Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Co za zbieg okoliczności...

Jestem w trakcie czytania Ostatniego kontynentu Pratchetta, a przed chwilką z żonką obejrzałem Dom nad jeziorem. Samo tak wyszło. Kto czytał i oglądał zrozumie o co mi chodzi. W sumie ciekawe jak to Pratchett rozwiąże...

...i niech nikt nie waży mi się odpowiedzieć na to pytanie retoryczne w komentarzach!

10 komentarzy do wpisu „ Co za zbieg okoliczności...”


Przed telewizorem

Oglądam sobie z żonką film... w pewnej chwili (gdzieś po pół godziny oglądania) ona stwierdza:

– ten facet jest zrobiony na Hugh Granta.

– bo to jest Hugh Grant. :-D

– cholera... niepodobny.

4 komentarze do wpisu „ Przed telewizorem”


Spotkanie po latach

Wczoraj w programie telewizyjnym (BTW: zna ktoś coś lepszego?) wypatrzyłem na TV 4 film z czerwonym kółeczkiem o 23:00: Żony cudzych mężów (nawet Google nie wiele mi na temat tego filmu powiedziało). Fajnie się złożyło, bo akurat dwudziesta trzecia dochodziła, a ja miałem ochotę na coś nieprzyzwoitego. Wkrótce się jednak okazało, że program kłamie. Zamiast zapowiadanego filmu był inny: Spotkanie po latach. Ale też z czerwonym kółeczkiem. :-)

Pierwsze co się rzuciło w oczy/uszy to gra aktorska – nie powalała, wzbudzając pierwsze skojarzenia z typowym porno, ale też szybko przestała przeszkadzać. Za to była jakaś konkretna fabuła, może nic ambitnego, ale była i trzymała się kupy. Na sceny erotyczne nie trzeba było czekać – w filmie ich nie brakowało. Seks był udawany, ale bardzo przyjemnie pokazany. Dziewczyny ładne, całkiem naturalne, tylko jedna ze sztucznym biustem. Czasem brakowało jakiś ostrzejszych szczegółów, ale za to były pokazane inne, których bardzo brakuje w zwykłym pornolu: pocałunki, rozbieranie, w ogóle jakieś przejścia między fabułą a akcją. Właściwie jeszcze nie było filmu erotycznego (wliczając takie jakich telewizja nie pokazuje) który spełniłby wszystkie nasze oczekiwania w tych kwestiach, ale ten był blisko. Żonce też się bardzo podobało.

Fajnie, że teraz na coś takiego trafiliśmy, bo ostatnim pornolem z wypożyczalni byliśmy trochę zniesmaczeni. W sumie lepszy sztuczny, ale ładny seks w TV, niż sztuczne panienki w najbardziej wyszukanych (w tym filmie posuniemy się jeszcze dalej niż w poprzednich...) scenach według zupełnie niewyszukanego scenariusza (każdy oglądacz pornoli zwykle wie jaka będzie kolejna scena, a pierwsza i ostatnia w jednej sesji są właściwie pewne).

18 komentarzy do wpisu „ Spotkanie po latach


9 Songs i Marzyciele

O 9 Songs czytałem jeszcze w wakacje. Już wtedy wiedziałem, że chcę to obejrzeć. Jednak na polską premierę trzeba było jeszcze poczekać. Miała być gdzieś we wrześniu, ale oczywiście w żadnym pobliskim kinie tego nie puszczali. Recenzje jakie się wtedy pojawiły, nie były zbyt pochlebne. Że ludzie wychodzili po kilkunastu minutach z kina, że to szmira, zwykła pornografia. Mnie to nie zrażało. Bardziej mnie przekonywały wcześniejsze opisy z zagranicznych seks-blogów.

Wczoraj wybrałem się po jakiś film do wypożyczalni i udało mi się to 9 Songs wypożyczyć. I nawet nie leżało w dziale tylko dla dorosłych. Obejrzeliśmy sobie wieczorem. Fabuły rzeczywiście tam praktycznie nie było. Jeśli chodzi o sceny erotyczne, to pokazali prawie wszystko co mogliby pokazać. Nawet dialogi na początku filmu były jak żywcem wzięte z jakiegoś pornosa ;-). Jednak pornos to nie był. Różnica na plus, to brak tej, typowej dla pornografii, sztuczności. Oglądaliśmy kochającą się parę, a nie tylko dwoje ludzi którym kazano się seksić przed kamerą. Z różnic na minus, to przede wszystkim zbytnie skrócenie najciekawszych scen – jak w pornolach są zwykle za długie i nużące, to tu bywały zbyt krótkie, żeby się nimi nacieszyć. No i uroda aktorki pozostawiała trochę do życzenia. Owszem, naturalniejsza (w pozytywnym sensie), niż plastikowe, wydepilowane do zera, laseczki z pornosów, ale biust trochę za mały, a i twarz mogła by być lepsza. Poniżej biustu już bez zarzutu. No, może odrobinę za chuda.

