Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Po koncercie

No to byliśmy wczoraj na koncercie tych czterech Pepiczków z Pragi, jak sami siebie nazwali. Było świetnie.

Ich ubiory z czasów prawdziwych Beatlesów wprowadzały właściwą atmosferę jak tylko pojawili się na scenie. Historyczny sprzęt (gitary, wzmacniacze lampowe) dawał to właściwe, charakterystyczne brzmienie. Wykonane przez nich piosenki nie odbiegały bardzo od oryginałów. Do tego niesamowite poczucie humoru lidera zespołu (całkiem dobrze mówiącego po polsku). To wszystko gwarantowało wspaniałą zabawę.

Żonka stwierdziła, że czuła się jakby była na koncercie prawdziwych Beatlesów. Polecam!

Dodaj komentarz do wpisu „ Po koncercie”


Podróbka Beatlesów w Gliwicach

Jutro o 19:30, w gliwickim Parku Chopina mają grać The Beatles Revival. Chyba się wybierzemy. Dobra podróbka może nie być zła, a przynajmniej wykorzystamy tę wyjątkową możliwość wyrwania się gdzieś wieczorem. :-)

1 komentarz do wpisu „ Podróbka Beatlesów w Gliwicach”


Last.fm Client

Wróciłem po urlopie do roboty, chciałem sobie puścić muzyczkę, no to zajrzałem na Last.FM, co tam nowego. Okazało się, że wreszcie jest Last.FM Client pod Linuksa. Ściągnąłem, odpaliłem i wygląda całkiem miło – już na pierwszy rzut oka wydaje się dużo bogatszy i wygodniejszy od starego Last.FM Playera. Muzyczka gra. :-) ...trzeba zająć się robotą. :-(

6 komentarzy do wpisu „ Last.fm Client”


Koncertowo

Wczoraj byłem w Wiatraku na koncercie Renaty Przemyk. Było bosko! Tym razem nawet akustyk się spisał i było słychać co Renata śpiewa. Przez cały koncert cała widownia zasłuchana i z uwielbieniem wpatrzona w piosenkarkę. Nie dziwne, że Renata wydawała się nieco speszona. Już w połowie koncertu zaczęło mi się robić żal, że to się niedługo skończy, a na kolejny taki będzie trzeba długo poczekać...

Byłem już dwa razy na jej koncertach. Pierwszy, chyba ponad dziesięć lat temu, w gliwickim kinie Amok też był niesamowity. Drugi trochę mniej, pewnie dlatego, że był częścią bardziej masowej imprezy (Nocy Świętojańskiej przeniesionej z rynku do Teatru Muzycznego). Gdy Renata znowu się pojawi w okolicy, to pewnie się też wybiorę.

A dzisiaj jeszcze z żonką wybieram się na Kąpielisko Leśne na koncert Myslovitz. Mam nadzieję, że też będzie fajnie. :-)

5 komentarzy do wpisu „ Koncertowo”


Marudzenie i Homo Twist

Mam już trochę dość dodatkowej roboty za Euro i innych zobowiązań które na siebie wziąłem, takich jak np. przygotowanie referatu na Pingwinaria. Chciałbym znowu czuć, że jak tylko skończę pracę to mam czas w którym nic nie muszę robić, po prostu mogę robić na co mam ochotę. Znalazłby się wtedy czas na robienie PyXMPP, CJC, czy chociażby pisanie na Joggera – jest wiele rzeczy które chciałem opisać, a nie miałem kiedy.

Co gorsza, ja wcale tak dużo nie robię, przejmuję się tym ile mam do zrobienia, marudzę, a robię i tak mniej niżbym mógł. Tyle, że czas w ten sposób zaoszczędzony marnuję na kompletne obijanie się. Szkoda mi zabierać się za swoje pasje, gdy wiem, że powinienem zająć się czymś poważniejszym, a do zajęcia się tym czymś poważniejszym po kilka godzin dziennie też nie umiem się zmusić... męczące to i stresujące, nawet jeśli to po prostu lenistwo. ;-)

Przez weekend, od piątku, służbowe komórki nie dawały mi żyć. Ciągle coś się psuło, albo coś trzeba było sprawdzić. W sobotę musiałem jechać do Zabrza. Dodając do tego sobotnie porządki i wizytę u mojej mamy (w końcu to babcia Krysi) to w sobotę do wieczora nic nie mogłem zrobić. A wieczorem wybrałem się na koncert, odstresować się. Czasem trzeba się oderwać od tych cholernych komputerów...

