Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Między młotem a kowadłem...

... czyli jak ja nie lubię roli syna teściowej... :-(

A wszystko przy okazji krysinych urodzin...

9 komentarzy do wpisu „ Między młotem a kowadłem...”


Jestem idiotą

Jestem idiotą. A za głupotę się płaci... słono płaci...

Komentarze wyłączone do wpisu „Jestem idiotą”


Marudzenie i Homo Twist

Mam już trochę dość dodatkowej roboty za Euro i innych zobowiązań które na siebie wziąłem, takich jak np. przygotowanie referatu na Pingwinaria. Chciałbym znowu czuć, że jak tylko skończę pracę to mam czas w którym nic nie muszę robić, po prostu mogę robić na co mam ochotę. Znalazłby się wtedy czas na robienie PyXMPP, CJC, czy chociażby pisanie na Joggera – jest wiele rzeczy które chciałem opisać, a nie miałem kiedy.

Co gorsza, ja wcale tak dużo nie robię, przejmuję się tym ile mam do zrobienia, marudzę, a robię i tak mniej niżbym mógł. Tyle, że czas w ten sposób zaoszczędzony marnuję na kompletne obijanie się. Szkoda mi zabierać się za swoje pasje, gdy wiem, że powinienem zająć się czymś poważniejszym, a do zajęcia się tym czymś poważniejszym po kilka godzin dziennie też nie umiem się zmusić... męczące to i stresujące, nawet jeśli to po prostu lenistwo. ;-)

Przez weekend, od piątku, służbowe komórki nie dawały mi żyć. Ciągle coś się psuło, albo coś trzeba było sprawdzić. W sobotę musiałem jechać do Zabrza. Dodając do tego sobotnie porządki i wizytę u mojej mamy (w końcu to babcia Krysi) to w sobotę do wieczora nic nie mogłem zrobić. A wieczorem wybrałem się na koncert, odstresować się. Czasem trzeba się oderwać od tych cholernych komputerów...

To był koncert Homo Twist, w zabrzańskim Wiatraku. Miało się zacząć o 19:00, zaczęło się o 19:45, najpierw wystąpił support w postaci jakiegoś młodego poznańskiego zespoły heavy-metalowego. Nawet fajnie grali, ale w ich występie najlepsze były efekty specjalne, w postaci ichniejszego perkusisty. Już wyjaśniam... Na sali, a więc zapewne i na scenie, było chłodno. Perkusista, jak to często bywa, podczas grania się nieco zgrzał. Że był łysy, to zaraz jego łysa czacha zaczęła lśnić od potu i... się dymić. Dymiło się z niego co najmniej jak z czajnika gotującego wodę. Jeśli dodać do tego heavy-metalową muzykę i oświetlenie w postaci czerwonego reflektora wymierzonego w tę czachę (akurat jeden tak trafił), to efekt był piorunujący i na dobre rozbawił publikę. Kto tylko miał aparat, to zaraz fotografował to cudo.

Poznaniacy skończyli po godzinie i po dwudziestominutowej przerwie na scenę wyszedł Homo Twist. Maleńczuk w okularkach, wyglądał na zmęczonego życiem inteligenta, ubrany był jak na tamtejszą temperaturę przystało, chyba w dwie bluzy polarowe (na sali prawie wszyscy w zimowych kurtkach). Na tym tle basista, Titus wyraźnie się wyróżniał... on miał na sobie koszulkę na ramiączkach i goły brzuch. Ale podczas koncertu nie padł. %-)

Repertuaru Homo Twist za bardzo nie znam. Lubię Maleńczuka, samo Homo Twist też mi się dobrze kojarzyło, więc jak zobaczyłem, że jest koncert w Wiatraku, to się wybrałem. Nie zawiodłem się. Taka muzyka najwyraźniej mi odpowiadała. Niestety, nagłośnienie na koncercie mniej. Tak jak na koncercie Łez było chyba trochę za głośno, albo po prostu akustyka w tej sali jest taka kiepska. Trudno było zrozumieć słowa piosenek. Jednak mimo to, bawiłem się świetnie. Może w nowej siedzibie klubu (obecny Wiatrak jest przeznaczony do rozbiórki z powodu budowy DTŚ) będzie lepiej.

Jako dodatkową atrakcję można było uznać dwie blondyny tańczące i obcałowujące się pod sceną, ku uciesze takich zboczeńców jak ja. ;-)

Do domu wróciłem po 23-ciej, śmierdzący paskudnie papierosami. Gdyby nie ten paskudny papierosowy dym i kiepskie nagłośnienie (przynajmniej jak na moje uszy), to koncert byłby idealny. Ale i tak było super. Przy kolejnej okazji też będę się musiał na coś takiego wybrać.

Wracając do marudzenia... w sobote nie zrobiłem więc nic, na zrobienie czegoś pożytecznego została niedziela. Tym razem nawet udało się tej niedzieli całkiem nie zmarnować – napisałem sporą część referatu na Pingwinaria (którego zalecany termin oddania minął 15-go stycznia). Dzisiaj powinienem pisać to dalej, ale jak widać wolałem naskrobać coś na Joggera... Niestety, unikanie roboty idzie mi za dobrze... Jutro biorę dzień urlopu, żeby odstawić auto do mechanika, a siebie do lekarza (w sprawie trzeciego szczepienia przeciwko WZW), może uda się jeszcze coś do tego referatu dopisać.