No i nie można w przypadku tego filmu nie wspomnieć o muzyce, w końcu piosenki są nawet w tytule. Liczyłem na trochę dobrego rocka... i rzeczywiście sporo rocka było. Tyle, że nic powalającego na kolana. Trochę szkoda. Seks naprzemian z dobrą muzyką, to byłoby coś. A... i jeszcze oczywiście były sceny z Antarktydą... w Sieci widziałem jakieś interpretacje tego tematu... sam raczej żadnego głębokiego znaczenia się w tym nie dopatrzyłem. W każdym razie nie przeszkadzało za bardzo.

Trochę inny film oglądaliśmy jakiś tydzień temu, może więcej. Żonka kupiła dwie płytki z jakiegoś pisemka dla pań – Dobre Rady i Marzyciele. Ten drugi film od razu zachęcił nas ilustracjami na okładce. Kino europejskie, więc można było się spodziewać czegoś nietuzinkowego, niekoniecznie dającego się oglądać (przez nas).

Oglądać się nawet więcej niż dało. Film pokazywał nietypowy związek trójki młodych ludzi – dwoje Francuzów i Amerykanina, gdzieś w latach sześćdziesiątych. Było o kinie, o polityce, o miłości i seksie. Czuło się, że seks wisi w powietrzu, jeszcze zanim go pokazali. A i to co pokazali, mimo że znacznie mniej odważne niż w 9 Songs oglądało się całkiem miło. Szczególnie, że główna bohaterka miała się czym pochwalić.

Bez wątpienia było to ambitniejsze kino. Miłe dla oka, ale i interesujące. Opisany związek może odrobinę perwersyjny, ale można było uczucia bohaterów zrozumieć. Seks pokazany taki, jakim jest – piękny, przyjemny, ale i trochę tajemniczy. A sam seks był tylko częścią całości, wyjątkowo dobrze pasującą do reszty (co się często w kinie nie udaje).

Ciekawe, że więcej udało mi się napisać o tym filmie, który sam w sobie zawierał dużo mniej treści...

To co w obu filmach mi się podobało, to to, że można pokazać seks jako coś pięknego i przyjemnego. Można go pokazać bez przemocy (niestety w kinie często jedno idzie razem z drugim), bez oceniania, i potępiania niestandardowych zachowań (w typowym amerykańskim kinie byle trójkącik musiałby się skończyć nieprzyjemnymi konsekwencjami).

8 komentarzy do wpisu „ 9 Songs i Marzyciele”


Obejrzeliśmy w końcu film...

Wczoraj pojawiłem się w wypożyczalni z reklamacją. Reklamacja może być przyjęta, owszem, ale jak przedstawię paragon. W portfelu miałem jak zwykle około 100 paragonów (z części już treść odparowała), ale akurat tego nie. W kieszeniach też go nie było. Trudno. W końcu kilka razy mnie uprzedzali, że paragon jest potrzebny do ewentualnej reklamacji. Tylko czemu nigdy tego nie traktowałem poważenie?

Wybrałem sobie inną płytkę, ale przed wypożyczenie zażyczyłem sobie zobaczyć jej powierzchnię. Nie spodobała mi się. Pytam się, czy wszystkie tak mają, dowiedziałem się, że te starsze tak. Podobno żeby znaleźć nowszy to mam szukać tych z numerkami około 15000. Znalazłem coś ponad 15900. Wyglądało nieco lepiej, więc wziąłem.

Tym razem napęd nie odmówił współpracy. Raz się zaciął, ale ma już swoje lata i nie jest modelem z górnej półki, a płytka fabrycznie nowa nie była. Filmik więc obejrzeliśmy bez zakłóceń. Rzecz była o problemach małżeńskich (właściwie pomałżeńskich) i sąsiedzkiej pomocy, ze szczęśliwym zakończeniem. Dużo przyjemniejsze niż to co zaserwowała nam Gala, chociaż zapewne dużo mniej ambitne. Ale cóż... my hołota. ;-)

6 komentarzy do wpisu „ Obejrzeliśmy w końcu film...”


Filmy...

Jakiś czas temu żona kupiła Galę z filmem tylko dla dorosłych. W sobotę wieczorem go sobie obejrzeliśmy... i pożałowaliśmy. Nie spodziewaliśmy się jakiś śmiałych scen, czy porywającej fabuły, ale liczyliśmy na to, że będzie na czym oko zawiesić i film nas dotakowo rozgrzeje do zabawy... tfu... do obowiązków małżeńskich znaczy się. ;-)

Już na początku niektóre sceny były zadziwiająco śmiałe, a fabuła wydała nam się rzeczywiście głupia. Ostatecznie jednak film okazał się okropnym paskudztwem, którego lepiej byłoby nie kupować. Zastanawialiśmy się jakim cudem coś takiego ktoś dodał to takiego pisma jak Gala. Żona aż pogoolała... i znalazła recenzję tego filmu. Ooops... wygląda na to, że my się nie znamy na sztuce, a to było poważne kino....

Uznaliśmy jednak, że czy poważne, czy niepoważne, to my takich świństw oglądać nie będziemy... dzisiaj po drodze do pracy wstąpiłem do wypożyczalni i wziąłem coś normalnego (;-)), po czym ochota na seks raczej nie przejdzie... zobaczymy.

11 komentarzy do wpisu „ Filmy...”



[szpieg] Jesteście obserwowani...