Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Closterkeller w Wiatraku

Wczoraj wybrałem się na kolejny mrrroczny koncert do Wiatraka w Zabrzu, aby się trochę odstresować i oderwać od rzeczywistości. Na Closterkellerze już parę razy byłem, a support, The Proof, jak to często bywa, widziałem po raz pierwszy.

The Proof zrobili niezłe mroczne (chociaż czasem bardziej śmieszne) show… szczególnie makabryczne był fragment, gdzie paskudny umalowany goth w jakiejś czarnej szmacie i rajstopach, mażąc się szminką śpiewał „całuj mnie, kochaj mnie” ;-) Generalnie całkiem fajnie grali… trochę mi się to z The Cure kojarzyło.

Potem wystąpiła gwiazda zespołu. „Mroczność” Closterkellera raczej zawsze przyjmowałem na słowo, dla mnie to po prostu kawałek dobrego, specyficznego rocka. Miło mnie zaskoczyła wczoraj Anja… jakby wyraźnie wyszczuplała i odmłodniała. Chyba jej ta siłownia służy (na poprzednim koncercie, w Gliwicach, tłumaczyła się, że nie ma „mrocznej” kreacji, bo przez pomyłkę zamiast niej wzięła swój strój na siłownię). Wyśpiewała trochę starych kawałków, trochę najnowszych, biegając i skacząc po scenie. Przy okazji ostatniego przeboju wytłumaczyła się z tekstu „Nie tylko gra”, grożąc przy tym publiczności, że jak twierdzą, że tekst nie jest głęboki, to ich pobije :-)

Super koncert był! :-)

Dodaj komentarz do wpisu „Closterkeller w Wiatraku”


Wymarzony Sylwester 2009

Mój wymarzony Sylwester 2009:
przespać przynajmniej tę jedną noc całą…

10 komentarzy do wpisu „Wymarzony Sylwester 2009”


XIII. Století w Wiatraku

Wczoraj znowu wybrałem się na koncert zespołu, którego wcześniej w ogóle nie znałem. XIII. Století to podobno czeska legenda rocka gotyckiego, porównywana z naszym Closterkellerem. Na Closterkellerze było fajnie, a właśnie przyszedł czas, żeby znowu się trochę rozerwać i odstresować.

Oczywiście przed koncertem przesłuchałem próbki (video) z Last.fm, ale nie powalały na kolana. Mimo wszystko wystarczająco dobre, żeby nie zniechęcić. Tak więc trzy dni temu kupiłem bilet, a wczoraj pojechałem na koncert.

Przed Stoleti zagrał zespół Poison Words, ten sam, co przed koncertem Closterkeller. I znowu zrobili na mnie całkiem pozytywne wrażenie. Zagrali chyba nawet lepiej niż poprzednio, ale może to być po prostu efekt tego, że już słyszałem te utwory. Publiczność domagała się bisów, ale stwierdzili, że jeszcze inny zespół ma zagrać i uciekli. Trudno. Na gwiazdę wieczoru trzeba było jeszcze trochę poczekać…

Czesi pojawili się na scenie dokładnie o 21:00. Od razu rzuciła mi się w oczy przepiękna dziewczyna przy klawiszach („klawiszówka”?). Na początku występu mogli zagrać cokolwiek i tak byłbym zachwycony wpatrzony w cudowny uśmiech… ;-) W końcu jednak i muzyka zaczęła do mnie docierać.

Grali naprawdę świetnie. Publiczność bawiła się wspaniale. Trochę mnie zaskoczyło jak ludzie śpiewali razem z zespołem, ale chwile potem sam się darłem „Elizabeth!” (takie pojedyncze słowa byłem w stanie wyłapać :)). W ogóle, dawno na koncercie nie widziałem takiej radosnej atmosfery. I to mają być mroczne klimaty? ;-)

Bisowali dwa razy. Niestety, kiedyś koncert musiał się skończyć. Ja wyszedłem bardzo zadowolony.

2 komentarze do wpisu „XIII. Století w Wiatraku”


Closterkeller

Na koncercie Closterkellera ostatni raz byłem z kilkanaście lat temu, w domu kultury w Pyskowicach. Wtedy grali dla prawie całkiem pustej sali. Było więc dziwnie, ale fajnie.

Nie byłem więc na ich koncercie dawno. Ostatnią płytę („Cyan”) kupiłem też jakoś w tamtym czasie. Nie śledziłem też uważnie poczynań zespołu od tamtego czasu, ale wciąż ich lubię. Więc jak tylko się dowiedziałem, że mają grać w gliwickiej Fabryce Drutu, to uznałem, że muszę tam być.

