Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

W lokalu wyborczym

Wybraliśmy się całą rodzinką na wybory. Po drodze głośno rozmyślałem:

— Ciekawe czy będzie tam któryś z tych „mężów zaufania” z PiSu? A właściwie to mogłaby być „żona zaufania” w moherowym berecie. Ale czy wtedy by nie było to łamanie ciszy wyborczej?

Pogdybałem sobie (oprócz powyższych rozważań było i o „sympatycznych” długopisach i o mężach ze stearyną) i poszedłem głosować… a tam, w kącie lokalu siedzi starsza pani, z pretensjami do świata wymalowanymi na twarzy. Obok niej wisi… moherowy kapelusik. Dobrze, że nie beret, bo bym dosłownie tam ROTFLował. :)

Publikacja wpisu opóźniona do zakończenia ciszy wyborczej

7 komentarzy do wpisu „W lokalu wyborczym”


Re: Głos w sprawie blokowania stron internetowych

siwa spisała swoje wnioski z toczącej się dyskusji o blokowaniu stron internetowych. Ja pozwalam sobie mieć nieco inne zdanie. No cóż, miejscami jestem zatwardziały liberał.

Zanim zdecydujemy się jak walczyć, trzeba zdecydować z czym mamy walczyć. O jakie zagrożenie chodzi, kogo mamy bronić. Czy złe jest to, że ktoś produkuje „treści pedofilskie”, czy to, że ktoś je zobaczy? Normalny człowiek (przypadkowy Kowalski) gdy na coś takiego trafi od razu nie zacznie molestować dzieci. Raczej się oburzy, oleje sprawę, albo zawiadomi odpowiednie służby. Bo problemem nie jest przypadkowy Kowalski, który tam trafi, tylko ci którzy te treści opublikowali. Dlaczego więc wprowadzać kosztowne, nieprecyzyjne i podatne na nadużycie przepisy blokujące przypadkowego Kowalskiego? To jedynie sprawi, że dla przypadkowego Kowalskiego problem pedofilii zniknie (przestanie być widoczny). Dla niego pojawi się, najwyżej, problem znikających przez pomyłkę innych stron, czy celowego nadużywania tych przepisów. Nawet zwolennicy regulacji przyznają, że jest takie ryzyko (jak czasem aresztowanie niewinnego człowieka). Nie widzę jednak sposobu, żeby takie blokady w jakikolwiek sposób pomogły rzeczywiście wykorzystywanym seksualnie dzieciom.

Jeśli chodzi o argument, że „radzimy sobie z wydawnictwami, gazetami i płytami z nielegalną treścią” – nikt nie włazi ludziom do domu i nie zabiera z półek książek z niewłaściwymi treściami. Era palenia książek też już minęła. Indeks ksiąg zakazany? To już historia, myślałem że wszyscy się zgodzili z tym, że niechlubna…

Naloty na dystrybutorów, czy konfiskaty płyt się zdarzają, ale to raczej chodzi o prawa autorskie niż o treści. I też niekoniecznie mi się podoba jak to czasem wygląda.

Sam w domu nie mam pedofilskich pisemek, ale mam na pewno coś co obraża czyjeś uczucia religijne, albo nawołuje do łamania jakiegoś przykazania (według czyjejś interpretacji). Wiem że w niektórych krajach by chętnie i mnie z tym spalili, ale mam nadzieję że u nas jest jednak cywilizacja. Nawet jeśli ktoś by miał jakieś „pedofilską książkę” (kto ocenia co jest pedofilskie? „Kot który przenika ściany” Heinleina jest dość pedofilski?), to wolałbym, żeby trafiła do jakieś biblioteki (nie koniecznie na łatwo dostępną półkę) czy archiwum, a nie zostało spalone. Już zbyt wiele dzieł zostało utraconych na zawsze tylko dlatego, że ktoś je uważał za niewłaściwe. Zdaje się że spotkało to np. traktat „De non existentia Dei” Łyszczyńskiego, który jest teraz znany tylko z cytatów…

Ja wiem, że to wkurzające, że takie rzeczy „wiszą w sieci”. To pokazuje że nie radzimy sobie z problemem. Ale tu „leczenie” widocznych objawów problemu nie rozwiązuje, a wprowadza realne ryzyko i koszty. Jeśli regulacje miałyby wejść trzeba by te koszty bardzo dokładnie oszacować i zminimalizować ryzyko błędów i nadużyć. To dodatkowe koszty. Jesteśmy w stanie je ponieść. Mamy dość kompetentnych prawodawców? Może byłbym w stanie się zgodzić na jakieś przepisy umożliwiające wprowadzanie blokad… ale na razie nikt nie był w stanie zaproponować nic co byłoby w jakimkolwiek stopniu akceptowalne. I nie wiem czy ktoś w ogóle może być w stanie. Bo jak się wprowadzi większą kontrole to będą i większe koszty i mniejsza skuteczność (długi czas zanim blokada będzie aktywna). Jak się wprowadzi precyzyjne i wąskie kryteria oceny treści, to więcej niewłaściwych stron może uniknąć blokady. Da się osiągnąć kompromis? IMHO nie ma sensu próbować, można więcej zrobić podchodząc do problemu z innej strony i naprawiając to co teraz nie działa poprawnie, a można poprawić (np. sądownictwo i policję).

7 komentarzy do wpisu „Re: Głos w sprawie blokowania stron internetowych”


Na kogo by głosować w Gliwicach…

Zbliżają się wybory samorządowe, na których chciałbym wybrać świadomie i dobrze. Nie będzie to proste, bo właściwie nie do końca wiadomo co oferują kandydaci. W głównych mediach partie się licytują… właściwie nie wiadomo na co, bo ogólnokrajowy program partyjny ma się nijak do lokalnych potrzeb, a nawet jeśli mógłby coś mieć, to nikt żadnego programu nie przedstawia… Pozostaje traktować przynależność partyjną kandydatów jedynie jako jakąś ogólną wskazówkę i spróbować szukać informacji gdzie indziej…

Najgorzej jest z kandydatami do Sejmiku Województwa Śląskiego. Po odrzuceniu list związanych z partiami czy organizacjami na które na pewno głosować nie mam zamiaru zostaje kilka. Nazwiska nic nie mówią, to biorę pierwszych z każdej listy i googlam… zwykle nie dowiadując się o nich więcej niż to, że kandydują. Widać te stołki są tak mało istotne, że partie ani nie wystawiają znanych osób, ani w żaden sposób ich nie promują. I zastanawiam się, czy głosować na panią o której cokolwiek udało mi się przeczytać (nie świadczącego o niej ani dobrze ani źle), która jednak należy do partii niezbyt mi bliskiej, czy na „tajemniczy numer jeden” z listy, powiedzmy, mi bliższej (znaczy się najmniejsze zło)… A miało być „świadomie i dobrze”.

Trochę lepiej jest z kandydatami na radnych. Może też nie znam tych ludzi za bardzo, ale można o nich coś poczytać, część miała się już okazję w gliwickich władzach wykazać no i są do wyboru kandydaci niezależni. No to jedźmy po kolei:

  • SLD – główna zaleta, że to ani PO, ani PiS. Na pierwszym miejscu w moim okręgu jakiś Grzyb. Ma nawet stronę WWW, ale nic istotnego dla mnie z niej nie wynika. Raczej odpada.
  • PiS – konsekwentnie uważam, że nie po drodze mi z tą partią.
  • KWW Referendyści – najwyraźniej część z tych co narobili szumu wokół likwidacji tramwajów i próbowali odwołać Frankiewicza. Generalnie program bliski moim ideałom, ale kandydaci jacyś tacy niewyraźni, a i niektóre postulaty trochę za mocne (przywrócenie tramwajów tam gdzie były – o tym dalej).
  • PO – na PO głosowałem we wszystkich poprzednich wyborach… a wybrani wciąż starają się mnie przekonać, że to był głupi pomysł. Jednak kandydatka z pierwszego miejsca na liście w moim okręgu wydaje się być sensowna. No i wciąż z dużych partii PO wydaje się „złem najmniejszym”…
  • KWW Gliwiczanie – Kolejni przeciwnicy likwidacji tramwaju. Program pełen „dumy”, „służby”… wśród założycieli na pierwszym miejscu „żołnierz AK”. Wychowanie młodzieży to priorytet, najlepiej przez harcerstwo. Nie ufam takim. No i wszelkie informacje na stronie głównego kandydata to o tym, że ich media nie lubią i bojkotują (nie lepiej byłoby olać media i napisać na własnej stronie, jeśli ma się coś powiedzenia?).
  • KWW Koalicja dla Gliwic Z. Frankiewicza – z obecnych władz pod przewodnictwem prezydenta Frankiewicza jestem umiarkowanie zadowolony… od biedy mogło by być, ale kandydatka z pierwszej pozycji mi się nie podoba. Była dyrektorką w mojej podstawówce i nawet tam uprawiała politykę – kiedyś nawet uczniowie dostali po ulotce… Moja mama, która też tam pracowała, też jej nie lubiła (ojej… chyba Ika dostała argument „za” ;-))…

Sytuacja jest najjaśniejsza w przypadku wyborów Prezydenta Miasta. Tutaj jest pięciu konkretnych kandydatów, w tym obecny prezydent. Głównym pytaniem jest więc: czy głosować znowu na Frankiewicza?

Jest wiele powodów, żeby na Frankiewicza nie głosować:

  • Wyraźnie pokazuje że ma w nosie co mieszkańcy sobie myślą. Chociażby przy okazji referendum o jego odwołanie, gdy stwierdził, że to głupota i nie ma po co głosować.
  • Strasznie uparty przy swojej wizji miasta. Jak sobie coś wymyśli, to to zrobi wbrew krzykowi przeciwników (patrz kolejny punkt).
  • Zlikwidował tramwaje. To chyba najczęściej powtarzany argument przeciwników.
  • Przymykał oko na jakieś dziwne, wręcz kryminalne, przekręty szefa Straży Miejskiej.
  • Wciąż nie rozwiązał wielu problemów z systemem komunikacyjnym Gliwic i wydaje się być zwolennikiem wprowadzenia zamiast wyprowadzenia ruchu z centrum (DTŚ).
  • Nie podoba mi się częściowe zmonopolizowanie kultury i rekreacji przez miejskie spółki. Wszystkie baseny i kąpieliska zarządzane są przez jedną spółkę (a nawet „przerwy techniczne” nie są sensownie „zsynchronizowane”). Kino Amok (które przejęło i starą „Bajkę”), Teatr Muzyczny, obecny opiekun ruin teatru… to wszystko też wydaje się być jedną instytucją, co sprawia że oferta kulturalna wydaje się mało zróżnicowana. Ile razy można chodzić na koncert Voo Voo?

…ale też widzę powody za tym, żeby jednak na niego zagłosować:

  • Za jego rządów miasto się rozwijało, chyba lepiej od większości miast sąsiednich. Mimo likwidacji kopalni, huty i wielu innych zakładów nie widać tu biedy i bezrobocia jak np. w Bytomiu.
  • Jak się za coś zabierze, to konsekwentnie. Udało mu się zlikwidować tramwaje i przywrócić ulice Dolnych Wałów i Wieczorka do jakiegoś normalnego stanu.
  • Wydaje się, że stanie na głowie, żeby budowa DTŚ nie została zablokowana.

