Jog Jajcusia
xmpp:jajcus@jajcus.netMój jest ten kawałek Internetu…
…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.
Zimowy spacerek
Od półtora tygodnia w domu męczy nas jakiś upierdliwy wirus
(tak to mój lekarze określił). Ja i Krysia już prawie zdrowi, więc gdy żonka się w domu kurowała, poszliśmy się trochę przewietrzyć. Cel spaceru taki jak zwykle: pobliski stawek.
Wyżyłem się trochę na uśpionej zimą lokalnej roślinności:
A nieco później dorwałem sikorkę modraszkę:
To ja też pokażę zimę
Spadł pierwszy śnieg i wszyscy zaczęli robić zdjęcia. Ja nie mogę być gorszy. ;-)
Wczoraj w Reptach (żona przyjechała po mnie z aparatem) niewiele mi wyszło, ale dzisiaj w Szałszy było trochę lepiej:
Kilka fotek
W piątek wieczorem wybrałem się na spacer. W parku okazało się, że na grobie żołnierzy francuskich palą się już znicze. Uznałem, że mogłoby mi to posłużyć do zabaw z aparatem. Wróciłem się więc po aparat i statyw. I tak chciałem porobić trochę nocnych zdjęć parku. Oto co wyszło:
Wczoraj fotograficznie wyżywała się żonka, a dzisiaj pojechaliśmy, jak co
tydzień do Szałszy na konie. Dziewczyny sobie jeździły, a jak poszedłem
z aparatem do lasu. A tam ptaszki, motylki, malinki i inne roślinki:
:-)
Sarenka niestety uciekła, zanim miałem szansę zrobić jej zdjęcie.
Wycieczka do lasu
Dzisiaj się wybraliśmy z rodzinką na jesienną wycieczkę do lasu.
Nie liczyliśmy na wielkie grzybobranie, ale w lesie gdzyby były. Jadalne:
... i mniej jadalne: ;-)
Spotkaliśmy też żółte motylki:
... i najróżniejsze roślinki:
Mimo skromnych oczekiwań wróciliśmy z lasu z wiadrem pełnym grzybów: ;-)
Burze w Gliwicach
Zaczęło się w czwartek wieczorem – trochę pomruczało i popadało. Burze były chyba przez całą noc, ale obudziliśmy się dopiero o 6:20 – dokładnie, to obudziły nas jakieś smętne kościelne śpiewy (no cóż, święto jakieś). Wkrótce przestało być słychać śpiewy, bo nadchodziła burza. Błyski, grzmoty, ściana wody za oknem, chwilami sypał grad. Przed naszym blokiem łączyły się dwa potoki, dalej nie było widać...
Gdy się trochę uspokoiło zobaczyliśmy, że na główniejszej
ulicy też
rzeczka płynie, jak przejeżdżał samochód, to zostawiał za sobą ścianę wody.
Później jakby wszystko spłynęło i wyschło, słońce wyszło i na pierwszy rzut oka
po burzy dużego śladu nie było... wyszliśmy więc zajrzeć do mieszkania i na
działkę teściów (mieliśmy się zaopiekować)...
Już po drodze było widać ślady wody, szczególnie w parku było widać ślady płynących tędy potoków. U teściów wyjrzałem przez okno – tam kiedyś po większych deszczach był zawsze widok na wielkie bajora na łąkach... Teraz w tamtym miejscu stoją centra handlowe, pod którymi robiono porządne odwodnienie... nie spodziewałem się zobaczyć niczego ciekawego. Jednak, przy salonie Norauto zobaczyłem jakby małe jeziorko... postanowiliśmy, że zajrzymy tam po drodze na działkę...
Rzeczywiście, było tam jeziorko
. Centrum Norauto stało na wysepce,
a wokół pełno wody. Z wody leciały bąbelki... Kawałek dalej drugie,
śmierdzące, bajorko. Wydawało ono dziwne sycząco gwiżdżące odgłosy... okazało
się, że to studzienki kanalizacyjne pod spodem wsysają tę wodę... Podeszliśmy
jeszcze do rzeki, zobaczyć jaki tam poziom wody... niższy niż tych bajorek,
ale sporo wyższy niż zwykle. I widać było, że wcześniej wody było jeszcze
z pół metra więcej. Kolektor kanalizacji burzowej był prawie całkiem zanurzony
– nie dziwne, że odwodnienie dawnych łąk nie dawało rady...
