02 lipca 2007
21:42:41
|
kategorie:
inne,
rodzinka,
życie,
Byliśmy na zakupach w centrum handlowym. Potrzebowaliśmy jakiś nietypowych
żarówek. W Carrefour ich nie było, więc poszliśmy do Media Markt (który
wyglądał raczej jak Ikea, bo pełno szaf tam było. A do tego strasznie ciasno).
Jakiś inny klient próbował coś wynieść w butach, ale go złapali.
Ja wróciłem do domu. Na piechotę. Lało jak z cebra, ale dotarłem na miejsce.
Przypomniałem sobie, że na zakupy pojechałem samochodem i nie musiałem wracać
na piechotę. Co więcej, w centrum handlowym została moja żona. Zadzwoniłem do
niej... i dowiedziałem się, że właśnie ją zamknęli, bo nie chciała zdradzić
haseł do laptopa. Więcej nie udało mi się dowiedzieć, bo połączenie przerywało
i nie mogłem się więcej dodzwonić. Domyśliłem się, że musi być w gliwickim
areszcie śledczym. I od razu zacząłem myśleć jak załatwić dobrego adwokata.
Nawet zadzwoniłem do ojca. Było późno, więc poszedłem spać.
Nazajutrz postanowiłem żonę odwiedzić. Dalej nie mogłem się dodzwonić, ale
uznałem, że jakoś ją znajdę. Poszedłem więc do tego szpitala. Najpierw trafiłem
na jakiś inny oddział, potem idąc korytarzami wyszedłem innym wyjściem, ale na
teren szpitala. W końcu dodzwoniłem się do żonki. Powiedziała mi, że wejść mam
przez izbę w pokoju nr 38, a moja kurtka jest w pokoju 48. I że mam wziąć
łyżwy, bo w bramie jest ślizgawka. Ja na szczęście byłem już za bramą...
Co było dalej, czy dotarłem do żonki?... tego już się nie dowiedziałem, bo
brutalnie obudził mnie budzik z pomocą kosiarzy za oknem.
03 czerwca 2007
13:31:56
|
kategorie:
inne,
w sieci,
W Gliwicach wiosną 2007 miało być otwarte nowe Centrum handlowe, a w nim,
między innymi, kino Cinema City. Widziałem ostatnio jakiś billboard
o otwarciu i przeszło mi przez myśl, że to może już. Postanowiłem w sieci
znaleźć coś na ten temat. Znalazłem wpis w Wikipedii, że planowane otwarcie ma
być 28 czerwca (fajna mi wiosna... ale cóż, sroga zima pewnie przedłużyła
roboty...) i niewiele więcej. Był tam też link do strony tego centrum Forum Gliwice. Strona to paskudny
flash, bez większej treści... ale to co tam jest i tak fascynuje...
I teraz zagadka: ile sal kinowych będzie miało gliwickie Cinema City?
Odpowiedź, gdzieś na wspomnianej stronie...
Odpowiedź: 13, 14, lub 15, zależnie od tego, który fragment się czyta... ;-)
27 kwietnia 2007
08:45:15
|
kategorie:
inne,
Mozesz mi sciagnac kilka piosenek z internetu i przeslac poczta? Prosze. Jestem
Wiola mam dwanascie lat szukam kogos kto by mogl.
15 lutego 2007
21:18:13
|
kategorie:
inne,
wypoczynek,
życie,
Wpis
u Felinity przypomniał mi pewien, chyba w pewien sposób przełomowy, a może niewiele znaczący, epizod z mojego życia.
Też kiedyś byłem chorobliwie nieśmiały. Właściwie to trochę wciąż jestem,
gdzieś tam w środku. Jednak kiedyś dość skutecznie uprzykrzało mi to życie, szczególnie
wszelkie kontakty męsko-damskie... Na szczęście z czasem się to zmieniło i myślę, że
duży na to wpływ też miały pewne wakacje, sprzed jakiś dwunastu lat i też nad
jeziorem...
Byłem wtedy z ojcem na wczasach w Swornegaciach, jak co roku. Na ośrodku
nawet poznałem jakiś ludzi, ale i tak się często samotnie szwendałem po
okolicy. Na jednym takim spacerze trafiłem na dziwnie zachowujących się
ludzi... że sam akurat byłem w jednym ze swoich dołków
(nikt mnie nie
kocha, nikt mnie nie lubii...
), to się ci ludzie zainteresowali tym smętnym
samotnym człowieczkiem. Okazało się, że to jakiś obóz młodzieży z Bytomia
i akurat mają jakieś warsztaty teatralne... Opiekunowie grupy byli nieco ode
mnie starsi, pozostali uczestnicy raczej młodsi. Wszyscy zupełnie dla mnie
obcy... ale zaprosili do wspólnej zabawy, a ja się zgodziłem.
