10 września 2008
20:20:19
|
kategorie:
inne,
życie,
Niepokoi mnie to co widzę w mediach, ale można było się tego spodziewać.
Dziennikarze i politycy rzucili się żerować na ludzkich emocjach wywołanych
czyjąś pojedynczą tragedią (częstsze tragedie nie są dość dobrymi newsami)
i wydają się zapominać co to fakty, czy zdrowy rozsądek...
No zgadza się, pewien zwyrodnialec przez lata gwałcił swoją córkę, ale czy
to powód żeby nagle nawoływać do kastrowania pedofilów? Przecież wszystko
wskazuje na to, że ten facet nie jest nawet pedofilem! Zaczął się do córki
dobierać, gdy ta miała piętnaście lat, a więc trzeciorzędne cechy płciowe
raczej już miała. To nie pociąg do dzieci był motorem zachowania tego
zboczeńca, ale po prostu dostęp do młodej kobiety nad którą miał pełną
kontrolę. To jest gwałciciel, nie pedofil, ale że gwałty są dość znanym
problemem, to przecież nikt się tym nie będzie zajmował...
No i jak to kastrowanie pedofilów
pomogłoby w tym przypadku? Był
ten facet kiedyś skazany za podobne przestępstwa? Jeśli nie, to nie dałoby
nic. Może w jakiś innych przypadkach, gdzie jest recydywa... ale czemu w takim
razie wykorzystywać tę tragedię? Poza tym to rozwiązanie przypomina obcinanie
ręki za kradzież... (ręka ukradła, rękę ukarać) mało to cywilizowane. Przecież
jak ktoś nie ma hamulców moralnych
to pozbawienie go popędu płciowego
nagle mu ich nie zwróci – potwór
jest w głowie, nie między
nogami.
To kastrowanie
to na razie jeden pomysł... ale boję się, że może
ich być więcej. W takiej atmosferze możemy dorobić raczej nie skutecznego, ale
idiotycznego prawa. Nie chciałbym, żeby u nas działy się potem takie rzeczy
jak w USA, gdzie człowiek przyłapaniu na siusianiu przy drodze, albo
nastolatek przyłapany ze swoją o rok młodszą dziewczyną, zostaje wpisany
do rejestru przestępców i jego życie staje się koszmarem (w przyszłości może
mieć ograniczany kontakt z własnymi dziećmi), albo, że ojciec zostaje skazany
za kąpiel własnego dziecka... Prawo tworzone pod wpływem emocji i pod publikę
często nie rozwiązuje problemu, a uderza w niewinnych ludzi.
No i nawet jeśli nam przy okazji politycy prawa nie zepsują, to sama
nagonka medialna może narobić szkód. Ludzie będą się bezpodstawnie bać
wypuszczać dzieci bez opieki (na zachodzie miejscami już jest nie do
pomyślenia, żeby np. dziesięcioletnie dziecko samo szło lub jechało na rowerze
do szkoły – wszędzie jest dowożone, co też nie jest bez wpływu na
zdrowie), czy nawet oddawać pod opiekę nauczycielom czy trenerom...
Trudno też sobie w takiej atmosferze wyobrazić niewinnego człowieka, który
stwierdził u siebie skłonności pedofilskie (to, że podniecają go dzieci, nie
znaczy, że będzie od razu je gwałcił – mnie podniecają dorosłe kobiety
i nie rzucam się na każdą) będzie szukał pomocy. Zamiast tego może popaść
w gorsze problemy widząc w sobie potwora albo bojąc się takiej oceny od
innych.
Nie chcę umniejszać tej tragedii, czy cierpień innych molestowanych
dzieci. Nie chcę bronić gwałcicieli, czy pedofilów molestujących dzieci.
Chciałbym tylko, żeby zachowano umiar i rozsądek. Trzeba zidentyfikować ogólny
problem i pomyśleć czy i jak można jemu zaradzić, a nie szukać doraźnych
rozwiązań pod wpływem pojedynczych, najgłośniejszych przypadków.
BTW. Zastanawiam się też co z matką tej biednej dziewczyny... Że została
zastraszona jakoś mnie nie przekonuje – myślę, że sytuacja była podobna
jak w przypadku większości maltretowanych żon – mąż bije, ale przecież
męża się nie opuści, bo co to za życie bez niego, tyle że tym razem cierpiała
córka...
22 marca 2008
14:42:00
|
kategorie:
inne,
Dwóch chłopców siedzi na huśtawkach i dyskutuje:
– Wiesz ile ja miałem dziewczyn?
– A ty wiesz ile ja miałem dziewczyn?
– Gdy byłem w maluchach, to wiesz ile miałem dziewczyn.
Jedenaście!
– A ja czterdzieści!
– Niemożliwe! Nawet w jednej klasie nie ma tylu osób.
[...]
– A wiesz, że kolega z klasy mojego brata to się w całej szkole
kocha? Ale tylko w dziewczynach. W chłopcach nie.
29 listopada 2007
20:56:21
|
kategorie:
inne,
O!
P.S. Ja czasem (po kąpieli) rzeczywiście tak po domu chodzę... %-)
Update: Ooops... linku zapomniałem...
15 października 2007
18:44:33
|
kategorie:
inne,
lajf is brutal,
Po nieudanej reklamacji
nieudanej wypłaty z bankomatu
dzisiaj znowu składałem w banku reklamacje...
Przy opisie ostatnich wizyt w aptece
napisałem, że wziąłem kwitki, bo już bankowi nie bardzo ufam. I słusznie.
