Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Problemy z CSS

Coś spieprzyłem CSS w moim szablonie. Mnie się wydaje że jest OK, ale Validator ma inne zdanie. No cóż - nie wiem jak to poprawić (nie zmieniając za bardzo sposobu zapisu kolorów), więc na razie usuwam ikonkę Valid CSS, ale będę musiał coś z tym zrobić. :-(

4 komentarze do wpisu „Problemy z CSS”


Routerek i partactwa na WWW

Rano wyjęliśmy felerną kartę z routera, zainstalowalismy spowrotem dystrybucyjny kernel, a ostatnią sieć maskaradowaną przez ten router przepięliśmy do innego. W południe przyszedł routerek 3Coma. Udało się go skonfigurować i nawet ładnie działa. Test polegający na ping-floodzie przeszedł na 5+, innych na razie nie robiliśmy. Nieciekawie natomiast wyglądał efekt nmapa zapuszczony na tym urządzeniu. Chyba 5 portów TCP otwartych, w tym telnet, domyślnie bez hasła. Nie rozumiem co za idioci tak domyślnie konfigurują takie urządzenia. Przecież mogłem zapomnieć sprawdzić. Co gorsza okazało się że tych usług nie można wyłączyć. Na szczęście dało się zablokować wbudowanym firewallem. Założyłem więc regułki blokujące wszystkie połączenia TCP i UDP do maszynki i mam spokój. Na "dużym" routerze, gdy już POLPAK działa i nie ma żadnej NATowanej sieci, mogłem wywalić moduł ip_conntrack. Teraz powinien sobie i z kilkoma GB/s poradzić. :-).

Najlepsze jest to, że dzisiaj, pierwszy raz od początku tygodnia, przez cały dzień nic nam się nie powiesiło! :-) (odpukać!)

Żona poprosiła mnie o pomoc przy robieniu screenshotów stron WWW, co zlecono jej w pracy. Pracuje ona w małej lokalnej firmie Linuksowej zajmującej się głównie tworzeniem serwisów WWW. Te strony które mieliśmy strzelać wyglądają całkiem nieźle, ale miejscami się rozjeżdżają. Z ciekawości zapuściłem na nich walidatora W3C. Masakra :-(. A łudziłem się że przynajmniej mała, linuksowa firma, prowadzona przez rozsądnych i bardzo sympatycznych ludzi nie będzie robić takich partactw.... No ale cóż, ja jestem idealista, a oni muszą przede wszystkim zarobić. Ale czy na pewno nie da się tego połączyć? Po prostu wymagać od tych którym się robotę zleca, żeby wynik się walidował? Konkretne wymaganie odnośnie jakości zleconej pracy, a nie wymagające od wykonawcy wcale dużo więcej pracy, jedynie odrobinę kompetencji i wiedzy. No i w wielu wypadkach pozwala uniknąć konieczności testowania strony we wszystkich możliwych przeglądarkach.

Może hobbystycznie przerobię jedną stronę w zgodzie ze standardami... ciekawe ile roboty zajmie to mnie. Przecież ja się tym normalnie nie zajmuję no i nie wiem co autor miał na myśli.

8 komentarzy do wpisu „Routerek i partactwa na WWW”


Na razie starczy

No i zrobiłem swoje szablony. Nie jestem w pełni z nich zadowolony, ale na razie szkoda mi więcej czasu na to marnować.

Niektórzy czytelnicy skarżą się na kolorystykę i jej małą czytelność. Chciałem więc dla nich zrobić alternatywny styl. Okazało się jednak, że w Joggerze się nie da :(. Nie można wrzucić dodatkowych plików *.css na serwer, a zewnętrznych nie chcę robić. Jednak okazało się że jak ten jedyny styl zdefiniuje się jako domyślny (default), a nie trwały (persistent), to FireFox (polubiłem w końcu tę przeglądarkę) pozwala łatwo wybrać pomiędzy tym stylem, a swoim domyślnym. Więc jak ktoś niedowidzi albo ma kiepski monitor, to niech włączy FireFoxa i po kliknięciu ikonki na dole okna wybierze Basic Theme albo co tam jest w jego wersji językowej ;-). A wszystkim Joggerowiczom polecam dopisanie atrybutu „title” do <link type="stylesheet" .../> w swoim szablonie.

2 komentarze do wpisu „Na razie starczy”


Czas na własne szablony

No i w końcu i ja zacząłem robić swoje szablony dla Joggera. Szablon dla strony głównej już właściwie gotowy, do komentarzy może zrobię jutro. Oczywiście starałem się zrobić wszystko zgodnie ze standardami. Nie tylko jest Valid XHTML 1.0 Strict, ale także ma np. sensowny podział nagłówkami h1-h3. Najgorszą robotą było poprawianie wszystkich starych wpisów, żeby całe archiwum też było poprawnym XHTMLem, ale przy okazji mogłem sobie poprzypominać co to się w zeszłym roku działo.

7 komentarzy do wpisu „Czas na własne szablony”


Kontrola wersji i "myśl techniczna", ech...