Udaliśmy się na działkę. Szliśmy od strony rzeki i widzieliśmy, że te
najniżej położone działki są całe zanurzone w wodzie. Od tej strony nie było
nawet jak wejść na teren ogrodu. Poszliśmy naokoło... okazało się, że
większość działek jest pod wodą. Było nawet widać miejsca, gdzie wybiły
studzienki kanalizacyjne (co wyjaśniało zapach). W końcu podeszliśmy do
teściowej działki, od góry. Okazało się, że cała stoi w wodzie, ale jako jedna
z ostatnich (właściciele działek położonych wyżej mieli więcej szczęścia). No
to więcej ogórków już w tym roku nie będzie. :-)
Do domu poszliśmy wałem przy Góry Chełmskiej. Przed pierwszym blokiem facet suszył samochód. Najwyraźniej trzymał go w garażu pod blokiem. Dalsze kilka bloków stało w wodzie, piwnice raczej kompletnie zalane. Kobiety próbowały robić jakiś porządek, a półnadzy faceci w oknach przyglądali się zalanym podwórkom, garażom i komórkom. Tam nie powinno być żadnych zabudowań mieszkalnych... ale cóż, kiedyś jakiś idiota postanowił jednak coś zbudować. A stary wał (pewnie przeciwpowodziowy) teraz tylko pogarsza sprawę zatrzymując wodę w tej niecce.
Przez resztę dnia było gorąco, parno, a chwilami nawet słonecznie.
Wybraliśmy się na Jarmark Średniowieczny
do Chudowa, ale w tym tłumie
w takiej duchocie nie dało się długo wytrzymać. Wieczorem chcieliśmy wybrać
się do kina... ale wróciła burza. Postanowiliśmy więc spróbować porobić
burzowe fotki szczególnie, że aktualnie mamy do tego całkiem niezłe warunki
– Krysia na wakacjach, a jej pokój pusty, bo dopiero co był malowany.
Nawet zasłon nie ma – spokojnie można było rozstawić statyw i otworzyć
okno z widokiem na burzę.
Jednak, tego wieczora nie udało się nic ciekawego złapać. Jakoś nie chciało błyskać we właściwym miejscu. Do tego bateria w aparacie była prawie rozładowana. Burza przeszła a myśmy poszli spać. Przed snem żona jeszcze poprosiła, żeby ją obudzić, jakby znowu błyskało...
Śniły mi się tornada i wyjazd do Gruzji... w końcu obudziła mnie burza.
Budzę Iwonkę mówiąc, że się błyska. A niech się błyska
, padła
odpowiedź. Widać żonce się dobrze spało i ochota na fotografowanie przeszła...
Ja uznałem, że najwyżej sam się pobawię... i jak wtedy nie błysło i nie
huknęło! Żonka była pierwsza przy aparacie. :-)
My średnio przytomni, a burza waliła prawie zaraz za oknem. Wszystko razem sprawiało, że nie do końca wiedzieliśmy co się dzieje. Ika wciskała spust migawki, ja jej coś przeszkadzałem... ale chyba się złapało... tak... całe prześwietlone – biały prostokąt tylko. Trzeba było zmienić parametry ekspozycji. Nam zaspanym ciężko było coś konkretnego ustalić, a do tego trzeba było na jakiś czas zamknąć okno, bo padało do pokoju, ale w końcu wyklikałem: czas 1s i ekspozycja -4EV. Z nocno-deszczowego widoku za oknem łapały się tylko światła, błyskawica powinna też się złapać... ale burza już sobie poszła, na drugą stronę. No cóż, poszliśmy znowu spać.
Jakiś czas później znowu obudziła nas nadchodząca burza. Pioruny waliły gdzieś daleko, ale najwyraźniej się zbliżały. Wstaliśmy więc i podeszliśmy do aparatu i okna. Parametry pozostały takie, jak ustawiłem poprzednio i tylko żonka trzymała przycisk spustu migawki... klik, klik, klik...
W sumie przez noc zrobiliśmy jakiś tysiąc zdjęć... ale w końcu się udało!
Może nie są to jakieś nadzwyczajne efekty. Trochę ciemno (przy tej ostatniej
burzy błyskało trochę słabiej), trochę pozasłaniały niskie chmurki, ale coś
jest. :-)
Burze mają jeszcze wrócić... może jeszcze coś się trafi.
































![[błyskawica]](http://farm4.static.flickr.com/3103/2767734706_27e2314c1a.jpg)
![[błyskawica]](http://farm4.static.flickr.com/3257/2766886977_a2dcb74de0_m.jpg)
![[błyskawica]](http://farm4.static.flickr.com/3221/2767734350_83e0f5fee5_m.jpg)
![[błyskawica]](http://farm3.static.flickr.com/2354/2766887323_25d06ac715_m.jpg)
![[błyskawica]](http://farm4.static.flickr.com/3055/2767745584_d59eac6172.jpg)