Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Mój jest ten kawałek Internetu…

…złe emocje i brudne buty proszę więc zostawić przed drzwiami.

Powrót na stronę główną

OFF Festival Club 2010

Gdy tylko dowiedziałem się, że szykuje się coś takiego jak OFF Festival Club, wiedziałem że muszę się tym zainteresować. Co prawda nazwy „El Boy Die” i „Scout Niblett” nic mi nie mówiłem, a „Ed Wood” i „Cieślak i Księżniczki” kojarzyłem tylko tyle, że byli na OFF Festivalu, ale jakoś mnie te występy ominęły (i że Księżniczki do skrzypaczka i dwie wiolonczelistki), ale marka „OFF Festival” dużo dla mnie znaczy. W końcu sierpniowy festiwal był niesamowity. A Scout tak sympatycznie wygląda na zdjęciach…

Tradycyjnie przygotowałem się słuchając wcześniej trochę gwiazdy wieczoru. Fenomenalne „Kiss” (duet z Willem Oldhamem), a także trochę innych, „cięższych” kawałków. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że wybrać się warto.

Po przedwczorajszej śnieżycy trochę obawiałem się jak tam dojadę, ale wczoraj już nie padało, autostrada czarna, korków brak – zero problemów. Dotarłem akurat na 18:00 gdy mieli otwierać. Pierwszy raz byłem w Hipnozie i od razu mi się spodobało. Fajny klimat, na sali rozstawione stoliki, w kątach kanapy. A co najpiękniejsze: nikt nie palił! Domyśliłem się, że to efekt nowych przepisów. Rzeczywiście, podobno wcześniej dym papierosowy był tam normą. Jednak się da. Nagle okazuje się, że ludzie mogą siedzieć w klubie bez papierosa w zębach. Palarnia była w osobny pomieszczeniu za drzwiami i właściwie pusta. No cóż, widać Polak czasem umie się zachować dopiero gdy mu przepisy tak każą (i ktoś patrzy, niekoniecznie pilnuje).

Pierwszy artysta zagrałby o 19:00, ale nie dotarł. Zima pokonała Kanadyjczyka ;-). Inni na szczęście dotarli na czas i zaczęli bez opóźnień. Do stolika przy którym usiadłem najpierw dosiadła się sympatyczna dziewczyna z Tych, później dwóch gości z Sopotu (a jeden z nich to właściwie z Chicago), więc nawet było do kogo gębę otworzyć (nie żebym ja się nagle taki towarzyski zrobił). Na początku uznali mnie i tę dziewczynę za parę, na co ona gwałtownie i kategorycznie zaprotestowała. Dwukrotnie. Powinno mi być przykro? ;-)

Ed Wood zagrał… interesująco. Podejrzewam, że w bardziej dopasowanym nastroju byłbym wręcz zachwycony. Ika w każdym razie uznała by to za straszne rzępolenie, jazgot, czy jak ona na to mówi ;-)

W przerwie przed kolejnym koncertem poszedłem do baru po kawkę. Miła kelnerka mnie obsłużyła, przy okazji zauważając: „co pan taki smutny? Ja tu się do pana cały czas uśmiecham…” Ups. Rzeczywiście uśmiechała się ślicznie, ale chyba nad reakcjami i właściwą mimiką muszę popracować. ;-) Kawka była dobra i chyba nawet spełniła swoje zadanie.

Przyszedł czas na Cieślaka z Księżniczkami. Troszkę inny klimat, bardziej „liryczny”. Piękna muzyka. A chyba największe wrażenie zrobiły na mnie chórki Księżniczek w którymś utworze.

Pół godziny po Cieślaku i Księżniczkach przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. Scout cały czas się kręciła po pubie, niektórzy mieli okazję z nią pogadać (oczywiście nie ja, ja mam problem żeby zagadać do normalnej sympatycznej dziewczyny, co dopiero do Gwiazdy ;-)). Przesympatyczna, niepozorna dziewczynka w pomarańczowej kamizelce odblaskowej. Na scenę wyszła sama jedna z gitarą (perkusista dołączył później)… i pokazała co to „power”. Naprawdę, niesamowite ile takie dziewczę może wycisnąć z gitary i swojego głosu. Właściwie chyba i bez nagłośnienia dała by sobie radę, bo świetnie było słychać jej okrzyki gdy odeszła od mikrofonu. I ta jej radość z grania! Cudo. :-D A jak się między utworami odezwała do publiczności… to znowu mała, cicha, niepozorna dziewczynka… :-) Na chwilę usiadła też do perkusji. Widać było, że nie jest wirtuozem tego instrumentu, ale mimo to zagrała świetnie śpiewając swoje optymistyczne „we all are gonna die…” i klasyczne „We are the World, we are the children”. :-)

Grała dłużej niż było w planie, ale mi chyba wciąż mało… Do domu wróciłem wpół do pierwszej. I nie śmierdziałem! :-D Mam nadzieję, że w innych lokalach też to tak działa (dotychczas nie pałałem optymizmem w tej kwestii).


Komentarze

Bartek Jakubski

03 grudnia 2010 13:55:57

W Hipnozie kiedyś na koncercie Yo La Tengo to pomimo prośby zespołu o niepalenie ludzie stojący w tłumie z przodu potrafili kopcić...
A odnośnie towarzyskości - parę razy w Hipnozie na koncertach byłem i nigdy z nikim nie zdarzyło mi się nawiązać żadnej rozmowy. Więc nie ma co narzekać :-)

Jajcuś

03 grudnia 2010 14:00:16

No, może trochę też to, że wczoraj tłumów nie było (mam nadzieję, że organizatorzy mimo to mogli uznać imprezę za udaną), pomogło w kwestii papierosów.

Jajcuś

03 grudnia 2010 14:28:14

O, a tu są zdjęcia: http://muzyka.onet.pl/10173,70528,0,1,galerie.html

bmalkow

06 grudnia 2010 08:14:20

Ten Cieślak i Księżniczki całkiem niezłe. Włączyłem utwory w ich profilu na myspace i jakoś tak za zybko zaczęło mi się podobać.
Pogóglałem i okazało się, że Cieślak to gość ze Ścianki. Nic dziwnego że od razu to do mnie trafiło!

Jajcuś

06 grudnia 2010 08:16:23

À propos MySpace… może mi ktoś wyjaśnić ten fenomen? Kupa zespołów ma tam swój profil i teoretycznie oferuje tam swoją muzykę? Dlaczego?! Toż to wygląda paskudnie, ciężko cokolwiek coś tam znaleźć… chyba najmniej przyjazny serwis w Internecie… Czemu akurat na tego majspejsa się tak wszyscy uparli?
Co ja tam zajrzę, to zwykle uciekam zanim w ogóle znajdę to, po co wchodziłem.

bmalkow

06 grudnia 2010 08:19:27

Nie wiem. Nie wyjaśnię, bo sam nie rozumiem. Mam dokładnie takie same odczucia co do myspace.
Na szczęście profil Cieślaka i Księżniczek nie przywitał mnie niczym mrugającym, to dałem radę.

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Markdown

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI