Całkiem dobry obiadek z tego wyszedł, będę musiał
przetestować inne opcje. :-)
Wygibusów dzisiaj jednak nie było (zgadnijcie... tak, brak prądu), więc po
obiedzie wybraliśmy się na zakupy. W drodze tam i z powrotem przejeżdżałem
przez to skrzyżowanie bez świateł i ruchem kierował tam wtedy policjant. Muszę
przyznać, że robił to bardzo dobrze, było widać, że postawili tam
wykwalifikowanego fachowca, a nie pierwszego lepszego krawężnika
, co
tylko do końca by zablokował ruch, a to rzadkość.
W domu, na szczęście, prąd cały czas działa.
Podobno mogą mnie czytać jacyś miłośnicy Pythona, więc kolega mnie poprosił o podlinkowanie ogłoszenia. Proszę bardzo, może rzeczywiście komuś się przyda:
Praca Python Django Warszawa - praca stała
Sam bym się zainteresował tą ofertą, gdyby nie ta Warszawa...
Właśnie ma w pracy gościa, pewnie z okazji urodzin (nie jestem pewien, bo nic nie mówi, znaczy się coś mówił, ale nie zrozumiałem), biurowcowy kot. Gdy wracałem z łazienki, nie tylko zaszczycił mnie swoim zainteresowaniem (rzadko to się zdarza), ale i podszedł i dał się pogłaskać. Potem wyraźnie dał do zrozumienia, że chce zajrzeć do mojego biura (w końcu cały budynek do niego należy ;-)). Wpuściłem go, a on najpierw przespacerował się pod biurkami, a potem zainteresował się szafą. Tam pogrzebał w starych kartonach, a teraz siedzi na jednym i chyba nie ma ochoty się stamtąd ruszyć...
Niedługo będę kończył pracę, to będę musiał gościa wyprosić... ale czy to
tak wypada? ;-)
Wychodzę z biura. Korytarzem idzie kobieta z dzieckiem na ręku. Dziecko najwyraźniej wykazało mną zainteresowanie, bo słyszę jak kobieta tłumaczy:
– Pan wychodzi z pracy. Pewnie cały dzień robił piku-piku na komputerze.
W piątek spodziewałem się paczki z Holandi – nowego sprzętu do testowania. Zbliżał się koniec pracy, a tu paczki ani widu, ani słychu...
Około 15:30 dzwoni komórka... kurier... pyta się do której mam otwarte. Mówię, że do 16:00, a on, że nie zdąży bo ma do dostarczenia pilną przesyłkę ("gwarantowana dostawa przed 10:00") do Kleszczowa. Pytam się czy duża to paczka, okazuje się że to dwie małe paczki. No to dałem gościowi adres domowy (z instrukcją z której strony podjechać), do pracy sobie zaniosę...
W domu też długo nic... W końcu, po 18:00 znowu odzywa się komórka...
Kurier trafił na właściwe osiedle, ale nie może znaleźć właściwego bloku
– podjechał z niewłaściwej strony. Wytłumaczyłem mu gdzie to jest
("proszę spojrzeć w prawo, za boiskiem") i jeszcze raz wytłumaczyłem jak tam
dojechać... W końcu dotarł... z czterema przesyłkami: jedna koperta, dwa
średniej wielkości pudełka i jedna duża paczka (jak ja to do pracy
zaniosę???). Trochę byłem zaskoczony, ale pokwitowałem odbiór koperty,
a kurier zaczął szukać papierów do kolejnych paczek... Zobaczyłem, że jedna
jest opisana 1/2
i się zainteresowałem jak to właściwie jest
podzielone, bo na stronie śledzenia przesyłki były dwie paczki – czy to
są np. dwie przesyłki każda po dwie paczki... okazało się, że nie. Przyjrzałem
się bliżej papierom... i okazało się, że ta wielka paczka wcale nie jest do
mnie... sprawdziłem jeszcze kopertę, której przyjęcie już pokwitowałem... też
nie do mnie. Do mnie były tylko dwa pudełka, a facet mi przywiózł przesyłki
dla całego biurowca (adres ten sam, ale firmy zupełnie inne)...
Jak już pokwitowałem przyjęcie koperty, to zgodziłem się ją zanieść do biurowca... jak nie dotrze, to i tak zmartwienie kuriera. Ale przyjęcia tej wielgachnej paczki odmówiłem. Ważne, że moje pudełka były w komplecie. A kuriera odesłaliśmy z dużą paczką do biurowca... może tam jeszcze jakiegoś pracoholika zastał.
Swoje pudełka zaniosłem dzisiaj do biura, kopertę zostawiłem na portierni.
Dalszych losów nie-moich przesyłek nie znam. W sumie... nieprzytomny kurier
dostarczył nam rozrywki. :-)
Jesteście obserwowani...