Jak widać np. te nieszczęsne tramwaje mam u siebie za równo na liście „za” i „przeciw”. Też bym chciał, żeby nie zostały zlikwidowane, ale też nie mogły dalej jeździć te złomy po zdezelowanych torowiskach jak to było jeszcze rok temu. Jeździłem kiedyś tramwajem do/z pracy i miał tylko dwie zalety: bezpośrednie połączenie do Zabrza i to, że w przeciwieństwie do autobusów, jeździł często. Jednak jeździł powoli, a zimą to była szkoła przeżycia. Teraz tą trasą (niestety już nie do Zabrza) jeżdżą nowe Solarisy. Na pewno wygodniejsze, na pewno cichsze niż zdezelowany tramwaj na zdezelowanym torowisku, na pewno w zimie cieplejsze. I tak samo często. Gdyby mnie to wciąż dotyczyło, to byłaby zmiana jedynie na plus.

Nie można było tramwajów po prostu zostawić w spokoju, a jak przez ostatnie kilkanaście lat nie udało się porządnie wyremontować torowiska i wymienić taboru, to czemu miałoby się udać teraz? I jakby teraz zacząć, kiedy udało by się to skończyć? Jakoś żaden zwolennik powrotu tramwaju nie ma odpowiedzi na te pytania.

Ulice „po tramwaju” zostały wyremontowane, położona nowa nawierzchnia z granitowej kostki (wielu osobom się nie podoba, ale dla mnie jest OK). Niszczenie tego, żeby znowu tam puścić tramwaj nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Nawet jeśli ta nawierzchnia została położona tylko po to, żeby zablokować powrót tramwajów.

Mieszane uczucia mam też co to DTŚ. Potrzebny nam dobry dojazd do sąsiednich miast. DK-88 jest świetna, ale tylko do Bytomia. A4 załatwia południową część aglomeracji, ale ma być płatna (część będąca obwodnicą Gliwic), DTŚ zapewniła by świetny dojazd do Zabrza, Chorzowa i części Katowic. Od Zabrza na wschód już funkcjonuje, ale dojechać do niej z Gliwic ciężko.

Z drugiej strony, w Gliwicach DTŚ miała by iść przez centrum i łączyć się z DK-88 po drugiej stronie miasta. Przelotowa trasa przez środek miasta to niekoniecznie dobry pomysł…

…jednak „środek miasta” to rzecz względna. W końcu tam gdzie DTŚ ma przebiegać jeszcze, zdaje się, sto lat temu był port towarowy, a teraz wciąż jest wyrwa po Kanale Kłodnickim. Krzyżują się z tym dwie „główne ulice” i właściwie tyle. Jeżeli ten kawałek będzie w tunelu, to może nie będzie tak źle.

Wracając do kandydatów. Jak nie Frankiewicz to kto? Mnie najbardziej by pasował Wygoda… ale to znowu głosowanie na PO. Chłopek z PiS i Lisowska z Gliwiczan nie przekonują mnie z powodów które opisałem przy kandydatach do Rady Miejskiej. Widuch? Wiem tyle co ma na stronie (wcześniej nawet ulotki nie widziałem, na plakatach tylko twarz). Obiecuje dużo, część może fajnych rzeczy, ale część to tylko hasła które wręcz mnie zniechęcają („darmowy internet”?!). Co do problemów tramwajów czy DTŚ, to każdy z kandydatów ma wiele do powiedzenia na ten temat… ale czy ktoś ma jakąś sensowną propozycję? Nie widzę.

Oj… rozpisałem się… a właściwie mogłem napisać, że nie wiem na kogo głosować…

10 komentarzy do wpisu „Na kogo by głosować w Gliwicach…”


Moralność Kalego

Oglądam sobie i czytam o tym co działo się wczoraj w stolicy… i jestem trochę zniesmaczony. Gdy na pierwszego maja manifestowała lewica, to im źli prawicowcy przeszkadzali. Gdy paradowali geje i lesbijki, skrajna prawica ich próbowała blokować, czasami środkami prawnymi, a jak nie, to na ulicy. No i to było złe, każdy powinien mieć możliwość pokojowo manifestować swoje poglądy.

