Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

No i się zaczyna – nagonka na pedofilów

Niepokoi mnie to co widzę w mediach, ale można było się tego spodziewać. Dziennikarze i politycy rzucili się żerować na ludzkich emocjach wywołanych czyjąś pojedynczą tragedią (częstsze tragedie nie są dość dobrymi newsami) i wydają się zapominać co to fakty, czy zdrowy rozsądek...

No zgadza się, pewien zwyrodnialec przez lata gwałcił swoją córkę, ale czy to powód żeby nagle nawoływać do kastrowania pedofilów? Przecież wszystko wskazuje na to, że ten facet nie jest nawet pedofilem! Zaczął się do córki dobierać, gdy ta miała piętnaście lat, a więc trzeciorzędne cechy płciowe raczej już miała. To nie pociąg do dzieci był motorem zachowania tego zboczeńca, ale po prostu dostęp do młodej kobiety nad którą miał pełną kontrolę. To jest gwałciciel, nie pedofil, ale że gwałty są dość znanym problemem, to przecież nikt się tym nie będzie zajmował...

No i jak to kastrowanie pedofilów pomogłoby w tym przypadku? Był ten facet kiedyś skazany za podobne przestępstwa? Jeśli nie, to nie dałoby nic. Może w jakiś innych przypadkach, gdzie jest recydywa... ale czemu w takim razie wykorzystywać tę tragedię? Poza tym to rozwiązanie przypomina obcinanie ręki za kradzież... (ręka ukradła, rękę ukarać) mało to cywilizowane. Przecież jak ktoś nie ma hamulców moralnych to pozbawienie go popędu płciowego nagle mu ich nie zwróci – potwór jest w głowie, nie między nogami.

To kastrowanie to na razie jeden pomysł... ale boję się, że może ich być więcej. W takiej atmosferze możemy dorobić raczej nie skutecznego, ale idiotycznego prawa. Nie chciałbym, żeby u nas działy się potem takie rzeczy jak w USA, gdzie człowiek przyłapaniu na siusianiu przy drodze, albo nastolatek przyłapany ze swoją o rok młodszą dziewczyną, zostaje wpisany do rejestru przestępców i jego życie staje się koszmarem (w przyszłości może mieć ograniczany kontakt z własnymi dziećmi), albo, że ojciec zostaje skazany za kąpiel własnego dziecka... Prawo tworzone pod wpływem emocji i pod publikę często nie rozwiązuje problemu, a uderza w niewinnych ludzi.

No i nawet jeśli nam przy okazji politycy prawa nie zepsują, to sama nagonka medialna może narobić szkód. Ludzie będą się bezpodstawnie bać wypuszczać dzieci bez opieki (na zachodzie miejscami już jest nie do pomyślenia, żeby np. dziesięcioletnie dziecko samo szło lub jechało na rowerze do szkoły – wszędzie jest dowożone, co też nie jest bez wpływu na zdrowie), czy nawet oddawać pod opiekę nauczycielom czy trenerom...

Trudno też sobie w takiej atmosferze wyobrazić niewinnego człowieka, który stwierdził u siebie skłonności pedofilskie (to, że podniecają go dzieci, nie znaczy, że będzie od razu je gwałcił – mnie podniecają dorosłe kobiety i nie rzucam się na każdą) będzie szukał pomocy. Zamiast tego może popaść w gorsze problemy widząc w sobie potwora albo bojąc się takiej oceny od innych.

Nie chcę umniejszać tej tragedii, czy cierpień innych molestowanych dzieci. Nie chcę bronić gwałcicieli, czy pedofilów molestujących dzieci. Chciałbym tylko, żeby zachowano umiar i rozsądek. Trzeba zidentyfikować ogólny problem i pomyśleć czy i jak można jemu zaradzić, a nie szukać doraźnych rozwiązań pod wpływem pojedynczych, najgłośniejszych przypadków.

BTW. Zastanawiam się też co z matką tej biednej dziewczyny... Że została zastraszona jakoś mnie nie przekonuje – myślę, że sytuacja była podobna jak w przypadku większości maltretowanych żon – mąż bije, ale przecież męża się nie opuści, bo co to za życie bez niego, tyle że tym razem cierpiała córka...

21 komentarzy do wpisu „ No i się zaczyna – nagonka na pedofilów


Zasłyszane na placu zabaw

Dwóch chłopców siedzi na huśtawkach i dyskutuje:

– Wiesz ile ja miałem dziewczyn?

– A ty wiesz ile ja miałem dziewczyn?

– Gdy byłem w maluchach, to wiesz ile miałem dziewczyn. Jedenaście!

– A ja czterdzieści!

– Niemożliwe! Nawet w jednej klasie nie ma tylu osób.

[...]

– A wiesz, że kolega z klasy mojego brata to się w całej szkole kocha? Ale tylko w dziewczynach. W chłopcach nie.

9 komentarzy do wpisu „ Zasłyszane na placu zabaw”


Coming out, czyli: wyście prawdziwej cioty nie widzieli

O!

[censored]

P.S. Ja czasem (po kąpieli) rzeczywiście tak po domu chodzę... %-)

Update: Ooops... linku zapomniałem...

74 komentarze do wpisu „Coming out, czyli: wyście prawdziwej cioty nie widzieli”


Inne atrakcje

Po nieudanej reklamacji nieudanej wypłaty z bankomatu dzisiaj znowu składałem w banku reklamacje...