Przedwczoraj szef do mnie dzwonił z pytaniem jak załatwić sprawę uprawnień różnych programistów w naszej firmie do kodu źródłowego, żeby każdy widział swoją część, nie miał dostępu do pozostałych, a wszystko działało razem. Wytłumaczyłem, że jeśli ten kod jest w PHP i ma działać razem na serwerze, to w 100% nie da się zabezpieczyć przed tym, aby ktoś sobie cudze źródła np. wyświetlił na stronie WWW. Zaproponowałem natomiast użycie jakiegoś systemu kontroli wersji, który zapewnił by kontrolę dostępu podczas tworzenia kodu i dokumentował ew. próby nadużyć w kodzie służących dostępowi do "zakazanych" części. Miałem tę sprawę obadać.

Najpierw przyjrzałem się dostępnym narzędziom. Wstępnie ograniczyłem się do CVS, arch i Subversion. CVS odpadł, bo przestarzały i ma różne głupie ograniczenia. Arch, bo nie chodzi pod Windows, a nasi programiści (nie wiedzieć czemu ;-)) używają Windows. Subversion z dostępem przez WebDAV wydał się najodpowiedniejszy. Problemem było wymaganie apache-2.0, ale zainstalowałem sobie wszystko co trzeba w chroot i ładnie chodzi.

Sam przerzuciłem do Subversion z CVS swoje projekty, przez głupotę/niedopatrzenie tracąc jeden z ostatnich - rozpoczęty server DHCP korzystający z bazy SQL - dzisiaj musiałem to pisać od nowa. Ale Subversion mi się podoba, dużo bardziej niż CVS. A podstawową obsługa praktycznie się nie różni.

Dzisiaj szef mnie wezwał do siebie w sprawie tych praw dostępu. Był tam już szef działu oprogramowania, dość pozytywnie (a przynajmniej neutralnie) nastawiony do mojej propozycji. Okazało się, że "nie ma sensu takiej kobyły do tego zaprzęgać" i wszystko zostanie załatwione prawami dostępu do plików na serwerze i skryptami - całe szczęście że nie ja będę tego pilnował. I w sumie przekonywanie kogokolwiek więcej do tego subversion mi odpada. Tylko szkoda że wczoraj tyle się z tym męczyłem, gdy miałem lepsze rzeczy do roboty.

Podczas tej dyskusji szef twierdził, że ten kod źródłowy powinien być najbardziej chroniony ze wszystkiego w naszej firmie. Chciał kupić jakiś moduł do szyfrowania kodu PHP (żeby nikt od nas nie podejrzał, a jakby co to można by go sprzedawać), wspominał nawet o odłączaniu stacji dysków i Internetu programistom. Powtarzał, że tu nie ma miejsca na żadne zaufanie itd. Chyba nawet Microsoft tak nie boi się o swoje kody źródłowe, bo w końcu udostępnia je na zewnątrz (oczywiście tylko wybranym i na diabelskich zasadach) Gdy użył stwierdzenia "myśl techniczna", to we mnie się gotowało. Sam mam zupełnie inne spojrzenie na to jak powinno być tworzone i udostępniane oprogramowanie, szczególnie dla instytucji publicznych (a o takim była mowa). Zastanawiałem się co ja właściwie robię w tej firmie. Nie próbowałem wyjaśniać moich poglądów, bo wyszedł bym tylko na fanatyka, a z powodu mojego słabego rozeznania z biznesem i prawem może także na głupka. Na szczęście nie jestem programistą, ale administratorem i mogę uznać, że sprawa mnie nie dotyczy. Ale fajnie by było pracować gdzieś gdzie Wolne Oprogramowanie i Open Source to rzecz naturalna nie tylko w sensie brania ale także dawania.

3 komentarze do wpisu „Kontrola wersji i "myśl techniczna", ech...”


Brat publikuje, he he

Dowiedziałem się wczoraj że mój brat publikuje w Internecie. Wiersze. Dzisiaj postanowiłem to obejrzeć - mało mnie obchodzi co on robi, ale ponabijać się mogę. Pisemko w którym publikuje to Experyment (ni to po polsku, ni po angielsku, ale przecież "x" rulez!) pod pseudonimem "artystycznym" MacieK. Widać że webmaster serwisu (możliwe że admin całego friko.pl też) chyba nie ma pojęcia co to HTML (validator.w3.org nawet nie pokazuje błędów - w ogóle tego nie łyka, pewnie dlatego że strona zaczyna się od <SCRIPT>). Kodowanie znaków oczywiście windows-1250, bez deklaracji. W sumie dziwne że w ogóle zawartość da się czytać. Co do samych wierszy to się nie znam, ale osobiście wolę te, które pojawiały się na joggerze :)

Pewnie zastanawiacie się po co to piszę. Sam nie wiem. Chyba dlatego, że dawno nie miałem okazji się z brata ponabijać. A lubię to - w końcu ja mam umysł ściśnięty, a on humanista :-) No i dobry uczynek zrobię - magazyn będzie miał więcej punktów w Google (o ile Google indeksują joggera) :-)

2 komentarze do wpisu „Brat publikuje, he he”



Jesteście obserwowani...