4 komentarze do wpisu „ Marudzenie i Homo Twist”


Noworoczne wyznanie

Z okazji imprezy sylwestrowej obiecałem żonce dwie rzeczy. Jedną obietnicę spełniłem. Drugiej nie. Nie udało się, wytrzymałem ledwo do dzisiejszego rana... I nie jest mi z tym dobrze. :-(

4 komentarze do wpisu „ Noworoczne wyznanie”


Kolejny grobowy wpis

W środę zaczęliśmy w firmie akcję rozpierdziel — gruntowną modernizację sieci z wymianą części sprzętu (głównego routera) i większości softu wraz z konfiguracją. Nowy system ani przetestowany, ani skończony. Ale stary sprzęt się już sypał, a niedoskonałości starej konfiguracji już mocno dawały się we znaki.

Więc już od poniedziałku, a nawet od poprzedniego tygodnia, w pracy było znacznie więcej roboty niż wcześniej. W środę zaczął się zapiernicz na maksa. Wtedy siedziałem od 8:00 do 19:15 (normalnie kończę o 16:00) tyle, żeby uruchomić przynajmniej dostęp do Internetu większości userów. W czwartek oczywiście okazało się, że to wcale nie działa jak należy, powychodziło masę innych problemów no i czas było userom pocztę odpalić. Siedziałem do 22:15. W piątek przyszedłem do roboty na 12:00 (bo o 8:00 to bym się i tak do niczego nie nadawał), wyszedłem o 16:30, ale potem jeszcze w domu do późna przy tym siedziałem. W sobotę nie lepiej. Praktycznie cały dzień przy kompie, z przerwą na obiad u mamy. W niedziele obudził nas telefon od niezadowolonego klienta. Tego było za dużo. Niedziele to czas na żonkowe koniki, więc po prostu wyłączyłem tę komórkę dyżurnego admina. Miałem na jej dzwonki reagować nawet w nocy, ale że pracodawca już i tak naciągnął reguły, to sumienie mnie bardzo nie pogryzło.

Wiem, że to wcale nie tak dużo roboty. W tej branży to norma, wielu kolegów po fachu miewa dłuższe sesje na serwerowni i zdarza im się to znacznie częściej i nie marudzą (chłopaki, podziwiam was!). Jednak okazało się, że to starczyło, żebym zrobił się nieznośny, warczał na bliskich, nie robił tego o co mnie proszono itd. itp. Okazałem się zwykłym gnojem. Co gorsza to wszytko mimo tego, że starałem się pilnować. Pamiętałem jaki byłem, gdy przy pracy się zapominałem, więc starałem się nad sobą panować. Najwyraźniej nieskutecznie, a do tego, słysząc brutalną prawdę się rozklejam się, i staję się żałosnym gnojem...

Bycie dobrym mężem i ojcem ostatnio chyba nawet mi jakoś wychodziło. Ale to wtedy, gdy w pracy roboty raczej unikałem, równo o 16:00 wychodziłem i w domu starałem się nawet nie zaglądać na firmowe serwery i do firmowej poczty. No i Holender nawet za bardzo roboty dla mnie nie miał. Czyste obijactwo, nawet swoje otwarte projekty odpuściłem, żeby miło spędzać czas z rodzinką. Fajnie było, tylko wiecznie tak być nie może.

No i jaką ja mam przyszłość w tej branży? Jeśli chcę znaleźć jakąś lepszą robotę muszę się wykazać. Raczej nie ma na to sposobu, który nie byłby ani pracochłonny, ani stresujący. Czasem mam ochotę ciepnąć tym wszystkim poza obowiązkowymi 8-ma godzinami w firmie, ale do czego mnie to doprowadzi?

A może powinienem uznać, że nie mam się przejmować tym co żona sądzi, bo żona marudzi, a ja skoro pracuję, to mam prawo być trochę nieprzyjemny? Po prostu robić swoje i w ten sposób zapewnić sobie przyszłość, a rodzinie lepszy byt? Wolę nawet nie próbować, bo mogę stracić to co najcenniejsze. Ledwo udało mi się częściowo naprawić, co kiedyś w podobnych okolicznościach popsułem... A do tego nie mam jaj, więc i tak by nic z tego nie wyszło (ani lepszy byt, ani nie przejmowanie się żoną).

Na koniec ciekawostka: teraz, gdy w firmie mało co działa, nikt nie sugeruje, że admini się opierdalają, czy źle robią swoją robotę... a wcześniej, przed akcją rozpierdziel, gdy czasem niedziałało tylko parę rzeczy, nie bardzo od nas zależnych, traktowano nas jako wzór nierobów. Ale to pewnie szybko wróci...

I sorry za brak normalnych wpisów. Gdy dzieje się coś ciekawego, to jestem tak zajęty, że nie mam czasu pisać, a dorywam się do Joggera, dopiero gdy mi się wszelkiej sensownej roboty odechciewa...

14 komentarzy do wpisu „ Kolejny grobowy wpis”


Dostało mi się...

Dostało mi się. Nawet nie wiem za co (w pewnym momencie wyszło coś, że niby też za picie dziurawca). Za próbę wyjaśnienia, czy wyrażenia swojego zdania, dostało mi się jeszcze bardziej... W takich chwilach, szczególnie po (czy raczej w trakcie) bardzo ciężkim okresie w pracy (harówa kilkanaście godzin dziennie, łącznie z sobotą), odechciewa się wszystkiego... :-( .

12 komentarzy do wpisu „ Dostało mi się...”



[szpieg] Jesteście obserwowani...