Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Z pamiętnika hipochondryka

Siedzę sobie w pracy, a tu komórka dzwoni. Numer zastrzeżony. Odbieram...

Witam. Pan K.....? Dzwonię z ośrodka rehabilitacji w Reptach. Proszę się zgłosić w czwartek do przyjęcia...

WTF?! No wiem, że jeszcze w tym roku mam tam trafić na rehabilitację, ale spodziewałem się raczej terminu w listopadzie lub grudniu... i informacji o dokładnym terminie tak z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Fajnie, że mogą mnie już przyjąć... ale przecież nie mogę nagle klientowi i rodzince oświadczyć, że pojutrze znikam na dwa-trzy tygodnie (zapomniałem się dopytać ile to trwa)...

Wytłumaczyłem pani, że teraz raczej nie dam rady. Zadzwonią znowu gdzieś w październiku (nie wiadomo dokładnie kiedy), prawdopodobnie z takim samym wyprzedzeniem. No, ale teraz wiem czego się spodziewać...

1 komentarz do wpisu „Z pamiętnika hipochondryka”


Pranie

Plecak, z którym chodzę do pracy, na wycieczki i właściwie wszędzie, gdzie kieszenie mogą mi nie starczyć do noszenia całego bajzlu, był już trochę brudny. Jakiś czas temu wraz z żoną uznałem, że trzeba by go albo wyprać, albo kupić nowy. Postanowiliśmy zacząć od pierwszej, tańszej opcji. No więc parę dni temu żonka mi plecak wyprała...

Do prania trzeba było oczywiście plecak opróżnić, o czym żonka najwyraźniej pamiętała, bo w rogu pokoju pojawiła się kupka z dawną zawartością plecaka: teczka z papierami, jakieś śmieci... i jedna podpaska (wciąż nie rozumiem skąd ona się wzięła w moim plecaku). Niby czegoś brakowało, ale poza wyrzuceniem ewidentnych śmieci nie zajmowałem się bardziej tą stertą... aż do dziś.

Koniec weekendu, więc trzeba było się spakować do pracy. Teczka z papierami – zawsze w torbie była. Ale było tam coś jeszcze, jakaś elektronika przecież. Zaglądam więc do odpowiedniej kieszonki plecaka... i jest. Zwinięta kulka ze słuchawek do telefonu i dwóch pendrive'ów na smyczy PLD Linux. Wszystko czyściutkie, oczywiście. %-)

Rano, po przyjściu do pracy, zaryzykowałem i podłączyłem pendrajwy do komputera. I działają! Oba. Nawet dane są na miejscu. :-)

A więc, jeśli komuś kiedyś się jakiś usb-stick przypadkiem uświni, to polecam pralkę automatyczną. O parametry prania i markę proszku do prania proszę pytać żonę. ;-)

12 komentarzy do wpisu „ Pranie”


Urlop :)

Po prawie całym czerwcu spędzonym w sanatorium nie miałem sumienia prosić klienta (praktycznie pracodawcy) o wolne od połowy lipca, a na wtedy mieliśmy z żonką zaplanowane wczasy w Puszczy Drawskiej. Pół biedy, że dopiero byłem w sanatorium, ale jeszcze ten klient chciał mnie od początku lub połowy lipca zatrudnić na etat, na atrakcyjnych warunkach... dwutygodniowy urlop parę dni po rozpoczęciu pracy to już chyba byłoby przegięcie... ;-)

Ostatecznie uznaliśmy, że tylko Ika z Paskudą pojedzie... a ja może do nich dołączę na ostatni weekend... Jednak z tego etatu nic nie wyszło (to nie takie proste zatrudnić Polaka w Polsce przez holenderską firmę), a Iwonka przekonała mnie, że to niezbyt dobry pomysł, żeby dziewczyny były przez dwa tygodnie same w lesie. Powiedzieć klientowi, że jutro wyjeżdżam na dwa tygodnie, też nie wchodziło w grę, więc poprosiłem o wolne za tydzień.

Tydzień temu więc pojechała żonka z córką, a ja jadę jutro. Mam urlop! :-)

6 komentarzy do wpisu „ Urlop :)”


Wreszcie, moje kalectwo zrekompensowane! ;-)

Odwiedził mnie dziś listonosz. Przyniósł świstek papieru i pieniądze. Moje chorobowe za półtora miesiąca. Całe 210zł!

I po cholerę ja te zwolnienie brałem? Wcześniej unikałem, ale przed operacją poradziłem się doradcy z biura rachunkowego. I stwierdził, że warto brać. W szczegóły nie wnikałem i wziąłem. Tydzień temu na wizycie kontrolnej też. A to co dostałem ma się nijak nawet do tego czego nie zarobiłem leżąc w szpitalu, nie mówiąc o całym okresie niezdolności do pracy. Teraz żałuję, że kolejny kwitek poszedł do ZUSu, bo przecież na zwolnieniu nie mogę robić nic (poza robieniem przelewów do ZUS itp., bo z tym nie mogę się spóźnić nawet jakbym umierał)...

Ale czego ja się spodziewałem?...

47 komentarzy do wpisu „ Wreszcie, moje kalectwo zrekompensowane! ;-)”


Awaria...

Z pracowym komputerem miałem problemy już od dawna. Jak tylko przyniosłem go do biura, to przestał działać zasilacz (który dzień wcześniej, w domu działał bez zarzutu). Wymieniłem na nowy.