Przyszło Święto Niepodległości i zamanifestować postanowili nacjonaliści („patrioci” jak oni wolą się nazywać). Środowiska lewicowe, gejowskie i wszelkie antyfaszystowskie postanowiły pokazać, że się z tym nie zgadzają. Jak na razie dobrze. Tylko czemu ta „kontrmanifestacja” miała z założenia stanąć na drodze tej drugiej, legalnej manifestacji? Czemu ci miłośnicy pokoju dążyli do konfrontacji? Teraz Policja musiała bronić prawa narodowców przed „pokojowo nastawionymi” antyfaszystami… (oczywiście teraz to jest ta zła Policja godząca w prawa obywateli.

A najgorzej mnie uderzyło gdy usłyszałem, że jakiś tam przedstawiciel środowisk lewicowych twierdził, że władze miasta nie powinny zezwolić na manifestację narodowców, bo było wiadomo że będzie kontrmanifestacja i antyfaszyści zrobią rozróbę. Tak, nie pozwolić jednym na manifestacje, bo ci drudzy będą rozrabiać… czy kiedyś nie na takiej samej podstawie blokowano parady gejów? Jak Kali ukraść krowę to dobrze, jak Kalemu to źle…

A niech sobie nacjonaliści manifestują. Można zrobić gdzie indziej lepszą imprezę dla normalnych ludzi. Niech nacjonaliści rozrabiają – dadzą sobie świadectwo, póki nie łamią prawa mogą sobie krzyczeć co im się podoba. Można się z ich hasłami nie zgadzać, IMHO nawet należy, ale to nie oznacza odbierania im praw, które należą się wszystkim (ze standardowym zastrzeżeniem: „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka”).

Dlatego też nie ufam naszym „środowiskom lewicowym” mimo, że niektóre ich postulaty (nie gospodarcze) są mi bliskie. To że mówią o wolnościach obywatelskich i tolerancji jest fajne… dopóki się nie okazuje, że to działa w jedną stronę. Zresztą, znamy to z postulatów „równouprawnienia płci” organizacji feministycznych. Obawiam się, że walka np. z nadużyciami kościoła wyglądałaby tak samo – to niemoralne, gdy kościół nadużywa swojej pozycji, trzeba mu tę pozycję zabrać, żeby samemu jej ponadużywać, wtedy będzie ok (a w praktyce wystarczy robić to razem z kościołem, już parę razy się sprawdziło)…

14 komentarzy do wpisu „Moralność Kalego”


Kandydaci

Pojutrze wybory… i nawet nie mam wielkich wątpliwości na kogo zagłosować. Na pewno nie na tzw. „faworytów”. Jeden, w kampanii naprawdę się starał, ale jednak nie jest to osoba którą chciałbym widzieć na tym stanowisku. Wystarczy już że jego brat obrażał mnie regularnie w oficjalnych wystąpieniach. Nie chcę prezydenta niektórych (tzw. „prawdziwych”) Polaków.

Drugi, traktowany jako jedyna alternatywa, po prostu przez całą kampanię pracował nad tym, żeby na niego nie głosować. Wpadki, popisy niekompetencji, głupie tłumaczenie się „nie mówiliśmy tego co mówiliśmy” zamiast konsekwentnej obrony swoich poglądów… Te dziecinne fochy przy okazji debaty. Że nie w takiej formie, że nie w tej telewizji itd. itp. Na społeczne zapytanie o istotne dla tego urzędu sprawy nie raczył udzielić odpowiedzi mimo, że jako Marszałek Sejmu powinien mieć w tej sprawie wiele do powiedzenia. Inni kandydaci nie mieli z tym problemu. Ale może już mu koledzy podpowiedzieli, że lepiej jak nic nie mówi, bo znowu by niekompetencja wyszła?

