Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Sen

Byliśmy na zakupach w centrum handlowym. Potrzebowaliśmy jakiś nietypowych żarówek. W Carrefour ich nie było, więc poszliśmy do Media Markt (który wyglądał raczej jak Ikea, bo pełno szaf tam było. A do tego strasznie ciasno). Jakiś inny klient próbował coś wynieść w butach, ale go złapali.

Ja wróciłem do domu. Na piechotę. Lało jak z cebra, ale dotarłem na miejsce. Przypomniałem sobie, że na zakupy pojechałem samochodem i nie musiałem wracać na piechotę. Co więcej, w centrum handlowym została moja żona. Zadzwoniłem do niej... i dowiedziałem się, że właśnie ją zamknęli, bo nie chciała zdradzić haseł do laptopa. Więcej nie udało mi się dowiedzieć, bo połączenie przerywało i nie mogłem się więcej dodzwonić. Domyśliłem się, że musi być w gliwickim areszcie śledczym. I od razu zacząłem myśleć jak załatwić dobrego adwokata. Nawet zadzwoniłem do ojca. Było późno, więc poszedłem spać.

Nazajutrz postanowiłem żonę odwiedzić. Dalej nie mogłem się dodzwonić, ale uznałem, że jakoś ją znajdę. Poszedłem więc do tego szpitala. Najpierw trafiłem na jakiś inny oddział, potem idąc korytarzami wyszedłem innym wyjściem, ale na teren szpitala. W końcu dodzwoniłem się do żonki. Powiedziała mi, że wejść mam przez izbę w pokoju nr 38, a moja kurtka jest w pokoju 48. I że mam wziąć łyżwy, bo w bramie jest ślizgawka. Ja na szczęście byłem już za bramą...

Co było dalej, czy dotarłem do żonki?... tego już się nie dowiedziałem, bo brutalnie obudził mnie budzik z pomocą kosiarzy za oknem.

15 komentarzy do wpisu „ Sen”


Zagadka

W Gliwicach wiosną 2007 miało być otwarte nowe Centrum handlowe, a w nim, między innymi, kino Cinema City. Widziałem ostatnio jakiś billboard o otwarciu i przeszło mi przez myśl, że to może już. Postanowiłem w sieci znaleźć coś na ten temat. Znalazłem wpis w Wikipedii, że planowane otwarcie ma być 28 czerwca (fajna mi wiosna... ale cóż, sroga zima pewnie przedłużyła roboty...) i niewiele więcej. Był tam też link do strony tego centrum Forum Gliwice. Strona to paskudny flash, bez większej treści... ale to co tam jest i tak fascynuje...

I teraz zagadka: ile sal kinowych będzie miało gliwickie Cinema City? Odpowiedź, gdzieś na wspomnianej stronie...

Odpowiedź: 13, 14, lub 15, zależnie od tego, który fragment się czyta... ;-)

29 komentarzy do wpisu „ Zagadka”


Tajemniczy SMS

Mozesz mi sciagnac kilka piosenek z internetu i przeslac poczta? Prosze. Jestem Wiola mam dwanascie lat szukam kogos kto by mogl.

25 komentarzy do wpisu „ Tajemniczy SMS”


Wakacje dawno, dawno temu

Wpis u Felinity przypomniał mi pewien, chyba w pewien sposób przełomowy, a może niewiele znaczący, epizod z mojego życia.

Też kiedyś byłem chorobliwie nieśmiały. Właściwie to trochę wciąż jestem, gdzieś tam w środku. Jednak kiedyś dość skutecznie uprzykrzało mi to życie, szczególnie wszelkie kontakty męsko-damskie... Na szczęście z czasem się to zmieniło i myślę, że duży na to wpływ też miały pewne wakacje, sprzed jakiś dwunastu lat i też nad jeziorem...

Byłem wtedy z ojcem na wczasach w Swornegaciach, jak co roku. Na ośrodku nawet poznałem jakiś ludzi, ale i tak się często samotnie szwendałem po okolicy. Na jednym takim spacerze trafiłem na dziwnie zachowujących się ludzi... że sam akurat byłem w jednym ze swoich dołków (nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubii...), to się ci ludzie zainteresowali tym smętnym samotnym człowieczkiem. Okazało się, że to jakiś obóz młodzieży z Bytomia i akurat mają jakieś warsztaty teatralne... Opiekunowie grupy byli nieco ode mnie starsi, pozostali uczestnicy raczej młodsi. Wszyscy zupełnie dla mnie obcy... ale zaprosili do wspólnej zabawy, a ja się zgodziłem.