Transakcja niby anulowana, dostałem do ręki potwierdzenie (z logo banku)...
a z konta odpowiednia suma potrącona i nigdy nie oddana. No więc dzisiaj, jak
już włóczyłem się po mieście, poszedłem złożyć reklamację. Pani nawet nie była
zainteresowana kwitkami i wyraziła zdziwienie, że ja wątpię w to, że bank mnie
potraktuje poważnie. Jednak przekonałem ją, żeby ksero kwitków załączyła do
papierów. A oryginałów wolę sam przypilnować.
Ale co tam kłopoty ze zdrowiem i z bankiem... w końcu mają przyjść do mnie
dwie paczki, zamówione na pocieszenie. Specjalnie w pracy czekałem z wyjściem
po drugie śniadanie, do południa (do 12:15 dokładniej), bo wiem, że poczta
przychodzi przed południem. Gdy przychodzi polecony lub paczka (w każdym razie
coś wymagające potwierdzenia) to z portierni dzwonią, żeby odebrać. Nikt nie
zadzwonił, ale wychodząc z budynku spytałem na portierni, czy poczta już była
(była) i czy coś do mnie nie przyszło (podobno nie). Spieszyłem się załatwić
co miałem do załatwienia w mieście, więc nawet nie spojrzałem co tam za szybką
u nich leży.
Gdy wróciłem też mnie nikt informacją o poczcie nie zaatakował (a bywało,
że prawie biegali za mną z papierowym spamem
)... No trudno, jak nie
dziś, to może jutro...
Gdy przyszedł czas wychodzić z pracy, okazało się, że nie ma nikogo na
portierni. Nie było nawet komu kluczy oddać. Co gorsza, nie było kogo
opieprzyć... bo za szybką znalazły się dwa awizo do mnie... Olałem oddanie
klucza i poszedłem do domu.
Awiza odebrała żona przy okazji lekcji gry na gitarze (w tym samym
budynku). No więc jutro czeka mnie jeszcze spacer... na dwie różne poczty
(na główną po polecony i na przydworcową po paczkę)... Żeby było śmieszniej,
to w tym samym budynku, w którym mam biuro, też jest poczta, ale to nie mój
rejon...
03 października 2007
20:18:32
|
kategorie:
bezpieczeństwo,
inne,
życie,
Ciąg dalszy moich przygód
z bankomatem. Dzisiaj przyszło do mnie pismo z banku:
Szanowny Panie,
W nawiązaniu do Pana reklamacji, dotyczącej częściowej wypłaty z bankomatu
uprzejmie informujemy, że Pana reklamacja jest niezasadna.
W dniu 31-08-2007 r. o godz. 18:06 miała miejsce transakcja na kwotę
500,00 PLN w bankomacie mieszczącym się w Gliwicach przy ul. Kozielskiej 89.
Transakcja ta zakończyła się wypłatą żądanej gotówki i słusznie obciążyła Pana
rachunek.
Informując o powyższym pozostajemy
z poważaniem,
Bank Polska Kasa Opieki S.A.
Ciekawe skąd ta pewność. Jakie procedury ją zapewniły? Pewnie tylko
przeliczyli pieniądze które zostały w bankomacie. A co, jeśli człowiek
napełniający bankomat
na półeczkę
z banknotami stuzłotowymi zamiast
dwóch stów położył dwie piędziesiątki, a stówę włożył sobie do kieszeni? Po
mojej wypłacie ilość pieniędzy w bankomacie zgadzałaby się z tym, co powinno
tam być. Czy banki się jakoś zabezpieczają na taką ewentualność? Jak?
Pewnie mógłbym próbować pisać kolejne pisma... ale dla tych 100zł to mi
się nie chce. Najgorsze, że podejrzany bankomat mam najbliżej i raczej nie
zrezygnuję z korzystania z niego. Przynajmniej nie przed kolejną wpadką.
31 sierpnia 2007
19:47:06
|
kategorie:
bezpieczeństwo,
inne,
Zaczęło nam się robić pusto w portfelach, więc poszedłem do bankomatu po
gotówkę. Normalnie wkładam kartę, wklepuję PIN, wybieram wypłatę 500zł,
pokwitowanie sobie darowałem... Wyciągnąłem kartę, wziąłem pieniądze,
szybko sprawdziłem, czy się zgadza: z wierzchu dwie pięćdziesiątki, dalej setki.
W sumie 6 banknotów. OK.
Przyszedł czas oddać pieniądze żonie (tradycyjnie sobie chciałem te 50zł
zostawić). I żona protestuje, że mało. Jak to mało? A tak to... ostatnie dwa
banknoty w pliku to nie były setki, ale pięćdziesiątki. Bankomat dał mi
o 100zł za mało. :-(
Poleciałem do bankomatu zobaczyć, czy jest tam podany jakiś numer do
zgłaszania reklamacji. Nie było. Ale to bankomat naszego banku (PEKAO), więc
zaraz po powrocie do domu zadzwoniłem na infolinię. Szybko zostałem spławiony:
wszelkie reklamacje finansowe należy osobiście składać w oddziale
banku
. Dla mnie wydawało się oczywiste, że jak tylko bankomat zaczyna źle
działać, to bank będzie chciał o tym wiedzieć. Ale widać się myliłem... widać
liczą na to, że ludziom nie będzie się chciało reklamować i może nawet na tym
zarobią...
No cóż, jutro wybiorę się do banku i tam pomarudzę. Dzisiaj jeszcze tylko
opisałem zdarzenie i moje uczucia do banku w formularzu reklamacji
w interfejsie internetowym – zapewne to nic nie da, ale mi trochę
ulżyło. ;-)