Kolejny jest pajac Napieralski. Laluś i lanser w jednej osobie. I te jego „diamenciki”… fuuj... Z pozostałych jeszcze tylko Pawlaka można było brać pod uwagę…

I rzeczywiście Pawlak okazał się najbardziej godny uwagi. Jako jedyny, podczas tej kampanii, u mnie nie tracił, a zyskiwał. Daleko mu do idealnego kandydata, ale przynajmniej nie robił z siebie idioty i przynajmniej wspominał o istotnych sprawach. Podobnie jak Napieralski dużo wspominał o „nowych technologiach”, tyle że Pawlak co nieco o tym wie i traktuje to jako poważny element gospodarski, a nie tylko jako metodę lansowania się u młodzieży.

Najbardziej denerwuje mnie te, że wszyscy podchodzą do tych wyborów, jakby chodziło tylko o wybór między Kaczyńskim i Komorowski. Przecież Komorowski nie zaprezentował kompletnie nic. Gdyby go w tej stawce nie było, to sądzę że Kaczyńskiemu dużo głosów by to nie dało. Wydaje my się, że kupa ludzi zagłosuje na Komorowskiego tylko dlatego, żeby nie głosować na Kaczyńskiego… Ale czemu w takim razie akurat na Komorowskiego?! Przecież w wyborach prezydenckich nawet nie mają żadnych podstaw teorie „zmarnowanego głosu”. Od tego jest druga tura, żeby zagłosować na „mniejsze zło”, gdy już nic lepszego nie zostało… Nie mieści mi się w głowie, że to „faworyt”… ale pewnie ludzie głosują na partię, a nie na człowieka.

Komentarze wyłączone do wpisu „Kandydaci”


Wielkim człowiekiem był… bo umarł

Zdarzyła się wielka tragedia. Zgadza się. W katastrofie lotniczej zginęło 96 osób. Zginął prezydent naszego kraju, dowództwo wojska, prezes NBP. Niewątpliwie wielki cios dla naszego kraju.

Od trzech dni więc wszystkie media w kółko powtarzają jaka wielka tragedia się stała… jakiego wspaniałego człowieka straciliśmy. Jakim on wielkim i zasłużonym politykiem, przywódcą, Polakiem był… Dziś dowiedziałem się, że parę prezydencką mają pochować na Wawelu… i szlag mnie trafia!

Co ważniejsze osobistości i media prześcigają się w tym, żeby złożyć hołd tragicznie zmarłym. W szczególności prezydentowi. Nie mówienie źle o zmarłym to już za mało. Trzeba zrobić z niego niezwykłego bohatera, wręcz świętego. A przecież jeszcze tydzień temu raczej przeciętnym prezydentem, niezbyt popularnym człowiekiem. Co też takiego się stało, że stał się wielkim bohaterem? Zginął… A przecież nawet dokładne okoliczności śmierci jeszcze nie są znane.

Czy każdego prezydenta będziemy chować na Wawelu? Gdy Jaruzelski, Wałęsa czy Kwaśniewski umrze, to może liczyć na miejsce w Grobach Królewskich? Zawsze, czy tylko jeśli zginął tragicznie?

Czemu nikt z liczących się osobistości nie ma jaj, żeby powiedzieć, że Lech Kaczyński na miejsce na Wawelu nie koniecznie zasługuje? Że nad tym należałoby się dobrze najpierw zastanowić? Czytam, że „to decyzja rodziny”? A kto zdecydował, że rodzina ma taką opcję? Jak moja rodzina sobie tak zażyczy, to będzie mogła mnie pochować obok prezydentów i króli?

I np. Powązki już nie godne prezydenta?

58 komentarzy do wpisu „Wielkim człowiekiem był… bo umarł”