Z nowym zasilaczem niby działał, ale jak się coś podłączyło (czy to kabel sieciowy, czy pendrive) to potrafił się momentalnie zawiesić na twardo. Do zawieszenia systemu wystarczyło czasami przełączyć się z Xów na konsolę (czasem z tego powodu system wieszał mi się parę razy jednego dnia, a czasem przez parę tygodni nie było problemów). Myślałem, że dalej coś z zasilaniem, ale wymiana zasilacza na jeszcze inny nie powiodła się (w ogóle się nie uruchamiał). Właściwie to już nawet nie wiem, który zasilacz mam zamontowany...

Samo przełączanie na konsole sprawiało problemy tylko czasami... ale był też inny problem. Gdy korzystałem z konsoli (framebuffer), to czasem aplikacja rysująca coś w Xach potrafiła mi tą konsolę skaszanić, tak, że nie dało się zrobić nic poza przejściem do Xów. Problemy takie sprawiały tylko niektóre aplikacje, a właściwie ich elementy: migający kursor w xtermie kaszanił, animacja Flash w Firefoksie nie, ale już animowany gif w tym samym firefoksie też kaszanił. Freeciv nie kaszanił, OuterSpace kaszanił. Nauczyłem się więc przełączać na firefoksa z bezpieczną zakładką (teraz to się chyba tab nazywa) przed przejściem na konsolę...

Uznałem, że dość tego. Przynajmniej z tymi graficznymi problemami trzeba skończyć. Postanowiłem zmienić kartę graficzną, z tego podejrzanego Matroxa (ale to podobno dobre karty...) na Radeona, który gdzieś mi sie w domu walał... Wyciągam starą kartę, wkładam nową, uruchamiam komputer... i ciemność, widzę ciemność. Otrzymywałem albo czarny ekran, albo jakieś No signal wygenerowane przez monitor.

No cóż... ten Radeon mógł być zepsuty... spróbowałem ze kartą na płycie głównej... Ciemność. No to wsadziłem znowu Matroksa... to samo. A przy tym słychać i widać, że poza brakiem obrazu, komputer startuje normalnie. Myślę sobie: zepsułem monitor :-( Podłączyłem zapasowy (CRT, nie nadający się za bardzo do codziennej pracy)... Dalej ciemność. Na wszystkich trzech kartach. Już zacząłem się obawiać, że zepsułem drugi monitor...

Jednak oba monitory były sprawne – podłączone do routera pokazywały co trzeba. A więc płyta główna, która już mi od dawna wydawała się podejrzana... Poleciałem więc do sklepu i kupiłem nową płytę z procesorem (pod stary procesor już nic odpowiedniego nie mieli, ale przynajmniej pamięci nie musiałem wymieniać). Na razie działa. A do grafiki używam zintegrowanego Intela 865G. Zabawy z Radeonem sobie odpuszczam (przynajmniej na razie).

5 komentarzy do wpisu „ Awaria...”


Fajnie jest, gdy praca bawi :-)

Ostatnio miałem problemy z cieszeniem się pracą. Właściwie kombinowałem tylko co by robić, żeby nic nie robić i jak dotrwać do weekendu. W końcu jednak klient (czyli szef) sprowadził cztery serwery (dwa Sun Fire i dwa jakieś Supermicro) dla swoich klientów i miałem na tym postawić nasz system. Właściwie to miały być dwie instalacje – dla każdego klienta dwa serwery z których jeden miał zastępować drugi w razie awarii. Czyli miałem zrobić dwa klastry HA (High Availability).

Prawdę mówiąc nie miałem większego pojęcia na ten temat, więc się trochę bałem, czy w ogóle się uda. Na początku więc po prostu postawiłem cztery identyczne serwery. Potem szef zepsuł jedną maszynę Sun Fire i mogłem spokojnie się skoncentrować na budowie jednego klastra :-). Warto zaznaczyć, że wszystkie te maszyny stoją w Amsterdamie, a ja mam do nich dostęp tylko przez sieć: SSH (także do konsoli szeregowych) oraz interfejs WWW do zdalnego wyłącznika zasilania.

Nasz system oparty jest na Xenie, na listach Xena przeczytałem, że do zapewnienia redundancji dobrze mieć DRBD (dla dla replikacji dysków), albo iSCSI lub inne rozwiązanie SAN (jeśli przestrzeń dyskowa miałaby być współdzielona). Wyszło mi na to, że dla nas lepsze będzie DRBD. Zacząłem czytać o DRBD. Dowiedziałem się, że DRBD dobrze byłoby używać wraz z Heartbeatem. To się zabrałem za szykowanie pakiecików...

Po kilku przeróbkach PLDowych pakietów, po kilku kompilacjach kernela, Heartbeata i DRBD, w końcu udało mi się coś uruchomić. Najpierw niespecjalnie to działało, a ja kompletnie nie wiedziałem co sie na moich serwerach dzieje. Ale po trochu to rozpracowywałem. W końcu usługi się uruchamiały tam gdzie trzeba, a jak maszynę wyłączyłem, to przeskakiwały na drugą. Super. :-)

... ale to wszystko w konfiguracji Heartbeat w wersji pierwszej, która już podobno nie jest zalecana. No to włączyłem wersję drugą (crm yes w /etc/ha.d/ha.cf) i zabawa zaczęła się od początku: wszystko przestało działać, przestałem rozumieć co się dzieje i dalej trzeba było pakiet heartbeat poprawiać. Ale i to opanowałem i muszę przyznać, że sprawiło mi to niezłą frajdę. :-)

Ciekawe co jeszcze mogę w tym klastrze poprawić... bo inne rzeczy co czekają w kolejce, niestety, nie są już takie fascynujące... No cóż, kiedyś nuda musi wrócić.

No i ciekawe jak te klastry będą się zachowywać w warunkach produkcyjnych...

4 komentarze do wpisu „ Fajnie jest, gdy praca bawi :-)”



Jesteście obserwowani...