To był koncert Homo Twist, w zabrzańskim Wiatraku. Miało się zacząć o 19:00, zaczęło się o 19:45, najpierw wystąpił support w postaci jakiegoś młodego poznańskiego zespoły heavy-metalowego. Nawet fajnie grali, ale w ich występie najlepsze były efekty specjalne, w postaci ichniejszego perkusisty. Już wyjaśniam... Na sali, a więc zapewne i na scenie, było chłodno. Perkusista, jak to często bywa, podczas grania się nieco zgrzał. Że był łysy, to zaraz jego łysa czacha zaczęła lśnić od potu i... się dymić. Dymiło się z niego co najmniej jak z czajnika gotującego wodę. Jeśli dodać do tego heavy-metalową muzykę i oświetlenie w postaci czerwonego reflektora wymierzonego w tę czachę (akurat jeden tak trafił), to efekt był piorunujący i na dobre rozbawił publikę. Kto tylko miał aparat, to zaraz fotografował to cudo.

Poznaniacy skończyli po godzinie i po dwudziestominutowej przerwie na scenę wyszedł Homo Twist. Maleńczuk w okularkach, wyglądał na zmęczonego życiem inteligenta, ubrany był jak na tamtejszą temperaturę przystało, chyba w dwie bluzy polarowe (na sali prawie wszyscy w zimowych kurtkach). Na tym tle basista, Titus wyraźnie się wyróżniał... on miał na sobie koszulkę na ramiączkach i goły brzuch. Ale podczas koncertu nie padł. %-)

Repertuaru Homo Twist za bardzo nie znam. Lubię Maleńczuka, samo Homo Twist też mi się dobrze kojarzyło, więc jak zobaczyłem, że jest koncert w Wiatraku, to się wybrałem. Nie zawiodłem się. Taka muzyka najwyraźniej mi odpowiadała. Niestety, nagłośnienie na koncercie mniej. Tak jak na koncercie Łez było chyba trochę za głośno, albo po prostu akustyka w tej sali jest taka kiepska. Trudno było zrozumieć słowa piosenek. Jednak mimo to, bawiłem się świetnie. Może w nowej siedzibie klubu (obecny Wiatrak jest przeznaczony do rozbiórki z powodu budowy DTŚ) będzie lepiej.

Jako dodatkową atrakcję można było uznać dwie blondyny tańczące i obcałowujące się pod sceną, ku uciesze takich zboczeńców jak ja. ;-)

Do domu wróciłem po 23-ciej, śmierdzący paskudnie papierosami. Gdyby nie ten paskudny papierosowy dym i kiepskie nagłośnienie (przynajmniej jak na moje uszy), to koncert byłby idealny. Ale i tak było super. Przy kolejnej okazji też będę się musiał na coś takiego wybrać.

Wracając do marudzenia... w sobote nie zrobiłem więc nic, na zrobienie czegoś pożytecznego została niedziela. Tym razem nawet udało się tej niedzieli całkiem nie zmarnować – napisałem sporą część referatu na Pingwinaria (którego zalecany termin oddania minął 15-go stycznia). Dzisiaj powinienem pisać to dalej, ale jak widać wolałem naskrobać coś na Joggera... Niestety, unikanie roboty idzie mi za dobrze... Jutro biorę dzień urlopu, żeby odstawić auto do mechanika, a siebie do lekarza (w sprawie trzeciego szczepienia przeciwko WZW), może uda się jeszcze coś do tego referatu dopisać.

4 komentarze do wpisu „ Marudzenie i Homo Twist”


Po koncercie...

Dzisiaj wybrałem się z żonką na koncert, na Łzy, w Wiatraku. Wyszalałem się nieźle. Mimo, że popularny zespół, to zagrali kawał niezłego rocka. Było super, ale rzeczywiście, troszkę za głośno.

A teraz trochę pomarudzę...

Niestety, żonka się tak dobrze nie bawiła. Właściwie, w ogóle się nie bawiła, mimo, że tak na to liczyłem... No cóż... wygląda na to, że jestem skazany na jeżdżenie na koncerty samemu. :-( W sumie prawie zawsze tak było. Ma to też swoje zalety, ale trochę smutno zawsze jest, szczególnie gdy się widzi bawiące się razem pary, czy chociaż grupki przyjaciół... Jednak na dobrym koncercie zwykle przychodzi taki moment, gdy mijają smutki, zostaję tylko ja i muzyka. I wbrew wszystkiemu znakomicie się bawię... tyle, że koncert zwykle szybko się kończy... Podobnie było tym razem.

Ale żonka jest kochana. Nawet dzielnie zniosła dzisiaj moje marudzenie. Dziękuję!

Po powrocie do domu humor prawie mi się poprawił... a tu jeszcze kolejna nowina... wrrr... nie dość że łapie mnie jesienna depresja i żadnych, powodów do zmartwień nie potrzebuję, to jeszcze kaczki dorwały się do władzy...

Swoją drogą, jeśli ta jesienna depresja mi nie odpuści, to nienajlepiej się Jesień Linuksowa zapowiada...

14 komentarzy do wpisu „ Po koncercie...”



Jesteście obserwowani...