Koncert był wczoraj. Tak jak się spodziewałem, zebrało się sporo towarzystwa w ciemnych strojach, kobiety często w powłóczystych wydekoltowanych sukniach. O dziwo, nikt się nie wymalował jak idiota. ;-) Wiekowo nie było tak źle, spodziewałem się jakiejś smarkaterii, ale byli głównie studenci, a nawet parę starszych ode mnie osób.

Przed gwiazdą wieczoru zagrały dwa młode zespoły: Poison Words i Anamnezis. Dawali radę. Mnie bardziej podobał się ten pierwszy, szczególnie przy „mocniejszych” kawałkach.

W końcu pojawiła się Anja z zespołem. Wystąpiła nietypowo, bo „w cywilu” — zapomniała swojej goth-kreacji, ale pokaz goth-mody już zrobiły wokalistki wcześniejszych zespołów. :-)

Już od pierwszego utworu poraziła różnica w brzmieniu między młodzieżą, a mistrzami. Anja z chłopakami dali czadu. Co ciekawe, większość z zagranych utworów dobrze znałem. Chyba duża część programu pochodziła z płyt Violet i Cyan, które znam najlepiej. Nowa płyta podobno szykuje się wkrótce.

Na sali (której klimat był raczej „industrial” niż „gothic”) nie było, pełno, ale też nie świeciła pustkami. Tak w sam raz. Wydaje mi się, że wszyscy bawili się bardzo dobrze, a jednocześnie było spokojnie (bez pijanego towarzystwa wpadającego na ludzi itp.). Całkiem milusi koncercik.

Po koncercie organizator zapraszał na „after party” w klubie muzycznym [Sic!]. Zajrzałem, ale uznałem, że nic tam po mnie i spacerkiem wróciłem do domu (dotarłem trochę przed pierwszą). I podobno nawet papierosami nie śmierdziałem. :)

2 komentarze do wpisu „Closterkeller ”


Fajerwerki i rozwalony obiektyw

Dzisiaj po północy wyszedłem porobić zdjęcia fajerwerków puszczanych na osiedlu. Wyszło mi z tego coś takiego:

Noworoczne fajerwerki Noworoczne fajerwerki
Noworoczne fajerwerki Noworoczne fajerwerki

... i były to prawdopodobnie ostatnie zdjęcia tym obiektywem.

A wszystko zaczęło się 11 listopada, w Święto Niepodległości. Wtedy po raz pierwszy zorientowaliśmy się, że z naszym kitowym obiektywem Nikona 18-55 jest coś nie tak. Zoom ciężko chodził w jednym kierunku. W drugim normalnie, ale w tym jednym, w pewnym zakresie trzeba było użyć sporej siły. Poza tym działał bez zarzutu. Byłem skłonny od razu z tym pójść do Fotojokera, gdzie kupiliśmy zestaw, żeby oddać do naprawy gwarancyjnej, ale było święto i wszystko zamknięte, a następnego dnia jechałem do Rept. Podczas przepustek, nie obiektyw miałem w głowie, a zanim skończyłem tamtejszą kurację, to skończyła się gwarancja i już jakby mniej nam zależało. Szczególnie, że rzadko używaliśmy tego obiektywu, częściej tele.

No i do dzisiaj nie udało nam się wysłać obiektywu do naprawy, chociaż co jakiś czas sobie o tym przypominaliśmy, gdy przyszło go użyć i ten zoom nas wkurzył... Dzisiaj, do fotografowania sztucznych ogni, też potrzebny był nam dość szeroki kąt, więc założyliśmy ten obiektyw kitowy. I nie było problemu aż za którymś zoom-in nie mogłem już zrobić zoom-out. Zmarzniętymi rękami mogłem użyć większej siły niż zwykle, co i tak nic nie dało... poza tym, że nawet obraz z wizjera znikł. W domu się okazało, że zamiast obiektywu mamy teraz grzechotkę – coś tam w środku lata i całość do niczego się nie nadaje. :-(

Nie wiem nawet, czy to w ogóle da się naprawić. Pewnie spróbuję wysłać do jakiegoś serwisu, ale raczej parę stów (na nowy obiektyw) jestem w plecy...

30 komentarzy do wpisu „Fajerwerki i rozwalony obiektyw”


Urodziny

Dziś mój blog ma urodziny. Piąte (jest niewiele młodszy od całego joggera)! :-)

Sto lat, sto lat, niech żyje blogasek nam! ;-)

22 komentarze do wpisu „ Urodziny”