I chodziłem codziennie na te dziwne zajęcia. Początek warsztatów to były
właśnie ćwiczenia na śmiałość (przeciwko tremie i na wyluzowanie się) –
np. krzyczenie na całe gardło, czy odgrywanie jakiś głupich scenek. Tego mi
było trzeba. Wśród obcych ludzi nawet łatwiej było mi się przełamać i robić
rzeczy na których normalnie nigdy bym nie zrobił (miałem przecież problemy
z prostszymi sprawami). I cieszyć się tym. Jakieś głupie blokady w sobie
przełamałem na dobre, albo nauczyłem łamać kiedy trzeba. A cała ta sytuacja
była taka jakaś magiczna... z jednej strony wczasy, w ośrodku, jak co roku,
gadanie "o dupie Maryny" z jakimiś gostkami... a potem spacerek nad inne
jeziorko i te zajęcia na które się załapałem na krzywy ryj
i gdzie
skutecznie przełamywałem swoje słabości, jakoś tak zupełnie bez trudu.
Kumple z ośrodka, gdy im powiedziałem, że na jakieś warsztaty teatralne chodzę,
uznali, że sobie coś uroiłem. Niby się zainteresowali tematem, ale nie za
bardzo, ja ich tam nie ciągnąłem, w końcu to było moje odkrycie
.
Wracając do warsztatów. Sprawa była tym dziwniejsza, że były to warsztaty
teatralne, a mnie do teatru raczej zawsze było daleko. Mam umysł
ściśnięty
, a w szkole język polski należał do najbardziej
znienawidzonych... No i okazało się, że w tym kierunku aż tak bardzo się nie
zmieniło... na któryś zajęciach skończyły się ćwiczenia rozluźniające
,
a prowadzący polecili nam nauczyć się wybranego wiersza... nawet pożyczyli mi
w tym celu jakąś książkę (przypominam: byłem dla nich obcym człowiekiem, który
wyszedł z lasu)... następnego dnia książkę oddałem i darowałem sobie dalej te
warsztaty. Swój cel osiągnąłem, nawet tego nie planując.
Jak już o poezji mowa... to wypada wspomnieć o jednym z tych kumpli
z ośrodka
. Tak się złożyło, że był nim młody (w moim wieku) Gliwicki poeta
Krzysztof Siwczyk,
parę lat później odtwórca tytułowej roli w filmie Wojaczek
. Tak,
z jednej strony grupa młodzieży pijącej piwo, z którą gadałem o pierdołach,
a z drugiej warsztaty teatralne. I to w tej pierwszej grupie był autentyczny
poeta, a później i aktor... Nie była to żadna bliska znajomość, on mnie zapewne
nie pamięta. Ale dla mnie warta zapamiętania (poza tym, że fajnie spotkać kogoś,
o kim jest artykuł na Wikipedii ;-)), chociażby dlatego, że to on
zainteresował mnie Świetlikami. Miał lekkiego fioła na punkcie Świetlickiego
i wciąż podśpiewywał
(recytował) jego piosenki. Po tych wakacjach
kupiłem sobie pierwszą kasetę Świetlików.
Po tych wakacjach moje życie zaczęło się gwałtownie zmieniać... może to był
właśnie jakiś przełom, a może to po prostu taki wiek. W każdym razie nawet
jakieś dziewczyny zaczęły się pojawiać w moim życiu. ;-)
P.S. Pisząc ten wpis zorientowałem się jak mało pamiętam z tamtych czasów... a może to dużo?...
07 lutego 2007
15:27:35
|
kategorie:
inne,
praca,
życie,
Właśnie ma w pracy gościa, pewnie z okazji urodzin (nie jestem pewien, bo
nic nie mówi, znaczy się coś mówił, ale nie zrozumiałem), biurowcowy kot. Gdy
wracałem z łazienki, nie tylko zaszczycił mnie swoim zainteresowaniem (rzadko
to się zdarza), ale i podszedł i dał się pogłaskać. Potem wyraźnie dał do
zrozumienia, że chce zajrzeć do mojego biura (w końcu cały budynek do niego
należy ;-)). Wpuściłem go, a on najpierw przespacerował się pod biurkami, a
potem zainteresował się szafą. Tam pogrzebał w starych kartonach, a teraz
siedzi na jednym i chyba nie ma ochoty się stamtąd ruszyć...
Niedługo będę kończył pracę, to będę musiał gościa wyprosić... ale czy to
tak wypada? ;-)
19 stycznia 2007
18:11:57
|
kategorie:
inne,
natura,
Przed chwilą rozebraliśmy i wyrzuciliśmy choinkę. Trochę szkoda, bo wciąż
śliczna, zielona była i jeszcze się nie sypała... ale, ile można?...