I chodziłem codziennie na te dziwne zajęcia. Początek warsztatów to były właśnie ćwiczenia na śmiałość (przeciwko tremie i na wyluzowanie się) – np. krzyczenie na całe gardło, czy odgrywanie jakiś głupich scenek. Tego mi było trzeba. Wśród obcych ludzi nawet łatwiej było mi się przełamać i robić rzeczy na których normalnie nigdy bym nie zrobił (miałem przecież problemy z prostszymi sprawami). I cieszyć się tym. Jakieś głupie blokady w sobie przełamałem na dobre, albo nauczyłem łamać kiedy trzeba. A cała ta sytuacja była taka jakaś magiczna... z jednej strony wczasy, w ośrodku, jak co roku, gadanie "o dupie Maryny" z jakimiś gostkami... a potem spacerek nad inne jeziorko i te zajęcia na które się załapałem na krzywy ryj i gdzie skutecznie przełamywałem swoje słabości, jakoś tak zupełnie bez trudu.

Kumple z ośrodka, gdy im powiedziałem, że na jakieś warsztaty teatralne chodzę, uznali, że sobie coś uroiłem. Niby się zainteresowali tematem, ale nie za bardzo, ja ich tam nie ciągnąłem, w końcu to było moje odkrycie.

Wracając do warsztatów. Sprawa była tym dziwniejsza, że były to warsztaty teatralne, a mnie do teatru raczej zawsze było daleko. Mam umysł ściśnięty, a w szkole język polski należał do najbardziej znienawidzonych... No i okazało się, że w tym kierunku aż tak bardzo się nie zmieniło... na któryś zajęciach skończyły się ćwiczenia rozluźniające, a prowadzący polecili nam nauczyć się wybranego wiersza... nawet pożyczyli mi w tym celu jakąś książkę (przypominam: byłem dla nich obcym człowiekiem, który wyszedł z lasu)... następnego dnia książkę oddałem i darowałem sobie dalej te warsztaty. Swój cel osiągnąłem, nawet tego nie planując.

Jak już o poezji mowa... to wypada wspomnieć o jednym z tych kumpli z ośrodka. Tak się złożyło, że był nim młody (w moim wieku) Gliwicki poeta Krzysztof Siwczyk, parę lat później odtwórca tytułowej roli w filmie Wojaczek. Tak, z jednej strony grupa młodzieży pijącej piwo, z którą gadałem o pierdołach, a z drugiej warsztaty teatralne. I to w tej pierwszej grupie był autentyczny poeta, a później i aktor... Nie była to żadna bliska znajomość, on mnie zapewne nie pamięta. Ale dla mnie warta zapamiętania (poza tym, że fajnie spotkać kogoś, o kim jest artykuł na Wikipedii ;-)), chociażby dlatego, że to on zainteresował mnie Świetlikami. Miał lekkiego fioła na punkcie Świetlickiego i wciąż podśpiewywał (recytował) jego piosenki. Po tych wakacjach kupiłem sobie pierwszą kasetę Świetlików.

Po tych wakacjach moje życie zaczęło się gwałtownie zmieniać... może to był właśnie jakiś przełom, a może to po prostu taki wiek. W każdym razie nawet jakieś dziewczyny zaczęły się pojawiać w moim życiu. ;-)

P.S. Pisząc ten wpis zorientowałem się jak mało pamiętam z tamtych czasów... a może to dużo?...

16 komentarzy do wpisu „Wakacje dawno, dawno temu”


Gość

Właśnie ma w pracy gościa, pewnie z okazji urodzin (nie jestem pewien, bo nic nie mówi, znaczy się coś mówił, ale nie zrozumiałem), biurowcowy kot. Gdy wracałem z łazienki, nie tylko zaszczycił mnie swoim zainteresowaniem (rzadko to się zdarza), ale i podszedł i dał się pogłaskać. Potem wyraźnie dał do zrozumienia, że chce zajrzeć do mojego biura (w końcu cały budynek do niego należy ;-)). Wpuściłem go, a on najpierw przespacerował się pod biurkami, a potem zainteresował się szafą. Tam pogrzebał w starych kartonach, a teraz siedzi na jednym i chyba nie ma ochoty się stamtąd ruszyć...

Niedługo będę kończył pracę, to będę musiał gościa wyprosić... ale czy to tak wypada? ;-)

9 komentarzy do wpisu „ Gość”


No i po świętach

Przed chwilą rozebraliśmy i wyrzuciliśmy choinkę. Trochę szkoda, bo wciąż śliczna, zielona była i jeszcze się nie sypała... ale, ile można?...

9 komentarzy do wpisu „ No i po świętach”



[szpieg] Jesteście obserwowani...