Przy opisie ostatnich wizyt w aptece napisałem, że wziąłem kwitki, bo już bankowi nie bardzo ufam. I słusznie. Transakcja niby anulowana, dostałem do ręki potwierdzenie (z logo banku)... a z konta odpowiednia suma potrącona i nigdy nie oddana. No więc dzisiaj, jak już włóczyłem się po mieście, poszedłem złożyć reklamację. Pani nawet nie była zainteresowana kwitkami i wyraziła zdziwienie, że ja wątpię w to, że bank mnie potraktuje poważnie. Jednak przekonałem ją, żeby ksero kwitków załączyła do papierów. A oryginałów wolę sam przypilnować.

Ale co tam kłopoty ze zdrowiem i z bankiem... w końcu mają przyjść do mnie dwie paczki, zamówione na pocieszenie. Specjalnie w pracy czekałem z wyjściem po drugie śniadanie, do południa (do 12:15 dokładniej), bo wiem, że poczta przychodzi przed południem. Gdy przychodzi polecony lub paczka (w każdym razie coś wymagające potwierdzenia) to z portierni dzwonią, żeby odebrać. Nikt nie zadzwonił, ale wychodząc z budynku spytałem na portierni, czy poczta już była (była) i czy coś do mnie nie przyszło (podobno nie). Spieszyłem się załatwić co miałem do załatwienia w mieście, więc nawet nie spojrzałem co tam za szybką u nich leży.

Gdy wróciłem też mnie nikt informacją o poczcie nie zaatakował (a bywało, że prawie biegali za mną z papierowym spamem)... No trudno, jak nie dziś, to może jutro...

Gdy przyszedł czas wychodzić z pracy, okazało się, że nie ma nikogo na portierni. Nie było nawet komu kluczy oddać. Co gorsza, nie było kogo opieprzyć... bo za szybką znalazły się dwa awizo do mnie... Olałem oddanie klucza i poszedłem do domu.

Awiza odebrała żona przy okazji lekcji gry na gitarze (w tym samym budynku). No więc jutro czeka mnie jeszcze spacer... na dwie różne poczty (na główną po polecony i na przydworcową po paczkę)... Żeby było śmieszniej, to w tym samym budynku, w którym mam biuro, też jest poczta, ale to nie mój rejon...

5 komentarzy do wpisu „ Inne atrakcje”


Oszukany przez bankomat, c.d.

Ciąg dalszy moich przygód z bankomatem. Dzisiaj przyszło do mnie pismo z banku:

Szanowny Panie,

W nawiązaniu do Pana reklamacji, dotyczącej częściowej wypłaty z bankomatu uprzejmie informujemy, że Pana reklamacja jest niezasadna.

W dniu 31-08-2007 r. o godz. 18:06 miała miejsce transakcja na kwotę 500,00 PLN w bankomacie mieszczącym się w Gliwicach przy ul. Kozielskiej 89. Transakcja ta zakończyła się wypłatą żądanej gotówki i słusznie obciążyła Pana rachunek.

Informując o powyższym pozostajemy

z poważaniem,

Bank Polska Kasa Opieki S.A.

Ciekawe skąd ta pewność. Jakie procedury ją zapewniły? Pewnie tylko przeliczyli pieniądze które zostały w bankomacie. A co, jeśli człowiek napełniający bankomat na półeczkę z banknotami stuzłotowymi zamiast dwóch stów położył dwie piędziesiątki, a stówę włożył sobie do kieszeni? Po mojej wypłacie ilość pieniędzy w bankomacie zgadzałaby się z tym, co powinno tam być. Czy banki się jakoś zabezpieczają na taką ewentualność? Jak?

Pewnie mógłbym próbować pisać kolejne pisma... ale dla tych 100zł to mi się nie chce. Najgorsze, że podejrzany bankomat mam najbliżej i raczej nie zrezygnuję z korzystania z niego. Przynajmniej nie przed kolejną wpadką.

14 komentarzy do wpisu „ Oszukany przez bankomat, c.d.”


Oszukany przez bankomat

Zaczęło nam się robić pusto w portfelach, więc poszedłem do bankomatu po gotówkę. Normalnie wkładam kartę, wklepuję PIN, wybieram wypłatę 500zł, pokwitowanie sobie darowałem... Wyciągnąłem kartę, wziąłem pieniądze, szybko sprawdziłem, czy się zgadza: z wierzchu dwie pięćdziesiątki, dalej setki. W sumie 6 banknotów. OK.

Przyszedł czas oddać pieniądze żonie (tradycyjnie sobie chciałem te 50zł zostawić). I żona protestuje, że mało. Jak to mało? A tak to... ostatnie dwa banknoty w pliku to nie były setki, ale pięćdziesiątki. Bankomat dał mi o 100zł za mało. :-(

Poleciałem do bankomatu zobaczyć, czy jest tam podany jakiś numer do zgłaszania reklamacji. Nie było. Ale to bankomat naszego banku (PEKAO), więc zaraz po powrocie do domu zadzwoniłem na infolinię. Szybko zostałem spławiony: wszelkie reklamacje finansowe należy osobiście składać w oddziale banku. Dla mnie wydawało się oczywiste, że jak tylko bankomat zaczyna źle działać, to bank będzie chciał o tym wiedzieć. Ale widać się myliłem... widać liczą na to, że ludziom nie będzie się chciało reklamować i może nawet na tym zarobią...

No cóż, jutro wybiorę się do banku i tam pomarudzę. Dzisiaj jeszcze tylko opisałem zdarzenie i moje uczucia do banku w formularzu reklamacji w interfejsie internetowym – zapewne to nic nie da, ale mi trochę ulżyło. ;-)

49 komentarzy do wpisu „ Oszukany przez bankomat”



Jesteście obserwowani...